Destrukcyjna osobowość Timothy McVeigha jako przyczyna zamachu terrorystycznego w Oklahoma City (1995)

Sprawca najgroźniejszego zamachu dwudziestowiecznej Ameryki do końca swych dni przekonywał, że postąpił słusznie zabijając 168 osób pracujących dla „złego systemu”. Za tragedię obwiniał rząd USA, który „kieruje broń przeciw własnym obywatelom” i w ten sposób, jak wszechobecny nauczyciel formuje ludzi własnym przykładem. 

Sierżant McVeigh

Ćwierć wieku temu, w piękny wiosenny poranek 19 kwietnia 1995 roku potężny wybuch zniszczył dziewięciopiętrową siedzibę władz federalnych – Alfred P. Murrah Building w Oklahoma City, grzebiąc, zabijając i raniąc setki pracujących tam ludzi.

Podczas gdy przybyłe na miejsce służby medyczne prowadziły akcję ratunkową, policja i FBI wygrzebały z rumowiska numer identyfikacyjny zniszczonej żółtej ciężarówki, która zaparkowała przy wejściu do budynku krótko przed eksplozją. Numer doprowadził śledczych do wypożyczalni samochodów firmy Ryder w Junction City w Kansas. Chociaż nazwisko klienta było fałszywe, udało się sporządzić i opublikować jego portret pamięciowy.

Gdy media podawały pierwsze informacje o wybuchu, nikomu nie znany były żołnierz  Timothy McVeigh, ubrany w koszulkę z napisem: „drzewo wolności musi być od czasu do czasu podlane krwią bohaterów i tyranów” podążał szosą międzystanową samochodem, którego tablicę rejestracyjną uprzednio odkręcił w celu utrudnienia identyfikacji. Skutek okazał się odwrotny od zamierzonego, gdyż właśnie brak tablicy skłonił miejscowego funkcjonariusza drogówki Charliego Hangera do zatrzymania i skontrolowania pojazdu. Na własną zgubę McVeigh miał pod kurtką nielegalną broń, za co został od razu aresztowany. Za tę akcję uhonorowano Hangera tytułem policjanta miesiąca. 

Krążący w amerykańskich mediach portret pamięciowy klienta wypożyczalni nie uszedł uwadze jednego z byłych współpracowników McVeigha. Rozpoznanego, przebywającego w lokalnym areszcie w Perry w Oklahomie z zarzutem nielegalnego posiadania broni zamachowca błyskawicznie przejęło FBI, by następnie oskarżyć go o dokonanie najgroźniejszego aktu terroru w historii USA i zadać pytania: skąd się wziął i czym się kierował?

Odkryto, że domniemany terrorysta od wczesnej młodości interesował się bronią, a jednocześnie nudził w rodzinnym domu na obrzeżach stanu Nowy Jork, z mało inspirującym, pracującym nocami w fabryce ojcem. W wieku 20 lat wstąpił do armii, a 2,5 roku później znalazł się nad Zatoką Perską jako uczestnik pierwszej wojny przeciwko Irakowi.

Jako zdyscyplinowany, dobrze spisujący się na polu boju żołnierz i nieprzeciętnie zdolny strzelec, szybko awansował na sierżanta. Potrafił spędzać godziny zatopiony w publikacjach na temat broni, a także perfekcyjnie rozkładać broń na części i składać z powrotem. Towarzysze wspominali go jednak jako samotnika, który siedział w bazie i czyścił strzelby, gdy inni wychodzili „na miasto”. W dodatku podłamała go porażka, jakiej doznał wiosną 1991 roku starając się o przyjęcie w szeregi jednostek specjalnych wojsk lądowych Stanów Zjednoczonych (Zielone Berety) – mimo szczerych chęci nie wytrzymał kondycyjnie obowiązkowego 90-minutowego marszu z ciężkim bagażem i zmuszony był wycofać się z rekrutacji wkrótce po jej rozpoczęciu.

Po przejściu do cywila stopniowo pogrążał się w „świecie czarnych helikopterów”: teoriach spiskowych, których myślą przewodnią było przekonanie o narastającej kontroli amerykańskiego społeczeństwa przez różnie rozumiane ciemne siły, z reguły reprezentowane lub inspirowane przez władze federalne. To paradoks, że McVeigh, w jakimś stopniu przecież ukształtowany przez amerykańskie swobody obywatelskie, stale korzystający z wolności słowa, prawa do otwartej krytyki rządu czy podróżowania, znienawidził rząd za rzekomą opresyjność, nabrał przekonania, że postępujące, jego zdaniem, ograniczenia prawa do posiadania broni są wstępem do nadchodzącego totalnego zniewolenia, któremu należy za wszelką cenę zapobiec.

W dodatku, targające nim emocje nie były w Ameryce lat 90. czymś odosobnionym. Wydawał się chłonąć i skupiać snujące się po kraju lęki, frustracje i dziwacznie rozumiane ideały.

Gdyby ktoś zapytał co sierżant McVeigh wyniósł z armii, można wskazać złowróżbną umiejętność zabijania w imię „wyższych celów” ale niekoniecznie lojalność wobec władzy państwowej i na pewno nie niechęć do obcych. „Będąc z nimi twarzą w twarz zdajesz sobie sprawę, że to tacy ludzie, jak my” [1] – mówił po latach na temat wrogów, których wówczas pojechał zwalczać. Wspominał fatalny stan uzbrojenia irackiej armii, a w kontekście dokonanego przez siebie zamachu pytał: „Kto jest prawdziwym barbarzyńcą? (…) Czy ludzie myślą, że pracownicy administracji w Iraku są mniej ludzcy niż ci w Oklahoma City?  Czy myślą, że Irakijczycy nie mają rodzin, które będą rozpaczać po utracie swych bliskich? Czy wierzą, że zabijanie cudzoziemców jest czymś innym niż zabijanie Amerykanów? (…) Kiedy akceptujesz bombardowanie zagranicznych celów przez amerykańską armię, akceptujesz czyny moralnie równoważne podłożeniu ładunku w Oklahoma City. Jedyną różnicą jest, że naród nie będzie miał okazji zobaczyć zagranicznych ofiar na okładce Newsweeka”.[2]

Sprawca strasznego aktu terroru nie był amoralny. Okazywał wybiórcze współczucie, wypominał Ameryce Hirosimę i Nagasaki, próbował doszukiwać się moralności nawet tam gdzie jej nie ma – w polityce międzynarodowej. Co więcej, argumentował racjonalnie, chociaż niezgodnie z umową społeczną, która w jakimś stopniu zezwala władzy na „przemoc państwową”.

W otchłań

Gwałtowny, zbrodniczy „odlot”, zamach w stylu McVeigha czy Breivika zdarza się dość rzadko, zwykle u osób z silnym poczuciem misji, źle ukierunkowaną energią oraz potrzebą kompensacji, do której zaspokojenia dobrze nadaje się np. broń jako atrybut władzy. Kryminolodzy dowodzą, że potencjalni terroryści i seryjni mordercy to najczęściej osoby prywatnie dość wycofane, którym łatwiej wpasować się w ideologię, niż w grupę, w otoczenie. Faktem jest, że nauczyciele Timothy’ego nie zapamiętali nie wyróżniającego się niczym szczególnym ucznia.

Choć badający osobowość zamachowca psychiatrzy twierdzili, że zaciążyły na nim negatywne przeżycia z dzieciństwa, jak odejście matki po rozwodzie rodziców i konflikty ze szkolnymi rówieśnikami, znacznie ważniejsze wydają się czynniki środowiskowe i trendy, które kształtowały go jako dorosłego: armia zawodowa, praca w ochronie, następnie wpływ sprymitywizowanych teorii i paramilitarnych subkultur.

Zdemobilizowany sierżant znalazł się mentalnie na radykalnych obrzeżach amerykańskiej prawicy „wolnościowej”, protestującej przeciwko podatkom, koncesjom, regulacjom dotyczącym np. broni i używek, w swej różnorodności przybierającej nieraz formę uzbrojonych milicji, ekscentrycznych klanów czy sekt, na ogół konserwatywnej, rzadziej rasistowskiej i antysemickiej, a okazjonalnie destrukcyjnej i podszytej paranoją. Szybki rozwój nowoczesnych form komunikacji wydatnie ułatwił aktywność wibrujących grup, ich siłę oddziaływania, usprawnił rekrutację.

Wraz z nimi Timothy karmił się specyficznym „militarnym” nurtem popkultury, który upowszechnił się po wojnie wietnamskiej: literackimi i filmowymi opowieściami o wojownikach – renegatach w rodzaju Rambo, czy bohaterów „Czerwonego świtu”, samotnych, zdradzonych przez rząd, walczących o przetrwanie w leśnej dziczy lub wrogim środowisku.

Skrajni amerykańscy obrońcy „gun rights” lat 80. i 90. zwykle uważali się za chrześcijan, ale – jeśli można użyć takiego porównania – nie w typie, który czyta wiersze księdza Twardowskiego lecz np. rasistowską, antysemicką powieść „Dzienniki Turnera”, Williama Luthera Pierce’a, opisującą fikcyjną antyrządową rebelię, podczas której kwatera główna FBI wylatuje w powietrze za sprawą podstawionej ciężarówki wypełnionej materiałami wybuchowymi. „Nie ma sposobu na zniszczenie systemu bez zranienia tysięcy niewinnych ludzi” – głoszą w książce zamachowcy, i precyzują; „Prawdziwa wartość naszych ataków polega na wpływie psychologicznym, nie na natychmiastowych ofiarach”.[3]

W lecie 1992 oraz wiosną 1993 roku nastąpiły wydarzenia, które, jak wynika z wszystkich relacji, autentycznie poruszyły McVeigh’a i pogłębiły pielęgnowaną przez niego wrogość do rządu: najpierw agenci federalni ostrzelali farmę w Ruby Ridge, w Idaho, należącą do ekscentrycznej lecz stosunkowo niegroźnej rodziny Randy’ego i Vicky Weaver, zabijając Vicky i 14-letniego syna Weaverów Samuela. Kilka miesięcy później, po trwającym 7 tygodni oblężeniu, a następnie szturmie sił rządowych na siedzibę sekty Gałąź Dawidowa w Waco w Teksasie, w pożarze zginęły 74 osoby. 

Rodzina Weaverów i sekta z Teksasu, choć były odrębnymi, odległymi bytami, miały ważne wspólne cechy: mentalność oblężonej twierdzy i apokaliptyczną gorączkę – obecne nawet wtedy, gdy żadne oblężenie nie miało jeszcze miejsca. Co więcej, prócz innych mniej lub bardziej uzasadnionych przewinień jednym i drugim zarzucano nielegalne posiadanie i składowanie broni.

McVeigh od początku solidaryzował się z oblężonymi sekciarzami z Waco. W marcu 1993 roku  pojechał tam nawet by udzielić im wsparcia. Zatrzymany 3 mile przed siedzibą Gałęzi Dawidowej zdążył udzielić wywiadu dziennikarce-amatorce.

Powszechne w Stanach stało się pytanie: czy akcje sił rządowych musiały skończyć się tak tragicznie? Nawet biorąc pod uwagę patologiczne relacje panujące w sekcie w Waco – czy zastosowane przeciwko niej środki nie były zbyt radykalne?

Gdy jesienią 1994r. weszła w życie ustawa utrudniająca legalny dostęp do broni, m.in. zakazująca posiadania 19 typów broni półautomatycznej (Violent Crime Control and Law Enforcement Act) McVeigh stwierdził, że pora przejść od słów do czynów i obronić „osobistą wolność Amerykanów”, Konstytucję USA i spuściznę ideową Ojców założycieli Stanów Zjednoczonych. Z pomocą podobnie myślących lecz mniej szalonych kolegów z wojska, Terry’ego Nicholsa i Michaela Fortiera rozpoczął przygotowania do własnej akcji.

Jego zachowanie stało się jeszcze bardziej ekscentryczne. Konstruował małe bomby, które następnie detonował. Wyparł się obywatelstwa amerykańskiego, używał metaamfetaminy, wraz z Fortierem włamywał się okazjonalnie do składów broni. We wrześniu uczestniczył w manewrach dziwacznej rasistowskiej grupy paramilitarnej w Elohim City, z którą później ponownie się kontaktował. Wątku kontaktów McVeigha z Elohim City w okresie bezpośrednio poprzedzającym zamach nie podjęto w późniejszym śledztwie, co niektórzy uznali za karygodne zaniedbanie.

Sam wybrał cel zamachu: biurowiec w Oklahoma City, pełen, jak sądził, agentów federalnych. Sam dostarczył tam skonstruowany z pomocą Nicholsa, ukryty w żółtej ciężarówce potężny ładunek wybuchowy, który następnie zdetonował.

„Nawet jeśli są niewinni, pracują dla złego systemu, więc muszą zginąć”[4] – uzasadniał później swój czyn porównując urzędników z Oklahomy do szturmowców z „Gwiezdnych wojen” i dodając, że śmierć 19 dzieci w świetlicy na 1 piętrze budynku to niezamierzone „zniszczenia uboczne”.[5]

Więzień federalny

Wbrew oderwanym od realiów marzeniom McVeigha, jego akcja nie wywołała „drugiej amerykańskiej rewolucji”. Przeciwnie: uczyniła z niego najbardziej znienawidzonego człowieka w Ameryce. Do trzęsących się z oburzenia obywateli dołączyły nawet „wolnościowe” milicje i bojownicy „gun rights”, których idee w znacznym stopniu go inspirowały.

Oskarżony McVeigh Fot. Wikimedia Commons

„Ojcowie założyciele nie usprawiedliwiali wojny przeciwko kobietom i dzieciom, (…) nie podkładali bomb, by później uciekać z zatyczkami w uszach”[6] – skomentował przywiązanie McVeigha do amerykańskich swobód konstytucyjnych prokurator federalny Joseph Hartzler, a sędzia Richard P. Matsch nazwał go „wrogiem konstytucji, (…) który uważa rząd Stanów Zjednoczonych za jakąś formę obcej władzy okupacyjnej lub siły opozycyjnej”.[7]

Dwa lata po postawieniu zarzutów, 13 czerwca 1997 roku okręgowy sąd federalny w Denver, Kolorado uznał McVeigha winnym przestępczej konspiracji i zamachu terrorystycznego i skazał na śmierć przez tzw. śmiertelny zastrzyk.

Do więzienia trafili jego nieszczęśni pomocnicy: Terry Nichols (dożywocie) i Michael Fortier (12 lat). Stosunkowo łagodny wyrok dla Fortiera był następstwem jego współpracy z FBI i zgody na świadczenie przeciwko dwóm pozostałym zamachowcom.

Wyrok nie zmienił poglądów Timothy’ego. Do końca „kozaczył” i wskazywał rząd USA jako winnego całej sytuacji. Zamach był, jak oficjalnie wyjaśniał, „uderzeniem odwetowym” za coraz bardziej brutalne ataki agentów federalnych na obywateli amerykańskich (m. in. w Waco), które porównał do przemocy władz chińskich wobec obywateli protestujących na placu Tiananmen w 1989 roku. „[Atak] był moralnie i strategicznie równoważny uderzeniom USA na budynki rządowe w Serbii, Iraku i inne. Bazując na obserwacji posunięć mojego własnego rządu postrzegałem tę akcję jako akceptowalną możliwość. (…) Wiele innych narodów nienawidzi Amerykanów z tych samych powodów, dla których większość Amerykanów nienawidzi mnie. (…) Amerykanie mają wybór: uczyć się ode mnie lub pozostać ignorantami i doświadczać konsekwencji.”[8]

Warto zwrócić uwagę, że McVeigh skutecznie wzbraniał się przed przypisywaniem mu ekstremizmu w sensie ideowym: rasizmu, antysemityzmu, sympatii dla organizacji terrorystycznych, zatem odcinał się od form radykalizmu rodem z „Dzienników Turnera”, a jako swych ulubionych twórców idei wskazywał Patricka Henry’ego, Locke’a, Jeffersona, Waszyngtona i Franklina. Bronił się nawet przed etykietą samotnika, która przylgnęła do niego na stałe. W odróżnieniu od terrorystów islamskich lub lewackich występował z pozycji pozornie liberalnych. Adwokat McVeigha Stephen Jones stwierdził nawet, że jego poglądy mieściły się w „politycznym i społecznym głównym nurcie. Był wprawdzie skrajnie rozgniewany z powodu tego, co postrzegał jako naruszanie przez rząd indywidualnych swobód, jednak ta postawa nie różniła się od sposobu w jaki miliony ludzi obawiają się rządu i nie ufają mu.”[9]

W więzieniu federalnym w Terre Haute, do którego pod koniec życia trafił, McVeigh spotkał się m. in. ze sławetnym Unabomberem, Theodore Kaczynskim, znanym z wysyłania ofiarom ładunków wybuchowych w kopertach, który określił McVeigha jako osobę o „świetnych umiejętnościach społecznych”. „(…) Sympatyczny, inteligentny, nie pasujący do stereotypu super-patrioty, bez śladu uprzedzeń, raczej ‘urodzony poszukiwacz przygód’. Był najbardziej otwarty spośród wszystkich osadzonych w naszym rzędzie cel. (…) Liczył się z innymi więźniami i wiedział jak radzić sobie z ludźmi”.[10]

Są powody by przypuszczać, że Kaczynski – aspołeczny samotnik zamieszkujący latami w leśnej chacie w Montanie, mylił się co do stopnia uspołecznienia McVeigha, zawsze stojącego „z boku”: wycofanego w szkole, nie utrzymującego relacji z kobietami (może dlatego, że potrafił rozmawiać tylko o strzelbach), o dość luźnych relacjach z rodziną pochodzenia. Można też przyjąć tezę, że McVeigh uspołecznił się dopiero w więzieniu. W opinii cytowanego przez New York Times eksperta FBI Johna Douglasa „Tego typu ludzie radzą sobie dobrze w uporządkowanym środowisku, natomiast poza nim, bez tego rygoru, po prostu trudno im przetrwać. Z tego względu prawdopodobnie świetnie radzi sobie teraz w więzieniu, myślę, że mogą nazwać go wzorowym więźniem”.[11]

Mało wzruszające w kontekście losów osądzonych morderców były słowa McVeigh’a z wywiadu dla CBS z marca 2000, że choć z Unabomberem różnili się politycznie, „wszystkim, czego chcieliśmy była wolność do tego, by żyć własnym życiem, cokolwiek wybraliśmy”.[12]

Faktem jest, że więzienie było jedynym miejscem, w którym McVeigh zatrzymał się dłużej po odejściu z armii, i w jakimś sensie był to jego wybór.

W obliczu końca krótkiego życia nie zwrócił się aktywniej w stronę religii, do czego namawiał go w Terre Haute również skazany na karę śmierci (zmienioną później na dożywocie) współwięzień David Hammer, choć jak twierdził zachował podstawy wiary katolickiej. Inny współwięzień, terrorysta pochodzenia pakistańskiego Ramzi Yousef próbował nawrócić McVeigha na Islam.  W ostatnich tygodniach McVeigh wyraźnie mniej jadł, odmawiał spożycia części posiłków. Przed śmiercią zjadł lody miętowe.

Miejsce pamięci ofiar zamachu w Oklahoma City Fot. Wikimedia Commons

Wyrok wykonano w Terre Heute 11 czerwca 2001 roku. Był to pierwszy wyrok śmierci w imieniu władz federalnych wykonany od 1963 roku. McVeigh przyjął ostatnie namaszczenie, co skłoniło niektórych publicystów i teologów do dywagacji, czy zgodnie z katolicką nauką może dostać się do raju. U innych jego śmierć wywołała barbarzyńską radość lub nawet żal, że zgładzono go w tak „lekki” i „humanitarny” sposób. Jakby nie spędził 4 beznadziejnych lat w celi śmierci.

Czy McVeigh wart był autoryzowanej biografii (American Terrorist, 2001), jaką spisali i wydali jeszcze za jego życia dziennikarze Lou Michel i Dan Herbeck? Uważam, że tak, choćby dlatego, że przyczyn terroru tkwiących w człowieku nie można lekceważyć, pomijać, trywializować. Śledzące nas na każdym kroku w miejscach publicznych kamery, to m.in. „zasługa” ludzi pokroju McVeigha.

Żałosne było natomiast zachowanie setek poszukiwaczy sensacji, którzy na tragedii w Oklahomie usiłowali ubić własny interes, roztrząsając fantastyczne teorie, „martwe” wątki i latami doszukując się nieistniejących powiązań i wspólników.

Miłosz Szuba

Bibliografia:

Źródła internetowe:

„Inside McVeigh’s mind”. BBC News. June 11, 2001. Archived

McVeigh, Timothy J. (June 1998). „An Essay on Hypocrisy” Media Bypass Magazine. Archived from the original on 1999-04-29. Retrieved September 4, 2018.

KIFNER, JOHN. „McVEIGH’S MIND: A special report.;Oklahoma Bombing Suspect: Unraveling of a Frayed Life”. New York Times. Archived

Timothy McVeigh’s Letter to Fox News”. Digital-Exp.com. Archived from the original on August 23, 2001. Retrieved April 12, 2010.

„McVeigh Vents On ’60 Minutes'”. cbsnews.com. March 13, 2000. Archived

Linder, Douglas O., „The Oklahoma City Bombing & The Trial of Timothy McVeigh,” Archived

„Fellow inmate counsels McVeigh”. USA Today. Associated Press. June 20, 2001. Archived  from the original on 2003-06-10. Retrieved March 23, 2011.

„The Complicated Defense of Timothy McVeigh”. Mother Jones. Archived

„Terry Nichols Sentenced to Life With No Hope of Parole – The Tech”. tech.mit.edu. Archived

„McVeigh 1st letter”. CNN. Archived from the original on 2008-01-19.

Przypisy:

[1]„McVeigh Vents On ’60 Minutes'”. cbsnews.com. March 13, 2000. Archived

[2]McVeigh, Timothy J. (June 1998). „An Essay on Hypocrisy” Media Bypass Magazine. Archived from the original on 1999-04-29. Retrieved September 4, 2018.

[3]’Turner Diaries' introduced in McVeigh trial, Writings mentioned casualties, killing, CNN Interactive, April 28, 1997

[4]Prosecutor Paints McVeigh As 'Twisted' U.S. Terrorist, by Lois Romano and Tom Kenworthy, Washington Post Staff Writers, Friday, April 25, 1997; Page A01

[5]McVeigh Labels Young Victims ‘Collateral Damage’, Los Angeles Times, March 29, 2001, www.latimes.com/archives

[6]Prosecutor Paints McVeigh As 'Twisted' U.S. Terrorist, by Lois Romano and Tom Kenworthy, Washington Post Staff Writers, Friday, April 25, 1997; Page A01

[7]„Terry Nichols Sentenced to Life With No Hope of Parole – The Tech”. tech.mit.edu. Archived

[8]Timothy McVeigh’s Letter to Fox News”. Digital-Exp.com. Archived from the original on August 23, 2001. Retrieved April 12, 2010.

[9]Prosecutor Paints McVeigh As 'Twisted' U.S. Terrorist, by Lois Romano and Tom Kenworthy, Washington Post Staff Writers, Friday, April 25, 1997; Page A01

[10]Kaczynski’s comments on McVeigh, from Appendix B, pages 398 – 402 of the book American Terrorist: Timothy McVeigh & the Oklahoma city bombing by Lou Michel and Dan Herbeck.

[11]KIFNER, JOHN. „McVEIGH’S MIND: A special report:“Oklahoma Bombing Suspect: Unraveling of a Frayed Life”. New York Times. Archived

[12]„McVeigh Vents On ’60 Minutes'”. cbsnews.com. March 13, 2000.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*