Komunizm był zawsze projektem globalnym – i właśnie dlatego rozmowa z Thierrym Woltonem wytrąca z wygodnych uproszczeń już od pierwszych zdań. Gdy Wolton spokojnie punktuje, że nie było ani jednej „rewolucji ludowej”, a cały system opierał się na eksporcie ideologii i przemocy, robi się jasno: to nie historia jednego państwa, lecz międzynarodowej machiny. Globalność tego projektu wyjaśnia zarówno skalę zbrodni, jak i to, jak długo światowe elity potrafiły trzymać stronę oprawców. I właśnie dlatego warto wsłuchać się w jego diagnozy bez filtra nostalgii czy politycznych sympatii.
Trzeci tom Historii komunizmu na świecie: Współsprawcy wydany przez Wydawnictwo Literackie domyka jedną z najodważniejszych i najbardziej bezlitosnych prób opisania XX wieku bez usprawiedliwień i bez wygodnych skrótów. Thierry Wolton – dziennikarz, który od dekad rozmontowuje mitologię komunizmu punkt po punkcie – wraca tu do pytania niewygodnego, ale kluczowego: dlaczego ten system mógł działać tak długo i tak skutecznie. Odpowiedź prowadzi nie do Moskwy, lecz do gabinetów, redakcji i salonów Zachodu, gdzie ideologia totalitarna zyskała wiernych orędowników.
Wolton nie rozgrzesza nikogo. Tropi powiązania, odsłania mechanizmy fascynacji, pokazuje, jak miliony ludzi – od partyjnych działaczy po wybitnych pisarzy, profesorów i polityków – stały się nie tyle „naiwnymi idealistami”, ile realnym paliwem systemu. Jego metoda pozostaje ta sama co w dwóch poprzednich tomach: precyzyjny esej śledczy, oparty na źródłach, świadectwach i chłodnej analizie, bez teatralnych gestów i bez prób wygładzania historii. Dzięki temu Współsprawcy są nie tylko finałem monumentalnej trylogii, ale też jedną z najważniejszych książek o odpowiedzialności elit za katastrofy polityczne ostatniego stulecia.
Konrad Ruzik: Co zainspirowało Pana do zajęcia się dziejami komunizmu?
Thierry Wolton: Może to Pana zdziwi, ale jako młody człowiek obejrzałem film „Doktor Żywago” z 1965 roku i zakochałem się w Julie Christie, która grała tam główną rolę kobiecą (śmiech). Potem przeczytałem samą powieść Borysa Pasternaka o tym tytule, na bazie której powstał film i okazała się jeszcze lepsza od filmu.
Rozumiem, ja również oglądałem ten film.
Czy i Pan również zakochał się w Julie Christie? (śmiech)
Można tak powiedzieć (śmiech). W jaki sposób najkrócej opisałby Pan komunizm?
Przede wszystkim komunizm od momentu swojego powstania zawsze był projektem globalnym. Celem jego twórców było zaprowadzenie tego ustroju na całym świecie, nigdy nie miał on być ograniczony tylko i wyłącznie do jakiegoś wybranego kraju lub wybranej części świata.
Co poszło nie tak w realizacji ideologii marksistowskiej w państwach w których zapanował komunizm?
Musimy przede wszystkim pamiętać, że w ani jednym kraju komunizm nie został zaprowadzony w wyniku masowej rewolucji ludowej, który wyniosła komunistów do władzy. Takiej rewolucji nie było nigdzie. We wszystkich przypadkach ustrój ten zaprowadzili tzw. „zawodowi” rewolucjoniści za pomocą zbrojnego przewrotu, którzy w momencie przejmowania przez siebie władzy w danym kraju nie mieli poparcia większości zamieszkującego go społeczeństwa ani też nigdy później takiego poparcia nie uzyskali.
Polski historyk, Andrzej Chwalba w swojej syntezie historii powszechnej XIX wieku opisując rewolucję francuską z lat 1789-1799 twierdzi, że komuniści wiele z niej „zapożyczyli”. Przede wszystkim Lenin wnikliwie studiował sposób funkcjonowania scentralizowanego stronnictwa jakobińskiego oraz mechanizmu terroru rewolucyjnego. Już w 1904 roku, Lew Trocki żartobliwie nazwał Lenina „Maksymilianem Leninem”, w nawiązaniu do Maksymiliana Robespierre’a. Samo pojęcie „wróg ludu” zostało przez bolszewików zapożyczone z rewolucji francuskiej. Po zdobyciu władzy przez bolszewików w Rosji w 1917 roku nazwali oni pierwsze okręty swojej floty wojennej „Marat” i „Robespierre”. Także i Stalin w czasie swoich rządów miał nawiązywać do rewolucji francuskiej. Swoją osławioną tezę o „zaostrzaniu się walki klas w miarę rozwoju budownictwa socjalizmu w Związku Sowieckim” zapożyczył od jakobinów, którzy głosili, że w miarę rozwoju rewolucji przybywa jej wrogów. Co Pan o tym sądzi?
Cóż mam powiedzieć… Zgadzam się z tym wszystkim! Jest to prawda, Lenin i bolszewicy rzeczywiście byli mocno zafascynowani rewolucją francuską i starali się do niej nawiązywać. Przede wszystkim jednak podziwiali Robespierre’a i jakobinów za stosowaną przez nich politykę terroru. Z drugiej strony, między rewolucją francuską i bolszewicką jest także cały szereg różnic.
Książka Historia komunizmu na świecie t. 3: Współsprawcy czeka na Ciebie tutaj:
Podczas gdy rewolucja francuska rzeczywiście była rewolucją ludową w której szerokie masy ludu francuskiego brały czynny udział, to rewolucja bolszewicka w Rosji w 1917 roku, jak już wcześniej wspomniałem, była tylko i wyłącznie zbrojnym przewrotem, dokonanym przez jedną z rosyjskich partii politycznych, w którym rosyjski lud nigdy nie brał czynnego rodzaju.
Poza tym, jakobini, chociaż tak samo jak bolszewicy zwalczali przedstawicieli konkretnych klas społecznych jak arystokracja, duchowieństwo i bogata burżuazja to jednak nie posługiwali się teorią „walki klas”, nie mieli tak rozbudowanego programu politycznego jak bolszewicy i w odróżnieniu od nich byli tylko „stronnictwem politycznym”, a nie nowoczesną partią polityczną w XX wiecznym znaczeniu tego słowa.
Pamiętać także należy, że terror jakobiński pochłonął o wiele, wiele mniej ofiar niż terror komunistyczny i trwał też o wiele krócej. Szacuję liczbę ofiar terroru jakobinów z okresu rewolucji francuskiej na około 35 tysięcy ludzi, co stanowi zaledwie ułamek wszystkich ofiar terroru stalinowskiego z lat 30 XX wieku w Związku Sowieckim.
Jakie jeszcze istotne cechy komunizmu by Pan wymienił?
Komunizm był swoistą „nową religią”, która zwalczała i nie tolerowała wszystkich innych dotychczas istniejących religii zarówno chrześcijaństwa, jak i islamu, judaizmu, buddyzmu i wszystkich innych. Moim zdaniem głównym problemem jaki komuniści mieli z chrześcijaństwem był fakt, że kieruje ono swoje przesłania do wszystkich ludzi bez żadnego wyjątku, podczas gdy komuniści mają przesłanie tylko i wyłącznie do jednej klasy społecznej, którą są robotnicy.
Ciekawa teza! To samo twierdził polski pisarz Gustaw Herling-Grudziński, który w swojej książce „Inny świat”, będącej zapisem jego wspomnień z pobytu w łagrze sowieckim w latach 1940-1942 opisał przypadek komunisty o nazwisku Sadowski, który mimo swojej niechęci do Stalina uparcie bronił wcześniejszej, leninowskiej wersji komunizmu, mówiąc, że „musi w nią koniecznie wierzyć” bo inaczej jego życie straci jakikolwiek sens. Grudziński opisał także przypadki wielu innych siedzącym z nim w łagrze komunistów, którzy z uporem maniaków bronili nadal tego ustroju, pomimo, że ten właśnie ustrój skazał ich na nieludzkie więzienie. Widząc to wszystko Grudziński napisał: „Trzeba widzieć siedzących w łagrze starych komunistów żeby przekonać się, że komunizm jest religią”
Chciałbym Panu stanowczo dodać do tego wszystkiego, że przeciwstawianie „dobrego” Lenina „złemu” Stalinowi jest absolutnym nieporozumieniem. Stalin po prostu kontynuował i rozwinął na znacznie większą skalę wszystkie zbrodnicze praktyki, które zapoczątkował Lenin. „Stalinizm” jest logiczną kontynuacją „Lenizmu”.
Zgadzam się z Panem! A wracając do Grudzińskiego… Jego „Inny świat” został wydany w Wielkiej Brytanii w 1951 roku, a w pańskiej ojczyźnie, we Francji dopiero w 1985 roku. Skąd to 34 letnie opóźnienie?
Proszę Pana, w Wielkiej Brytanii nie było aż tak olbrzymiego zafascynowania komunizmem wśród intelektualistów, jak to miało miejsce we Francji. Dlatego też mogły tam się ukazywać na początku lat 50 XX wieku tego typu książki jak „Inny świat” Grudzińskiego. We Francji w tym samym okresie było to niemożliwe, ponieważ francuscy intelektualiści w swojej olbrzymiej masie uważali wtedy rewolucję komunistyczną za „pozytywne dopełnienie” rewolucji francuskiej z końca XVIII wieku. Mówiąc metaforycznie, Wielka Brytania nie miała swojej „rewolucji brytyjskiej”, dlatego też poziom zaczadzenia ideami komunistycznymi wśród tamtejszych kręgów intelektualnych był o wiele mniejszy niż we Francji.
Przypomnijmy wszystkim czytelnikom, że temu właśnie zagadnieniu, czyli uwikłaniu światowych elit intelektualnych i politycznych we wspieranie komunizmu poświęcony jest trzeci tom pańskiego monumentalnego dzieła „Historia komunizmu”, który nosi niezwykle wymowny podtytuł „Współsprawcy” i ukazał się właśnie teraz w Polsce. Dwa poprzednie tomy, zatytułowane „Kaci (tom I) i „Ofiary” (tom II) opublikowano w moim kraju w 2021 i 2023 roku. Przejdźmy teraz do wątków bardziej osobistych. Kiedy po raz pierwszy przyjechał Pan do Polski?
W 1976 roku. Wstrząsnęły mną wtedy informacje o protestach robotników, które miały miejsce w tym właśnie roku w Polsce oraz o brutalnych represjach władz komunistycznych wobec protestujących i chciałem to wszystko zobaczyć na własne oczy.
Wtedy też poznałem osobiście szereg polskich dysydentów antykomunistycznych, między innymi Adama Michnika. Później byłem pod wielkim wrażeniem pierwszej pielgrzymki papieża Jana Pawła II do Polski w 1979 roku, gdy zobaczyłem te wielkie masy ludzi, którzy brali udział we wszystkich wydarzeniach z nią związanych z własnej inicjatywy, nie zmuszeni do tego przez nikogo.
Co poradziłby Pan młodym ludziom z mojego pokolenia, którzy nie zaznali na własnej skórze rządów komunistycznych i całą wiedzę o nich czerpią wyłącznie z opowiadań swoich rodziców i dziadków?
Powiem wam to samo co Winston Churchill powiedział w swoim czasie brytyjskiej młodzieży: „Uczcie się historii! Uczcie się historii! Uczcie się historii!”
Dziękuję serdecznie za rozmowę! Mam nadzieję, że jeszcze wiele razy odwiedzi Pan mój kraj.
