Barbara i heretyk

Barbara i heretyk |Recenzja

Gabriela Feliksik, Barbara i heretyk

Lato to czas wypoczynku, delikatnego spowolnienia lub wręcz przeciwnie – czerpania z życia pełnymi garściami. Ale gdy to wszystko już zrobimy, warto nieco odsapnąć. A nic tak nie poprawia samopoczucia jak dobra książka. A dajmy na to ciekawy romans historyczny. I właśnie z tego typu propozycją przychodzę do was dzisiaj. Gabriela Feliksik, znana przede wszystkim jako blogerka, w książce Barbara i heretyk zaprasza nas w świat zakazanej miłości.

Fabuła

Mamy XIII stulecie. Czas, gdy świat zdaje się stać u progu zagłady. Ze Wschodu przybywają drapieżni Mongołowie, rzucając kolejne kraje na kolana. Na Zachodzie trwa walka pomiędzy cesarstwem a papiestwem, a także konflikt z różnego rodzaju herezjami, które rozdzierają łono Kościoła. I w tym momencie Feliksik umiejętnie łączy te dwie areny dziejów.

Z jednej strony mamy katarów i jednego z ich przedstawicieli, niejakiego Tomasza de Marais. Staje się on mimowolnym uczestnikiem kolejnej odsłony krucjaty przeciwko albigensom. Jako jeden z czwórki ocalałych z twierdzy w Montségur, udaje mu się zbiec do Europy Środkowej, gdzie – wsparty mitycznym katarskim skarbem – ma odwrócić upadek katarskiej wiary, pozyskując dla niej nowych wyznawców. Koniec końców trafia na ziemie polskie, gdzie wpada w oko wychowanicy księżnej Grzymisławy, matki księcia Bolesława Wstydliwego.

I tutaj pojawia się arena druga, czyli nasz kraj, targany waśniami piastowskich książąt. W czasie walk o władzę, wymieniona już księżna Grzymisława, wsparta przez Henryka Brodatego, ucieka z więzienia u Konrada Mazowieckiego. Po drodze znajduje porzucone dziecko, któremu nadaje na imię Basia. Z

 biegiem lat, ta niepozorna znajda, staje się powiernicą węgierskiej królewny, późniejszej świętej Kingi. Przebywając na „krakowskim” dworze, zakochuje się w przybyszu z Langwedocji, Tomaszu. Równocześnie wpada tez w oko księciu Bolesławowi, który nie tylko, że nie kocha Kingi, ale i pragnie posiąść piękną Basię. Co z tego wyniknie? Musicie sprawdzić sami. Naprawdę warto. Podpowiem tylko tyle, że będzie sporo intryg, nieoczekiwanych zwrotów akcji, i nie każdy, kto na początku był postacią dobrą, pozostanie nią do końca. Ale o tym cicho sza ;D

Barbara i heretyk – wady i zalety

Książka jest ciekawa, choć temat jest nieco frapujący. Jakoś ciężko było mi uwierzyć, że zbiegły katar schronił się akurat w Małopolsce, która niedawno stała się areną mongolskiego najazdu. Co więcej, wszystko zapowiadało, że nie będzie to jedyny taki epizod… Z tego powodu miałem wrażenie, że główny męski bohater, jest kimś przypominającym Desperado albo masochistę. Sam pchał się w paszczę lwa, do kraju – ówcześnie – ultrakatolickiego, targanego waśniami, wojnami i najazdami. Zabrakło mi również opisu tego, w jaki sposób dostał się do Polski. Rozumiem, że nie koniecznie musi to dotykać treści książki, ale dla mnie brak tej kwestii jest nieco dyskusyjny. Ok, czepiam się.

Czytając tę powieść bawiłem się nawet dobrze. Postacie są wesołe, wyraziste, pełne pasji i ludzkie. Ich wybory rzadko są dobre, jeszcze mniej mieszczą się w normach katolickiej moralności. Bo przecież ludźmi zawsze żądzą namiętności, a nie rozum, wiara czy moralność. I z tego też powodu przez książkę płynie się szybko i sprawnie.

Spodobało mi się również niejakie pominięcie wątków historycznych odnoszących się do Polski dzielnicowej. Mamy tylko takie ogólne nakreślenie problemów, ale nie zagłębiamy się w nie za bardzo. Tutaj głównymi bohaterami są bowiem nie sami książęta, ile ich domownicy, znajomi i przyjaciele. I za to przyznaję ogromnego plusika.

Katarzy

Katarami zwano przedstawicieli chrześcijańskiej sekty, która prężnie rozwijała się we francuskiej Langwedocji oraz w północnych Włoszech. Znawcy tematu sugerują, iż przejęli oni dorobek bogomiłów, działających na Bałkanach w X stuleciu. Nie ma pewności co do etymologii słowa katar. Jedni wywodzą go od greckiego „katharó” – czysty, oczyszczony lub z niemieckiego „ketter” – heretyk. Kościół katolicki uważał ich za odstępców od wiary, a w 1179 roku na Soborze Laterańskim III oficjalnie uznano ich za heretyków. Sami albigensi uważali się za jeden z odłamów chrześcijan, zwąc się Dobrymi Ludźmi.

I musieli takimi być w istocie, skoro pozyskali nawet poparcie możnowładców langwedockich, którzy wyznawali katolicyzm. Katarzy zyskali szacunek również zwykłych katolickich mieszkańców południowej Francji. Jak? Po pierwsze – byli pacyfistami. Po drugie – żyli w czystości, pokoju i prostocie, czym nie zagrażali posiadłościom i władzy arystokracji. Po trzecie – osłabiali ambicje miejscowych duchownych, którzy musieli rywalizować z dosyć popularną odmianą chrześcijaństwa.

Niechęć Kościoła wzbudzili odmawiając uznania władzy papieskiej, negując niezwykle dochodowy handel szczątkami świętych oraz głosząc, że krzyż jest symbolem męki i śmierci, więc jego kult jest moralnie niedopuszczalny. Katarzy wierzyli również w dualizm – dwu opozycyjnych wobec siebie bogów (Boga i szatana), symbolizujących dobro i zło, światło i mrok.

Wierzyli, że ten świat jest zepsuty i zły, a prawdziwe i czyste jest duchowe królestwo niebieskie. Uważali również, że dusza, będąca emanacją dobrego Boga, jest uwięziona w zepsutym fizycznym ciele. Aby ją uwolnić, trzeba było wyrzec się tego świata, nie ulegać złu, zachować czystość fizyczną i moralną. Uważali Jezusa za istotę duchową, bez jakiegokolwiek wymiaru fizycznego. Tym samym kwestionowali ukrzyżowanie i zmartwychwstanie Chrystusa.

Ale to tylko fragmenty tego, co głosili. Cała wiedza o katarach pochodzi prawie wyłącznie ze źródeł katolickich, nieprzychylnych heretykom. Za swe „grzechy” wobec Kościoła, w latach 1209-1255 przeprowadzono krucjatę przeciwko katarom. Jak się szacuje, w jej wyniku zginęło ponad 100 000 ludzi, nie koniecznie samych katarów. Jedną z ostatnich katarskich twierdz był Montségur w Pirenejach, który poddał się w marcu 1244 roku (o którym trochę przeczytamy w powieści). Podobno czterem katarom udało się uciecz z twierdzy. Zabrali ze sobą skarb, choć nigdy nie ustalono co tym skarbem było. 205 katarów, ze śpiewem na ustach zostało spalonych żywcem.

Ostatnia katarska twierdza, Quéribus, padła w sierpniu 1255 roku. Choć działała tutaj inkwizycja, ostatni katarzy zniknęli dopiero około 1320 roku.

Barbara i heretyk – podsumowanie

Książka zawiera się na 317 stronach. To naprawdę ciekawa rozrywka na ciepłe letnie noce. Daje wytchnienie, ale i pobudzą wyobraźnię. Mnie na przykład Autorka zaciekawiła postacią księżnej Grzymisławy.

Wcześniej, choć znałem mniej więcej jej wpływ na politykę wewnętrzną, to jakoś nie zaciekawiła mnie jako postać historyczna. A teraz mam pretekst by sprawdzić kim była w rzeczywistości. Spodobało mi się również opisanie doktryny katarów, choć jest ona nieco uproszczona. Niemniej dobre to na początek. Gorąco polecam.


Wydawnictwo Replika
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Czytaj również:

Comments are closed.