Zbliżenie, spotkanie w Maisons-Laffitte i „inwektywa genealogiczna”
Jak zostało powiedziane, relacje obu korespondentów miały swoje lepsze i gorsze momenty. Giedroyc, z natury mizantrop, z rzadka pozwalał sobie na osobiste wyznania. Często za to chwalił artykuły Gombrowicza, jak gdyby chcąc zachęcić go do jeszcze większej aktywności literackiej: „Drogi Panie, Przed chwilą dostałem Pana Dziennik. Naprawdę doskonały. To jeszcze bardziej mnie utwierdza w przekonaniu, ze wydanie książkowe wymaga rozszerzenia i że jego ukazanie będzie ewenementem. Ugruntuje Pana sławę tym bardziej, że ta forma dla przeciętnego czytelnika jest bardziej dostępna i że »dziennik« będzie znacznie szerzej czytany niż inne Pana książki z natury rzeczy przeznaczone dla węższego kręgu czytelników”. Gombrowicz, nota bene szczególnie wyczulony na tego rodzaju uwagi, także nie pałał chęcią „zaprzyjaźnienia się”. Można zaryzykować tezę, że wyraźna predylekcja do wyobcowania, cechująca obu bohaterów, miast zbliżyć, trzymała ich na dystans. Dopiero sześć lat po odnowieniu kontaktów doszło do korespondencyjnego bruderszaftu.
Punktem kulminacyjnym korespondencji było spotkanie w siedzibie „Kultury” w roku 1963. Przed tą datą i przed powrotem Gombrowicza do Europy daje się dostrzec nić osobistego, ciepłego zainteresowania, które zostaje wywołane przez Redaktora lapidarną wzmianką: „Ponieważ nie jestem najlepiej ze zdrowiem, więc chcę materiał do tego numeru zebrać już w maju”. Wywołuje to reakcję korespondenta: „Jak się miewasz ze zdrowiem (bo coś kwękałeś w ostatnim do mnie liście)?”, „Co Tobie? Na co kwękasz? Lecz się, człowieku, i napisz, co Ciebie dręczy. O zakład, że lekarzy nie uznajesz”, „nie dziwacz się i idź do lekarza, człowiek zupełnie inaczej się czuje pod lekarskim okiem, a druga rzecz, że mnóstwo jest środków, żeby podreperować samopoczucie, pobudzić organizm, zmóc depresyjne stany i przywrócić pogodę ducha. Zażyjesz pastylkę i jesteś inny facet”. Takie ocieplenie klimatu, rady „od serca”, dość poufałe słownictwo („Bardzo miłe z Twojej strony, że o tak błahą sprawinkę zadbałeś”) nie utrzymało się, gdy doszło do spotkania twarzą w twarz. Pisał Gombrowicz w Dzienniku: „Maisons-Laffitte. Słoneczne popołudnie. Wchodzę po raz pierwszy do domu »Kultury«. Ukazuje mi się Giedroyc. Ja się ukazuję Giedroyciowi. On: – Cieszę się, że pana widzę. Ja: – Jerzy, bój się Boga, chłopie, nie będziesz przecie mówił „pan” komuś, z kim od lat jesteś w listach na „ty”! On: – Hm… hm… a tak… no, cieszę się rzeczywiście, że przyjechałeś. Ja: – Co za domek! Przyjemnie spojrzeć! On: – Dosyć przestronnie i wygodnie, dobre warunki pracy… Ja: – Jerzy, słowo honoru daję, wyskoczyłem już na Mickiewicza, to poza dyskusją, ludziom głos się łamie gdy mówią ze mną przez telefon. On: – Hm… ja Mickiewicza nie bardzo lubię… […] Bawię się, ale – wpatrzony w smugę słoneczna na podłodze – wcale się nie bawię. Wstydzę się. Cisza śmiertelna (która u mnie związana jest z dystansem). To tak jak gdybym będąc jeszcze tam, był jednak tu i oglądał coś czego nie mam prawa oglądać… Dostrzegam na nodze stołu maleńką rysę. A więc przepłynąłeś ocean aby to zobaczyć… i wpatrujesz się w nią wstydliwie, rozpaczliwie…”. Po latach, w roku 1984, zdarzenie to następująco podsumował Giedroyc: „Spotkanie z Gombrowiczem zostało przez niego zabawnie opisane w Dzienniku. Myślę, że było to spowodowane bardzo dużymi różnicami naszych temperamentów, tym bardziej, że nie należę do ludzi zbyt towarzyskich”. Jeśli korespondenci mieli jakieś złudzenia co do spotkania i dalszych relacji, zostały one szybko rozwiane.
Warto wspomnieć tu o epizodzie, który wydał się istotny dla obu autorów, piszącm o relacjach Giedroyc – Gombrowicz w tomie Jerzy Giedroyc: kultura, polityka, wiek XX – Januszowi Margańskiemu i Józefowi Olejniczakowi. Mianowicie, po przybyciu do Europy, poszukiwał autor Ferdydurke niedrogiego pokoju, aby ulokować się gdzieś w pobliżu Paryża. Gdy poszukiwania przez dłuższy czas pozostawały bez rezultatu, Gombrowicz zwrócił się do Redaktora z prośba o możliwość zamieszkania w Maisons-Laffitte. Oto jak zrelacjonował sytuację w liście do przyjaciela, Juana Carlosa Gomeza: „Po 3 dniach rozpaczliwego poszukiwania pokoju zadzwoniłem do Giedroycia, mówiąc mu, że zamierzam wrócić do »Kultury«. A ten skurwysyn mi odpowiedział, że to możliwe tylko na tydzień, bo ma innych gości”. Zajście to, „genealogiczną inwektywą” skwitowane przez Gombrowicza, nie zostało zupełnie zauważone przez Giedroycia. Cała sytuacja daje pojęcie o różnicach osobowości obu panów, rzuca także światło na stan ich zażyłości po trzydziestu latach znajomości. Związek pisarza z redaktorem zachował swój oficjalny charakter, zwierzenia i ciepłe zdania utrzymały w korespondencji status wyjątkowości.
Znajomość Witolda Gombrowicza i Jerzego Giedroycia wspaniale zaowocowała dla polskiej kultury. Gdyby nie jej ponowne zawiązanie w roku 1950, autor Ferdydurke zapewne umarłby zapomniany w dalekiej Argentynie, zaś polscy czytelnicy straciliby możliwość przeczytania takich dzieł jak Trans-atlantyk, Kosmos czy, nade wszystko, Dziennik. Fakt, że Gombrowicz został przez Redaktora odnaleziony i otoczony opieką świadczy, że Giedroyc nie był jedynie „politycznym zwierzęciem”, że posiadał wrażliwość i smak spoza przybornika polityka czy dyplomaty. Korespondencja dwóch wielkich osobowości napawa optymizmem, dowodzi bowiem, że dobra współpraca może się przydarzyć – i to w warunkach polskich! – nawet pomiędzy geniuszami.
Piotr Ruciński – absolwent studiów polonistycznych i historycznych, doktorant na Wydziale Nauk Historycznych i Pedagogicznych Uniwersytetu Wrocławskiego.
Bibliografia:
Literatura podmiotu:
J. Giedroyc, W. Gombrowicz, Listy 1950-1969, Warszawa 1993.
Literatura przedmiotu:
M. Danilewicz – Zielińska, Szkice o literaturze emigracyjnej, Wrocław 1992.
J. Giedroyc, Od Jerzego Giedroycia, [wstęp], [w:] J. Giedroyc, W. Gombrowicz, Listy 1950 – 1969, Warszawa 1993.
H. M. Giza, Ostatnie lato w Maisons-Laffitte. Jerzy Giedroyc, Zofia Hertz, Henryk Giedroyc, Wrocław 2007.
R. Gombrowicz, Gombrowicz w Europie. Świadectwa i dokumenty 1963 – 1969, Kraków 2002.
S. Kisielewski, Abecadło Kisiela, Warszawa 1990.
A. S. Kowalczyk, Giedroyc i kultura, Wrocław 1999.
A. S. Kowalczyk, Poczta trans-atlantycka, [Wstęp], [w:] J. Giedroyc, W. Gombrowicz, Listy 1950-1969, Warszawa 1993.
J. Margański, Geografia pragnień. Opowieść o Gombrowiczu, Kraków 2005.
J. Margański, Giedroyc – Gombrowicz. Inwektywa i genealogia, [w:] Jerzy Giedroyc: kultura, polityka, wiek XX, red. Andrzej Mencwel i in., Warszawa 2009.
A. Michnik, Jak być Polakiem na paryskim bruku, [w:] tegoż: Wyznania nawróconego dysydenta, Warszawa 2003.
J. Olejniczak, Giedroyc – Gombrowicz – literatura, [w:] Jerzy Giedroyc: kultura, polityka, wiek XX, red. Andrzej Mencwel i in., Warszawa 2009.