Cienie moich czasów | Recenzja

Bronisław Wildstein, Cienie moich czasów

Książka, która pełni rolę niejako podsumowania politycznego życia, jest jednocześnie cierpkim wspomnieniem porażek i rozczarowań, głównie ludźmi… Przeobraża się zatem w swoisty katalog homo politicusa, jakim bez wątpienia jest Wildstein. Katalog cieni.

Autor „Ukrytego” odkrywa – zarówno obnażając się, jak i (a może przede wszystkim) ludzki (także w sensie egzystencjalnym) obraz miałkości polskiej demokracji. Znajdziemy tu dziesiątki nazwisk, które mogłyby wytoczyć autorowi „Demokracji limitowanej” niejeden pozew zbiorowy. Bronisław Wildstein chciał, by „prowadziła go sama pamięć”, zatem rodzi się pytanie – dlaczego tak się dzieje, że zapamiętujmy głównie ludzkie demencje, a nie sukcesy? Czy faktycznie nic się w naszej Rzeczypospolitej nie udało? Dlaczego w siedemnastu rozdziałach „Cieni” nie zawarł autor wspomnień o bliskich mu osobach, oddanych przyjaciołach? Dlaczego pamięć każe mu wyrywać z przeszłości same porażki – naturalnie nie tyle swoje, co polskiego piekiełka politycznego, ale przecież jest to świat, który jeżeli nawet Wildsteina nie współtworzył, to przynajmniej otaczał.

Czy to ostatnia książka Wildsteina? Jeżeli tak, to można by z pewnością nazwać tę summę „moją walką”. Dostajemy tu bowiem obraz Polski od ciemności Peerelu do przeróżnych szarości i „cieni” III RP. Obraz zapewne subiektywny, odmalowany przez Wildsteina, ale przecież interesujący i warty poznania. A może to podręcznik dla młodych Polaków, którym rzeczywistość PRL nic nie komunikuje? A może polityczny testament dla syna – Dawida Wildsteina? Tym żył i tym się karmił autor „Doliny nicości”. Zatem i w tym musiał maczać swe pióro, cięte i nie znające kompromisów. Ale czy młodzi Polacy, młodsi od syna – Dawida, to docenią? Czy zrozumieją sens jakiejkolwiek walki? W Europie, w Unii Europejskiej? Świat imponderabiliów zdaje się nie pasować do globalnej wioski. Wracamy do kultur plemiennych, i nie ma zdaje się od tego odwrotu. Wioskowe (ale nie wiejskie) życie. Wielka wioska, by nie powiedzieć… wiocha.

Ocena recenzenta: 5/6

Maciej Dęboróg-Bylczyński

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*