I wojna punicka na morzu

Starożytne starcie gigantów! Rzym dysponujący świetnymi siłami lądowymi vs. bogata Kartagina z najsilniejszą flotą tamtych czasów! Z lekcji historii wiemy, jak zakończył się ten konflikt. Jednak pojawia się pytanie: jak Synowie Wilczycy złamali taką potęgę morską?

Casus belli i impas

W III w. p.n.e. zachodni basen Morza Śródziemnego był zdominowany przez dwa imperia – Rzym i Kartaginę. Rzymianie opanowali Półwysep Apeniński dzięki świetnie zorganizowanej armii lądowej. Dysponowali również dużym potencjałem demograficznym. Natomiast potomkowie kolonistów z Tyru swoją potęgę finansową oparli na handlu i morzu. Relacje między państwami układały się poprawnie. Kartagina współpracowała choćby z Rzymem, kiedy ten prowadził wojnę z Epirem Pyrrusa (282-272 r. p.n.e.).

Sytuacja diametralnie się zmieniła, kiedy w Republice Rzymskiej zaczęły dominować rody pragnące skierować ekspansję państwa na Sycylię. Wyspa stanowiła znacznie atrakcyjniejszy obszar niż celtyckie ziemie na północy Półwyspu Apenińskiego. Senatorzy potrzebowali tylko casus belli. Stał się nim konflikt kampańskich najemników, zwanych Mamertynami, z Hieronem II – władcą Syrakuz. Grecki władca podporządkował sobie Mesynę, co spowodowało interwencję rzymskich legionów w 264 r. p.n.e. Kartagińczycy opowiedzieli się po stronie Syrakuz, z którymi byli związani sojuszem. Siły lądowe Rzymian szybko pokazały swoją wyższość nad przeciwnikiem. Sukcesy Synów Wilczycy skłoniły Hierona II do zmiany sojuszy już rok po rozpoczęciu konfliktu. Znaczna część sycylijskich miast położonych w głębi lądu przechodziła pod kontrolę Rzymu. Punijczycy (tak Rzymianie nazywali Kartagińczyków) skupili się na obronie portów na wybrzeżach. Kartagina miała na tyle silną flotę, aby utrzymać te punkty oporu. Potencjalnie mogło nawet dojść do odcięcia legionów na Sycylii. W sytuacji kiedy każda ze stron przeważała na jednym z teatrów działań, nastąpił impas. Ponieważ jednak Kartagińczycy bezspornie panowali na morzu, szale wojny były zrównoważone (…) przeszło wprawdzie wiele miast położonych w głębi kraju na stronę Rzymian lękając się ich sił lądowych, lecz jeszcze więcej nadmorskich odpadło od nich z obawy przed flotą Kartagińczyków[1]. Zwycięstwo można było tylko osiągnąć pokonując przeciwnika jego własną bronią!

Mapa przed I wojną punicką
Fot. Wikimedia Commons

Rzym podejmuje rękawicę na morzu

Widząc zatem, że z powyższych przyczyn szala wojny coraz bardziej już to na jedną, już też na drugą przechyla się stronę (…) zamyślali, podobnie jak Kartagińczycy, wkroczyć na morze. (…) postanowili teraz po raz pierwszy zbudować okręty, sto pięciorzędowców i dwadzieścia trójrzędowców. Skoro zaś budowniczowie okrętów w budowie pięciorzędowców zgoła nie mieli doświadczenia, jako że nikt wtedy w Italii nie posługiwał się takimi okrętami, rzecz ta sprawiała im dużą trudność. I z tego głównie można poznać odwagę i śmiałość rzymskiego sposobu myślenia[2].

Bez najmniejszych wątpliwości można się zgodzić ze słusznością decyzji Rzymian w sprawie stawienia czoła Punijczykom na morzu. Jednak Rzymowi żegluga nie była aż tak obca, jak to czasem się przedstawia w kontekście I wojny punickiej. Miasto założone przez Romulusa szczyciło się tradycjami handlowymi. To prawda, że przed rozpoczęciem konfliktu nie dysponowało silną flotą wojenną. Wiązało się to z faktem, że albo wcześniej prowadzono jedynie wojny lądowe, albo okręty zapewniali sojusznicy (np. greckie miasta położone na półwyspie apenińskim lub Kartagina). Senatorzy zdawali sobie sprawę, że konfrontacja z ludem Dydony będzie wiązała się z wykorzystaniem sił morskich. W 261 r. p.n.e. konsulami zostali Tytus Otacyliusz i Lucjusz Waleriusz. Nowi decydenci przystąpili do szybkiej rozbudowy floty wojennej. Rzym musiał wystawić wiele okrętów, by dorównać potędze Punijczyków. Wszak w samym porcie Kartaginy mogło stacjonować 220 jednostek bojowych! Kartagińczycy dysponowali również świetnymi jednostkami morskimi – penterami. Według przekazu Polibiusza, rzymscy szkutnicy do I wojny punickiej nie wytwarzali okrętów tego typu. Starożytny historyk wspomina opowieść, jakoby zdobycie porzuconego na mieliźnie punickiego okrętu umożliwiło Rzymianom budowę własnych penter. Obecnie uznaje się, że nauczycielami Synów Wilczycy w szkutnictwie byli Grecy z Tarentu lub Syrakuz.

Schemat kurka
Fot. Wikimedia Commons

Kartagińscy żeglarze należeli do elity pod względem sztuki żeglarskiej. Rzym nie był w stanie w tak krótkim czasie wykształcić załóg oraz dowódców dorównujących poziomem przeciwnikowi. Rzymskie pentery także ustępowały pod względem jakościowym. Problemy rozwiązał jeden sprytny wynalazek.

Gdy jednak ich statki wskutek wadliwej konstrukcji mało były obrotne, zaproponował im ktoś jako pomoc w bitwie tak zwane później kruki, których urządzenie było następujące. Na przodzie pokładu stał okrągły słup, wysoki na cztery sążnie, a szeroki w średnicy na trzy dłonie. Miał on na szczycie kołowrot. Do słupa przystawiono drabinę, która na poprzek obita była deskami, szeroką na cztery stopy, a długą na sześć sążni. Otwór w pomoście z desek był podłużny i biegł wkoło słupa zaraz po dwóch pierwszych sążniach drabiny. A miała ona także po obu długich bokach poręcz sięgającą do wysokości kolana. Na końcu drabiny przymocowany był rodzaj żelaznego, zaostrzonego z przodu tłuczka moździerzowego, który u góry miał pierścień, tak że całość była podobna do przyrządów piekarskich. Do tego pierścienia była przywiązana lina, którą przy atakach okrętów za pomocą owego kołowrotu na słupie wyciągano w górę kruki i spuszczano na pokład nieprzyjacielskiego okrętu, i to bądź od frontu, bądź zwracając machinę przeciw atakom, jakie groziły z boku. Skoro więc kruki wbiły się w deski pokładów i związały z sobą okręty, Rzymianie (…) przechodzili tam po samym kruku parami w nieprzerwanym szeregu; mianowicie ci, co szli na przedzie, osłaniali front nadstawiając swe tarcze, a następni zabezpieczali boki, unosząc brzegi tarcz ponad poręczą[3].

Kruki wkrótce dowiodły swojej przydatności w bitwach. Jednak jednostki w nie wyposażone posiadły zasadniczą wadę. Pomosty zaburzały stabilność okrętu, dlatego choćby podczas sztormu zwiększało się ryzyko przewrócenia się pentery.

Republika w krótkim czasie wystawiła flotę, która rzuciła wyzwanie morskiej potędze Punijczyków. Jednak czy wystarczyło to do osiągnięcia zwycięstwa?

Pierwsze zmagania na morzu

Pierwsza bitwa między flotami rozegrała się już w 260 r. p.n.e. Konsul Publiusz Korneliusz Scypio pragnął opanować Wyspy Liparyjskie, usytuowane na północ od Sycylii. Rzymska eskadra wpłynęła bez przeszkód do głównego portu archipelagu – Lipary. W nocy nadpłynęły kartagińskie jednostki. Przerażeni Rzymianie uciekli z okrętów razem ze swoim wodzem, który po tym starciu zyskał niechlubny przydomek „osioł”. Informacje o poddaniu się bez walki punickiego garnizonu były nieprawdziwe. Pewność siebie okazała się zgubna, jednakże w następnej bitwie pod Mylae to Kartagińczycy ponieśli porażkę.

Flota rzymska dowodzona przez Gajusza Duiliusza ruszyła w kierunku miasta opanowanego przez przeciwnika. Konsul dysponował około 100 jednostkami. Hannibal Gisco – wódz Punijczyków – pragnął zatopić świeżo wybudowaną flotę Rzymian. Ufał przewadze liczebnej (dowodził około 130 okrętami), sprawności i wyszkoleniu swoich załóg. Zlekceważył swoich antagonistów. Kartagińczycy podpłynęli nie zachowując szyku bojowego. Pierwsza eskadra zbliżyła się do statków rzymskich i zaatakowała. Wtedy napastników czekała niemiła niespodzianka. Rzymianie uruchomili kruki. Bitwa morska przybrała przebieg łudząco podobny do starcia na lądzie. Punijczycy nie byli gotowi na tak sprawnie przeprowadzane abordaże. Zaczęli tracić okręt za okrętem. To samo spotkało jednostkę dowódcy, który salwował się ucieczką w małej łodzi. Po utracie 30 okrętów, Punijczycy próbowali okrążyć Rzymian i przeprowadzić taranowanie. Dopiero po straceniu następnych 20 jednostek zdecydowali się na odwrót. Co prawda ta porażka nie złamała potęgi Kartaginy, lecz była niezwykle istotna dla Rzymu. Pokazała Rzymianom, że też mogą wygrywać na morzu. Warto podkreślić, że propaganda Republiki skrzętnie wykorzystała ten sukces. W Wiecznym Mieście wzniesiono choćby pomnik – columna rostrata.

Wojna zaczęła się przedłużać. Dalej żadna ze stron nie potrafiła przeważyć szali na swoją stronę. Kartagińczycy odnieśli sukces w bitwie morskiej pod Tyndaris. Mając tylko 80 okrętów potrafili powstrzymać atak floty Gajusza Atyliusza dysponującej 200 jednostkami. Możemy się domyślać, że doszło w tej wojnie do innych starć na morzu, jednak nie zostały one utrwalone w źródłach, które dotrwały do naszych czasów. Na szczęście zachował się przekaz o największej bitwie tej wojny.

Największa bitwa morska starożytności

Zamiarem Rzymian było popłynąć do Libii i tam przenieść wojnę, ażeby Kartagińczycy musieli nie o Sycylię, lecz o własny byt i o własną ziemię. Kartagińczycy natomiast z wręcz przeciwnymi nosili się planami; widząc bowiem, jak dostępna jest Libia i jak cała ludność kraju łatwa jest do podbicia przez tych, którzy raz do niego wpadną, nie mogli do tego dopuścić, lecz usiłowali doprowadzić do rozstrzygającej bitwy morskiej. Ponieważ zaś jedni gotowi byli przeszkadzać, a drudzy użyć przemocy, przeto całkiem wyraźnie zanosiło się na bój, mający wyniknąć ze współzawodnictwa obu stron. Otóż Rzymianie odpowiednio przygotowywali się na oba wypadki, zarówno uwzględniając walkę na morzu, jak i lądowanie w kraju nieprzyjacielskim[4].

Tak sytuację militarną z 256 r. p.n.e. przedstawia Polibiusz. Inwazję przygotowywano w okolicy przylądka Eknomos. Rzym miał zgromadzić następujące siły: 330 okrętów, 100 tys. marynarzy i 40 tys. żołnierzy. Przeciwko nim Kartagińczycy wystawili 350 jednostek, których załogi łącznie liczyły około 150 tys. ludzi. Synowie Wilczycy rozlokowali proporcjonalnie więcej żołnierzy na okrętach w porównaniu do Punijczyków. Liczyli na swoje kruki i abordaż. Dane przekazane przez Polibiusza pokazują, jak wielka bitwa się szykowała. Największa morska batalia starożytności, a niektórzy uważają, że nawet w dziejach ludzkości. Choć należy pamiętać, że trzeba podchodzić z ostrożnością do statystyk podawanych przez starożytne źródła. Jednak skala bitwy około przylądka Eknomos była ogromna. Pokazywało to, jakie możliwości finansowe i mobilizacyjne miały walczące państwa.

Konsulowie Marek Atyliusz Regulus i Lucjusz Manilus Wulos przygotowali swoje siły w nietypowy sposób. Podzielili je na cztery eskadry. Stanęli na czele dwóch pierwszych, z których uszykowali klin. Trzecia grupa holowała okręty transportujące siły lądowe, a ostatnia osłaniała tyły. Prawdopodobnie Rzymianie uformowali pierwszy w historii wojen morskich konwój z prawdziwego zdarzenia! Puniccy przywódcy – Hamilkar i Hannon – odpowiedzieli też podziałem floty na cztery eskadry, które stworzyły półksiężyc. (…) wodzowie kartagińscy wygłosili krótką przemowę do wojsk dowodząc im, że w razie zwycięstwa w bitwie morskiej będą prowadzić wojnę o Sycylię, a w razie klęski ujrzą w niebezpieczeństwie własną ojczyznę i najbliższych, następnie rozkazali im wsiąść na okręty. Wszyscy ochoczo spełnili ten rozkaz, gdyż na podstawie wyrzeczonych słów przewidywali, co nastąpi; więc pełni odwagi i pewni siebie wypłynęli na morze[5]. Po tym rozpoczęła się bitwa, która mogła zadecydować o losach wojny.

W pierwszej fazie eskadry bezpośrednio dowodzone przez konsulów zaatakowały centrum nieprzyjaciela, które rozpoczęło zorganizowany odwrót. Kiedy flota rzymska całkiem podzieliła się na dwie części, środkowa grupa Punijczyków zrobiła zwrot i podjęła walkę z siłami dowódców rzymskich. Skrzydła kartagińskie zaatakowały obstawę desantu. Statki transportowe rozpoczęły ucieczkę w stronę brzegu. Rozgorzały dwie bardzo zacięte potyczki.

Niebezpieczeństwo abordażu ograniczało pole manewru kartagińskim żeglarzom. Próba taranowania od przodu rzymskiej pentery, mogła zakończyć się abordażem. Załogi punickie chciały za wszelką cenę uniknąć walki wręcz. W końcu to ona stanowiła główny atut ich przeciwników. Ostatecznie dwie pierwsze eskadry Rzymu pokonały centrum nieprzyjaciela. Pozwoliło to na przyjście z odsieczą eskorcie desantu. Kartagina poniosła porażkę. Szacuję się, że straciła w tej bitwie 94 okręty (w tym 64 przejęli Rzymianie). Synowie Wilczycy ponieśli zdecydowanie mniejsze straty – 24 zatopione okręty. Oprócz rozmiarów bitwy należy podkreślić, że była to pierwsza walka konwojowa w dziejach wojen.

Epilog wojny

Rzymowi udało się wylądować w Afryce. Niestety, siły lądowe walczyły tam ze zmiennym szczęściem. Między innymi poniosły dotkliwą porażkę z najemną armią Kartaginy pod Aspis w 255 r. p.n.e. Siłami Punijczyków dowodził podczas niej Spartanin Ksantippos. Zmusiło to Rzymian do opuszczenia Czarnego Lądu. Za to działania wojenne dalej trwały na Sycylii. Kontynuowano również wojnę na morzu. Doszło choćby do takich bitew, jak u przylądka Hermajskiego (255 r. p.n.e.), pod Phinitias (249 r. p.n.e.), czy koło Wysp Egadzkich (241 r. p.n.e.). W walce szczęście sprzyjało raz jednej, raz drugiej stronie. Choćby pod Drepanum triumfowali Kartagińczycy. Do starcia doszło w 249 r. p.n.e. Rzymska flota blokowała oblegane sycylijskie miasto – Lilybeum. Punijczycy chcieli je odblokować. Do tego celu zgromadzili aż 200 okrętów. Rzymianie postanowili wyprzedzić ruch przeciwnika i ruszyli w kierunku Drepanum. Pomimo zaskoczenia udało się kartagińskim siłom wydostać z portu i wyjść na pełne morze. Później przepuszczono atak, który zepchnął Rzymian w stronę wybrzeża. Tym razem wygrała Kartagina.

Mapa po I wojną punicką
Fot. Wikimedia Commons

Jednak w całej wojnie sukces osiągnęli Rzymianie. Warunki pokoju dla Kartagińczyków były trudne. Sycylia przechodziła do strefy wpływów rzymskich. Ponadto Rzymianie mieli otrzymać 3200 talenty srebra kontrybucji. Wynikiem I wojny punickiej było wysunięcie się Rzymu na pozycję najsilniejszego państwa zachodniego basenu Morza Śródziemnego. Kartagina poniosła porażkę, jednak nie ostateczną. Starożytne potęgi musiały stoczyć jeszcze dwie wojny, by ostatecznie rozstrzygnąć konflikt.

Wojna z lat 264-241 p.n.e. odegrała decydującą rolę w rozwoju rzymskiej floty wojennej. Po raz pierwszy Republika musiała prowadzić działania na morzu w takiej skali. Ponadto przeciwnik był nie byle jaki – mocarstwo morskie. Kartagina wówczas dysponowała prawdopodobnie najlepszą flotą na świecie. Mimo to dzięki dużemu wysiłkowi organizacyjno-mobilizacyjnemu i pomysłowości Rzymianom udało się wygrać. Stanowiło to kolejny krok do stworzenia jednego z większych mocarstw w dziejach ludzkości!

Błażej Jankowski, Paulina Jaśniak

Bibliografia:

Carthago do zatopienia. Wojny punickie na wodzie, „Bitwy i wyprawy morskie”, nr 7, Warszawa 2010.

Delbrück Hans, Antyczna sztuka wojenna, t. 2: Republika Rzymska. Oświęcim 2013.

Kęciek Krzysztof, Dzieje Kartagińczyków. Historia nie zawsze ortodoksyjna, Warszawa 2007.

Polibiusz: Dzieje, t. 1, Wrocław 1957.

Sikorski Janusz, Kanny 216 p.n.e., Warszawa 2012.

Przypisy:

[1] Polibiusz, Dzieje, t. 1, Wrocław 1957, s. 17.

[2] Ibidem, s. 17.

[3] Ibidem, s. 19.

[4] Ibidem, s. 21-22.

[5] Ibidem, s. 22.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*