Zanim doszło do jednej z największych bitew morskich w historii, sytuacja operacyjna na Pacyfiku była pełna napięć i komplikacji. Dowództwa amerykańskich flot w rejonie Filipin funkcjonowały oddzielnie, a skomplikowana sieć komunikacyjna spowalniała przepływ informacji. W tej atmosferze rozpoczęło się starcie, które przesądziło losy wojny na Pacyfiku – bitwa w Zatoce Leyte. Jesienią 1944 roku Trzecia Flota Halseya i Siódma Flota Kinkaida wspierały inwazję na Leyte, jednak brak jednolitego zwierzchnictwa i osobiste ambicje dowódców miały kluczowy wpływ na przebieg wydarzeń.
Jesienią 1944 roku siły Nimitza i MacArthura zeszły się w rejonie Filipin, a ich dowództwa zaczęły na siebie nachodzić geograficznie, mimo że pozostały osobne w znaczeniu organizacyjnym i administracyjnym. Trzecia Flota Halseya i Siódma Flota Kinkaida otrzymały zadanie wsparcia inwazji na Leyte, lecz nie miały wspólnego zwierzchnika.
Marc Mitscher, dowodzący Task Force 38, odpowiadał przed Halseyem, który odpowiadał przed Nimitzem, a ten z kolei odpowiadał przed Kingiem; Thomas L. Sprague, dowódca lotniskowców eskortowych towarzyszących siłom inwazyjnym, podlegał Kinkaidowi, który podlegał MacArthurowi, podlegającemu George’owi C. Marshallowi.
Najbliższym wspólnym zwierzchnictwem obu flot było więc Kolegium Szefów Sztabów w Waszyngtonie. Od Halseya i Kinkaida oczekiwano, że będą „współpracować”. Wydarzenia pokazały jednak, że współpraca, nawet przy najlepszych chęciach, może nie wystarczyć.
Tekst jest fragmentem książki C. Symondsa, Nimitz na wojnie, którą znajdziesz tutaj:
Inna trudność polegała na tym, że MacArthur, chcąc zachować ścisłą kontrolę nad Kinkaidem, zabronił mu samodzielnego komunikowania się z Nimitzem. Co gorsza, zarządził, że wszystkie wiadomości radiowe między Kinkaidem a Halseyem trafiały najpierw do jego centrum łączności na wyspie Manus.
Stamtąd miały być dopiero transmitowane w ramach tzw. Fox Schedule odbieranego przez wszystkie okręty w obu f lotach. Poszczególne dowództwa przeglądały całość w poszukiwaniu fragmentów, które ich dotyczą, a ponieważ niemal wszystkie wiadomości były oznaczone jako „pilne”, trudno było odróżnić te naprawdę niecierpiące zwłoki. To wszystko sprawiało, że czas przekazania infor macji wydłużał się co najmniej o godzinę, i ani trochę nie ułatwiało współpracy. Była to okoliczność nader niebezpieczna2.
Archipelag Filipiński obejmuje 7 tysięcy wysp. Największa (i zarazem położona najdalej na północ) to Luzon, na której znajduje się stolica Manila, w 1944 roku zamieszkana przez pół miliona ludzi. Drugą naj większą wyspą (i zarazem wysuniętą najdalej na południe) jest Mindanao, które MacArthur wstępnie obrał sobie jako miejsce długo wyczekiwanego powrotu. Pomiędzy nimi rozsiane są setki innych dużych i małych wysp, w tym Leyte, północna sąsiadka Mindanao. Jej względnie centralne położenie, sygnały od miejscowych partyzantów, że nie ma tam dużych sił wroga, oraz rozległy akwen u wschodnich brzegów (zatoka Leyte) czyniły ją atrakcyjnym celem inwazji.
Amerykański desant, mający miejsce 20 października 1944 roku, doprowadził do największej bitwy morskiej w dziejach świata, toczonej na przestrzeni miliona kilometrów kwadratowych między północnym czubkiem Luzonu a Morzem Południowochińskim. Była to zarazem bitwa o zupełnie jednoznacznym wyniku. Podobnie jak wcześniej pod Midway i koło Marianów, bitwa w zatoce Leyte (23–25 października 1944 roku) zakończyła się zdecydowanym zwycięstwem amerykańskim i podobnie jak tamte wywołała zaciekłe spory.
Ważnym elementem tych sporów było agresywne usposobienie Billa Halseya. Jak wspomniano wcześniej, dwaj główni podkomendni Nimitza różnili się diametralnie. Spruance był człowiekiem szczegółu, a jego sztab wydawał precyzyjne i jednoznaczne rozkazy; Halsey kierował się instynktem, a Nimitz musiał go nieraz upominać za niechlujność w administrowaniu.
Jak to ujął historyk John Lundstrom, Halsey był ogniem, a Spruance lodem. Mimo to, a może właśnie z tego powodu, obaj dowódcy przyjaźnili się od kilkudziesięciu lat, a kiedy w 1942 roku Halsey się rozchorował i nie mógł poprowadzić swojej grupy bojowej do walki w bitwie o Midway, zarekomendował do tej roli Spruance’a z ta kim przekonaniem, że Nimitz od razu się zgodził. Mimo to Halsey był zdania, że Spruance na Morzu Filipińskim zmarnował życiową okazję przez swoją nadmierną ostrożność.
Halsey śledził bieg wydarzeń u wybrzeży Saipanu przez radio i, po dobnie jak Towers, był rozczarowany, że Spruance nie dał Mitscherowi większej swobody w atakach na flotę Ozawy. Lotniskowce uważał za broń ofensywną – tnące ostrze marynarki – a nie za stacjonarne platformy do obrony nieruchomych pozycji, choćby i bardzo ważnych.
Jeśli chodzi o Nimitza, to wprawdzie chwalił on postawę Spruance’a na Morzu Filipińskim zarówno w oficjalnym raporcie, jak i osobiście, lecz także się zastanawiał, czy Mitscher nie zdziałałby więcej, gdyby nie ruszył do ataku wcześniej. Omawiając z Halseyem rozkazy do kampanii filipińskiej, dał mu się przekonać i wprowadził do tekstu jedno bardzo ważne zdanie: „Jeśli zaistnieje okazja do zniszczenia znacznej części wrogiej floty lub można będzie taką okazję stworzyć, stanie się to zadaniem nadrzędnym”.
Taka wytyczna była możliwa, wręcz racjonalna, ponieważ – inaczej niż Spruance’a koło Saipanu – głównym obowiązkiem Halseya nie była ochrona przyczółku na plaży. Zadanie to przypadło Kinkaidowi. Halsey miał odpierać japońską marynarkę, a teraz otrzymał jeszcze zgodę na to, by ją zniszczyć, gdyby uznał, że nadarza się ku temu sposobność.
Żołnierze Szóstej Armii Waltera Kruegera rozpoczęli lądowanie na Leyte o dziesiątej rano 20 października. MacArthur obserwował desant z most ku krążownika „Nashville”. Dookoła niego, na całej szerokości zatoki, znajdowały się setki okrętów i statków wchodzących w skład amerykańskiego zgrupowania inwazyjnego: transportowce, statki zaopatrzeniowe, LST, LCI i mnóstwo innych, nierzadko pożyczonych z floty Nimitza, większość załadowana ludźmi, sprzętem, zapasami oraz amunicją.
Nieco dalej na morzu stały okręty wsparcia ogniowego, w tym jednostki ocalałe z ataku na Pearl Harbor, oraz kilka ciężkich krążowników, wszystkie pod rozkazami kontradmirała Jesse Oldendorfa. Jeszcze dalej, za horyzontem, czuwała osłona w postaci 16 małych lotniskowców eskortowych (CVE) rozstawionych w trzech grupach (Taffy 1, 2 i 3, od ich kodu wywoławczego). Okręty te, podległe kontradmirałowi Thomasowi L. Sprague’owi, były małe, powolne i prawie nieopancerzone. Miały zapewniać siłom desantowym osłonę powietrzną, ale też wypatrywać wrogich okrętów podwodnych i sił lądowych. Nieporównanie groźniejsze lotniskowce Trzeciej Floty Halseya znajdowały się kilkaset kilometrów na północ, u wybrzeży Luzonu.
Desant nie napotkał silnego oporu i jeszcze tego popołudnia MacArthur spełnił dawno złożoną obietnicę. Zszedł z pokładu „Nashville” do łodzi desantowej i zabrawszy jeszcze po drodze z transportowca prezydenta Filipin Sergio Osmeñę, udał się na plażę. Z powodu łagodnego nachylenia wybrzeża sternik nie mógł dobić łodzią do samego piasku i MacArthur ku swojemu niezadowoleniu zmuszony był zejść po rampie do wody i brodzić w niej po kolana.
Podejrzewał, że to marynarka znów próbuje go upokorzyć, a jego rozgniewana mina spłoszyłaby niejednego sztabowca. Gdy jednak później ujrzał się na zdjęciu, które zrobiono w tamtej chwili, był zachwycony, bo ponury wyraz twarzy świetnie pasował do jego autokreacji. Po wyjściu na brzeg uścisnął dłoń prezydentowi Filipin, a następnie wziął mikrofon podłączony do przenośnego radionadajnika i oznajmił: „Tu głos wolności, generał MacArthur. Ludu Filipin, wróciłem”.
Nimitz w miarę możliwości śledził te wydarzenia z Pearl Harbor, choć znów nie było łatwo. Nie dość, że między Hawajami a Filipinami było sześć godzin różnicy, to jeszcze Leyte znajdowała się po drugiej stronie międzynarodowej linii zmiany daty. Kiedy o dziesiątej rano 20 października ludzie Kruegera wylądowali na brzegu wyspy, na Hawajach była druga po południu 19 października, lecz wskutek opóźnień w komunikacji Nimitz dowiedział się o tym fakcie dopiero koło godziny czwartej. Niełatwo było w tych warunkach śledzić bieg zdarzeń w czasie rzeczywistym.
Przez cały tamten dzień Nimitz pracował w swoim biurze w kwaterze głównej. Od czasu do czasu schodził poziom niżej, do wzmocnione go centrum dowodzenia, gdzie na stole rozłożono wielką mapę Filipin. Sztabowcy umieszczali na niej znaczniki odpowiadające różnym elementom sił amerykańskich, jak również japońskich, gdy tylko udało się je namierzyć. Wieści napływały z rzadka. Japończycy, rzecz jasna, utrzymywali ciszę radiową, a jeśli nawet udało się przechwycić wiadomość, łamacze szyfrów mieli twardy orzech do zgryzienia.
Przepadało też wiele amerykańskiej komunikacji radiowej, ponieważ większość jednostek posługiwała się krótkodystansowym systemem TBS o zasięgu od 100 do 160 kilometrów (w zależności od warunków atmosferycznych). Mimo wszystko na Hawaje docierało wystarczająco dużo wiadomości – lub ich fragmentów – aby Nimitz miał ogólne pojęcie o przebiegu kampanii.
21 października dowiedział się z raportów okrętów podwodnych, że japońskie siły nawodne w liczbie co najmniej 3 pancerników i 10 krążowników (ale bez lotniskowców) wypłynęły z Lingga Roads, 1,8 tysiąca kilometrów na południe od zatoki Leyte, i zmierzają na północ.
Następne meldunki wskazywały, że owo zgrupowanie, dowodzone przez admirała Takeo Kuritę, najprawdopodobniej przepłynie przez Filipiny morzem Sibuyan, wypłynie na ocean przez cieśninę San Bernardino mię dzy Luzonem a Samarem i będzie próbowało zaatakować amerykańską flotę inwazyjną od północy (patrz mapa nr 14). Amerykańskie okręty podwodne nie poprzestały na meldunkach. Tego samego popołudnia Nimitz dowiedział się, że „Darter” i „Dace” zadały nieprzyjacielowi pierwsze rany, zatapiając dwa krążowniki i poważnie uszkadzając trzeci, zanim jeszcze armada Kurity dotarła na morze Sibuyan.
Nazajutrz Nimitz otrzymał od Halseya wiadomość zawierającą jego „plan bitwy”. Była w nim mowa o utworzeniu nowej grupy uderzeniowej, którą Halsey nazwał Task Force 34, a która składała się z sześciu szybkich pancerników (każdy miał po dziewięć dział kalibru 406 mm) oraz kilku krążowników i niszczycieli. Nowa grupa, którą dowodził wiceadmirał Willis Lee, z racji swoich rozmiarów była godnym przeciwnikiem dla floty Kurity, w której płynęły między innymi dwa superpancerniki „Yamato” i „Musashi”. Halsey poinstruował Lee, aby „przypuścił zdecydowany atak z dużej odległości”. Nimitz jak zwykle nie komentował planu; była to bitwa Halseya, który wydawał się dobrze zorientowany w sytuacji.
Wieczorem, jakoś po ósmej czasu hawajskiego, Nimitz przeczytał wiadomość, którą Halseyowi przesłał Kinkaid. Donosił w niej, że pan cerniki i krążowniki pod rozkazami Oldendorfa „atakują wrogie siły nawodne w cieśninie Surigao” na południe od zatoki Leyte. Najwyraź niej Japończycy, zbliżając się do zatoki Leyte od południa i od północy, usiłowali wziąć Amerykanów w kleszcze. Kilka minut później nade szły kolejne wieści, tym razem od Halseya. Samoloty z lotniskowców Mitschera zaatakowały japońskie pancerniki na morzu Sibuyan i wy rządziły poważne szkody. Ocalałe okręty japońskie, nie mogąc sobie poradzić z powietrzną nawałą, zawróciły na zachód.
Nimitz dowiedział się również, że amerykański lekki lotnisko wiec „Princeton” doznał „ciężkich uszkodzeń” i jest stracony, po tym jak bomba zrzucona na niego przez japoński samolot z Luzonu trafiła w newralgiczny punkt. Krążownik „Birmingham” podpłynął do niego, by pomóc w gaszeniu pożarów, lecz gdy na „Princetonie” eksplodowały komory amunicyjne, oba okręty mocno ucierpiały. Lotniskowiec trzeba było zatopić; raniony „Birmingham” opuścił miejsce bitwy, a później wyruszył w długą drogę na Zachodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych w celu odbycia rozległych napraw.
Dwadzieścia minut później sytuacja taktyczna skomplikowała się jeszcze bardziej. Halsey zameldował o pojawieniu się trzeciej wrogiej flotylli, która nadpływała od strony japońskich wód terytorialnych i składała się między innymi z lotniskowców. W wiadomości skierowanej i do Kinkaida, i do Nimitza informował, że skoro japońskie pancerniki są w odwrocie, on zamierza ruszyć na północ „z trzema grupami”, aby o świcie przypuścić atak na wrogie lotniskowce. Oto wreszcie nadarzała się długo wyczekiwana okazja, by pozbawić Japonię reszty lotniskowców.
Zarówno Kinkaid, który znajdował się 800 kilometrów na południe, jak i przebywający 8 tysięcy kilometrów na wschód Nimitz zrozumieli z tej wiadomości, że Halsey zabiera na północ trzy grupy lotniskowców, a wyodrębniona niedawno grupa bojowa pancerników (Task Force 34) zostanie w tyle na straży cieśniny San Bernardino, jedynego połączenia między morzem Sibuyan a zatoką Leyte. Ani Kinkaid, ani Nimitz nie wiedzieli, że niedługo po wiadomości informującej o powstaniu Task Force 34 Halsey nadał drugą, w której uściślał, że nowa grupa zosta nie utworzona dopiero z chwilą wydania przez niego odpowiedniego rozkazu.
Ta druga wiadomość nie dotarła do nich, ponieważ wysłano ją za pośrednictwem systemu TBS. Co za tym idzie, Kinkaid i Nimitz nie zdawali sobie sprawy, że Halsey ruszył na północ ze wszystkimi 65 okrętami Trzeciej Floty, włącznie z trzema grupami lotniskowców i wszystkimi okrętami nowej Task Force 34.
Nazajutrz rano (na Hawajach był to 23 października) Nimitza czekała miła niespodzianka. Jego syn Chet, niedawno awansowany na komandora podporucznika, w drodze powrotnej na Zachodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych przybył na jeden dzień do Pearl Harbor.
Wcześniej, podczas dowodzenia okrętem podwodnym „Haddo”, zatopił japońskie statki o łącznym tonażu 17 756 ton, za co „Haddo” otrzymał później specjalne odznaczenie dla okrętów (Navy Unit Commendation, NUC), a sam Chet – Krzyż Marynarki Wojennej. Końcowym celem jego podróży było teraz Kittery w stanie Maine, gdzie miał objąć dowództwo nowego okrętu podwodnego „Sarda” (nie wiedział jeszcze, że zanim okręt zostanie oddany do użytku, wojna się zakończy).
Tekst jest fragmentem książki Nimitz na wojnie Wydawnictwa Znak Horyzont (współpraca reklamowa).
Fot. Amerykański lotniskowiec eskortowy USS Kitkun Bay (CVE-71) przygotowuje się do wystrzelenia myśliwców Grumman FM-2 Wildcat z Composite Squadron 5 (VC-5) podczas bitwy w pobliżu Samar 25 października 1944 roku. Samolot widoczny po lewej to Grumman TBF Avenger. W oddali widać japońskie pociski rozpryskujące się w pobliżu USS White Plains (CVE-66), 25 października 1944, źródło: Naval History & Heritage Command
