Wojciech Tochman, Hanna Krall, Pożegnanie z Narwią. Rozmawia Wojciech Tochman
Cesarzowa reportażu jest tylko jedna. Jest również tylko jedna królowa obserwacji i ciekawości człowieka. Oba te tytuły dzierży Hanna Krall, której Oriana Fallaci mogłaby wlewać sos do dziurek w kluska śląskich i to pod warunkiem, że ta ostatnia wyjątkowo dobrze sprawowałaby się przez ostatni tydzień. To dzięki Krall poznajemy w szkole zupełnie inny sposób pisania o historii niż patetyczne eposy heroiczne czy naukowe teksty. Jej książka o Marku Edelmanie zmienia to, co wydaje się oczywiste. I z niektórymi – tak jak ze mną – ten wyjątkowy styl reporterski zostaje na zawsze.
Jednak kim tak naprawdę jest Hanna Krall, jak sama opowiedziałaby o swoim życiu, ważnych dla siebie miejscach, ludziach, których dane jej było spotkać i wysłuchać? Jak jej doświadczenie wojny widziane oczami małej dziewczynki, która dla przeżycia musiała zapomnieć samą siebie rzutuje na całym reporterskim dorobku? Dlatego zapowiedź wywiadu-rzeki Pożegnanie z Narwią, który z Krall przeprowadził Wojciech Tochman przyjęłam z dużym zainteresowaniem.
Wiem, jak się nazywam, ale nie wiem jak dzisiaj
Wojciech Tochman należy do grona wnikliwych i czułych reporterów. Wspólnie z Mariuszem Szczygłem już raz spróbował opowiedzieć o najwybitniejszej polskiej reporterce w książce Krall. Tym razem jednak zdecydował się na projekt wspólnie z samą bohaterką, starając się, żeby czytelnik mógł spojrzeć na wiele kwestii jej oczami. Jest to reportaż drogi, podczas której odwiedzają miejsca silnie związane z biografią Hanny Krall. Często jedyną pozostałością po budynkach są zarośnięte samosiejkami ruiny bądź widmowy ślad na ścianie kamienicy po wyburzonej oficynie. Jednak to wszystko pozwala na rozmowę, w której wspomnienia toczą się same pączkując kolejnymi dygresjami.
W opowieści, którą snuje Krall ożywają postacie z jej reportaży: Sublokatorki, Król Kier, Biała Maria… A wszystko rozpoczyna się wspomnieniem z upadku powstańczej Warszawy, widoku pierwszych Czerwonoarmistów, pierwszego dnia szkoły tuż po przejściu frontu. I tego dziecięco-dorosłego niezrozumienia, dlaczego kierownik szkoły myśli, że Hania Krall nie wie jak się nazywa. Przecież ona tylko nie wie, jaka wersja jej samej obowiązuje dzisiaj!
Nie spytała mamy, którym alter ego ma dzisiaj się posługiwać. I właśnie ta scena najlepiej obrazuje to, co czeka czytelnika, który zechce odbyć podróż razem z Tochmanem i Krall. Będzie to opowieść szczera, do bólu logiczna i pełna szczegółów, z których, jak to mówią, składa się całe życie. I choć poruszane w książce tematy należą do trudnych, to widać w nich jak na dłoni, że pisarstwo Hanny Krall to nie maniera, poza czy jakbyśmy dzisiaj powiedzieli kontent. To rzeczywista i do głębi prawdziwa Hanna Krall – taka jaką jest.
Zdążyć przed…
Recenzowana pozycja nie jest wywiadem-rzeką, jakie w ostatnich czasach rozpleniły się na rynku wydawniczym. Jest to rozmowa, w której Wojciech Tochman potrafi pozostać w tle. Zadaje pytania, skłania do wspomnień, pilnuje, żeby dygresje nie rozmywały wątku głównego, ale nie dominuje (co niestety często zdarza się prowadzącym wywiady). Pewnie dlatego nie jest to tylko opowieść o Krall. Jest to jej refleksja nad doświadczeniem, własną historią i tym, jak cierpienie nie powinno stać się osią późniejszego życia. Również reporterzy znajdą kilka cenny porad, jak udoskonalić swój warsztat.
W tytule znajduje się słowo pożegnanie. Nie jest ono tutaj bez znaczenia, ponieważ nie zabraknie także opowieści o przemijaniu i odchodzeniu. Nie ma jednak goryczy, niezgody czy buntu. Jest spokojna świadomość i pogodzenie z faktem, że po wielu osobach pozostał jaki ślad – niekoniecznie materialny. Ze słów Krall płynie istotna nauka: warto osiągnąć spokój, uporządkować pamięć i pogodzić się z nią wtedy bowiem nasza opowieść stanie się pełną i prawdziwą. Dokładnie tak, jak w jej książkach, gdzie suchy i oszczędny styl potrafi przekazać zdecydowanie więcej niż oratorskie popisy.
Pożegnanie z Narwią – czy warto?
Jako wyznawczyni twórczości Hanny Krall nie jestem może zbyt wiarygodną polecającą. Sytuacji nie poprawia również fakt, że bardzo cenię reportaże Wojciecha Tochmana (i chyba nigdy żaden mnie nie zawiódł). Jednak uważam, że warto zatrzymać się przy Pożegnaniu z Narwią dając sobie oddech od dzisiejszego świata pełnego prostych ocen, czarno-białych sądów oraz powszechnego strachu przed przemijaniem. W każdym znaczeniu tego słowa.
Wydawnictwo Literackie
Ocena recenzenta: 6/6
Daria Czarnecka
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Literackie. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.