Elżbieta – matka królowej Jadwigi | Recenzja

Alina Zerling-Konopka, Elżbieta – matka królowej Jadwigi

Już sam rozmiar książki imponuje. Trzy części powieści. Ponad pięćset stron tekstu. Rozmach, z jakim książka została napisana – również imponuje. Szkoda tylko, że można się pogubić w nadmiarze wydarzeń, miejsc i osób.

Alina Zerling – Konopka przedstawia swojemu czytelnikowi nieco zapomnianą osobę niekoronowanej królowej Polskiej – Elżbiety Bośniaczki – żyjącej w XIV wieku (konkretnie w latach 1340 – 1387) żony Ludwika Andegaweńskiego (Węgierskiego) i matki Jadwigi Andegawenki, żony Władysława Jagiełły, i Marii, żony Zygmunta Luksemburskiego. Elżbieta walkę miała właściwie we krwi – walczyła o władzę, walczyła o swoje córki. Taką portretuje ją autorka książki – niesłychanie waleczną i upartą.

Za sprawą powieści Aliny Zerling – Konopki przenosimy się do targanej wojnami czternastowiecznej Europy. Napotykamy takie osoby jak władca Neapolu Karol III Durazzo, palatyn Miklós Garai, przywódca opozycji Janos Horwat. Czytamy o relacjach, jakie panowały w rodzinach królewskich. Podziwiamy barwny literacki język, jakim operuje autorka – momentami stylizowany na staropolski. Jednak….

Właśnie – jest jedno ,,ale’’, lecz za to poważne ,,ale’’. Rozumiem, że Elżbieta Bośniaczka żyła w bardzo niespokojnych czasach, że jako regentka miała skierowanych ku sobie kilka stronnictw i autorka Elżbiety – matki królowej Jadwigi starała się jak najwierniej to – w swojej książce – pokazać. Tyle tylko, że czasami można było się aż pogubić – nie bardzo było wiadomo, gdzie jest koniec poprzedniego wątku, a gdzie początek następnego, bo wszystko – z tego nadmiaru – zlewało się w jedno. Ilość zobrazowanych wydarzeń powoduje niekiedy, że czytelnik ma, niestety, mętlik w głowie – i tak jest w tym przypadku. Komuś, kto albo nie jest pasjonatem historii średniowiecza, albo historykiem (i tutaj najlepszy byłby zapalony mediewista) – w niuansach, o których pisze Zerling – Konopka – naprawdę niezmiernie łatwo jest się pogubić. Dlatego – mimo ogromnej wiedzy historycznej, którą dysponuje – i operuje – autorka recenzowanej powieści (z wykształcenia filolog polski, krakowianka z pochodzenia) – książce daję ocenę 4, a nie 6. I życzę wytrwałości tym, którzy po książkę o Elżbiecie Bośniaczce sięgną. Bowiem zaserwowano im potężną dawkę historii.

Wydawnictwo Rytm

Ocena recenzenta: 4/6

Helena Sarna

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*