Antoni Chrzonstowski, Aquila
Miał być polski Zorro, świst szabli, wielkie intrygi i przygody. Co poszło nie tak? W jednej z wcześniejszych recenzji zwracałem uwagę, że w ostatnich kilkunastu miesiącach wyszło sporo beletrystyki osadzonej w trudnym wieku XVII. Uznałem pół żartem, że może w końcu uda się zdetronizować Sienkiewicza. Niestety, Chrzonstowski swoim Aquila tego nie zrobi.
O Antonim Chrzonstowskim nie ma w sieci wielu informacji. Rocznik 1962. Za działalność konspiracyjną został odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności. Ma na koncie jeden tomik wierszy i jedną powieść. Aquila jest zbiorem dwóch pierwszych tomów serii (nie wiem czy będzie ich więcej, na pewno na razie są dwa zbiory), który ukazał się nakładem Novae res w 2024 r. Oprawa miękka, klejona, stron ponad 600.
Opowieść
Akcja dzieje się w XVII wieku w Rzeczypospolitej. Właśnie abdykował Jan Kazimierz i szlachta zabiera się za kolejną elekcję. Zaczynają się targi i prywatne interesa, każdy chce ugrać dla siebie jak najwięcej, tworzą się stronnictwa i koterie wspierające konkretnych kandydatów obiecujących wszystkim wszystko, co chcą usłyszeć. Wśród braci szlacheckiej na elekcję trafiają trzej bracia mleczni (ten szczegół bardzo często jest podkreślany) – Piotr i Paweł Korsakowie oraz Andrzej Wizbor.
Piotr i Paweł to reemigranci z Wenecji. Tam dorastali i uczyli się życia. Andrzej spędził swoje życie w Rzeczypospolitej. Piotr i Paweł mają przed światem dwie tajemnice. Jedną jest Aquila, drugą fakt, że są rodzeństwem. Innymi słowy, świat zna tylko Piotra i nie wie, że ma on bliźniaka. Przed laty ksiądz popełnił błąd wpisując do księgi chrztu dwa imiona, ale tylko jedno nazwisko.
Czyli ochrzcił dwóch chłopców, a wpisał jednego. Teraz obaj bracia poza bardzo wąskim gronem zaufanych ludzi nie pokazują się razem. Dzięki temu nie tylko ukrywają fakt istnienia dwóch bliźniaków, ale też łatwo odeprzeć zarzuty bycia Aquilą.
Aquila – wrażenia
Niestety, nie jest dobrze. Zaczyna się nieźle. Ktoś gdzieś załatwia swoje ciemne sprawy i powstrzymuje go Aquila. Potem ten sam zamaskowany mściciel przychodzi w nocy i przywraca sprawiedliwość. Komuś dzieje się krzywda, wkracza Aquila. I tak mija nam pierwszych kilkadziesiąt stron. Potem cała trójka braci trafia do Warszawy, gdzie pod auspicjami podkanclerzego Andrzeja Olszowskiego wstępują do stronnictwa tzw króla Piasta i starają się z jednej strony agitować za nim, a z drugiej przeszkadzać innym kandydatom. I tu już się cała akcja sypie.
Jest po prostu niemożliwie nudno. Wiem, że wielka polityka, to nie fajerwerki, pościgi, strzelaniny, tylko często godziny albo i więcej długich rozmów i targów. Tu nie ma ani szybkiej akcji (w ogóle nie ma akcji) ani nie czuć ciężaru tej polityki.
Druga rzecz, że w zasadzie dość szybko znika tytułowy Aquila. Cały czas towarzyszymy któremuś z braci, ale sam Aquila pojawia się po przeniesieniu akcji do Warszawy jeszcze może ze dwa, trzy razy. W sumie gdyby wyrzucić cały jego wątek, to książka na tym nie straci. Jest go tak mało, że nie ma on wpływu na fabułę. Nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że w książce są dłużyzny, a największą jest wszystko to, co dotyczy Aquili. Czy to spełnia definicję paradoksu?
Ogromnym minusem książki są nienaturalne dialogi. Autor w wypowiedzi bohaterów wtrąca zwroty z innych języków (co, jak sam pisze, podpatrzył w pamiętnikach Paska). Są one tłumaczone na polski, za co plus, ale brzmią niemożliwie wręcz sztucznie. Czytając te dialogi wydaje mi się momentami jakbym słuchał ludzi, którzy wyjechali za granicę i tak bardzo chcą brzmieć jak lokalsi, że mieszają ze sobą języki, bo jednego jeszcze nie umieją, a drugiego już zapomnieli. Nie, to nie brzmi dobrze. Szczególnie, że język nie jest stylizowany na staropolski.
Andrzej Wizbor jest zakochany w pannie Hortensji, ale zachowuje się jak dzieciak w podstawówce.
Z kolei ona zadziera nosa i nie zwraca na niego uwagi. Dopiero kiedy Andrzej swobodnie rozmawia z jedną z jej przyjaciółek coś do niej dociera. Ale sama nie wie co. To główny wątek miłosny w książce i jest tak samo nieprzekonujący jak pozostałe.
Z racji tego, że ludzie nie wiedzą, że mają do czynienia z bliźniakami czasem rozmawiają z Piotrem, czasem z Pawłem. I to rozumiem bez problemów. Ale dlaczego bracia nie rozmawiają ze sobą, to już jest dziwne. Piotr coś załatwia ważnego z kimś, potem z tym kimś rozmawia Paweł i nie ma pojęcia co zostało ustalone, bo mu brat nie przekazał. I tak jest w zasadzie cały czas.
Mnóstwo opisów jest długich i absurdalnie wręcz szczegółowych. Rozmawia ze sobą czterech mężczyzn i jeden z nich ma szablę. Coś powiedział ten, co stał po prawej tego, co miał szablę. Potem ten, co stał po lewej tego, co miał szablę. Bardzo mi ilość takich opisów zgrzyta.
Jest krótki komentarz autora i nawet napisał jakich materiałów użył podczas pisania. Jest to raczej zdawkowa informacja, ale jest, więc nieduży plus się należy. Nie ma map, ale są ilustracje, a dla ścisłości rysowane portrety różnych postaci. Interesująco to wygląda. Za to plus.
Napiszę krótko, nuda. Nie wciągnęło. Spodziewałem się świstu szabel i łopotu płaszcza, a okazało się, że szabla głównie jest w pochwie, a płaszcz wisi na kołku.
Wydawnictwo Novae Res
Ocena recenzenta: 2/6
Jakub Łukasiński
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Novae Res. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.