Arkadiusz Karbowiak, Michał Karbowiak, Bohaterowie czy zbrodniarze? Rozmowy o polskim podziemiu
Czy partyzant może być bohaterem? W pewnych okolicznościach, w chwili zwycięstwa, pewnie tak. W przypadku porażki – chyba nigdy. Niemniej osoby partyzantów zawsze budzą wielkie emocje, tym większe, im dłużej przyszło im walczyć. Zwłaszcza jeśli walczyli o sprawy beznadziejne. A w dziejach Polski takich oddziałów było dosyć sporo. W przypadku kilku spośród nich doszło również do dokonywania zbrodni na cywilach, i to wbrew rozkazom dowództwa. Dlaczego? Po co? Na te pytania starają się odpowiedzieć Arkadiusz i Michał Karbowiak w książce Bohaterowie czy zbrodniarze? Rozmowy o polskim podziemiu. Czy się im to udało? Sprawdźcie sami.
Gdy latem 1945 roku ujawniło się kilkanaście tysięcy żołnierzy Armii Krajowej oraz Bataliony Chłopskie, mogło się wydawać, że sytuacja w kraju jest już opanowana. Nic bardziej mylnego. Spora grupa oddziałów partyzanckich pozostała w lasach, szykując się do nierównej walki z komunistami, którzy coraz szybciej umacniali swoją pozycję w niedawno co „wyzwolonym” kraju.
Z inicjatywy kilkunastu dowódców, między innymi pułkownika Jana Rzepeckiego, utworzono Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość, które drogą polityczną chciało wpłynąć na wynik wyborów. W tym samym czasie poakowscy dowódcy zdecydowali się kontynuować walkę zbrojną. Wybór ten zdawały się umacniać oczekiwany konflikt pomiędzy Stalinem a aliantami zachodnimi, co wpłynęło na determinację wśród dawnych AK-owców.
Oprócz WiN-u działały organizacje wyrosłe z AK – między innymi Konspiracyjne Wojsko Polskie, Wielkopolska Samodzielna Grupa Ochotnicza „Warta”, Ruch Oporu Armii Krajowej Mobilizacyjny Ośrodek Wileński Okręgu Armii Krajowej. Z obozu narodowego wyrosły Narodowe Siły Zbrojne, Narodowe Zjednoczenie Wojskowe.
Nic więc dziwnego, że aż do lata 1946 roku na Białostocczyźnie, północnym Mazowszu, Lubelszczyźnie i na Podkarpaciu trwały zacięte walki o znamionach wojny domowej. Komuniści w walkach z partyzantami wykorzystywali wszystkie dostępne środki – milicję, aparat bezpieczeństwa, Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz wojsko. Do lata 1946 roku w obławach uczestniczyły również jednostki NKWD.
Obie strony stosowały samoobronę i terror. W przypadku partyzantów chodziło głównie o zdobycie środków na przetrwanie (broń, żywność, pieniądze). Przy okazji rozbijano sowieckie więzienia, dokonywano wyroków śmierci na działaczach PPR i konfidentach Urzędu Bezpieczeństwa. Oprócz walki zbrojnej prowadzono akcje propagandowe, wydawano czasopisma czy starano się utrzymać łączność z rządem Polski na uchodźstwie.
Bilans walk był krwawy – śmierć poniosło kilkadziesiąt tysięcy osób. W więzieniach znalazło się kilkadziesiąt tysięcy dawnych żołnierzy, których poddawano torturom. Wielu padło ofiarą sądów doraźnych. Choć rząd komunistyczny kilkukrotnie ogłaszał amnestię dla partyzantów (VIII-IX 1945, II-IV 1947) to podziemie niepodległościowe trwało nadal. Mimo to do 1948 roku większa jego część została rozbita. Tylko pojedyncze grupy partyzanckie prowadziły walki jeszcze przez jakiś czas.
O porażce „Żołnierzy Wyklętych” zdecydowało przede wszystkim malejące poparcie dla ich wysiłku. Polskie społeczeństwo było wyczerpane ciągłą obawą o swą egzystencję, o własne bezpieczeństwo. Lata wojny i okupacji też zrobiły swoje. Coraz większa część Polaków zajmowała postawy pasywne lub dostosowywała się do nowych warunków. Bez poparcia, nawet najwięksi bohaterowie nie mogli nic zdziałać
Oddział „Łupaszki” i inne
W publikacji znajdziemy opisy losów Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, Romualda Rajsa „Burego”, Adolfa pilcha „Górę”, Marian Gołębiewskiego „Stera”, Leonarda Zub-Zdanowicza „Zęba” czy Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”. Walczyli oni na terenie Wileńszczyzny, Białostocczyzny, Podlasia, Kaszub, na Warmii i zachodnim Mazowszu.
Postacie to ciekawe, i mocno dwuznaczne. Z jednej strony – bohaterowie walk z okupacją niemiecką, a następnie sowiecką. Z drugiej – przestępcy (nie bójmy się tego słowa), którzy mordowali niewinnych cywilów. Z pewnością książka wywoła u czytelników wiele emocji, nieraz skrajnych.
Najciekawszą omawianą postacią w publikacji jest zdecydowanie ten pierwszy z wymienionych powyżej postaci. Major Zygmunt Szendzielorz, pseudonim „Łupaszka” dowodził oddziałem, który przez blisko 10 lat walczył na terenie Wileńszczyzny, Białostocczyzny. Najpierw z Niemcami i Litwinami, a później z Armią Czerwoną i polskimi komunistami. To historia walki nieuczciwej, bez szans na powodzenie, ale pięknej ideowo. Niestety podczas walk Łupaszka i jego podkomendni dopuścili się również zbrodni na cywilach.
Autorzy książki omawiają właśnie te „mankamenty” ich działaności. Starają się wytłumaczyć z jakich powodów się wydarzyły, choć moim zdaniem nie powinni. Nie każdą sprawę da się wytłumaczyć, wyjaśnić – czasem żądzą nami emocje, które sprawiają, iż z człowieka wychodzi potwór… Wbrew intencjom obu rozmówców można dojść do wniosku, że był to odwet czy też może krzyk rozpaczy wobec świadomości, że nic innego nie można zrobić, bo walka jest beznadziejna.
Wątpliwości
Książka jest ciekawa i porusza wiele ciekawych zagadnień. Niemniej nie jestem do końca przekonany, czy Autorom udało się zachować bezstronność i całkowitą rzetelność historyczną. Wiele z opinii czy wypowiedzi nie posiada żadnych odnośników do konkretnych źródeł. Nie rozumiem dlaczego w przypadku tak ważnej debaty historycznej, pominięto przypisy?
Tak samo, dlaczego w przypadku snucia pewnych domysłów czy opinii, do konkretnego zagadnienia brakuje imion, nazwisk, źródeł, które mogłyby „uprawomocnić” wywód? Mgliste pisanie o czyjejś wypowiedzi, bez podawania jej danych, zakrawa na konfabulację. A chyba nie to było zamiarem piszących. Przykład ze strony 54: „Jeden z mieszkańców twierdził po latach, że do ostrzelania doszło, ale wyłącznie przypadkowo (…)”. Jaki mieszkaniec? Dlaczego nie znamy jego personaliów? Przykro mi, ale ja nie wierzę na słowo, którego nie mogę sprawdzić.
Momentami miałem również wrażenie, że Autorzy starają się nieco wybielić opisywanych dowódców i ich jednostki. Dla mnie jednak najważniejsze są czyny – skoro jest zbrodnia, to są winni. I nic, nawet bohaterska przeszłość, nie może tłumaczyć tego, czym splamili swój żołnierski honor. Nie mówiąc już o duszy.
Z tego samego powodu nie rozumiem, dlaczego nasi politycy dokładają starań, aby uhonorować takie postacie? Żołnierz powinien być czysty jak łza, prawy i „miłosierny” dla tych, którzy nie mogą się bronić. Wtedy budzi mój szacunek. Bezprzykładne bestialstwo, niczym nie poparte, wymaga potępienia, a nie wywyższania. Ktoś dwuznaczny nie powinien być uhonorowany medalem, pomnikiem czy nazwą ulicy. Tak po prostu.
Jeden z Autorów wyraża jednak odmienne zdanie: „W mojej ocenie należy mu się wieczna pamięć, szacunek i ulica nie tylko w Białymstoku, gdzie szeroko o tym dyskutowano, ale także w każdym polskim mieście. I to nawet w sytuacji, gdy bardzo krytycznie postrzegamy popełnione przez niego zbrodnie” (s. 57). O ile na pamięć i szacunek mogę się zgodzić, jako żołnierza, o tyle na uhonorowanie go, jako zbrodniarza, już nie.
Ciekawie, ale…
Spodobała mi się opinia z pierwszych stron publikacji. „Panuje u nas przekonanie, że II wojna światowa to starcie szlachetnie i rycersko walczących Polaków ze zbrodniczymi Niemcami, Litwinami, Ukraińcami czy Sowietami. To nieprawda. Polacy nie byli impregnowani na wszechogarniającą brutalność, jaka ich otaczała, i sami sięgali po podobne, czasami okrutne, metody jak ich przeciwnicy. Choć skala popełnianych zbrodni była oczywiście różna” (s. 46). Prawda. Szkoda, że w dalszej debacie Autorzy starają się wybielić postawę niektórych Polaków, którzy dopuścili się mordów na cywilach.
Bardzo ciekawe wydały mi się fragmenty opisujące postawy Litwinów czy Białorusinów wobec Polaków i polskiej partyzantki przed, w czasie wojny i po jej zakończeniu. Pozwolę sobie przytoczyć dwa fragmenty: „Litwa nie znajdowała się w stanie wojny z Polską, a rządy były dość liberalne. Litwini, choć zwalczali polskie podziemie, nie podejmowali wobec jego członków radykalnych represji. Konspiratorzy otrzymywali umiarkowanie niskie wyroki. Największą uciążliwość dla Polaków stanowiła szeroka akcja lituanizacyjna: nakazywano posługiwać się tylko językiem litewskim oraz starano się wyrugować wszelkie ślady polskości. Utrudniano też życie Polakom mieszkającym w Wilnie, nie przyznając im litewskiego obywatelstwa. Bez niego ciężko było znaleźć pracę” (s. 76).
Bohaterowie czy zbrodniarze? Rozmowy o polskim podziemiu – podsumowanie
Książka zawiera się na 353 stronach tekstu i kilkudziesięciu fotografiach. Choć nie do końca jestem przekonany do formy jaka podjęli się Autorzy, to sądzę, że to ciekawa pozycja, warta naszej uwagi. Czasem zachowawczo, nie do końca bezstronnie, ale na pewno ciekawie opowiadają o zawiłych losach „Żołnierzy Wyklętych”.
Autorzy kreślą obraz ich działalności, sytuacji zewnętrznej, wewnętrznych konfliktów i antagonizmów, które rzucają szersze światło na kwestię ich działalności. Już choćby tylko dlatego, warto po nią sięgnąć. Gorąco polecam.
Wydawnictwo Libra
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Libra. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.