Piotr Sochoń, Weronika Truszczyńska, Nadia Urban, Chiny jednego dziecka
Do niedawna Chiny były najludniejszym państwem świata. Dziś są na drugim miejscu z perspektywą głębokiego kryzysu demograficznego. Kłopot z dzietnością staje się coraz większym problemem, nie tylko społecznym, ale i kładącym się cieniem dla pomyślnej przyszłości Państwa Środka. Wraz z rozwojem tego kryzysu, w państwie odżywają dawne problemy społeczne, których konsekwencje mogą stać się źródłem zawirowań dla komunistycznego systemu jako całości. Ale nie uprzedzajmy wydarzeń.
Historia Chinek
Kobieta w Chinach nigdy nie stanowiła zbyt wielkiej wartości. Niemal od początku pełniła rolę wyłącznie eksploatacyjną – jako rodzicielka i darmowa pomoc dla rodziny męża. Jej zdanie nie miało znaczenia, nawet jeśli spełniała wzorowo wszystkie społeczne oczekiwania.
Niejednokrotnie kobiety były terroryzowane, bite, gwałcone, maltretowane psychicznie w imię dobra mężczyzny czy jego rodziny. Nie ma co owijać w bawełnę – świat Chinek przez tysiąclecia był tragiczny, opresyjny do granic. Świetnie opisuje to Lisa See w swych powieściach, które gorąco Wam polecam.
Dopiero rewolucja komunistyczna zafundowana Chinom przez Mao Zedonga, sprawiła, że kobiety zyskały wolność – osobistą, moralną, społeczną… ale też tylko do pewnego momentu. Szybko okazało się, że kraj z szerokimi ambicjami, potrzebuje kobiet do tych samych odwiecznych praw.
Tak najprościej można byłoby podsumować treść tej publikacji. Jednak nie jest to cała prawda, a to, co napisałem, jest pewnym uproszczeniem. Bo wraz z komunizmem, Chinki, bodaj pierwszy raz w dziejach, zyskały możliwość kształcenia się, zdobycia wysokiej pozycji społecznej (nie przez małżeństwo, a przez własne zdolności).
Tylko, że to, co miało dać jej wolność, przyniosło im również kłopoty. Bo Chińczyk, wychowany w tradycyjny sposób, boi się niezależnej kobiety, która niejednokrotnie jest lepiej od niego wykształcona, zamożniejsza i bardziej przebojowa…
Zaplanować, działać… i konsekwencje
Książka omawia pewne zawiłości chińskiego systemu społecznego. Dla człowieka Zachodu jest to inżynieria społeczna, ale nie jest to aż tak proste, jakby mogło się wydawać. Najprościej rzecz ujmując, można powiedzieć, że chińskie państwo stara się wszystko zaplanować. Autorytaryzm doszedł jednak już chyba do ściany, bowiem państwo stara się nawet dostosować los jednostek do własnych potrzeb – bezwzględnie, matematycznie, naukowo i bezosobowo. Kobieta ma rodzić obywateli, aby państwo nadal mogło aktywnie się rozwijać. Bez tego mogłoby się okazać, że cała polityka państwa była błędem. Czemu?
Przez blisko 40 lat, w Chinach panowała polityka jednego dziecka. Polegało to na tym, że każda z par, mogła doczekać się jednego potomka. W przeciwnym razie, jak się obawiano, Chiny mogły ulec przeludnieniu. Wprawdzie były prawne wyjątki, ale tylko dla tych, których było stać na zapłaceniu państwu „kontrybucji”, przepraszam kary, za nadliczbowe potomstwo. Wprawdzie na wsi limit ustanowiono na dwójkę dzieci, ale i tak nie poprawiło to sytuacji.
Taka polityka sprawiła, że Chinom obecnie grozi wielki kryzys demograficzny. Spora część społeczeństwa wchodzi w wiek poprodukcyjny, i zwyczajnie nie będzie komu się nimi zajmować. Ponadto, w wyniku skalowania polityki narodzin, pojawił się problem niedoboru kobiet. W Państwie Środka żyje kilkadziesiąt milionów więcej mężczyzn, niż kobiet. A to będzie rodziło frustrację, i być może powstania. Wszak każdy pragnie miłości.
Zresztą już teraz, wiele chińskich rodzin, kupuje kobiety dla synów w biedniejszych okolicznych krajach. Wietnam, Laos, Korea Północna… A Chinki, jeśli mają taką możliwość, z zachodnimi mężczyznami emigrują poza ojczysty kraj.
Plusem kontroli dzietności był niewątpliwy postęp w dostępie do wykształcenia. Rodziny zajmujące się tylko jednym potomkiem, mogły skupić się tylko na nim. W konsekwencji Chiny są w czołówce najlepiej wykształconych społeczeństwa świata. Ich gospodarka, nastawiona na szybkie wprowadzanie najnowszych zdobyczy naukowych, kwitnie na niespotykaną dotąd skalę. Jednak skutkiem takiego postępowania, stała się przyczyną zmiany nastawienia wielu młodych Chińczyków do świata. Stali się oni samolubni, wszak wszystko się im należy – pieniądze, zaszczyty, kariera, szczęście. Nie ważne jakie rodzina poniesie koszta.
Łatwo, prosto i dla nas
Autorzy w swej publikacji zamieścili sporą ilość źródeł – od fragmentów przemówień Przewodniczącego Mao, przez teksty zarządzeń Komunistycznej Partii Chin, po wypowiedzi ludzi, którzy ponoszą cenę regulowania polityki rodzinnej. Przyznam, wybór jest nader celny i daje sporo do myślenia.
Teksty pisane są po naszemu, czyli nie językiem naukowym, ale takim, jakim posługujemy się na co dzień. Dzięki temu całość czyta się szybko, z zaciekawieniem, a czasem i przestrachem. Bo wiele z tego, co dzieje się w Chinach, nie zmieści się nam w głowie. Z naszej perspektywy to wszystko wydaje się tak nierealne, takie jakby… z kosmosu.
Autorzy w środku poruszają wiele ciekawych kwestii. „Polityka jednego dziecka” jest niejako osią dla głębszego opisu stanu chińskiego społeczeństwa. Jest tutaj sporo odniesień do chińskich dziejów, ale na tyle subtelnie, że przeciętny czytelnik się nie znudzi.
Jednocześnie nie da się nie zauważyć, że choć współczesne Chiny są krajem ultra-nowoczesnym, to jednak cień ich dawnych dziejów wciąż wiszą nad całością. Problemy, które nowy system komunistyczny pragnął wyplenić, jako przeżytki feudalizmu, znowu odżywają. Znowu kwitnie kupowanie żon, aranżacja małżeństw, porwania dla okupu… W dodatku w tym państwie kwitnie półświatek aborcyjny. Co z tego wyniknie w przyszłości?
Podsumowanie
Książka liczy sobie 400 stron tekstu. Całość podzielona została na sześć większych rozdziałów. To pozycja obowiązkowa dla miłośników wiedzy o Państwie Środka. Liźniecie tutaj nieco historii XX i XXI stulecia. zyskacie możliwość zapoznania się z punktem widzenia przeciętnego Chińczyka, ze specyficzną kulturą (intelektualną materialną i społeczną) oraz ze stylem zarządzania tym państwem. Jest ciekawie, prosto, ze swadą. Mnie bardzo spodobała się ta publikacja, i jestem pewien, że ta książka zostanie w mojej biblioteczce na dłużej. Gorąco polecam.
Wydawnictwo Znak Literanova
Ocena 5/6
Ryszard Hałas
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Znak Literanova. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.