Medialna wojna polsko-polska

Medialna wojna polsko-polska |Recenzja

Łukasz Żygadło, Medialna wojna polsko-polska

Nie od dawna wiadomo, że „gdzie Polaków dwóch, tam trzy zdania”. Nasz naród jest podzielony, chyba już od zarania swych dziejów. A fakt ten uległ pogłębieniu u progu niepodległości II RP, w czasie trwania wojny, a później – wybuchu stanu wojennego. Rozmowy Okrągłego Stołu i katastrofa smoleńska dopełniły obrazu podziału Polski na wrogie plemiona. I raczej lepiej już nie będzie. Książka Łukasza Żygadło pod tytułem „Medialna wojna polsko-polska” opisuje kulisy tej wojny, ale w wymiarze medialnym. Ze swych prawicowych zapatrywań kreśli losy epickiej walki z komunizmem, jego odpryskami oraz z ruchem, którego twarzą stał się Donald Tusk.

Co z tymi rozliczeniami?

Po 1989 roku pojawiła się kwestia rozliczenia z systemem komunistycznym. Szybko rozpoczęły się rehabilitacje działaczy podziemia oraz żołnierzy (AK czy WiN-u), którzy stawiali opór komunistycznemu systemowi w latach 1944-1956. Zlikwidowano Milicję Obywatelską i Służbę Bezpieczeństwa. W 1999 roku powołano Instytut Pamięci Narodowej, który miał ścigać zbrodnie komunistyczne w czasach PRL, a także badać najnowsze dzieje naszego państwa.

Szybko też rozpoczęły się procesy między innymi winnych wybuchu stanu wojennego, ale w wyniku niekompetencji, i co tu ukrywać, sabotażu dawnych aparatczyków, i ich następców, utknęły. Od 1992 sprawa lustracji również nie posunęła się do przodu, i właściwie jej nigdy nie dokończono. Sprawa przyczyniła się tylko do upadku rządu Jana Olszewskiego. Dlatego też następne ekipy wolały tę sprawę dla własnego bezpieczeństwa porzucić. A szkoda.

I mniej więcej tym zaczyna się tekst książki o medialnej wojnie w Polsce. Wszystko, co po 1922 roku się stało, to nieustający konflikt tam na górze, i tu – na dole. My nie rozumiemy ich, oni (w sensie politycy) nie rozumieją nas. Jedyne co nas łączy, to propaganda, ideologizacja, której, nawet bezwolnie, podlegamy.

Żygadło pokazuje nam mechanizmy, jakimi rządzi się świat polskiej polityki. Obrazuje nam w jaki sposób politycy nami manipulują, jak przeinaczają fakty, kształtując ich treść na własne potrzeby polityczne. Kreśli nam świat, w którym staliśmy się przedmiotami wewnętrznego sporu o to, jaka była, jest i będzie Polska. A świadczy o tym, że nawet celebryci, niejednokrotnie nieposiadający żadnej wiedzy merytorycznej, starają się wpłynąć na nasz światopogląd. Co tylko jeszcze bardziej zaburza całą sprawę….

Jednak, wbrew opinii Autora, ja nie widzę w tym nic złego. Każdy ma prawo do własnego zdania. Ma prawo je wypowiadać, nawet, jeśli są to bzdury (nie każdy przecież musi pozować na mądrego). To gwarantuje nam konstytucja i daleki byłbym, aby komuś tego zabraniać. Nie mnie oceniać, kto, jaką treść woli – czy jest to rzetelna wiedza naukowa, czy pierdoły z gazety czy portalu prowadzonego przez zideologizowaną redakcję. W przestrzeni publicznej i tak dominują treści nieprawdziwe, których nikt nie weryfikuje. Tak jest w naszej historii od samego początku. I tak będzie do jej końca.

Wszędzie polityka

Choć Autor pisze o ciekawych sprawach, to poczułem się jak głupek, którego trzeba trzymać za rączkę, aby dojrzał prawdę, sugerowaną przez Autora. Sam mógłbym tego nie uczynić. Co rusz puszcza do czytelnika oko, sugerując, powtarzając te same zwroty, wyrażenia czy opinie. Jak dla mnie, to również zakrawa o polityczne urabianie ludzi. Starałem się być otwarty na poruszane kwestie, i wiele z nich ma rację bytu, ale forma wypowiedzi, taka ironiczna, moralizatorska, niemal namaszczona, nie jest tym, czego bym oczekiwał. To już lepiej byłoby, gdyby Autor pisał bardziej rzeczowo, naukowo, z odnośnikami do konkretnych źródeł.

Książka jest ciekawa i dała mi wiele do myślenia. Ale Autor ukazał tylko jedną stronę medalu. Opisał ataki partii opozycyjnych wobec ruchów prawicowych, których twarzą stał się Jarosław Kaczyński. Mamy więc znowu złego Tuska, a wcześniej Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera, którzy starali się zdobyć pełnię władzy. O ile wobec tych polityków jest to zarzut, o tyle w przypadku Jarosława Kaczyńskiego, to symbol pochwały. Wszak to „ostatni sprawiedliwy” na polskiej scenie politycznej. No cóż, mam inne odczucia.

Mógłbym się zgodzić niemal z wszystkimi tezami głoszonymi przez Autora, gdyby równie wiele uwagi poświęcił błędom popełnianym przez PiS. A tych było niemało, z wprowadzeniem najczystszej propagandy do programu 1 i 2 TVP, gdzie wrzucano różnej jakości szykany wobec wszystkich tych, którzy myśleli inaczej niż na Nowogrodzkiej 84/86. Nie wspomnę już o pochwalnych peanach na cześć wodza polskiej prawicy, który jawił się niczym Jasiu-Odkupiciel. Sorry, ale mnie to kojarzy się z tym, co zarzuca się propagandzie komunistycznej. Kult jednostki nie powinien mieć miejsca. Nigdy, nigdzie!

Ogromne wrażenie wywarł na mnie ostatni rozdział, dotyczący ostatniej kampanii wyborczej. I zgodzę się w pełni, że nasze media dołożyły ogromnych starań, aby zdyskredytować Karola Nawrockiego. Czegoś takiego dawno nie widziałem. I wzmacnia to uczucie fakt, iż – wbrew medialnym informacjom, nadal nie postawiono mu żadnych zarzutów. To więc jak to jest z tą prawdą?

Przy okazji, to niezły policzek dla obecnie rządzących, którzy utrudniając pozyskanie funduszy na prowadzenie kampanii przez PiS, i tak wprowadzili swego kandydata na prezydencki stołek. Tak, ktoś tutaj nie odrobił lekcji. A może był zbyt pewny siebie? Panowie, uczcie się!

Medialna wojna polsko-polska – na koniec

Życzyłbym sobie, aby debata polityczna, czy światopoglądowa weszła na wyższy poziom. I nie chodzi mi już tylko o wyższą kulturę osobistą czy przygotowanie merytoryczne, ile większą uważność na innych. Możemy się różnic, nawet bardzo. Możemy się nawet nie lubić, ale dla dobra nas wszystkich, musimy nauczyć się słuchać nawzajem, współpracować ze sobą, a nie tylko obszczekiwać się nawzajem, podrzucać sobie kłody pod nogi. To donikąd nie prowadzi – a jeśli już, to w objęcia pana Putina.

Choć Autor sugeruje, że wina za ten stan rzeczy leży w braku rozliczeń komunistycznego aparatu władzy i jego pogrobowców, czy później sprytnego Donalda Tuska, to jednak nurtuje mnie pytanie – dlaczego Zjednoczona Prawica, rządząc dwie kadencje z rzędu, nie potrafiła tego dokończyć? Dlaczego rzucała zarzuty wobec opozycji, a jednak nikt nie poniósł konsekwencji?

I dlaczego Szanowny Autor pisze tylko o cudzych błędach, a nie kompleksowo? To jednostronny obraz stanu rzeczy, który nie daje pełnego obrazu stanu polskiej polityki. Dlatego czuję się trochę rozczarowany.

Niemniej na początek to dobra rzecz. Polecam mimo wszystko tym, którzy pragną zachować niezależny osąd nie tylko dziejów najnowszych Polski, ale i tym, którzy chcieliby zrozumieć, o co w tej całej politycy chodzi. Bo na pewno nie o nas.


Wydawnictwo Zona Zero
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zona Zero. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.