Philippe Pétain

Czy Polska potrzebowała swojego Pétaina?

Philippe Pétain – marszałek Francji i bohater spod Verdun, zawierając 22 czerwca 1940 roku zawieszenie broni z III Rzeszą i stając na czele państwa Vichy, przeszedł do historii jako szwarccharakter, symbol zdrady i kolaboracji z Niemcami. Czy słusznie? A może Pétain zachował się jak na prawdziwego męża stanu przystało? Może należy żałować, że w Polsce zabrakło kogoś takiego jak on?

Chlubny (?) wyjątek

Francja nie była oczywiście jedynym krajem w Europie, który współpracował z Niemcami. Wręcz przeciwnie. Z Hitlerem w sposób mniej lub bardziej zinstytucjonalizowany kolaborowały zasadniczo wszystkie narody Starego Kontynentu, które znalazły się pod okupacją Rzeszy lub w jej strefie wpływów. Był tylko jeden wyjątek – Polska. I nie to, żeby nie istniały takie plany. Jeszcze w trakcie kampanii wrześniowej Hitler rozważał pozostawienie swoistego Reststaat, głównie mając na względzie unormowanie stosunków z mocarstwami zachodnimi, a pewnie także stworzenie buforu między Niemcami i Związkiem Sowieckim. Kadłubowe państwo polskie (oczywiście zależne od Niemiec) miało być dla Führera – przynajmniej według Wilhelma Keitela – rozwiązaniem „najsympatyczniejszym”. Brak postępu w negocjacjach z Zachodem, wyraźny sprzeciw Stalina, a także nieskuszenie nikogo ze znaczących polskich polityków objęciem sterów marionetkowego rządu (Niemcy próbowali bezskutecznie przekonać m.in. Wincentego Witosa) sprawiły, że Hitler ostatecznie zarzucił pomysł zachowania części polskiego państwa i zamiast tego utworzył Generalne Gubernatorstwo, a więc swoistą kolonię pod zarządem niemieckiej administracji, na czele z Hansem Frankiem.

Marszałek Philippe Pétain.
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe.

A zatem Polacy nie ulegli namowom i hardo odrzucili wszelką kolaborację z Niemcami (choć np. Władysław Studnicki – polityk i publicysta znany z proniemieckich poglądów, był gotowy do współpracy z III Rzeszą, aczkolwiek pod warunkiem zaprzestania represji). Pozostaje jednak pytanie, czy postąpili prawidłowo. Odruchowo odpowiedź nasuwa się sama – Oczywiście! Przecież gdybyśmy utworzyli kolaboracyjny rząd, splamilibyśmy się współpracą z Hitlerem, a zapewne także współudziałem w Holokauście. Tymczasem wyszliśmy z wojny jako ludzie honoru – jedyny kraj, który nie pomagał nazistom. Możemy z góry spoglądać na Francuzów, Norwegów, Duńczyków, Czechów, Węgrów, Słowaków czy Chorwatów i podawać się za przykład niezłomności i heroizmu…

Ochronić naród!

Po dłuższym zastanowieniu przychodzi jednak refleksja, czy aby na pewno odpowiedź jest tak prosta i jednoznaczna. Bo przecież dzisiaj świat nie pamięta o tym, kto współpracował z Hitlerem i maczał palce w hekatombie Żydów. Zresztą paradoksalnie to właśnie o Polakach mówi się najczęściej jako o wspólnikach Niemców w zagładzie Semitów. Co więcej, gdy spojrzymy na los Żydów w krajach rządzonych przez niemieckich okupantów (a więc takich jak np. Polska) i porównamy go z losem ich ziomków z krajów, gdzie władzę sprawowali kolaboranci, dojdziemy do wniosku, że zrobilibyśmy znacznie więcej dla polskich Semitów, gdybyśmy „stracili honor” i poszli na ugodę z Niemcami (oczywiście chodzi tu o ugodę pragmatyczną a’la Pétain czy Horthy, a nie ideologiczną a’la Quisling czy strzałokrzyżowcy). Potwierdza to Timothy Snyder, wskazując w swojej książce „Skrwawione ziemie”, że: z reguły Żydom w krajach sprzymierzonych z Niemcami wiodło się trochę lepiej niż w krajach przez Niemcy okupowanych. Potwierdzają to także liczby. Spośród polskich Żydów w Holokauście zginęło wszak około 90 procent, podczas gdy np. spośród francuskich około 30 procent. Dysproporcja ta nie zawsze była aż tak duża, ale należy mieć na uwadze, że w II Rzeczypospolitej mieszkało najwięcej Żydów w Europie. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że przecież nikt we wrześniu 1939 roku nie zakładał masowego mordu Niemców na Żydach. Niewątpliwie to prawda, jednak rządzący powinni generalnie dbać o to, aby wszystkim obywatelom żyło się możliwie jak najlepiej (również w trakcie wojny) i aby byli oni narażeni na możliwie najmniejsze represje. Tak zresztą tłumaczył w powojennym procesie swoje postępowanie Pétain: Wykorzystywałem władzę jako tarczę, aby chronić Francuzów. (…) Gdy generał de Gaulle prowadził walkę za granicami, ja szykowałem drogę wyzwoleniu, zachowując Francję – cierpiącą, ale żywą. Tymczasem polscy politycy, nie podejmując z Niemcami rozmów rozejmowych i nie próbując uratować chociażby resztek polskiej państwowości, automatycznie skazali swój naród na bezpośredni zarząd niemiecki, co musiało być dotkliwsze dla zwykłego obywatela niż władza, choćby ograniczona, w rękach polskich. Wprawdzie Robert O. Paxton w książce „Francja Vichy. Stara gwardia i Nowy ład, 1940-1944 raczej przeczy podobnym tezom, jednak porównuje stan rzeczy na terytorium Vichy do okupowanych terytoriów w zachodniej Europie. Nie ulega zaś wątpliwości, że doszedłby do zupełnie innych wniosków, gdyby poczynił odpowiednie paralele pomiędzy Vichy a Generalnym Gubernatorstwem. Każdy dzień polskiej „kolaboracji” oznaczałby wszak o jeden dzień mniej łapanek, o jeden dzień mniej rozstrzeliwań, o jeden dzień mniej tortur, o jeden dzień mniej funkcjonowania komór gazowych…

Policjanci niemieccy prowadzą Polaków na rozstrzelanie w Palmirach.
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Karta przetargowa

Poza aspektem „biologicznym” (to znaczy dążeniem do zachowania przy życiu i zdrowiu możliwie największej liczby obywateli) czysto pragmatyczna współpraca z Niemcami przy odrobinie szczęścia mogła przynieść nam znacznie więcej korzyści politycznych aniżeli status jedynego kraju, który nie kolaboruje z Hitlerem. Dlaczego? Trafnie wyjaśnia to Piotr Zychowicz w swojej „Opcji niemieckiej”: A przecież to, że we Francji istniał rząd Vichy, w żaden sposób nie osłabiało pozycji generała de Gaulle’a. Przeciwnie – wzmacniało ją. Brytyjczycy musieli bardziej liczyć się z przywódcą Wolnych Francuzów, istniało bowiem zagrożenie, że się obrazi i pojedna z marszałkiem Pétainem. Ślepo w nich zapatrzonych Polaków traktowali zaś Brytyjczycy z lekceważeniem i poniewierali nimi, tak jak poniewiera się wiernym psem. Wiadomo bowiem, że takie zwierzę nigdzie nie ucieknie. Nie miałoby zresztą dokąd. Innymi słowy polskie Vichy stanowiłoby kartę przetargową w rękach rządu emigracyjnego. W sytuacji kryzysowej Sikorski czy Mikołajczyk zawsze mogliby postawić sprawę na ostrzu noża i zagrozić, że jeżeli ich żądania nie zostaną spełnione, poprą proniemiecki rząd w kraju.  

Co więcej, jeżeli zakładamy, że polscy politycy nie mogli wiedzieć o tym, jak okrutna będzie niemiecka okupacja, powinniśmy również przyjąć, że nie byli w stanie ze stuprocentową pewnością stwierdzić, kto wygra wojnę. Mimo to nie przygotowali sobie jakiegokolwiek planu B na wypadek zwycięstwa Hitlera! Takim planem B mogłoby być polskie Vichy. Rafał Ziemkiewicz w książce „Jakie piękne samobójstwo”chwali Francuzów właśnie za zostawienie sobie tego typu furtki: Podwójne chapeau bas, gdy pomyśli się, że równie dobrze [jak w przypadku wygranej Aliantów – P. H.] wyszłaby Francja z historycznej opresji, gdyby jakimś cudem Hitler wygrał tę wojnę. Zdrajcą byłby nie Pétain, lecz de Gaulle, powodem do dumy SS Charlemagne, a nie Druga Pancerna Leclerca – słowem sięgnięto by nad Sekwaną po inną narrację, ale wino i sery smakowałyby tam nadal równie wyśmienicie. Gdybyśmy mieli w Polsce rząd kolaboracyjny, również i on w przypadku triumfu Niemców mógłby okrzyknąć rząd emigracyjny mianem wąskiej grupy odszczepieńców bez jakiegokolwiek poparcia ze strony polskiego narodu, który całą wojnę stał u boku III Rzeszy. Oczywiście straszna to perspektywa, ale przecież nie tak znowu nierealna.

Podpisanie układu Sikorski-Majski.
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Czy zatem był nam potrzebny ktoś taki jak Pétain? Wydaje się, że to nieco źle postawione pytanie. Właściwe powinno brzmieć: dlaczego dopuściliśmy do braku naszego Pétaina? Czyżby dlatego że wierzymy w dobro, moralność i honor? Skoro tak, to z jakiego powodu po 22 czerwca 1941 roku weszliśmy w konszachty z równie zbrodniczym co III Rzesza imperium i uścisnęliśmy unurzaną w polskiej krwi rękę czerwonego tyrana?

Patryk Halczak

Bibliografia:

Longerich P., Hitler. Biografia, Warszawa 2017

Paxton R. O., Francja Vichy. Stara gwardia i Nowy ład, 1940-1944, Wrocław 2011

Snyder T., Skrwawione ziemie. Europa między Hitlerem a Stalinem, Warszawa 2015

Wieczorkiewicz P., Historia polityczna Polski 1935-1945, Poznań 2014

Ziemkiewicz R. A., Jakie piękne samobójstwo. Narracje o wojnie, szaleństwie i cynizmie, Lublin 2014

Zychowicz P., Opcja niemiecka, czyli jak polscy antykomuniści próbowali porozumieć się z III Rzeszą, Poznań 2014

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*