Joanna Jurgała-Jureczka, Czarująca poetka. O Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej
Czy wrażliwość może boleć, skręcać ducha, który w normalnych warunkach pędziłby, gdzie tylko by chciał? Życie Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, tej Safony Północy, dowodzi, że tak. Ta niezwykła postać, która stykała się z brutalną prawdą świata, poszukiwała tylko samej miłości. Miłości którą opiewała, a która z niej okrutnie zadrwiła. I mniej więcej o tym jest ta książka – miejscami czarowna, miejscami smutna. Nawet jeśli znajdziemy tutaj obsesje Poetki, nie da się jej nie polubić, nie westchnąć z wyrzutem smutku.
„Prawdy o Marii z Kossaków Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej wciąż nie znamy, chociaż wiele osób o niej pisało, mówiło, analizowało jej utwory i odkrywało tajemnice jej życia. Część z nich zabrała do grobu, część pozostawiła w listach, notatkach, zdjęciach skrytych w archiwach, część odczytać można między wierszami opublikowanych tekstów.
Całe życie próbowała trzymać się prosto – dosłownie i w przenośni. Mimo niepowodzeń i rozczarowań walczyła o siebie, o swoją urodę i sławę. Z kobiecą siłą, determinacją, wdziękiem usiłowała odradzać się po przeżytej porażce, nie pokazywać światu łez (…) (s. 15).
Nowe oblicze legendy
Publikacja Joanny Jurgały-Jureczko rzuca na jej życie nowe światło. Choć to nie typowa biografia, w moim odczuciu bardziej literackie odczytanie okruchów jej życia, to i tak czytało się świetnie. Postać Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej w mojej świadomości pozostaje niemal legendą, o której coś, kiedyś czytało się w szkole. Nawet gdzieś mam tomik wierszy tej Poetki, z którego korzystałem, chcąc zdobyć serce mojej przyszłej żony. Ale nie było tam żadnego życiorysu, a mnie jakoś do głowy nie przyszło, aby czegoś dowiedzieć się o tej postaci. A przecież jej wiersze pełne są zadumy, takiej życiowej głębi, pasji i mniej lub bardziej zakamuflowanych wniosków.
Sięgając więc po tę książkę, miałem niemałe oczekiwania. Liczyłem, że dowiem się czegoś więcej o literackiej bohemie. Liczyłem, że nieco lepiej poznam rodzinę Kossaków, a może i fragment dziejów Polski. Tego w zasadzie tutaj nie było, a raczej tylko to, co wpłynęło na ukształtowanie się osobowości samej bohaterki książki.
Początkowo byłem nieco zawiedziony, bo okazało się, że to nie typowa biografia. Znajdziecie tutaj sporo ciekawych wątków, ale jakby wyrwanych z kontekstu. Początkowo mi to przeszkadzało, drażniło. Jednak w miarę czytania okazało się, że Autorka prowadzi swoiste śledztwo, szukając Poetki w wierszach, składając fragmenty jej listów, cudzych wspomnień w to, co nie było aż tak oczywiste dla współczesnych.
”Oczywiście, wytrawni badacze literatury powiedzą, że podmiot liryczny nie musi być tożsamy z autorem. Zgadzam się, ale wiersze Lilki są najczęściej jej śpiewem, jej płaczem, jej rozżaleniem i jej zachwytem. Są śpiewem jej serca i ten tekst z dużym prawdopodobieństwem do nich należy” (s. 126). Przytoczony powyżej fragment odnosi się do pewnej bajki, którą napisała, choć nie dokończyła nasza wielka Poetka. Ale tak sobie myślę, że równie świetnie nadaje się jako wstęp do każdego utworu, który napisała.
I taki styl narracji stopniowo zaczął nabierać polotu, a sama bohaterka zaczęła mnie interesować, jako człowiek, jako kobieta, i jako twórca – nie tylko poezji, ale i bajek, sztuk, które zagubiły się w naszej zbiorowej świadomości.
Nie taka czarująca
Jednak nasza bohaterka to nie tylko postać czarująca. To też kobieta pełna pasji, ale i mrocznych tajemnic. Chłonęła wiedzę związaną z wiedzą tajemną, szukając duchów, demonów, wierząc w to, co nieuchwytne. Jednocześnie naznaczona była piętnem rodzinnej tradycji – dążeniu ku sławie, wielkości, znaczeniu. Jej dziadek Juliusz i ojciec Wojciech Kossakowie byli bogami polskiego malarstwa. Jej siostra, Magdalena Samozwaniec, stała się księżniczką polskiej satyry i wziętą pisarką.
I Maria również bardzo pragnęła poklasku. Poszukiwała niezależności, której broniła choćby resztkami sił. Bywała też okrutna, jeśli ktoś ją drażnił, skrzywdził, albo był zanadto zadufany w sobie, aby dostrzec własną głupotę. Miewała kontrowersyjne poglądy – była na przykład zwolenniczką aborcji, zresztą sama nie chciała stać się matką. Sporo mówiła o związkach pozamałżeńskich, czym raziła „oświeconych” i konserwatywnych Polaków.
W „Czarującej Poetce” dowiemy się, dlaczego pani Maria popadła w swoisty obłęd, poszukując rzeczy niematerialnych, metapsychicznych. Podobno potrafiła przewidywać przyszłość. Podobno widywała zmarłych, przeczuwała czyjąś śmierć. Nawet jej poezja stopniowo zaczęła przekształcać się w świat pełen uroków, magii, jakichś dziwnych ponadnaturalnych spektakli. Byłoby to dziwne, gdyby nie ucieczka od bólu, gdy po raz kolejny zostawała porzucona przez mężczyzn, którzy mieli być dla niej oparciem, którzy obiecywali jej wszystko to, czego nie chcieli ofiarować.
Ból, który dał jej sławę
Książka pełna jest bólu, samej Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Jej los tak jakoś głęboko mnie dotknął – zwyczajnie jest mi smutno losu, jaki był udziałem tak wrażliwej osoby. Jednocześnie człowiek czuje na wielu płaszczyznach, że Poetka ta była kimś wielkim, genialnym, kimś, komu dany był nie tylko ogromny talent, ale i wielkie brzemię, które – niestety – w dużej mierze ją przygniotło.
Czytając wiersze, które zawarte są w tej publikacji, gdy już dowiedziałem się, co było inspiracją lub motywacją Poetki, recepcja tych utworów, nabrała dla mnie innego, zdecydowanie głębszego sensu. Utwory te na nowo ożyły w mojej świadomości, nabierając bardziej materialnego wymiaru. Inaczej – to już nie tylko słowa ubrane w piękny gorset językowy, ale i fragment duszy Autorki, potarganej wichrami niespełnionych snów, rozdartej między pragnieniem, a życiem w samotności i koniecznością pokazywania uśmiechniętego, „twardego oblicza”, aby świat śmietanki towarzyskiej jej nie współczuł, obgadując gdzieś za plecami. Brzemię konieczności. Smutne to bardzo.
Nie da się również nie zauważyć, że Poetka ze swego bólu i cierpienia zrobiła egzo-szkielet, jakiś rodzaj kreacji, który pozwalał jej tworzyć – poezję, ale i swój mit. Mit kobiety niezwykłej, skrzywdzonej, ale potrafiącej się podnieść, wzlecieć ku przestworzom, jakby cierpienie tylko ją uwzniośliło… Jakby ból i rozpacz były udziałem tylko jej twórczości. A przecież wcale tak nie było.
Podsumowanie
Książka zawiera się na 288 stronach. Nie znajdziecie tutaj tradycyjnej biografii, wymieniającej kolejne etapy w życiu bohaterki. Ale to dobrze, bo będziecie mieli możliwość zajrzenia w duszę pani Marii, spojrzenia na świat jej oczyma, dotknięcia tego, co niedotykalne, ale czasem bardziej rzeczywiste od rzeczywistości. I to jest naprawdę piękne. Po tej lekturze już wiem, że będę chciał dowiedzieć się więcej o Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Czemu? Bo stała się mi przyjaciółką, osobą pokrewną duszą. Serdecznie dziękuję Joannie Jurgale-Jureczko. A Wam – ogromnie polecam.
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Zysk i S-ka. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.