Kamel Daoud, Huryska
Ile znaczy kobieta w świecie, w którym wartość mają tylko mężczyźni? Bez uwzględnienia tego, czy są dobrymi czy złymi ludźmi. Ile warta jest kobieta, która milczy, bo ktoś odebrał jej głos? Ile cierpień potrafi znieść kobieta, która została zamknięta – w swym ciele, w granicach wyznaczonych przez społeczeństwo, rodzinę, możliwości…? Jaką wartość ma dla niej życie, które nosi w sobie, gdy na jej ciele i w duszy, nadal tlą się ślady po wojnie domowej? Na te i inne pytania, stara się udzielić odpowiedzi Kamel Daoud w książce Huryska. Więc uważnie siądźcie, bo to, czym was uraczy, nie będzie ani przyjemne, ani bezbolesne.
Kobieto, puchu marny?
Powieść Daouda pod tytułem „Huryska” jest książką mocną, dwuznaczną, ubarwioną niezwykle barwnym, dosadnym, wielowarstwowym językiem, który nosi w sobie znamiona przygnębienia, ludzkich tragedii… Takiego jakiegoś rozwarstwienia między tym, co było, a tym, co jest, i tym, co nieznane.
Z grubsza rzecz ujmując, to opowieść o kobiecie i kobietach w ogóle w Algierii, które przez religijny fanatyzm, czy też kulturową tradycję, nie mogą być sobą. Ich świat sprowadza się do środka, do siebie samej, a wszystko, co mogą, to rzucać wymownymi spojrzeniami, które mówią więcej niż najtwardsze słowa. Mówią nim tak wiele, że to aż boli, wżera się w duszę odbiorcy…
Główną bohaterką jest Aube, Algierka z Oranu, mająca 26 lat. Wbrew temu, co chcą inni, nosi spodnie, jest właścicielką salonu fryzjerskiego i nosi w swym łonie dziecko. A to, czyni z niej postać może nie tyle dwuznaczną w oczach tubylców, ale niebezpieczną, bo przekroczyła religijne tabu. Boją się jej mężczyźni, choć jednocześnie ich pociąga, ale i kobiety, bo rzuca im nieme wyzwanie w twarz. „Serce jest duże, ale i nieme; staje się rozmowne tylko przy obcych lub gdy zbliża się śmierć”.
Jej kalectwo, choć odebrało jej radość z życia, dało jej również niezwykłą siłę, aby dalej istnieć, by walczyć – może nie pełnoskalowo – ale jednak. Nie może mówić, gdyż pozbawiono ją tego daru natury. Jednak jej spojrzenia i czyny, są aż nadto wymowne. Jest wyrzutem dla społeczeństwa, ale i przestrogą, że ludzkiego ducha nie da się pokonać. Można go co najwyżej wymazać, zabić, a on i tak powstanie.
Wzruszające są jej wewnętrzne przemowy do nienarodzonej córeczki, którą nazywa hurysą (istotą niebiańską). Choć ją kocha, nie ukrywa przed nią niczego, co zasiano w jej duszy. Mówi więc o okropnościach wojny domowej, gdy na wierzch wypłynęły wszystkie podziały w algierskim społeczeństwie. W tych opisach są takie momenty, które dosłownie rozdzierają duszę. I ciężko jest później zasnąć (wiem o czym piszę).
Literatura najwyższej próby
Tym, co najbardziej zwróciło moją uwagę, jest przepiękny, bogaty język. Autor, a za nim tłumacz – Oskar Hedemann (wyśmienite tłumaczenie, brawo za niesamowity kunszt) – bawią się językiem, jak chcą. W prostocie udało im się zawrzeć całe skołtunnienie świata, jego niesamowitą złośliwość, niebagatelną przemoc, wieloznaczność bytu i wielowarstwowość znaczenia pojedynczych słów. Przykład, możemy znaleźć już na samym początku: „Jeśli przychodzisz na świat w tym kraju, podejmujesz wielkie ryzyko. Będą takie lata kiedy najesz się do syta, będą lata kiedy zostaniesz zjedzona. I będą też lata kiedy poderżną ci gardło. Zapłacisz za pogmatwany sen starego Proroka i ktoś cię zgwałci”.
Dzięki temu, czuje się, że ma się kontakt z wysoką kulturą literacką intelektualną oraz z czymś, co musiało się wydarzyć naprawdę. Powieść jest momentami naprawdę mocna, zwłaszcza w tych fragmentach, które opisują przemoc wobec kobiet. Nad czymś takim nie da się przejść bez emocji, bez złości i poczucia bezsilności. Aż chciałoby się cofnąć czas, by móc to wszystko odmienić…
Opresja wdrukowana w system
Ciekawą sprawą jest opis pozycji kobiet w Algierii. Choć mogłoby się wydawać, że jest nieco lepiej, niż kilka dekad temu, jednak wcale tak nie jest. Muzułmańscy duchowni nadal głoszą, że kobieta jest przyczyną wszelkiego zła, które ma wywodzić się z jej łona. Jest ona takim społecznym brudem, z którego trzeba się obmyć, które można wykorzystać, ale jednocześnie się go brzydzić.
Kobieta, choć jest pożądana, dla swego ciała, jest nic nie warta. Jej słowa są jak tektura. Jej myśli, odczucia – nie mają żadnej wartości. Jej ciało trzeba sponiewierać, aby przez przemoc, stać się jej zbawcą – pomóc jej odkupić swą nieczystość, brud, mizerność, upodlenie. Chciałoby się napisać coś więcej, ale co streści takie… zło? Wstyd być mężczyzną, spojrzeć kobiecie w oczy.
Zresztą, już sam tytuł sugeruje niską pozycję kobiety, jako przedmiotu. W mitologii muzułmańskiej hurysy są nagrodą dla mężczyzn, którzy walczyli za wiarę. Są wiecznie młode, ponętne, idealne, bo ciche, skromne, zawsze gotowe, by umilić czas najjaśniejszemu panu – mężczyźnie.
Co więcej, imamowie prawią wciąż tutejszym mężczyznom o tym, jakie hurysy są idealne, jednocześnie deprecjonując znaczenie kobiet, tych tutejszych, tych realnych, które są babkami, matkami, córkami… Jak walczyć z czymś, czego nie da się porównać? Jak nie zauważyć, że w tutejszej odmianie islamu, kobieta jest niczym? A to przecież rodzi przemoc wobec tych, którzy są nieczyści, którzy są pariasami. Aube pyta w wyrzutem: „Dlaczego ci mężczyźni uwielbiają wypatrywać kobiet, które nie istnieją, a nas chcą zakopać w ziemi, nas, które dajemy im życie?”.
Zapomniana wojna
Kolejną ważną kwestią poruszaną przez Autora są dzieje algierskiej wojny domowej, która miała miejsce w latach 1991-2002. Zarzewiem jej wybuchu był konflikt pomiędzy legalnym rządem, a islamistycznym ruchem Islamski Front Wyzwolenia, z którego wkrótce wyłoniły się skrajnie fundamentalistyczne ugrupowania o charakterze terrorystycznym.
Początkowo walki miały charakter zamachów terrorystycznych wobec algierskich urzędników, turystów, dziennikarzy czy intelektualistów. Jednak fundamentaliści, dążący do ustanowienia w Algierii państwa wyznaniowego, uznali, że to za mało. Gdy jasnym stało się, że zamachy nie przyniosą definitywnego rozstrzygnięcia, fundamentaliści rozpoczęli regularną wojnę oraz zaczęli stosować zamachy terrorystyczne oraz mordy przeciwko ludności cywilnej. Mimo prób pojednania, wojna trwała nadal. Oficjalnie, ofiarą walk stało się 150 000 Algierczyków. Jednak szacuje się, że liczba ta jest zaniżona o co najmniej kilkadziesiąt tysięcy osób.
Już po zakończeniu krwawych walk, władze i ich dawni oponenci uznali, że należy wymazać i zapomnieć to, co stało się udziałem milionów Algierczyków. Ta zbiorowa „amnezja” miała stać się fundamentem, na którym miano zbudować nową przyszłość kraju. Bestialstwo, zbrodnie nadal są wyrzutem dla Algierii, która nie poradziła sobie ani z jednością, ani z zapomnieniem. Setki tysięcy osób, które przeżyły ten konflikt zaczynają o nim coraz głośniej rozmawiać. Przykładem tego jest właśnie powieść „Huryska” Kamela Daouda. Kto wie, czego jeszcze się dowiemy…
Huryska – podsumowanie
Książka zawiera się na 408 stronach tekstu. „Huryska” to opowieść o ludzkim bestialstwie, o tym, co złego siedzi w naszych duszach. To podróż po śmierci i nienawiści, których pożywką są religia, polityka, nieumiejętność porozumienia się, nawet w gronie własnej rodziny, oraz chęć wolności Ale takiej, za którą zapłaci ktoś inny. Jednocześnie to książka o sile ducha, nieumiejętności poddania się, nawet jeśli człowiek żyje tylko w połowie, tylko w części. To powieść o wielkiej sile kobiet.
Kamel Daoud w swej powieści pisze o trudnych sprawach, ukrywając je pod pięknym, literackim językiem. Ale niech nie zwiedzie was to piękno – lektura sprawi, że poczujecie się rozbici na kawałeczki, że wasz świat, pewnie po raz kolejny, runie w gruzy. I dla czegoś takiego warto kochać i czytać książki. Ogromnie polecam.
Wydawnictwo ArtRage
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem ArtRage. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.