Polskie Dywizjony w Wielkiej Brytanii
Dywizjon 302
Pierwszą polską jednostką myśliwską zorganizowaną w Wielkiej Brytanii był Dyon 302, nawiązujący do tradycji przedwojennego 3. Pułku Lotniczego w Poznaniu i Dyonu I/145 walczącego we Francji. Ze składu tych jednostek wywodził się trzon personalny utworzonego w Leconfield 30 lipca 1940 r. dywizjonu nazwanego „Poznańskim”. Już 7 sierpnia 1940 r., w okresie formowania, jednostkę odwiedził Naczelny Wódz – gen. Władysław Sikorski. Dla zapewnienia należytego działania w strukturze RAF-u, dywizjon ten (jak i pozostałe polskie jednostki myśliwskie) miał brytyjskiego dowódcę, którego zastępcą był polski oficer.
Pierwsze loty operacyjne zaczęto wykonywać 19 sierpnia 1940 r. i już następnego dnia brytyjski dowódca dywizjonu, mjr Jack Satchell, zapisał na jego konto pierwsze zwycięstwo. Zachęcony tym przykładem, ppor. Stanisław Chałupa w kolejnym locie operacyjnym zestrzelił samolot bombowy nieprzyjaciela.
W połowie września 1940 r. polski dywizjon został przeniesiony na lotnisko Duxford, skąd brał udział w działaniach osławionego „wielkiego skrzydła” – koncepcji walki stworzonej przez mjr. Douglasa Badera, polegającej na użyciu dużych formacji myśliwców przeciw zmasowanym nalotom Luftwaffe. Ta kontrowersyjna taktyka przyniosła polskim myśliwcom sukcesy w dniach 15 i 18 września 1940 r., kiedy zaliczono im zestrzelenie ponad 20 samolotów przeciwnika. Pod koniec miesiąca dywizjon powrócił do Leconfield, a 11 października zmienił w Northolt sławny już Dyon 303. Wygasająca bitwa o Anglię nie przynosiła już spektakularnych sukcesów i piloci spod znaku poznańskiego kruka musieli zadowolić się zestrzeleniem pojedynczych bombowców, za którymi uganiali się na drugą stronę kanału La Manche w niesprzyjającej jesienno-zimowej pogodzie. Niestety, ta angielska pogoda była również przyczyną wypadków, w których zginęło kilku pilotów. Warto wspomnieć też tych uczestników lotniczych zmagań z roku 1940, którym nie dane było zaznać ani smaku zwycięstwa, ani goryczy porażki. Mjr. pil. Kazimierz Niedźwiecki (z przedwojennej trójki Bajana) i por. pil. Kazimierz Jan Olewiński zginęli w wypadkach w ostatniej fazie szkolenia myśliwskiego w jednostkach treningowych, a por. pil. Czesław Główczyński (przyszły adiutant Naczelnego Wodza) nie wziął udziału w bitwie wskutek ciężkich poparzeń doznanych w wypadku w Dywizjonie 302 tuż przed wejściem do działań bojowych nad Anglią. Losy tych lotników nie pozwoliły na umieszczenie ich nazwisk na tablicach pamiątkowych, ale czy nie powinniśmy o nich pamiętać?
Dywizjon 303
303 Dywizjon Myśliwski sformowano na bazie personelu 1 Dywizjonu Warszawskiego dowodzonego we Francji przez mjr. Zdzisława Krasnodębskiego. 2 sierpnia 1940 trzynastu polskich oficerów, ośmiu podchorążych oraz 135 żołnierzy różnych specjalności przybyło do podlondyńskiej bazy Northolt. 3 sierpnia 1940 r. wszyscy przystąpili do zapoznania się z nowymi samolotami i do suchego treningu na link trainerach. Po szkoleniu na ziemi, każdy z pilotów odbył godzinny lot na dwumiejscowych samolotach szkolnych Miles Master i Magister. Wkrótce do ich dyspozycji stanął kolejny dwuster – Fairey Battle i osiem myśliwców Hawker Hurricane I. Do 7 sierpnia zakończono loty na dwusterach. Loty treningowe obfitowały w przypadki lądowania bez wypuszczonego podwozia, o czym nawet doświadczeni piloci po prostu zapominali. 12 sierpnia, w dziesięć dni od sformowania jednostki, rozpoczęto trening w locie większą formacją! 24 sierpnia 1940 r. po raz pierwszy wykonano patrol nad bazą całym dywizjonem.
30 sierpnia podczas lotu treningowego P/O Ludwik Paszkiewicz (lecący w myśliwcu Hurricane) ujrzał wyprawę bombową w osłonie myśliwców i wyłamując się ze swojej formacji zestrzelił Messerschmitta 110. Była to trzecia i największa fala bombowców nadlatująca tego dnia nad Kent i ujście Tamizy. Za cel bombowce obrały Luton, Oxford, Slough, North Weald, Kenley i Biggin Hill – lotniska squadronów myśliwskich RAF-u. Ofiara Paszkiewicza została błędnie rozpoznana przez Intelligence Officera jako Dornier Do-17 lub 215, a sam Paszkiewicz nie był pewien czy zestrzelony to Dornier, czy też inny samolot z podwójnym usterzeniem. Dopiero wiele lat po wojnie polski historyk Jerzy B. Cynk z Londynu stwierdził, że samolot, który zestrzelił Paszkiewicz, był Messerschmittem 110 spośród myśliwców osłony i rozbił się doszczętnie w Barley Beans Farm (Kimpton). Jawna niesubordynacja polskiego pilota wyłamującego się z szyku (pokazana później w filmie „Battle of Britain”), była niemile widziana przez Brytyjczyków, ponieważ parę dni wcześniej stacjonujący w Northolt inny cudzoziemski squadron „popisał się” swą pierwszą akcją bojową, w efekcie której utracono dwa Blenheimy z 235 Squadronu. Kanadyjczycy z 1 Squadronu RCAF – bo o nich mowa – zgłosili natomiast zestrzelenie jednego Junkersa 88 i uszkodzenie drugiego. Sprawa zestrzelenia samolotu przez Paszkiewicza była jednak inna niż afera z Kanadyjczykami, więc nie przeszkodziła w powołaniu polskiego dywizjonu w szeregi jednostek w pełni operacyjnych i wykonywaniu lotów bojowych już od następnego dnia. Sytuacja ta wzbudziła ogromne emocje wśród polskich pilotów, a także zadowolenie personelu brytyjskiego, który przesunięty do formowania jednostki obcokrajowców wprost z operacyjnych squadronów bojowych czuł się jak na banicji, a dodatkowo był zmuszony do nauki taktyki i języka „bandy” cudzoziemców. Następne dni przyniosły jednak dowody wartości cudzoziemskich pilotów myśliwskich.
Artykuł składa się z więcej niż jednej strony. Poniżej znajdziesz numerację stron.