Ks. Andrzej Sochal, Światowe cuda świętego Szarbela

Światowe cuda świętego Szarbela |Recenzja

Ks. Andrzej Sochal, Światowe cuda świętego Szarbela

W 2025 roku niepozorny libański mnich, Józef Antun Makhlouf, został beatyfikowany jako święty Szarbel. Na niemal wszystkich wizerunkach ukazywany jest z zamkniętymi oczami, jakby pokornie, z szacunkiem, ale i jakimś namaszczeniem, spoglądał w twarz samego Boga. Ten mało znany święty, to nie lada gagatek, za którego pośrednictwem uzdrowiono ponad 45 000 osób (tyle oficjalnie uznano, a liczby te ciągle rosną). Tym samym, można byłoby go wpisać do Księgi rekordów Guinnessa jako rekordzistę pod tym względem. Ale kim był tak naprawdę?

O świętym, którego brak

Sięgając po tę pozycję, mocno liczyłem, że dowiem się czegoś więcej o postaci, która ostatnimi czasy mocno rozgrzewa katolickie środowisko wiernych. Zresztą nie tylko katolików, bowiem święty Szarbel z Libanu pomaga również innowiercom, co czyni go postacią nietuzinkową, odpowiadającą na duchowe potrzeby współczesnej ludzkości.

Niestety, w publikacji tej nie było o świętym zbyt wiele. Znalazłem za to fragmenty przemówień papieża Leona XIV, wspomnienia świadków papieskiej wyprawy do Libanu, a także rozmowy z ojcem Louisem Matarem, który zajmuje się archiwizowaniem, weryfikowaniem i publikowaniem cudów realizujących się za pośrednictwem świętego Szarbela.

Rozumiem, że pielgrzymka Ojca Świętego do Libanu to coś ważnego, niezwykłego, zwłaszcza dla kraju pogrążonego w nieustającym konflikcie, w wojnie, którą toczą sąsiedzi Libanu. Jednak w cytowanych przemówieniach zabrakło mi szerszego nakreślenia najnowszej, niezwykle skomplikowanej i trudnej sytuacji tego maleńkiego państwa. Choćby tylko w przypisach. Zwykły Polak ma niewielką świadomość tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie. No może jeszcze coś tam wie, jeśli chodzi o Izrael i Palestyńczyków, ale Liban? Nie, niektórzy nawet nie wiedzą, że istnieje taki kraj…

I szczerze – nie bardzo się z tego, czegoś konkretnego dowiedziałem. Było trochę o trudnej historii Libanu, ale bez konkretów. Było o kilku świętych, w tym o bohaterze tej książki, ale również bez rewelacji. Nawet z rozmowy z wymienionym powyżej ojcem-archiwistą, niewiele dowiedziałem się o tej szczególnej postaci. A szkoda, bo stracono kolejną szansę, by ukazać jak ciekawą osobowością był ten mnich, który w skrytości swego serca, wielbił Boga.

Dlaczego pisząc o świadectwach uzdrowień, Autor nie pochylił się nad ukazaniem czytelnikowi postaci samego świętego? Nie każdy katolik wie co w trawie piszczy. Nie w każdym kościele mówiło się o libańskim świętym, a w sieci znaleźć można mnóstwo informacji, których potwierdzenie wymaga nie lada umiejętności. Dlatego czuję się nieco oszukany, zawiedziony. Będę musiał szukać sam…

Bezimienne cuda

Drugą część książki wypełniają świadectwa cudów, które stały się udziałem ludzi z całego świata. Historie są okrutnie krótkie, pozbawione jakiś konkretniejszych danych. Brak tutaj imion, dat, miejsc (poza określeniem przynależności narodowej). Opisy te są suche, jakby bezduszne. I jest mi smutno, bo niczym niewierny Tomasz, chciałbym to wiedzieć, może nawet zobaczyć te osoby, by przekonać się kim są, kim były i jak te cuda odmieniły ich życie. Tego zdecydowanie zabrakło.

Komentarze, które towarzyszą każdej z opisywanych historii też nie bardzo – w moim odczuciu – coś wnoszą konkretniejszego. To raczej coś dla osób, które ślepo wierzą w każde słowo księdza, podchodzą do wszystkiego bezkrytycznie. A ja, katolik ze Śląska, chciałbym mieć wybór, taki jaki dawał Jezus swoim uczniom i tym, którzy ciągnęli do Jego nauk. I chciałbym po prostu wiedzieć!

W publikacji jest sporo zdjęć – ale są to ludzie uśmiechnięci, tak jakby tylko tacy znajdowali się na świecie. Oczywiście nie mam nic przeciwko ludziom, którzy cieszyli się z obecności papieża w ich kraju, ale chciałbym widzieć więcej. Nie tylko tych, co się cieszą, ale i tych, którzy niosą swój krzyż.

Mam też zarzut do tego, że w książce znajdziemy kilka fotografii ojca Louisa Matary, ale poza okładką – ani jednego głównego bohatera książki. Dlaczego? To, kto jest głównym bohaterem?

Wreszcie i trzecia część publikacji – modlitwy. Tutaj nie mam żadnych zarzutów, bo podobało mi się wszystko. Z części nawet będę korzystał. Bardzo fajna sprawa.

Podsumowanie

Książka zawiera się na 232 stronach (większość to tekst, ale dużą czcionką – pewnie dla osób starszych). Czy polecam? I tak, i nie. Tak – bo chciałbym, aby niezwykła postać libańskiego świętego zyskała większy rozgłos. Nie – bo mało tutaj konkretów.


Wydawnictwo Fronda
Ryszard Hałas

Comments are closed.