film 1917

Film 1917 |Recenzja

1917, reż. Sam Mendes

Wojna potrafi być piękna – przynajmniej z odpowiednio ustawioną kamerą. Gdy emocje toną w estetyce, a dramat zmienia się w techniczne widowisko, trudno o prawdziwe poruszenie. Tak właśnie działa film 1917, który zamiast opowieści o człowieku w piekle frontu, serwuje dopracowaną w każdym calu iluzję. Tyle że za tą iluzją nie widać zbyt wiele.

Film 1917 – brytyjsko-amerykański dramat wojenny z 2019 roku w reżyserii Sama Mendesa. Zdobywca Złotego Globu za najlepszy dramat i reżyserię oraz trzech Oscarów (najlepsze zdjęcia, najlepszy dźwięk, najlepsze efekty specjalne). Kolejna z nowszych pozycji kina wojennego w ostatnich latach. Mistrzostwo pod względem wizualnym i technicznym, ale bez większej głębi, która pozostawia niedosyt.

Kontekst historyczny

Sam Mendes już miał okazje reżyserować film wojenny, a mianowicie Jarhead na podstawie książki Anthony’ego Swofforda, która jest biograficznymi wspomnieniami z I wojny w Zatoce Perskiej. Tym samym nie jest to pierwsze podejście tego reżysera do tematyki wojennej. Jednakże w przypadku 1917 Mendes inspirował się nieco bardziej personalną historią, bo historią i doświadczeniami przekazanymi mu przez dziadka.

Dziadek reżysera, czyli Alfred Mendes wstąpił do armii brytyjskiej w 1916 roku, mając jedynie 19 lat. Brał udział między innymi w bitwie pod Passchendaele z 31 lipca 1917 roku. Oddział do którego należał odniósł znaczące straty, a część żołnierzy zaginęła bez odzewu. W wyniku tego Mendes zgłosił się do ustalenia pozycji rannych i zaginionych żołnierzy, a następnie zdania raportu dowódcy o swoich ustaleniach. Udało mu się przeżyć tę misje bez większych szkód.

Jednakże akcja samego filmu odnosi się do wydarzeń niezwiązanych z wyżej wymienioną historią. Film rozgrywa się z 6 na 7 kwietnia 1917 roku i został osadzony w kontekście operacji pod kryptonimem „Alberyk”, która trwała od 9 lutego do 20 marca 1917 roku.

Zadaniem tej operacji było skrócenie niemieckiej linii frontu poprzez wycofanie większych sił wojskowych na tzw. Linię Hindenburga. Dzięki tej operacji Niemcy mogli przerzucić czternaście dywizji do umocnienia odwodów na innych, słabszych odcinkach frontu.

Tym samym film bardziej inspiruje się faktami, ponieważ sama fabuła jest fikcyjna. Wydarzenia historyczne w tym przypadku jedynie robią za marne tło do osadzenia w nich fikcyjnych postaci i fabuły.

Film 1917 – fabuła

Fabuła skupia się na losach dwóch starszych szeregowych – Toma Blake’a i Williama Schofielda. Zarówno oni, jak i sama historia są postaciami fikcyjnymi. Obaj mają za zadanie przedrzeć się do drugiego batalionu, wchodzącego w skład regimentu z Devonshire i powstrzymać natarcie na niemieckie linie.

Dowiedzieli się, że niemiecki odwrót jest jedynie pozorowany, ponieważ Niemcy wycofali się na wspomnianą już Linię Hinderburga. A taki atak na niemiecką linię umocnień groziłby masakrą 1600 brytyjskich żołnierzy, do których należy między innymi brat jednego z głównych bohaterów. Atak ma być przeprowadzony następnego ranka, co wywiera dużą presje czasu na naszych bohaterach.

W zasadzie tylko tyle można powiedzieć o obu postaciach, są bardziej narzędziami narracyjnymi, niżeli rozbudowanymi postaciami. Nie znamy ich motywacji, historii czy nawet obaw i lęków. Nawet starania aktorów nie są w stanie zakryć tego brak głębi. Tym samym, widz raczej nie ma najmniejszych powodów do emocjonalnego zaangażowania.

Oczywiście, można na to spojrzeć z perspektywy takiej, że ludzie na wojnie często stają się jedynie narzędziami w rękach swoich państw, aczkolwiek w tym wypadku byłaby to jedynie słaba próba uzasadnienia nieudolnie zbudowanych postaci.

Przerost formy nad treścią

Film został nakręcony w sposób, który ma imitować jedno, nieprzerwane ujęcie. Zdecydowanie podkreśla to tempo i dramaturgię wydarzeń, biorąc pod uwagę, że akcja zamyka się w 24 godzinach, a taki zabieg z pewnością podtrzymuje iluzje ciągłości.

Problem zaczyna się, gdy sceny zaczynają wydawać się zaprojektowane pod zastosowaną technikę, a nie dla głębszego przekazu. Bohaterowie przechodzą od jednej przeszkody do kolejnej, a my wraz z nimi, niczym w grze komputerowej. Jednakże bez większego zaangażowania emocjonalnego, na zbudowanie którego nie było szans z tak płytkim zaprojektowaniem postaci. Ładnie nakręcony marsz bez refleksji.

Napięcie w filmie jest stopniowo budowane poprzez niepewne spojrzenia, zbliżające się samoloty czy dramatyczne przebiegi przez błoto. Jednakże to wszystko pozostaje jedynie estetyczną inscenizacją wojny, jedynie kostiumem, który nie pobudza do większych refleksji. Nie wspominając o bajkowej scenie, kiedy bohater wpada do rzeki i zostaje z niej wyrzucony akurat przed miejscem, do którego musi dotrzeć.

Film 1917 – film o wojnie bez wojny

Na tle innych, klasycznych dzieł kina wojennego takich jak Czas apokalipsy lub Idź i patrz, to 1917 wypada niezwykle biednie. Ani nie ma głębi emocjonalnej, ani głębszych refleksji o sens wojny i ludzkiego cierpienia. Nawet wizualnie obraz, jaki nam przedstawia jest bardzo ugłaskany, żeby nie szokować za bardzo widza realistycznymi obrazami wojny i jej okrucieństwa.

To film o wojnie, który nie chce się w niej zanurzyć i w całym jej brudzie. Nie wyróżnia się niczym specjalnym z wyjątkiem użytej techniki i pracy kamery. 1917 bardziej pokazuje, co można zrobić z kamerą, niż co można powiedzieć o człowieku w obliczu wojny. Uważam, że bez wyrzutów sumienia ten przykład kina wojennego można sobie odpuścić, ewentualnie obejrzeć dla samej kinematografii.


Wytwórnia DreamWorks Pictures
Ocena recenzenta: 3/6
Dominika Zaperty

Comments are closed.