Daria Kowalczyk-Cantoro, Pietro Bembo. Na styku literackich tradycji
Intrygująca mieszanka literackiego geniuszu, politycznej intrygi i namiętności – Pietro Bembo był postacią, która wymyka się jednoznacznym ocenom. Z jednej strony hołubił antyczne wzorce, z drugiej – uparcie budował prestiż języka włoskiego, czyniąc go godnym konkurentem łaciny. Książka Pietro Bembo. Na styku literackich tradycji odsłania fascynujący świat humanisty, którego twórczość balansowała między wyszukaną elegancją a sztucznością, między uwielbieniem dla przeszłości a chęcią kształtowania nowej literackiej rzeczywistości.
Pietro Bembo (1470-1547) był jednym z najbardziej znaczących humanistów włoskich na przełomie XV i początku XVI stulecia. Jego ogromną pasją była rzymska literatura klasyczna, ale zajmował się również greką, której uczył się u sławnego Konstantyna Laskarisa. Hołubiąc starożytne języki, Bembo kładł duży nacisk na to, aby język włoski, w odmianie florenckiej, a właściwie toskańskiej, uczynić językiem im równorzędnym.
Poza życiem literackim, Bembo zajmował się również polityką włoską, dzięki czemu miał możliwość zetknięcia się z najciekawszymi postaciami swoich czasów. Borgiowie, Machiavelli, Medyceusze, Sforzowie, kolejni papieże… Chociaż interesowało go życie duchowne (w końcu został wyższym duchownym), nie stronił od wszelkich uciech życia. Podkochiwał się też w wielu światłych kobietach, w tym w słynnej Lukrecji Borgia.
W 1513 roku papież Leon X mianował go swoim sekretarzem. W 1521 roku Pietro Bembo „naczelnym” bibliotekarzem w San Marino. W 1539 roku, po latach oczekiwań i starań, nasz bohater został mianowany kardynałem z ręki Pawła III.
Bembo był twórcą stylu zwanego bambizmem, wchodzącym w skład tak zwanego cyceronianizmu. Polegał on na mocno wyszukanym stylu pisarskim, cechującym się swoistą elegancją przechodzącą aż w sztuczność i pompatyczność. Prowadziło to jego samego i jego naśladowców do poszukiwania zasad dobrego stylu opierającego się na dokonaniach antycznych pisarzy i retorów. Nie zważano przy tym na samą treść, zgodnie z zasadą skupmy uwagę na treści, a styl niech swobodnie wynika. Taka wyszukana, ale i mocno sztuczna twórczość stała się częścią krytyki sporej części przedstawicieli włoskiego świata literackiego.
Twórczość
Bembo od najmłodszych lat poświęcił się twórczości pisarskiej. O ile udało mi się ustalić, nie wszystko z jego twórczości było dobrze przemyślane. W jego pracach znalazłem wiele trywializmu, swoistej lekkomyślności czy wręcz przesadnego idealizmu tego, co dawno odeszło. Nie da się ukryć, że wszystko co tworzył, nastawione było na uzyskanie zewnętrznego poklasku, chwały. Tak więc to nie moje klimaty, choć nie da się mu odmówić również talentu. Do jego twórczości zaliczyć można, między innymi:
Rime (Wiersze) zostały wydane w 1530 roku. W utworach tych Bembo starał się naśladować Petrarkę. Dokładał więc ogromnych starań, aby ukazać cały swój kunszt literacki oraz dzieje własnej duszy.
Bembo był autorem Rozmów w Asolo (wydane w 1505 roku, Gli Asolani), w których poruszał kwestię platońskiej koncepcji miłości, które miały stać się wyznacznikiem poglądów petrarkistów. Dziełko to cieszyło się ogromnym powodzeniem w okresie włoskiego Odrodzenia. Trzej młodzieńcy – Perottino, Gismondo oraz Lavinello, oraz trzy panny – Berenice, Lisa oraz Sabinetta wymieniają się poglądami na temat miłości. Wszystko to dzieje się w Asolo, posiadłości byłej królowej Cypru, Katarzyny Cornaro.
Debata toczy się w ciągu trzech dni i podejmuje kwestię miłości z różnych jej aspektów. Perottino ukazuje miłość z poziomu cierpienia, bólu egzystencjalnego. Gismondo przedstawia ją z perspektywy źródła rozkoszy, radości i zabawy. Ostatni z młodzieńców, postrzega miłość jako wcielone piękno. Choć dzieło opiera się na Dekameronie Boccaccia, nawiązuje do poezji Petrarki. W zamierzeniu Bemba, dzieło to miało podbudowywać teoretyczną podbudowę petrarkizmu. Kontynuatorami tego prądu byli Galeazzo di Tarsia czy Celio Magno.
Do ważnych dzieł Bemba należy również Rozprawa o mowie pospolitej (wł. Prose delia volgar), w której poruszał kwestię wspaniałości języka toskańskiego (a szerzej włoskiego), w wydaniu Petrarki (poezja) oraz Boccaccia (proza). W dziele tym nie tylko sławi owych wielkich literatów, ale i postuluje ich naśladownictwo. Posuwa się nawet do porównania iż obaj Włosi byli dla literatury włoskiej tym, czym dla Rzymian byli Wergiliusz i Cyceron. Ciekawą kwestią, którą tutaj poruszył jej wywodzenie języka toskańskiego wprost z prowansalskiego.
Bembo był autorem Lettere, pisanych po łacinie i po toskańsku, których odbiorcami były postaci z włoskiej sceny politycznej, a także członkowie rodziny Autora. Zostały one opublikowane już po śmierci Bemba w latach 1552-1553 w Wenecji. W ostatnim tomie znaleźć można dwie adresatki listów – Maria Savorgnan oraz Lukrecję Borgia, czyli kobiety w których podkochiwał się nasz bohater.
Co opowiada nam Autorka Pietro Bembo. Na styku literackich tradycji?
Daria Kowalczyk-Cantoro oprowadza nas po świecie literackich kreacji człowieka, który w świadomości Polaków zaginął. A to dosyć dziwne, zważywszy, że był postacią barwną i dosyć płodną, choć – osobiście – nie rozumiem aż takiego zamiłowania do naśladowania kogoś – nawet jeśli byli to Cyceron czy Petrarka. No ale to były inne czasy, i inne gusta. A o gustach się nie dyskutuje.
Autorka poruszyła wiele ciekawych tematów. W świetny sposób analizuje teksty pisane przez Pietra Bembo. Ukazuje czytelnikowi z jakich źródeł ten włoski literat korzystał, do jakich tematów nawiązywał, oraz w jaki sposób interpretował dzieła antycznych pisarzy, tak by stały się zrozumiałe dla sobie współczesnych.
Przyznam, że pod wieloma względami cały ten ogrom wiedzy, mocno mnie przerósł. Choć znam dorobek literacki starożytnych Rzymian, to jednak nie posiadał aż takiej biegłości, by „ogarnąć” aż tak drobne niuanse, kto o czym pisał, jak kształtowano losy literackich bohaterów. Jestem pod ogromny wrażeniem warsztatu naukowego Autorki. Nawet po latach szukania, nie byłbym w stanie odkryć tylu informacji, jakie przytacza.
Książka z pewnością przeznaczona jest do grona naukowego, ewentualnie pasjonatów renesansu i kultury włoskiej. Zwykły czytelnik, nawet mimo dobrych chęci, nie będzie w stanie odnaleźć się w zawiłościach interpretacji (w każdym razie, mnie się nie udało). Tak samo stan wiedzy, mimo faktu, że rozumiem potrzebę jego nakreślenia, ogromnie mnie nudzi (w każdej książce), co najczęściej pomijam. Więc ogromnie przepraszam, ale ten rozdział przeskoczyłem.
Publikacja zawiera się na 268 stronach tekstu. Poza wstępem pozycja zawiera pięć większych rozdziałów: 1. Stan badań; 2. Życie i twórczość Pietra Bemba; 3. Łacińska twórczość Pietra Bemba a tradycja antyczna; 4. Włoska twórczość Pietra Bemba oraz 5. Polska recepcja twórczości Pietra Bemba. Polecam.
W książce zabrakło jednak ilustracji. Poza piękną reprodukcją na okładce, w książce nie znalazłem ani jednej grafiki czy zdjęcia. Szkoda, bo kilka fotografii dałoby czytelnikowi nieco wytchnienia w takim bombardowaniu wiedzą.
Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Uniwersytetu Wrocławskiego. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.