Bertrand Russell w Rosji

Bertrand Russell w Rosji zobaczył prawdę. Jak filozof obnażył bolszewicką władzę i uprzedził Zachód przed skutkami rewolucyjnej iluzji?

Kiedy Bertrand Russell w Rosji zaczął przyglądać się temu, jak naprawdę działa bolszewicki system, okazało się, że codzienność ma niewiele wspólnego z hasłami rewolucji. Zamiast oczekiwanej przemiany zobaczył państwo oparte na kontroli i przywilejach wąskiej grupy. Rozmowy z mieszkańcami tylko potwierdziły, że obietnice władzy nie przekładają się na życie zwykłych ludzi. Ta obserwacja szybko stała się dla niego kluczem do zrozumienia, czym w praktyce jest nowa Rosja.

W sierpniu 1920 roku Russell pojechał do Rosji Radzieckiej jako członek rządowej delegacji, która miała ocenić skutki rewolucji. Dla większości uczestników była to polityczna pielgrzymka – wrócili zachwyceni, gotowi bronić bolszewików przed każdą krytyką. Russell od początku patrzył inaczej. Spotkał się z Leninem i opisał go później jako człowieka inteligentnego, ale chłodnego, „uporczywie przywiązanego do własnych idei”, w którym wyczuł zarówno determinację, jak i okrucieństwo.

Podróż statkiem po Wołdze, rozmowy z mieszkańcami i nocne odgłosy, które – jego zdaniem – mogły oznaczać potajemne egzekucje, tylko pogłębiały jego wątpliwości. Kiedy wrócił do Wielkiej Brytanii, to właśnie on jako jedyny otwarcie mówił, że rewolucja w praktyce wygląda inaczej niż w broszurach. Swoje obserwacje zawarł w serii tekstów „Rosja Sowiecka – 1920” oraz w książce „The Practice and Theory of Bolshevism”, w której bez złudzeń opisał, jak bardzo bolszewicka rzeczywistość rozmija się z ideami, które miały ją legitymizować.

Początek drogi

Wiosną 1920 roku, kiedy francuska SFIO zdecydowała się wysłać dwóch swoich członków, Louisa-Oscara Frossarda i Marcela Cachina, by ocenili przebieg wydarzeń w bolszewickiej Rosji, angielska delegacja była już w drodze do nowej krainy nadziei. W skład „komisji śledczej” powołanej w październiku 1919 roku przez Kongres Związków Zawodowych (Trade Union Congres) weszli związkowcy, kwakier, laburzysta, lekarz, feministka i pacyfista. Filozof Bertrand Russell dołączył do delegacji na własną prośbę. Renoma myśliciela zapewniła tej inicjatywie szczególny wydźwięk i pożądany glejt rzetelności.

Tekst, który czytasz, jest fragmentem książki Historia komunizmu na świecie t. 3: Współsprawcy Thierry’ego Woltona. Znajdziesz ją tutaj:

Historia komunizmu na świecie t. 3 Współsprawcy

Trzytomowe, monumentalne dzieło Principia Mathematica, napisane we współpracy z profesorem Alfredem Northem Whiteheadem i opublikowane w latach 1910–1913, zapewniło Bertrandowi Russellowi miano jednego z ojców filozofii analitycznej, nurtu pozostającego na granicy między czystym myśleniem a matematyką, posługującego się „wyłącznie pojęciami definiowalnymi w terminach logiki”.

Filozof znany był również ze swojej postawy politycznej. Jako socjalista i pacyfista pozostał wierny ideałom II Międzynarodówki, założonej między innymi przez Fryderyka Engelsa. Jawny sprzeciw wobec wojny kosztował go kilka miesięcy więzienia podczas pierwszej wojny światowej. Jako wolnomyśliciel Russell sympatyzował z antyimperialistycznymi poglądami bolszewików, ale z racji libertariańskich skłonności wątpił w słuszność „dyktatury proletariatu”.

Propaganda i realia

Delegacja, która przybyła do Rosji wiosną 1920 roku, mogła liczyć na specjalne względy i wszelkie wygody stanowiące zachętę do przystąpienia do Międzynarodówki. Dla bolszewików ta „podróż studyjna” miała ogromne znaczenie. Jej celem było przekonanie brytyjskiej lewicy do przyłączenia się do III Międzynarodówki, nawet jeśli wiązałoby się to z rozłamem w Partii Pracy. O ile Francja kojarzyła się nieodparcie z rewolucją i wydarzeniami 1789 roku, o tyle Wielka Brytania uosabiała kapitalizm. Założenie partii komunistycznej na wyspach pomogłoby podkopać pozycję wroga i przygotować grunt pod jego upadek zgodnie z założeniami doktryny.

Russell przybył do Rosji z zamiarem bliższego przyjrzenia się rzeczywistości bolszewickiego reżimu i trzymał się na uboczu. „Ponieważ nie wchodziłem w skład oficjalnej delegacji, czułem się mniej zobowiązany niż moi towarzysze do uczestniczenia w spotkaniach propagandowych — wyjaśnił później. — Z pomocą neutralnych tłumaczy, z których większość była Anglikami lub Amerykanami, odbyłem wiele rozmów z ludźmi spotkanymi podczas spa cerów ulicami i placami miast i wsi i dowiedziałem się, jak system postrzegają zwykli obywatele, którym polityka jest obca”. Entuzjazm Francuzów, Frossarda i Cachina, po podróży do Rosji zaważył, jak już wspomniano, na przyszłości SFIO podczas kongresu w Tours. Całkowicie odmienna opinia Brytyjczyka Russella wpłynęła na losy komunizmu w Wielkiej Brytanii.

Nowa Rosja ucieleśniała „nadzieję znaną wcześniej tylko mniejszości”, przyznał filozof, po czym dodał: „Efekt bolszewizmu jako rewolucyjnej nadziei jest większy poza Rosją niż w Republice Sowieckiej”. Filozof zauważył, że komunizm jest bardziej atrakcyjny dla tych, którzy patrzą na niego z daleka. Źródłem takiego stanu rzeczy są, jak twierdził, „okropne realia [które] znacząco przyczyniły się do odebrania nadziei ludziom znoszącym dyktaturę Moskwy”.

Russell srogo się rozczarował: „Wyjeżdżając do Rosji, uważałem się za socjalistę, ale kiedy zacząłem rozmawiać z tymi, którzy wyzbyli się wszelkich złudzeń, poczułem, że ogarniają mnie tysiąckrotnie większe wątpliwości, nie w odniesieniu do socjalizmu samego w sobie, ale w odniesieniu do każdej wiary zakorzenionej tak głęboko, że w jej imię ludzie są gotowi zadawać innym nie bywałe cierpienie”4. Russell nie potępił więzień, obozów, doraźnych egzekucji, których nie widział i o których być może nawet nic nie wiedział.

Był rozczarowany polityką w dosłownym znaczeniu tego słowa, sposobem zarządzania miastem, systemem sprawowania władzy tłamszącym Leninowską Rosję. Prze paść oddzielająca władzę od ludu była w jego mniemaniu zdradą socjalizmu: „Bolszewizm jest arystokratyczny wewnątrz i wojowniczy na zewnątrz — ubolewał. — Komuniści […] mają plebs za nic; jako jedyni posiadają pełnię władzy i w rezultacie cieszą się niezliczonymi korzyściami […], a przede wszystkim są mniej narażeni na irytujący nadzór policji i Komisji Nadzwyczajnej”.

Utracone złudzenia

Filozof wyruszył do Rosji z nadzieją na znalezienie nowej formy demokracji pośredniej, ustroju opartego na sowietach, ale na miejscu odkrył, że stanowiący mniejszość komuniści pozbawili obywateli możliwości udziału w sprawowaniu władzy. Wspomina, że „uciekają się do różnych metod, aby zapewnić zwycięstwo kandydatom rządowym”: przeforsowali głosowania poprzez podniesienie ręki, zdobyli monopol na usługi drukarni, co uniemożliwiło innym kandydatom prowadzenie kampanii, i na wynajem lokali, co pozwoliło im kontrolować wiece wyborcze.

Ci, którzy „myślą, że proletariat to proletariat, ale «dyktatura» nie oznacza dyktatury, są w błędzie — podkreśla Russell. — Jest wręcz przeciwnie. Kiedy rosyjski komunista mówi o «dyktaturze», traktuje ten termin dosłownie, ale kiedy mówi o «proletariacie», używa tego słowa z pewnym zastrzeżeniem. Ma na myśli «świadomą» część proletariatu, to znaczy partię komunistyczną”.

Filozof zyskał pewność, że bolszewizm wypaczył idee komunistyczne, tak jak Kościół zdradził idee chrześcijańskie. „Ci, którzy podążali za Chrystusem, nie nauczyli się miłować swoich wrogów ani nadstawiać drugiego policzka — pisze. — Wręcz przeciwnie, nauczyli się, jak wprowadzać inkwizycję i stosować tortury, jak, za pośrednictwem ignoranckiego i nietolerancyjnego kleru, zniewalać umysły, jak zdegradować sztukę i zgasić kaganki nauki na tysiąc lat”.

Russell uważa, że podsycane przez komunizm nadzieje „są propagowane z takim samym fanatyzmem i potrafią wyrządzić tyle samo szkód”, co swego czasu w przypadku Kościoła. Czyja to wina? Białej Gwardii? Ententy, która wspiera tę ostatnią? Wojny domowej, która rozdziera kraj?

Russell odrzuca te możliwości. W bolszewickiej Rosji „łatwiej nienawidzić wrogów, niż miłować przyjaciół”. Czego można się spodziewać po „ludziach, którzy wolą szkodzić swoim przeciwnikom, niż zapewnić szczęście całemu światu?” — pyta. Na kreślona przez Russella wizja przyszłości, jaka czeka ludzkość po światowym triumfie bolszewików, jest ostrzeżeniem. „Zawisło nad nami groźne widmo okrutnej wojny, a zwłaszcza wojny domowej — stwierdza. — Desperacka walka poważnie zagraża dziedzictwu cywilizacji, a nienawiść, podejrzliwość i okrucieństwo staną się regułą w stosunkach międzyludzkich”.

Ostatni osąd

Spotkanie z Leninem potwierdziło obawy filozofa. Opisał bolszewickiego przywódcę jako człowieka „władczego i spokojnego, nieznającego strachu […]. Przypomina profesora, któremu zależy na tym, abyś zrozumiał jego tezę — wspomina Russell. — Odczuwa wściekłość wobec tych, którzy źle go rozumieją lub się z nim nie zgadzają; odniosłem wrażenie, że gardzi wieloma ludźmi i jest intelektualnym arystokratą. […] Sprawiał wrażenie nadmiernie przywiązane go do swoich idei i do bólu prawomyślnego”.

To, co Russell zobaczył pod czas podróży do Rosji i usłyszał podczas rozmowy z przywódcą bolszewików, było dla niego zapowiedzią nadchodzącej katastrofy: „Uważam, że nie uda się osiągnąć żadnej formy socjalizmu, jeśli bolszewizm pozostanie jedynym energicznym i skutecznym przeciwnikiem kapitalizmu, czeka nas jedynie chaos i zniszczenie”.

Podróż do Rosji pozostawiła po sobie niesmak: „[…] pobyt w Rosji był dla mnie nieskończenie przykry — pisał do swojej przyjaciółki po powrocie. — Bolszewizm to zamknięta tyrańska biurokracja z systemem szpiegowskim jeszcze bardziej wypracowanym i strasznym niż za cara […]. Nie ma ani śladu wolności — w myśli, mowie czy działaniu. Dusiłem się i męczyłem pod ciężarem tej machiny jak pod ołowianym sklepieniem”.

Opinia, którą oficjalna delegacja przygotowała po powrocie do Londynu, nie była tak surowa, jak ocena filozofa, ale wystarczająco krytyczna, aby Partia Pracy nie uległa syreniemu śpiewowi Moskwy. Podczas gdy większość partii socjalistycznych na świecie była podzielona w kwestii tego, czy dołączyć do leninowskiej III Międzynarodówki, brytyjscy towarzysze mówili jednym głosem.

Komunistyczna Partia Wielkiej Brytanii (CPGB), która powstała w 1920 roku, była zlepkiem kilku formacji o profilu marksistowskoleninowskim, niemających żadnego znaczenia na scenie politycznej. Russell, wierny swoim socjalistycznym ideałom, kontynuował walkę ze złem kapitalizmu i komunizmu jako wolnomyśliciel.


Tekst jest fragmentem książki Historia komunizmu na świecie t. 3: Współsprawcy Thierry’ego Woltona, i powstał we współpracy z Wydawnictwem Literackim. Opracowanie, wstęp i śródtytuły: Agnieszka Cybulska.

Fot. Bertrand Russell w 1936 roku, domena publiczna

Comments are closed.