Broń jądrowa Francji. Dlaczego Paryż postawił na własną bombę mimo NATO i USA (1)

Broń jądrowa Francji. Dlaczego Paryż postawił na własną bombę mimo NATO i USA?

W przypadku Francji seria wydarzeń z lat 50. sprawiła, że broń jądrowa Francji przestała być opcją na przyszłość, a zaczęła być pilną decyzją polityczną. Điên Biên Phủ, kryzys sueski i napięcia wokół Niemiec Zachodnich ułożyły się w jeden komunikat: interesy Paryża i Waszyngtonu nie zawsze idą w parze.

Powojenna architektura bezpieczeństwa w Europie opierała się na prostym założeniu: Stany Zjednoczone gwarantują ochronę, a europejscy sojusznicy wpisują się w ten układ. NATO porządkowało lęki przed ZSRR i przed powrotem niemieckiej siły militarnej, jednocześnie stabilizując relacje między państwami Zachodu.

Francja przez pewien czas funkcjonowała w tym modelu bez większych zastrzeżeń. Jednak kolejne decyzje podejmowane przez Waszyngton oraz przebieg konkretnych konfliktów pokazały granice tej zależności. Właśnie wtedy zaczęło się przesunięcie: od akceptacji amerykańskiego przywództwa do budowania własnych narzędzi odstraszania.

Francja: nie będziemy sobą, nie będąc wielcy

Losy Francji i jej programu nuklearnego są dowodem na to, że zachodzą niekiedy okoliczności, które umożliwiają państwu będącemu formalnym sojusznikiem USA wejście w posiadanie broni jądrowej. W teorii Francja miała mniej powodów niż RFN, aby starać się o nuklearyzację. Podobnie jak Bonn była objęta gwarancjami bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych oraz była członkiem NATO.

Tekst jest fragmentem książki Nasza bomba. Czy Polska potrzebuje strategii jądrowej?, która czeka na Ciebie tutaj:

Jednak w przeciwieństwie do RFN – choć, po dobnie jak cała Europa, była zagrożona agresją ZSRR – Francja miała luksus posiadania strefy buforowej (pełniły ją właśnie Niemcy Zachodnie). Dlaczego więc Paryż, który początkowo prowadził politykę hedgingu ubezpieczeniowego, w pewnym momencie uznał, że jego interesy lepiej obsłuży proliferacja – a nie wyłącznie pozostawanie pod parasolem nuklearnym USA?

Wydaje się, że wyzwalaczem był tu szereg konfliktów międzynarodowych, których przebieg i rola odgrywana w nich przez Stany Zjednoczone wytworzyły we francuskich elitach przekonanie, że interesy Francji i USA nie muszą być i często nie są zbieżne. Innymi słowy, że USA nie będą wygrywać za Francję jej własnych wojen, nawet jeżeli będą to wojny konwencjonalne.

Świadomość ta, połączona z konsekwencjami wystrzelenia sputnika, wywołała w Paryżu niepokój na tyle głęboki, że zaowocował on zastąpieniem strategii hedgingu ubezpieczeniowego aktywnym programem nuklearnym – i to jeszcze zanim do władzy powrócił generał de Gaulle.

Wreszcie wydaje się, że wpływ na proces decyzyjny w Paryżu miała również starannie pielęgnowana przez to państwo i jego elity percepcja Francji jako państwa niezależnego (także od Stanów Zjednoczonych) i nieskłonnego akceptować statusu innego niż mocarstwowy.

Zdaniem Naranga w latach bezpośrednio po zakończeniu drugiej wojny światowej czynnikiem, który sprawił, że Francja gotowa była zaakceptować amerykańskie przywództwo, były tyleż obawy przed ofensywnymi zamiarami Sowietów, co żywa pamięć tego, do czego zdolni są Niemcy. Na wszystkie te lęki odpowiadało wówczas NATO, wraz z trzema uzasadnieniami jego istnienia wyłuszczonymi przez pierwszego sekretarza generalnego sojuszu, Hastingsa Ismaya: „utrzymać Amerykanów w Europie, Rosjan poza nią i Niemców pod butem”.

Kwestia niemiecka, cyklicznie rozrywająca Europę od czasów Bismarcka, nie przestała nagle istnieć tylko dlatego, że III Rzesza przegrała wojnę, a nad Europą zawisło widmo agresji ZSRR. Jak zauważa (powołujący się na Hymansa) Narang, postawieni przed wizją remilitaryzacji Niemiec Zachodnich (na co naciskali Amerykanie, którzy, jak pamiętamy, nie byli chętni w całości odpowiadać za obronę konwencjonalną Europy), Francuzi zgodzili się „zrezygnować z własnej broni jądrowej, o ile Niemcy również nie będą jej mieli”.

Jednocześnie już wtedy Francja de facto realizowała strategię hedgingu ubezpieczeniowego, prowadząc – zresztą własnym sumptem między innymi za sprawą wiedzy Frédérica Joliot Curie oraz dzięki uranowi pozyskiwanemu z posiadłości kolonialnych – pokojowy program nuklearny. Gdyby więc Amerykanie mieli z Eu ropy zniknąć lub też RFN zrewidowałaby swą linię polityczną na znów bardziej zbieżną z tą preferowaną przez kanclerza Hitlera, Francuzi mieliby gotowy fundament wiedzy i technicznych zdolności pozwalający na to, aby relatywnie szybko przejść od pokojowych do bojowych zastosowań technologii nuklearnych.

Pomiędzy 1954 a 1956 rokiem miał miejsce szereg wydarzeń, które uzmysłowiły Francuzom granice zbieżności interesów Ameryki i ich własnych. Pierwszym z nich była wojna w Indochinach, a konkretnie jej finalny epizod – bitwa pod Điên Biên Phů, toczona od marca do maja 1954 roku. Przypomnijmy – Indochiny były wówczas kolonią Francji, która podczas drugiej wojny światowej pozostawała pod formalną kontrolą francuskiego rządu Vichy, jednak faktycznie pod kontrolą Cesarstwa Japonii.

Wraz z klęską Japonii japońska administracja kolonialna umożliwiła Viêt Minhowi i innym niepodległościowym organizacjom wietnamskim przejęcie kontroli nad urzędami publicznymi. We wrześniu 1945 roku Ho Chi Minh ogłosił powstanie Demokratycznej Re publiki Wietnamu, która została następnie bez zbędnej zwłoki obalona przez Francuzów. Rok później wybuchła wojna pomiędzy Francją i jej stronnikami a Viêt Minhem i innymi niepodległościowymi frakcjami obecnymi w Wietnamie (oraz wspierającymi je Chinami i ZSRR).

Ostatnim aktem wojny była wspomniana bitwa pod Điê.n Biên Phů, podczas której siły Ho Chi Minha otoczyły Francuzów. W kwietniu, gdy bitwa wciąż trwała, francuscy i amerykańscy dyplomaci spotkali się w Waszyngtonie. Pomimo początkowych zamiarów Roosevelta, dotyczących dekolonizacji, Ameryka wspierała Francję w jej kolonialnej wojnie z obawy przed dalszą ekspansją komunistów.

Podczas spotkania przedstawiciele francuskiej delegacji mieli zwrócić się do Amerykanów z prośbą o przekazanie im nie tylko dalszego wsparcia militarnego, ale również broni jądrowej, która miałaby zostać użyta do przełamania oblężenia. Francuskie zapiski z negocjacji z Ameryka nami wskazują jednak na zgoła odmienny ich przebieg. To John Foster Dulles, sekretarz stanu USA, miał zaproponować przekazanie Francuzom bomb jądrowych. Jak było w rzeczywistości, nie wiadomo.

Dość jednak powiedzieć, że pomimo entuzjazmu głównodowodzącego amerykańskich sił powietrznych, który miał podczas jednej z narad sztabowych stwierdzić, że „można spokojnie wziąć jedną bombę, upewnić się, że zrzuci się ją w odpowiednim miejscu (…), i wyczyścić komuchów, a Francuzi wyjdą sobie w dobrym humorze, śpiewając Marsyliankę”, ostatecznie z planów przekazania broni jądrowej Francuzom w celu obrony Điên Biên Phů nic nie wyszło. Ho Chi Minh wygrał, a Francuzi stracili kolonialny klejnot w koronie.

Zdaniem Naranga ostateczny sprzeciw prezydenta Dwighta Eisenhowera wobec uratowania Francji przed klęską uzmysłowił Francuzom, że „bez własnych sił jądrowych Paryż nigdy nie będzie mógł w pełni samodzielnie określić, jaka sytuacja uzasadnia użycie broni jądrowej w obronie żywotnych interesów Francji”. Dodajmy, że pomysłowi nuklearnego rozwiązania oblężenia Điên Biên Phů sprzeciwili się również Brytyjczycy, obawiający się, że użycie broni jądrowej wobec Wietnamczyków sprowadzi na nich (a dokładnie na amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Wielkiej Brytanii) ryzyko nuklearnego odwetu Związku Radzieckiego.

W rezultacie „dwóch najważniejszych sojuszników Francji swoimi działaniami pokazało, że istnieją granice ich poparcia”117 dla interesów Paryża. Nie było to doświadczenie dla Francuzów nowe. W XX wieku Francja już dwukrotnie – podczas pierwszej i drugiej wojny światowej – doświadczyła porzucenia przez sojuszników. Podobnie boleśnie o granicach wspólnoty interesów przekonali się Francuzi nieco ponad dwa lata po upadku Điên Biên Phů.

W 1956 roku prezydent Egiptu Gamal Abdel Naser znacjonalizował Kanał Sueski, którego powstanie nie tylko było współfinansowane przez Francję, ale przez który do Europy trafiała znaczna część używanej w zachodniej części kontynentu ropy naftowej. W odpowiedzi na nacjonalizację przez Kair kluczowej arterii handlowej Francja i Wielka Brytania rozpoczęły na przełomie października i listopada 1956 roku operację Musketeer, której celem było od zyskanie kontroli nad Kanałem Sueskim.

W operacji wspierał te państwa również Izrael, który miał jednak bardziej maksymalistyczne cele. Paryż, Londyn i Tel Awiw podjęły interwencję wbrew woli i ostrzeżeniom Waszyngtonu, co w ostatecznym rozrachunku przekreśliło ich plany. Administracja Eisenhowera wymusiła na swoich sojusznikach akceptację zaproponowanego przez ONZ zawieszenia broni; USA zagłosowały również za przyjęciem rezolucji potępiających inwazję na Egipt.

Co najgorsze z perspektywy sojuszników USA (oburzony był niezaangażowany przecież w całą awanturę przywódca RFN Adenauer), przeciwdziałając próbie odzyskania kontroli nad Kanałem Sueskim, Amerykanie współpracowali ramię w ramię z Sowietami.

Wreszcie Amerykanie utracili wizerunek mężów opatrznościowych Francji z uwagi na doskonale znany już nam problem „przeterminowania się” eisenhowerowskiej doktryny zmasowanego odwetu, a także za sprawą forsowanej przez Waszyngton rehabilitacji i remilitaryzacji Niemiec Zachodnich – kulminacją tych procesów było dołączenie RFN do NATO w 1955 roku.

W oczach Francuzów oznaczało to zredukowanie ich do statusu tego, jaki USA przyznały Niemcom. Amerykanie zaczęli również naciskać na Paryż, aby podobnie jak RFN wyrzekł się on możliwości stworzenia własnej broni jądrowej. Tak więc na przestrzeni nieco ponad dwóch lat Amerykanie zawiedli oczekiwania Francuzów pod Điên Biên Phů i w Suezie, zaakceptowali remilitaryzację Niemiec Zachodnich oraz podjęli próbę nakłonienia Francji do zrzeczenia się prawa do posiadania broni jądrowej.

Zdaniem Naranga pierwszy krok w stronę francuskiego programu broni jądrowej podjęty został na przełomie października i listopada 1954 roku. Odpowiedzialny zań był ówczesny przywódca IV Republiki Pierre Mendès France, który formalnie zlecił publicznemu instytutowi badawczemu CEA (fr. Commis sariat à l’énergie atomique et aux énergies alternatives) „niezwłoczne sporządzenie kosztorysu programu broni jądrowej.

W rozmowie z dyrektorem CEA Francisem Perrinem Mendès France uzasadnił swoją decyzję w sposób następujący: „Kiedy jesteś na naradzie z gangsterami, każdy z nich kładzie swój pistolet na stole; jeżeli sam go nie masz, jesteś nikim”. Co ciekawe, raport CIA z 1959 roku wskazuje, że ostateczna decyzja o stworzeniu własnej bomby podjęta została przez Paryż w 1956 roku, „po upokarzającym wycofaniu się sił brytyjskofrancuskich z Suezu”, podczas gdy w 1954 roku jedynie „niektóre elementy we francuskiej armii” dostrzegały taką potrzebę.


Tekst jest fragmentem książki Nasza bomba. Czy Polska potrzebuje strategii jądrowej? i powstał we współpracy z Wydawnictwem Literackim.

Comments are closed.