Rola Redaktora
Jerzy Giedroyc był postacią niezwykłą. Tak charakteryzował jego sylwetkę Stefan Kisielewski: „Wspaniały człowiek, szalonej pracowitości, który właściwie wolałby być politykiem niż redaktorem i dyrektorem wydawnictwa, ale mu się to nie złożyło”. W swej powieści Sprzysiężenie – powieści z kluczem – obdarzył Kisiel Redaktora cechami polityka par excellence: „elastyczność i zdolność do wcielania się w różne postawy, do padania »na cztery łapy« wobec groźnych powiewów dziejowej burzy. […] Drugą jednak cechą, bez której również nie ma prawdziwej wielkości politycznej, jest właśnie posiadanie owego ukrytego pionu, owej niezmiennej, trwającej wśród pozornej, zewnętrznej zmienności stałej linii dążeń, linii, która musi być głęboko ukryta na dnie duszy, bo to dopiero stanowi gwarancję jej rzeczywistości i niezmienności”. Te słowa bardzo celnie, jak się zdaje, określają charakter szefa Instytutu Literackiego. Był człowiekiem wielkiej idei, idei niepodległej Polski. O swej działalności myślał szerzej, patrzył dalej, ustawiał się (i swoje pismo) poza bieżącymi swarami emigracji, poza potyczkami kilkuosobowych partii, poza doktrynerstwem, ale i zaprzaństwem. Swoją działalność kwitował następująco: „w jakiejś skromnej mierze »Kultura« przyczyniła się do pogłębienia polskiej kultury, do jej wychodzenia z prowincjonalnego grajdołka oraz rozszerzania jej wpływów nie tylko na Zachodzie, ale i na Wschodzie”. Wziąwszy poprawkę na skromność autora można uznać tę wypowiedź za własną.

Zdj. Wikimedia Commons
W listach do Gombrowicza daje się zaobserwować kilka co najmniej interesujących i domagających się omówienia kwestii. Po pierwsze, rzuca się w oczy anielska wprost cierpliwość Jerzego Giedroycia i nieustanna gotowość pomocy Gombrowiczowi. Redaktor spełnia większość zachcianek pisarza, organizuje mu źródła utrzymania, szuka dlań stypendiów, prowadzi rozmowy z zachodnimi wydawcami, promuje autora Ferdydurke na wszelkie możliwe sposoby. Nigdy nie wykłóca się o honoraria i, pomimo nienajlepszej sytuacji finansowej „Kultury”, zawsze terminowo rozlicza rachunki. Słynne zdanie: „Bardzo nie lubię listów utrzymanych w tonie pozwu komornika”, sygnalizujące zniecierpliwienie Redaktora utyskiwaniami Gombrowicza, stanowi wypadek rzadki. Ów opiekuńczy stosunek Giedroycia, jaki pojawia się stosunkowo szybko po nawiązaniu kontaktu, został prawdopodobnie wywołany konstatacją, że autor Ferdydurke to znakomity pisarz, którego pióro może szeroko oddziaływać na ludzi. Za tą genialną intuicją poszła gotowość poważnego ryzyka, którym okazało się wydawanie książek argentyńskiego emigranta. Obrazoburcze zacięcie obecne w Trans-Atlantyku spowodowało bowiem, że spora część dotychczasowych czytelników „Kultury” zawiesiła jej prenumerowanie (jak pisze Maria Danilewicz-Zielińska, „zarzuty wysuwane przeciw Gombrowiczowi po ukazaniu się początku Trans-Atlantyku dotyczyły jego rzekomej ucieczki od losu »ludzi–Rodaków«, trwania w cywilu podczas wojny i – przede wszystkim – sportretowania w przejrzysty sposób działaczy Polonii argentyńskiej”). Redaktor powziął jednak dalekosiężny plan, którego nie mogła zniweczyć taka czy inna reakcja polskich emigrantów. Jego niejako programowy upór zaowocował tu stukrotnie i okazał się błogosławieństwem dla polskiej kultury.
Jak wspomniałem, korespondencja Giedroycia z Gombrowiczem zasadniczo nie stanowiła dla nich forum wymiany głębszych myśli, okazji do wkraczania na obszary filozofii czy polityki. O wielkości dyrektora Instytutu Literackiego stanowi fakt, że doszedł on do przekonania, że najściślej będzie współgrać z linią „Kultury” Gombrowicz niezależny, Gombrowicz nienaciskany, nienagabywany ideologicznie. Właśnie to założenie, jak mi się zdaje, leży u podstaw niewypowiedzianego konsensusu obu panów, który daje się wyczuć przy lekturze Listów. Incydentalnie, lecz w sprawach pierwszorzędnych, jak w Marcu 1968 roku, prosi Redaktor o wyraźne stanowisko polityczne, jednak ze zrozumieniem przyjmuje odmowę. Naturalnie, Giedroyc czasem podsuwał Gombrowiczowi temat do rozwinięcia w Dzienniku czy też na osobny artykuł (na co wskazuje Józef Olejniczak w swoim tekście Giedroyc – Gombrowicz – literatura), jednak były to sugestie niewpływające w żaden sposób na kształt tezy ewentualnej pisemnej wypowiedzi.