
Zdj. Wikimedia Commons
Z czasem przyszło chłopakom z Hitlerjugend założyć mundury Wehrmachtu i SS. „Front oczekuje – mówił w 1943 r. Hitler – że w tej najcięższej rozstrzygającej walce Hitlerjugend również w dalszej przyszłości będzie widziała swoje najwyższe zadanie w dostarczeniu walczącym oddziałom najlepszego narybku żołnierskiego”.
Słowa Hitlera już wcześniej wprowadzono w czyn, choćby za pomocą ćwiczeń przysposobienia wojskowego i zmilitaryzowanych obozów szkoleniowych. Do tego kierownictwo Hitlerjugend traciło stopniowo wpływ na losy jej członków. Różne resorty walczyły z armią i SS o masy młodzieży. Poważnym uszczerbkiem dla samodzielności Hitlerjugend było wykorzystywanie chłopaków jako pomocników Luftwaffe. Chociaż formalnie obsługiwali artylerię przeciwlotniczą i reflektory jako członkowie Hitlerjugend, to organizacja właściwie nie panowała nad tymi, którzy trafili w ręce Luftwaffe, niezależnie od ich wieku. A brano młodych – na przykład w październiku 1943 r. zginęła obsługa reflektora złożona z chłopaków, którzy mieli nie więcej niż 14 lat.
Obok służby nastolatki miały oczywiście chodzić do szkoły, choć w o połowę mniejszym wymiarze. Do tego należało uprawiać sport i ćwiczyć się w musztrze. Formalne obowiązki nakładane przez kierownictwo Hitlerjugend pozostawały często na papierze – zdarzało się, że dzieciaki żyły blisko swoich baterii i nie wracały nawet do domów.
W końcu przyszedł czas na regularne jednostki bojowe. W 1943 r. sformowano 12. Dywizję Pancerną SS „Hitlerjugend”. Kadrę dywizji skompletowano m.in. z oficerów Wehrmachtu (którzy wcześniej byli führerami Hitlerjugend), podoficerów i oficerów SS, a także dowódców plutonów szkolnych. Żołnierzami stawali się 16-18-letni członkowie Hitlerjugend. Jedni zgłaszali się na ochotnika, innych „przekonywano”. Młodzi żołnierze Waffen-SS trafili później do Normandii, gdzie walczyli z aliantami a zamiast papierosów dawano żołnierzom cukierki.
Praca i zbieractwo
Gdy na fronty II wojny światowej maszerowały kolejne roczniki, w kraju stopniowo zaczynano odczuwać ubytek rąk do pracy, któremu nie można było zaradzić przez ściąganie robotników przymusowych. Bo i jak porwany Polak czy Czech mógłby zostać kurierem, konduktorem tramwajowym albo odśnieżać ulice Berlina? W tej sytuacji organizacje młodzieżowe stały się rezerwuarem siły roboczej – chłopcy i dziewczęta trafiali do administracji, na poczty, do obsługi dworców kolejowych i pomocy Czerwonemu Krzyżowi. Dziewczyny kierowano do pomocy przy damskich zajęciach, jak szycie, cerowanie czy pomoc rannym. Za to wyćwiczone chłopaki z Hitlerjugend rozładowywały wagony z żywnością i węglem.
Im też przypadło w udziale wspomniane odśnieżanie ulic, zaopatrywanie sklepów i różnego rodzaju zbiórki. Dzieciaki uparcie krążyły od domu do domu grzecznie, acz niezwykle konsekwentnie, domagały się oddawania zbędnych przedmiotów z metalu i zwykłego złomu, w tym zużytych żyletek. Szczególnie cenna była miedź.
Gromadzono też inne surowce i materiały. W końcu wysiłek wojenny wymagał, by niczego nie marnować. Dzieciaki zbierały więc makulaturę, butelki i szkło, zioła (np. melisę, miętę i anyżek) i rośliny lecznicze (dla przemysłu farmaceutycznego), a także skórę i kości (tych używano do produkcji materiałów wybuchowych). Z czasem wachlarz zbieractwa poszerzono o opadłe owoce, jagody i grzyby.
Ale niejednokrotnie robiono zbiórki, które dzisiaj wydawać się mogą kuriozalne. Na przykład w 1941 r. na celowniku Hitlerjugend znaleźli się posiadacze nart – wypadało je oddać na potrzeby frontu wschodniego. Z kolei ludzkie włosy wyjęte z grzebieni i szczotek po czesaniu miały być ocieplaczem w kombinezonach załóg U-Bootów. W końcu doszło do tego, że w 1942 r. kierownictwo Hitlerjugend ogłosiło „akcję bosych stóp”. Polegała ona na tym, że członkowie organizacji mieli chodzić boso, żeby oszczędzać buty i materiały niezbędne w czasie wojny. Z tego samego powodu zalecano, by noszono stare, znoszone i połatane ubranie zamiast nowego.
Kwiat faszystowskiej niemieckiej młodzieży, może być do dzisiaj spotykany na ulicach Wrocławia jak wesoło przechadza się w okularach ze złotymi oprawkami opowiadając jak ich tatuś bronił tutaj rasy panów.