Egzekutor | Recenzja

 „Gdy strzelało się do człowieka, który mówi tym samym co ja językiem, którego nieraz znało się od lat, trudno jakoś było wytłumaczyć się przed własnym sumieniem. W imię czego i co nas skłaniało do popełniania czynów, które w cywilizowanym świecie równały się prawie morderstwu? Czy robiło się to w „imię Ojczyzny”, czy był to tak zwany zakres działań wojennych?”[1]

Stefan Dąmbski – „Egzekutor”

Wspomnienia Stefana Dąmbskiego opisane przez niego w książce pt. „Egzekutor” są może nie tyle swoistą spowiedzią autora, ale przede wszystkim rozliczeniem się z przeszłością. Autor nie kreuje siebie na bohatera czasu wojny. Był żołnierzem AK, który do partyzantki trafił w młodym wieku. Mając zaledwie 16 lat – wykonał swoje pierwsze zadanie. „Nie przyszło mi do głowy, że za parę godzin mam zastrzelić człowieka, że muszę pozbawić życia nie dość, że istotę ludzką, to w dodatku swojego kolegę, z którym niejedną flaszkę samogonu się wypiło. Uważałem to widocznie za rzecz zupełnie normalną, za rzecz, która musi być zrobiona, za spełnienie zwykłego patriotycznego obowiązku. To, że zgłosiłem swoje usługi ochotniczo, nie było ważne”[2].

Po lekturze „Egzekutora” nasuwa się pytanie: kto jest bohaterem, a kto zwykłym mordercą? Wojna rządzi się swoimi prawami. Dąmbski, na kartach swojego wstrząsającego wyznania, pyta się po latach, czy stał się mordercą. Był żołnierzem AK – gotów do największych poświęceń. Jak sam wyznał „gdy dziecku wpaja się od kolebki jak ważna jest Ojczyzna i że trzeba za nią walczyć z nieprzyjacielem, aż do śmierci lub zwycięstwa, to to dziecko, gdy dorośnie, będzie walczyć na rozkaz i strzelać do każdego, kto ma inne poglądy lub jest innej narodowości”[3]. Ta książka jest nie tylko historią człowieka, który zaplątany w wir historii, jako żołnierz konspiracji wykonywał wyroki śmierci – ale przede wszystkim studium spustoszenia, jakie sieje wojna, nawet jeśli walczy się po „słusznej” stronie.

Autor przytacza również historię jak to on, wraz z kilkoma towarzyszami bierze udział w akcjach odwetowych na Ukraińcach. „Nasze operacje zbliżone były w swojej jakości do ukraińskich, z tą tylko różnicą, że wybieraliśmy wioski, w których przeważała ludność polska, bo w ten sposób było nam łatwiej wykończyć Ukraińców. Nie było w tych akcjach żadnej litości, żadnego pardonu (…) „Twardy” (…) rzucał się na skamieniałych ze strachu Ukraińców i krajał ich na kawałki. Z niesłychaną wprawą rozpruwał im brzuchy lub podrzynał gardła, aż krew tryskała po ścianach”[4]. Słowa te dowodzą, że podczas tych „akcji odwetowych” akowscy żołnierze posuwali się do najgorszego bestialstwa – a mimo to, nie uznano ich za zbrodniarzy – wielu pretendowało do miana bohaterów. Wojna to zło – o tym wie każdy. Wielu z nas potrafi podać przykłady heroicznego zachowania, w imię wyznawanych wartości i ideałów, w imię Ojczyzny – tylko tak naprawdę, nikt z nas nie zadaje sobie pytania: „jak daleko można się posunąć?” oraz „czy zabicie wroga jest czynem usprawiedliwionym?”.

Autor przez wiele lat po wojnie, szukał odpowiedzi. Na rozgrzeszenie i przebaczenie było już za późno – bo niby jak można wybaczyć zabicie ojca, brata, córki – nawet w słusznej sprawie? W końcu lat 70. zaczął spisywać swoje wspomnienia. Kończył je nieuleczalnie chory na raka. W 1993 roku popełnił samobójstwo – strzelając sobie w głowę.

Wydanie jego wspomnień wywołało falę dyskusji i niesamowitych emocji wśród historyków i środowisk akowskich. We wstępie do „Egzekutora” fakt ten przedstawia Zbigniew Gluza, który jasno przyznaje, że Dąmbski nie miał powodów, by mijać się z prawdą. Pisał z niezgody na rozpowszechniony obraz wojennego bohaterstwa. Z poczucia winy, że pozbawił tylu ludzi życia (…). Mógł pozostać jak inni, za wygodną fasadą działań heroicznych i poniesionych ofiar. Pisał jednak w przekonaniu, że wojna powinna być przestrogą, nie zaś zachętą do bohaterstwa. Ogromnym plusem jest również dołączenie do publikacji listów, które spływały do wydawnictwa po pierwszym wydaniu książki. Oczywiście listów, które może nie tyle zaprzeczały wydarzeniom opisanym przez Stefana Dąmbskiego, ale przede wszystkim nie zgadzały się na przedstawiony przez niego obraz żołnierza Armii Krajowej.

Jest to niebagatelna lektura, do której zachęcam każdego – bez względu na to, czy jego zainteresowania krążą wokół przedstawianych tematów. Książka jest po prostu przestrogą. Każda wojna jest tragedią, w której to giną młodzi ludzie, mający całe życie przed sobą – i to giną niepotrzebnie.

Według skali, którą stosuje portal historykon.pl (od 1 do 6) – książkę oceniam na mocne 5.

Anita Świątkowska  

[1] S. Dąmbski, Egzekutor, s. 114.

2Tamże, s. 16..

3Tamże, 115.

4Tamże, 89.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*