Księga innych miejsc |Recenzja

Mieville China, Keanu Reeves, Księga innych miejsc

Zaczyna się jak obietnica brutalnej sensacji, ale szybko okazuje się opowieścią o zmęczeniu istnieniem. Księga innych miejsc podsuwa figurę wojownika, który nie może umrzeć, i sprawdza, co dzieje się z człowiekiem, gdy czas przestaje mieć koniec. Akcja miesza się tu z mitem, a thriller z pytaniami, które bardziej uwierają, niż bawią.

Księga innych miejsc wchodzi do gry jak klasyczna obietnica adrenaliny: tajne programy, operacje specjalne, przemoc pod kontrolą państwa. Po kilku krokach zrywa jednak z prostą sensacją i skręca w stronę opowieści o zużyciu człowieka przez czas. W centrum stoi B, zwany też Unute – wojownik niemożliwy do trwałego uśmiercenia.

Ginie, wraca, pamięta. Dźwiga na sobie całe epoki, kolejne imiona i role. We współczesności trafia w orbitę amerykańskiej „czarnej” struktury: wykonuje zadania, a w zamian dostaje obietnicę czegoś, co dla świata brzmi jak przekleństwo, a dla niego jest luksusem – prawa do śmierci. Gdy jednak w tej samej rzeczywistości dochodzi do jeszcze jednego, równie „niemożliwego” powrotu, staje się jasne, że B nie jest wyjątkiem, lecz symptomem.

Stawką przestaje być jego osobisty koniec, a zaczynają być same reguły gry, w której życie i śmierć tracą wyraźne granice. Całość funkcjonuje w sąsiedztwie uniwersum BRZRKR – nie jako prosta kontynuacja, raczej jako literackie przesunięcie akcentów i poszerzenie pola.

Autorstwo ma tu znaczenie praktyczne, nie anegdotyczne. Zderzają się dwa rozpoznawalne tryby: energia projektu kojarzonego z Keanu Reevesem i literacka wrażliwość Chiny Miéville’a, znanego z zamiłowania do hybryd, pęknięć gatunkowych i psucia czytelniczego komfortu. Efekt to tekst, który raz działa jak precyzyjnie odmierzona scena akcji, a raz jak gęsty, niepokojący monolog pełen mitu, symbolu i dziwności. Ta książka nie udaje, że da się ją czytać jednym kluczem.

Narracja jest poszarpana, świadomie nierówna. Skacze w czasie, zmienia perspektywy, przechodzi z konkretu w abstrakcję. Są fragmenty szybkie, niemal filmowe, i są takie, które zatrzymują się, by mielić temat do granic cierpliwości: samotność w życiu bez końca, wstyd i zmęczenie własną przemocą, pamięć, która nie ma funkcji „reset”. Dla jednych to sabotaż tempa, dla innych największa siła książki. Jeśli ktoś oczekuje równego biegu thrillera, może mieć poczucie, że tekst celowo rzuca kłody pod nogi. Jeśli ktoś akceptuje rytm przyspieszeń i nagłych hamulców, dostaje opowieść o silnym magnetyzmie i trudnej do jednoznacznego nazwania atmosferze.

Najmocniejszy punkt jest czytelny: B nie sprowadza się do figury „nieśmiertelnej broni”. To laboratorium do testowania pytania starego jak mit – czy nieśmiertelność jest nagrodą, czy karą. Śmiertelność zostaje tu ustawiona jako warunek sensu: dopiero kres nadaje wagę wyborom i relacjom, a czas bez końca działa jak lep, do którego przykleja się każda porażka. Równie istotny jest świat przedstawiony, rozciągnięty między echem dawnych epok, mitów i religijnych wyobrażeń a chłodnym, wojskowo-technologicznym konkretem. Powstaje coś w rodzaju eposu podpiętego do światłowodu – starość świata i nowoczesność przemocy funkcjonują jednocześnie, bez uprzejmego rozdziału.

Tekst bywa przegadany, a filozoficzne pasaże momentami sprawiają wrażenie, jakby sens był dociskany kolanem – zamiast pogłębiać, potrafią męczyć. Forma, pełna przeskoków i zmian rejestru, dla części odbiorców oznacza chaos i rozminięcie się z obietnicą „sensacyjnej” lektury. To książka, którą łatwo docenić za klimat i temat, ale równie łatwo się od niej odbić, jeśli szuka się klarownej, prostej intrygi.

Zamiast akademickich tez dostajemy zestaw mocnych propozycji myślenia. Człowieczeństwo nie wynika tu z mocy ani z długości życia, lecz z kruchości i granicy. Instytucje państwowe, gdy dostają do ręki cud, natychmiast próbują zamienić go w narzędzie – co brzmi jak bardzo współczesna opowieść o biopolityce i militarnej pokusie „ulepszania” ludzi.

Czas nie jest neutralny: pamięć bez końca nie czyni automatycznie mądrzejszym, raczej zużywa i wyjaławia. Te motywy dialogują z popkulturowymi narracjami o superżołnierzach i czarnych projektach, ale zamiast je spełniać, książka je rozszczelnia, dopuszczając myśl, że nieśmiertelność to po prostu długotrwała forma cierpienia.

Warto jasno ustawić oczekiwania. To nie jest czysty thriller, tylko hybryda akcji, dziwności i refleksji. Jako eksperyment gatunkowy potrafi dać dużo: wyrazistą postać, gęsty klimat, obrazy, które zostają w głowie. Jako klasyczna sensacja bywa chimeryczna – zamiast prowadzić po nitce do kłębka, rozplata kłębek na pojedyncze włókna i każe się im przyglądać.

Najuczciwsza puenta jest prosta: ta powieść nie mieści się grzecznie w jednej szufladzie. Sprawdza, czy czytelnik wytrzyma napięcie między rozrywką a pytaniami bez krótkich odpowiedzi. W zamian daje historię wojownika, który wygrał najgorszą z możliwych loterii – przeżył wszystko i właśnie dlatego marzy o tym, co inni dostają za darmo.


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Ocena recenzenta: 5/6
Marcin Cybulski


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.