W stronę Anny

W stronę Anny. Biografia Anny Iwaszkiewicz |Recenzja

Sylwia Góra, W stronę Anny. Biografia Anny Iwaszkiewicz

Na wstępie przyznać muszę, że nie znałem nigdy wcześniej tej kobiety. Zresztą dotychczas nawet biografie znanych pisarzy nie leżały w gestii moich zainteresowań. Jednak po lekturze książki Sylwii Góry W stronę Anny, będę musiał zrewidować to przyzwyczajenie.

Okazuje się bowiem, że bohaterka publikacji była kobietą niezwykłą, może nieco wyobcowaną, ale z pewnością obdarzoną niezwykłym intelektem, bardzo uduchowioną i co tu mówić – niezwykle pociągającą.

Zresztą jej potencjał doceniał już jej sławny mąż, który – niestety – przyćmił rozwijający się geniusz Anny. Autorka kwituje to w świetny sposób: „Po raz kolejny widać tu brak pewności siebie Anny i niewiarę we własne możliwości twórcze. Tymczasem krążyło powiedzenie Jarosława, że kiedyś w encyklopediach to nie ona będzie zapisana jako jego żona, lecz odwrotnie – on jako jej mąż” (s. 161).

Biografia

Anna Iwaszkiewicz (1897-1979) przyszła na świat w domu bogatej rodziny żydowskiej Lilpopów. Gdy była małą dziewczynką, jej matka porzuciła rodzinę dla swej nowej miłości – pianisty Józefa Śliwińskiego. Wychowywana przez ojca i ciotkę, wyjechała do Rosji, gdzie zapoznała się z światową muzyką, teatrem.

Później odrzuciła zaloty ze strony księcia Krzysztofa Radziwiłła, wybierając na męża Jarosława Iwaszkiewicza, wówczas debiutującego poetę. Przez blisko 57 lat małżeństwa, Anna była zdominowana przez męża pisarza, pod niemal każdym względem. Dominacja ta potęgowała jej problemy psychiczne. Z jej bogatej twórczości wiele dzieł jest słabo, albo wcale nieznanych polskiemu czytelnikowi. A szkoda, bo Iwaszkiewiczowa miała się czym pochwalić.

I tyle właściwie znaleźć można na jej temat w sieci. Trzeba przyznać, że to ogromnie niewiele. Jakby nie istniała, jakby jej żywot nie miał znaczenia. Tym bardziej warto zapoznać się z sylwetką tej niezwykłej kobiety.

Smutek, talent, problemy…

Choć z publikacji przebija pewna doza nostalgii, jakiegoś dojmującego  smutku, to i tak Sylwia Góra zabrała mnie w naprawdę interesującą rzeczywistość. Anna Iwaszkiewicz z pewnością była kobietą nieprzeciętną, i kto wie, czy gdyby otrzymała nieco więcej wsparcia, nie stałaby się jedną z najciekawszych polskich pisarek. Tym, co bardzo porusza, jest również wielkie uduchowienie naszej bohaterki, która potrafiła dostrzec to, co dla innych było niewidoczne. Mądra, z sercem na właściwym miejscu… a jednak nieszczęśliwa.

Przez całą książkę zastanawiałem się, co tak ją przybiło? Co lub kto sprawił, że tak nisko postrzegała własną osobę, własne zdolności i możliwości, które przecież gdzieś zawsze majaczyły na horyzoncie. Czy był to wynik wyrwania z jej żydowskiego habitatu? A może wojna tak bardzo zniszczyła jej duszę? A może mąż, który czerpał z życia pełnymi garściami…? Tyle możliwości, i na żadną nie da się w pełni odpowiedzieć.

Sylwia Góra przywróciła Annę Iwaszkiewicz niemal do życia. Jak można przypuszczać, mało kto wie o jej istnieniu. A przecież była to osobowość pełną buzią. Łączyła w sobie wszystko to, co najseksowniejsze w kobiecie – intelekt, wrażliwość, talent, niezwykłe oczytanie, kreatywność. Autorka biografii przytacza w książce całe mnóstwo jej osobistych zapisków, fragmentów z „Dziennika” Iwaszkiewicza, oraz wspomnień osób, które miały z nią styczność (choć akurat wybór Daniela Olbrychskiego nieco mnie zdziwił).

A jednak czegoś zabrakło

Jednocześnie zastanawiam się, dlaczego zabrakło tutaj miejsca dla zaznaczenia jej roli jako matki. Czy to celowe niedomówienie? A może brak jest dokumentów, które mogłyby pogłębić to zagadnienie? Tak czy inaczej, książka nastawiona jest na ukazanie jej wielkiego talentu i głębokiej wrażliwości. I fajnie, choć szkoda, że biografia nie jest pełna.

Tak samo nie do końca rozumiem, dlaczego tyle miejsca poświęciła Autorka jej problemom psychicznym. Przecież każdy miewa problemy, i nawet jeśli rozumiem, iż kłopoty z wewnętrznym rozedrganiem odcisnęły na jej życiu ogromne piętno, to jednak nie uważam, aby były dominującym wątkiem jej życia.

Podobnie ma się sprawa z opisem jej dzieciństwa. Właściwie nie wiemy o tym okresie nic. Mamy tylko enigmatyczną wzmiankę o porzuceniu przez jej matkę żydowskiego środowiska, przejściu na chrześcijaństwo i nowy związek. I choć zdaję sobie sprawę, że musiało to w jakiś sposób wpłynąć na kształtowanie się charakteru i osobowości Hani, przyszłej Anny, to nie uświadczymy o tym zbyt wiele. A przecież można sądzić, że to w niezwykle ważny sposób wpłynęło na jej przyszłe losy. Szkoda.

Centrum, ale na peryferiach

Tak czy inaczej, sądząc z tego, co znalazłem w publikacji, Anna Iwaszkiewicz była zdecydowanie ciekawszą postacią niż jej utalentowany mąż. Ona była jak słoneczko, wokół którego wszystko krąży, on zaś jak chmura, która zakrywa przestworza, niosąc mrok, wytchnienie, ale i bylejakość.

Zresztą odniosłem wrażenie, iż Iwaszkiewicz wykorzystywał jej potulność, brak wiary w siebie, dzięki czemu sam mógł się realizować… Poza tym, można odnieść wrażenie, iż Anna jest bohaterką poboczną, bowiem główną postacią jest jej mąż. To wokół niego wszystko się toczy, to on ją ocenia, to on nadaje ton wszystkiemu. Jego wypowiedzi są bardziej „wartościowe” jakościowo, niż to, co pozostawiła po sobie Anna. A przecież niesłusznie!

Autorka zarysowała również wiele ciekawych wątków, ale pozostawiła je nie rozwinięte. Przykładów jest kilka. Po pierwsze – można zauważyć, że ówczesna śmietanka towarzyska żyła w jakimś własnym świecie, celebrując samą siebie, żyjąc w wymyślonej Arkadii, do której wstępu nie mieli ludzie spoza środowiska. Dla tych wszystkich „obcych” było odczuwalne lekceważenie, odtrącenie lub ledwo skrywana niechęć. Myślę, że to też musiało wpłynąć na samoocenę naszej bohaterki. Fajnie byłoby o tym poczytać.

Po drugie – nie wiemy nic o tym, jak postrzegała homoseksualizm męża. Bo przecież nie da się nie zauważyć, iż jego relacja z młodymi ludźmi była co najmniej dwuznaczna. Być może z tego powodu Anna Iwaszkiewicz nie była w stanie zaakceptować, pokochać Wiesława Kępińskiego, chłopca, który przeżył własną egzekucję w powstańczej Warszawie. Chłopca, który został przygarnięty przez pisarza jako syn…

W stronę Anny – podsumowanie

Tak więc ta „niestandardowa” biografia Anny Iwaszkiewicz jest pozycją ciekawą, ale nie do końca czuję się usatysfakcjonowany. Autorka za bardzo skupiła się na udowadnianiu wpływu jej problemów psychicznych na treść jej życia. Momentami miałem wrażenie, jakbym czytał którąś z biografii nazistowskich zbrodniarzy, których czyny były analizowane przez co bardziej znanych psychiatrów.

A przecież Pani Anna to jedna ze „Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”, osoba nieprzeciętna, barwna, pełna życia, nawet jeśli przeżyte traumy (w tym depresja poporodowa po urodzeniu drugiej córki), stały się ważną częścią jej osoby.

Niemniej książkę polecam. w przypadku, gdy tak niewiele wiemy o tej niezwykłej kobiecie, każda publikacja jej poświęcona jest jak kamyk, który kiedyś stworzy lawinę. Były mmenty, gdy czytało się ją świetnie. Ale i były takie, zwłaszcza, gdy wypowiadali się psychiatrzy, że miałem ochotę odłożyć książkę. Zresztą zdecydujcie sami.


Wydawnictwo Margniesy
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Marginesy. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.