Thierry Wolton, Historia komunizmu na świecie, tom 2: Ofiary
Tym co jest najbardziej przerażające i wstrząsające w historii komunizmu jest skala cierpienia jego ofiar. Ludzie ci byli mordowani, więzieni i maltretowani przez reżimy komunistyczne bez żadnej winy ze swojej strony, wyłącznie ze względu na swoje pochodzenie społeczne, przekonania religijne i polityczne
Drugi tom trylogii Woltona „Historia komunizmu na świecie”, poświęcony jest ofiarom komunizmu. Ich liczba jest zatrważająca, łącznie bowiem na całym świecie komunizm pochłonął około 100 milionów istnień ludzkich, z czego najwięcej w Chinach i ZSRS. Ludzie ci byli mordowani na różnorakie sposoby: poprzez masowe egzekucje, wyniszczanie poprzez katorżniczą pracę w obozach koncentracyjnych, tortury w katowniach bezpieki, masowy głód wywoływany przez reżimy komunistyczne…
Źródła komunistycznego ludobójstwa
W recenzji pierwszego tomu dzieła Thierry Woltona omówiłem w skrócie jego biografię, dotychczasowe osiągnięcia naukowe oraz bazę źródłową jego pracy, nie będę zatem już w tym miejscu powtarzał tych wszystkich podanych przeze mnie informacji.
Drugi tom „Historii komunizmu na świecie” poświęcony jest, jak już wspomniano, ofiarom komunizmu. Jest tak samo opasły jaki pierwszy, liczy bowiem ponad 1000 stron tekstu. Wolton rzetelnie i wnikliwie tropi źródła komunistycznego ludobójstwa na rządzonych przez nie narodach. Wskazuje, że polityka terroru wpisana była już w samą istotę komunizmu jako takiego. Powołuje się na fragment „Manifestu Komunistycznego” Karola Marksa i Fryderyka Engelsa z 1848 roku: „Komuniści uważają za niegodne ukrywanie swych poglądów i zamiarów. Oświadczają oni otwarcie, że cele ich mogą być osiągnięte jedynie przez obalenie przemocą całego dotychczasowego ustroju społecznego.”
W wieku XX, wszyscy najważniejsi przywódcy komunistyczni byli zwolennikami polityki rządzenia krajem za pomocą masowego terroru. Lenin był przekonany, że może utrzymać się u władzy tylko i wyłącznie za pomocą przemocy. W swoim „Liście do robotników amerykańskich” z września 1916 roku napisał: „Kto uznaje walkę klasową, nie może nie uznawać wojen domowych, które w klasowym społeczeństwie stanowią naturalne i, w określonych warunkach, nieuniknione przedłużenie walki klasowej.” Przywódca bolszewików uznawał wojnę domową za „jedyną wojnę sprawiedliwą”. Wtórował mu w tym Lew Trocki, który w czerwcu 1918 roku powiedział: „Tak, niech żyje wojna domowa! Wojna domowa w interesie dzieci, starców, robotników i Armii Czerwonej, wojna domowa w imieniu bezpośredniej i bezwzględnej walki z kontrrewolucją.” W połowie września 1918 roku, kolejny z przywódców bolszewickich, Grigorij Zinowjew wypowiedział jeszcze bardziej przerażające słowa: „Musimy zaprowadzić własny terror socjalistyczny, by zniszczyć naszych wrogów. Musimy przeciągnąć na naszą stronę 90 ze 100 milionów mieszkańców Rosji Sowieckiej. Jeśli chodzi o pozostałych, nie mamy im nic do powiedzenia. Muszą zostać unicestwieni”. Także i po pokonaniu armii „białych” generałów Lenin nie zmienił swoich poglądów, gdyż w lipcu 1921 roku wypowiedział słowa: „Dyktatura to stan intensywnej wojny […] wojna to wojna, nie obiecujemy ani wolności ani demokracji.”
Jego następca, Józef Stalin miał kiedyś stwierdzić „Śmierć rozwiązuje wszystkie problemy- nie ma człowieka, nie ma problemu”. Natomiast Mao Tse Tung, późniejszy przywódca Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL), w 1927 roku w swoim „Referacie o wynikach badań ruchu chłopskiego w prowincji Hunan” napisał: „Rewolucja to nie obiad proszony. Rewolucja to powstanie, to akt przemocy jednej klasy obalającej władze drugiej.” Kiedy indziej powiedział natomiast: „Wojna to najwyższa forma walki, służąca rozwiązaniu sprzeczności między narodami, państwami i ugrupowaniami politycznymi”. Widzimy zatem, że w kwestii terroru przywódcy komunistyczni byli przerażająco całkowicie ze sobą zgodni…
Na uwagę zasługuje także dehumanizowanie przez Lenina osób uznawanych przez niego za niepożądane w rządzonym przez niego państwie. Nazywał ich „pasożytami społecznymi”, „szkodliwym robactwem”, „pchłami” oraz „pluskami”. Podobną retorykę stosował Pol Pot, przywódca reżimu Czerwonych Khmerów w Kambodży w latach 1975-1979, który osoby przez siebie niepożądane nazywał „mikrobami”.
Państwo jako jedno wielkie więzienie
Tym co najbardziej utkwiło mi w pamięci z opisu niezliczonych cierpień ludzkich w systemie komunistycznym jest przedstawiona przez autora metafora komunistycznych obozów koncentracyjnych jako „małych więzień” zaś państw komunistycznych jako „wielkich więzień”. Więzień jest zamknięty w obozie, obywatel sowiecki nie może opuścić kraju- jednego zatrzymują druty elektryczne, drugiego żelazna kurtyna. Więźnia można przenieść, deportować lub zmusić do emigracji- mieszkańcy ZSRS muszą uzyskać meldunek żeby wolno im było mieszkać w mieście. Więzień podlega przymusowi pracy- pracownik jest związany ze swoim przedsiębiorstwem książeczką pracy, przez którą jest całkowicie uzależniony od pracodawcy. Wyżywienie więźnia zależy od procentu wykonanej normy- pensja robotnika również jest uzależniona od jego wydajności. Więzień głoduje- każda sowiecka rodzina ma problem ze znalezieniem dobrze zaopatrzonego sklepu. Życie więźnia zależy od strażnika- poza obozem wolność każdego obywatela jest zależna tylko od dobrej woli sowieckiej policji politycznej. Więźniowie są odcięci od reszty kraju- obywatele ZSRS są odcięci od reszty świata, do jednych i do drugich docierają tylko te informacje na jakie pozwala władza.
To właśnie jest najlepszy skrótowy opis komunistycznego totalitaryzmu- w państwach rządzonych przez tego typu reżimy życie na wolności niewiele różni się od życia w więzieniach. Paradoksalnie, jak dodaje autor, życie więzieniu w państwie komunistycznym jest pod jednym aspektem lepsze od życia na wolności- więzień nie boi się już tyranii władz, robi i myśli co chce, ponieważ wszystko co mogło go spotkać najgorszego już go spotkało, więc nie ma się już czego obawiać. To także świadczy o skrajnej nienormalności komunistycznego totalitaryzmu, ponieważ w każdym normalnym państwie więzień nie uważa nigdy swojej sytuacji za lepszą od życia na wolności…
Światło w tunelu
Wolton nie zostawia nas jednak całkowicie w ponurym nastroju po lekturze jego książki. Pisze bowiem, że komunistyczny terror nigdy nie zdołał złamać w pełni osób, które były jego ofiarami. Oddam mu w tym miejscu głos: „Wolna wola przetrwała w mężczyznach i kobietach, którzy znaleźli siłę, by znosić tortury, wytrzymali pracę przymusową i przeżyli głód. To są bohaterowie- męczennicy ustroju-lecz pragnienie wolności przetrwało również wśród anonimowych ludzi, których czerwony walec nie zdołał zmiażdżyć na swojej drodze, wśród wszystkich tych, którzy dzięki właściwej człowiekowi zdolności adaptacji zdołali odnieść zwycięstwo nad najbardziej nieprzyjaznym środowiskiem, [..] Totalitaryzm nigdy nie miał niczym nieograniczonego zasięgu. Choć wszystko należało do partii-państwa, wszystko znajdowało się pod jej kontrolą, choć dysponowała ona całą władzą, wszelkimi prawami, zawładnęła wszystkimi duszami, obecna była nawet w łożu małżeńskim, zawsze jakaś cząstka człowieka, jakiś zakątek w duszy jej umykały. Siła bezsilnych, o której pisał Vaclav Havel, tkwi w tej zdolności do istnienia wbrew wszystkiemu, pozostania sobą, choćby w najmniejszym stopniu. Niezniszczalna siła indywidualności doprowadziła ideologię do porażki, ponieważ umożliwiła każdemu zachowanie odrobiny autonomii”. (s.935-936).
Z tą nutą pociechy, którą można mimo wszystko znaleźć w komunistycznym piekle na ziemi, chciałbym pozostawić wszystkich czytelników tego tekstu, rekomendując gorąco lekturę recenzowanej przeze mnie książki.
Wydawnictwo Literackie
Ocena recenzenta: 6/6
Konrad Ruzik
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Literackiego. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.