Mahatma Witkac okładka

Mahatma Witkac |Recenzja

Joanna Siedlecka, Mahatma Witkac

Ach! Jak to się czyta! Fantastycznie! Po prostu! Jak zwykle – tak pochłania się reporterskie opowieści o genialnych twórcach, poznaje się ich biografie, portrety  według oryginalnej metody pisarskiej Joanny Siedleckiej. Taki jest i Mahatma Witkac – wyjątkowy i tragiczny, samotny i wielki artysta w spisanych przez autorkę relacjach osób, które go znały, kochały, podziwiały i nie znosiły. Tak ocala pamięć o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu (1985-1939) i tak wprowadza nas, czytelników, w tę niezwykłą historię spełnionej katastrofy.

Między wydaniami

Przed czytelnikiem kolejne wydanie „Mahatmy Witkaca”. Tym razem czwarte, ale uzupełnione i rozszerzone. Pierwsza edycja z roku 1992 ukazała się w warszawskim Wydawnictwie SŁOWO, które było kontynuacją podziemnej drukarni, publikującej w drugim obiegu literatury tzw. samizdaty np. książki L. Tyrmanda, W. Szałamowa, M. Brandysa  czy „Homilie” bł. ks. J. Popiełuszki. Książka wyszła w serii Wybrańcy Bogów. I co ciekawe, została wówczas wydana dzięki zaciągniętemu przez wydawnictwo kredytowi z Fundacji Kultury. Takie to były czasy!

Tegoroczne wydanie to publikacja oficyny FRONDA. Edytorsko różnica ogromna. Kiedyś maleńka książeczka typu pocket book, jakość druku trochę jeszcze siermiężna. A teraz twarda obwoluta, format albumu, materiał ikonograficzny cudownie pełny i bogaty.

Zdjęcia, rysunki, rękopisy, plakaty, listy – w znakomitej jakości i przepychu. Czyta się i ogląda równolegle, słowa i obrazy pulsują tak jak w twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza, genialnego syna wielkiego ojca. Absolutna przyjemność lektury i trzeba przyznać – satysfakcja pełna.

W takim kontekście interesująco brzmią zestawione dedykacje obu wydań, które dzieli – bagatela – trzydzieści dwa lata. Stają się niejako strażnikiem czasu, który upływa nieubłaganie, a ziarenka piasku opadają bezlitośnie w klepsydrze życia. Joanna Siedlecka pierwsze swoje wydanie dedykuje Moim Mężczyznom – Bogusiowi, Antosiowi i Stasiowi Hebom.

A to najnowsze rozpoczyna: Moim ukochanym wnukom: Michasi, Helence, Izuni, Guciowi i Czarusiowi, z nadzieją, że pozostaną kolejnym pokoleniem fanów Witkacego. Umieszcza do tego stosowne fotografie, żeby domknąć opowieść w ilustracyjną pointę. Jednocześnie zdobywa się na dystans wobec samej siebie.

Przejmująco też brzmi wyznanie autorki, że osoby, z którymi rozmawiała gromadząc materiał do pierwszego wydania swojej książki już prawie wszystkie odeszły i zostały właśnie  w jej słowach i zdjęciach. Książka jest dopracowana w szczegółach, elegancka graficznie, estetyczna i konsekwentna: kolorystycznie czarno – biała z odcieniami szarości.

W stosunku do pierwszego wydania autorka dodaje trzy nowe rozdziały: Ciuka jego tango tańcowała – o Witkacym jako o kreatorze oryginalnego języka, twórcy licznych neosemantyzmów i niepowtarzalnych neologizmów, zdrobnień. Druga odsłona to Kronika intymna, czyli erotyczny dziennik Mężowitkasa w listach do żony. Ostatnia dodana część nosi tytuł Śpiewki poranne.  Czytelnik otrzymuje wybór żartobliwych, często gęsto niecenzuralnych wierszyków i piosenek, które są na tyle dowcipne, że zawsze poprawiają nastrój.

Syn wuja Stacha czy wybraniec bogów?

Witkacy, St. I. Witkiewicz, Mahatma Witkac, Zakopiański Zagwazdraniec, Wariat z Krupówek,  Staś, Witkacjusz… Bohater reportażu Joanny Siedleckiej to jeden z najwybitniejszych i najbardziej wszechstronnych twórców pierwszej połowy XX wieku.

Jego historia stała się przedmiotem burzliwych sporów z powodu oryginalnych i nowatorskich poglądów artystycznych oraz niekonwencjonalnego trybu życia. Przez współczesnych niedoceniony, odrzucony, uznanie zyskał dopiero po II wojnie światowej jako twórca awangardowy, prekursor, wykraczający poza ramy swojej epoki.

Tego typu portretu i interpretacji w książce Joanny Siedleckiej nie otrzymujemy. Autorka konsekwentnie konstruuje intymną, prywatną biografię artysty. Poznajemy jego życie z perspektywy tych, którzy go znali i którzy jeszcze w ostatniej dekadzie XX wieku żyli. 

Siedlecka jako wytrawna reporterka dociera do bardzo wielu osób, przeprowadza wywiady i zapisuje otrzymane wspomnienia, oceny, sugestie dotyczące Syna wuja Stacha. Mówią w książce osoby , które Witkacy kochał, znał, bliscy i dalecy krewni, znajomi, osoby życzliwe, ale i zadziwione, że jednak był… wielkim twórcą.

I o zgrozo! Większym niż uwielbiany w familii Witkiewiczów twórca stylu zakopiańskiego, legenda, ojciec Stanisław. Dlatego ta praca Siedleckiej od pierwszej strony, pierwszych zdjęć, podpisów i wpisów pod nimi tak wciąga, tak magnetyzuje. Oderwać praktycznie się nie można. 

Autorka spisuje relacje, misternie konstruuje wizerunek wszechstronnego wybrańca bogów, uzupełnia o nowe fakty jak np. sprawę pochówku autora „Nienasycenia” na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem, który w czasach końcowego PRL-u przerodził się w tzw. „grzebalną awanturę”, czyli w ponurą farsę, hucpę narodową.

Zamiast doczesnych szczątków Witkiewicza pochowano… z pompą, ideologiczną obudową i kapelą góralską, wśród przemówień, kwiatów i nadymających się komunistycznych dygnitarzy – zmarłą w czasie porodu młodą Ukrainkę, przypadkowo ekshumowaną  we wsi Jeziory na obecnej  Ukrainie (miejscu, w którym pisarz popełnił samobójstwo). Takiego mrocznego zakończenia tragikomedii nie wymyśliłby pewnie sam Witkacy.

Siedlecka pisze biografię, eksponuje walor autentyzmu. Mówią prawdziwi świadkowie tamtego czasu, postaci z krwi i kości. Osoby zdeptane wojną, zniszczone cierpieniem, przygniecione starością, zapominane, bo właściwie niepotrzebne, często niechciane.

Kompozycja tej publikacji, nielinearny układ treści, częste dygresje powodują, że świat miniony w zapisanych relacjach ożywa, pulsuje, dynamizuje podmiot tej opowieści – Mahatmę Witkaca. Przy czym Siedlecka wie, że  procesy dziejowe, tryby historii są bezwzględne. Pisze więc ze świadomością ulotności i odchodzenia tych, którzy przetrwali.

Z reportażu Siedleckiej wyłania się wizerunek Stanisława Ignacego Witkiewicza jako postaci tragicznej, wrażliwego ekscentryka, odczuwającego ból świata i dramatycznie niepogodzonego z rzeczywistością.

Lekceważony przez współczesnych, błazeństwem zagłuszający swój dramat, którego przekleństwem było właśnie to, że urodził się w Europie Środkowej i utknął w Zakopanem. Jego groteskowy teatr wyprzedził Ionesco i Geneta. Poczucie samotności, beznadziejności istnienia – egzystencjalizm Sartre’a i Heideggera. Ostrzeżenia i wizje zaś – Huxleya i Orwella. Dalekowzrocznego proroka i wizjonera, który już wtedy słyszał kroki nadchodzącego Chama, przewidział los epoki – wojnę, totalitaryzm, kryzys europejskiej kultury, unifikację i pykniczenie ludzkości, zanik uczuć metafizycznych.*

Największą zaletą pracy Siedleckiej jest to, że ten obraz wybitnego, wszechstronnego twórcy, pokazany został w perspektywie kroniki rodzinnej, zapisków prywatnych, wyznań intymnych, a nie publikacji typowo naukowych czy popularnonaukowych. Nie jest też beletryzowaną opowieścią.

Mówią, opowiadają, wspominają…

Ogromna szkoda, że książka powstała dopiero pod koniec lat 90. A może wielkie szczęście, że chociaż wówczas, bo jeszcze żyli ci, którzy Witkiewicza znali osobiście, pamiętali i byli – mimo podeszłego wieku –  w dobrej formie intelektualnej, która pozwoliła pozostawić świadectwo.

Autorka dotarła do ostatnich świadków, którzy pamiętali Wariata z Krupówek, jak zwykł sam o sobie mówić. W opowieści Siedleckiej snują wspomina między innymi  tzw. ostatnie Mohikanki:  Maria Fulkowska, Irena Krzywicka, Wally Pawlikowska, Anna Linke, generałowa Jadwiga Sosnkowska oraz Aleksandra Watowa.

Rzeczą fenomenalną książki Siedleckiej jest to, że poznajemy zarówno portret absolutnie wybitnego artysty, ale równolegle ci, którzy wspominają, mówią dużo o swoim życiu, o stracie bliskich, rodzin, majątków i o swojej  samotności, o swoich losach w powojennej komunistycznej Polsce (tak różnej od ich przedwojennego świata). To opowieść utkana tym samym  z drobnych okruchów ich życia codziennego. Duch zmierzchu tamtego przedwojennego świata, końca, porażki unosi się nad każdą stroną książki.

Powstał więc  arcyciekawy dokument losów środowisk artystycznych, elity intelektualnej dwudziestolecia międzywojennego, którym na starość wypadło żyć  w PRL-u. To unikalny obraz utraty, wydziedziczenia, odarcia z tożsamości, który towarzyszy zderzeniu z nową pansowiecką rzeczywistością.

To relacje kobiet, kiedyś demonicznych, uwielbianych i portretowanych przez Witkacego, które po wojnie w  zapomnieniu, odrzuceniu, żeby mieć na chleb lub dostać miejsce w domu starców wyprzedają ocalone, niezwykle cenne pamiątki, w tym obrazy i rysunki Witkacego.  

Kiedyś przyjaźniły się z najwybitniejszymi ludźmi swojej epoki, miały wszystko, były szczęśliwe, teraz zagubione, często chore, żyjące w nędzy, przypominają swoje dawne relacje ze skandalizującym ponad miarę i szokującym w swoim czasie twórcy Czystej Formy.  Intryguje w tej historii również to, że pragnienie życia, ich ciepły stosunek do ludzi powoduje, że refleksja, którą poznajemy w czasie lektury, daje ogromną siłę istnienia, poczucie, że przemijanie ma sens, nawet w absurdalnym bezsensie egzystencji.

Autorka ciekawie konfrontuje ich postawę  z samobójstwem Witkacego (18 września 1939 r.), który na zuniformowany świat spełnionej katastrofy, hegemoni totalitaryzmów i po prostu  Bydlęcości wszech-ogólnej  – nie godził się. Wydaje się, że dopiero pod koniec życia te ostatnie Mohikanki – zrozumiały jego …decyzję, dzięki której uniknął również upokarzającej końcówki. Nie ma już w nich potępienia czy żalu.

Rozmowy o samozwańczym Mahatmie z Zakopanego to fascynująca historia zarówno o genialnym – wyprzedzającym swój czas twórcy, jak i postaciach drugiego planu jego życia – ludziach, którzy po latach mają swój czas, swoje pięć minut. Joanna Siedlecka rozmawia i uważnie słucha, zapisuje i utrwala ten obraz w każdym detalu, każdym mrugnięciu oka i drżeniu dłoni.

To niezwykła sztuka i ogromny szacunek do osób, które są materią, istotą jej reportażu. To książka pod każdym względem przejmująca, napisana z kulturą literacką, taktem i jak zauważył Ryszard Kapuściński … z niezachwianą wiarą, że trzeba mocować się z czasem, bo choć nie sposób go pokonać, to przynajmniej można mu wyrwać bodaj część jego coraz bardziej zapadających się tajemnic.**

Dokumentaryzm według Siedleckiej

Warto też poświęcić kilka uwag kongenialnemu pomysłowi formalnemu tego dzieła, który właściwie możemy uznać za znak rozpoznawczy pisarstwa Joanny Siedleckiej. Sama autorka określa tę formę wypowiedzi jako książkę reporterską.

Faktycznie poruszamy się w odmianie reportażu literackiego. Jest to oczywiście charakterystyczny dla XX i XXI wieku przykład literatury faktu, jednej z form dokumentaryzmu współczesnego.

Zgromadzony do biografii Mahatmy Witkaca materiał jest bogaty i faktograficznie cenny. Jednak spisane relacje zachowują wyraźnie subiektywny charakter, są fragmentaryczne, niepełne, urwane. Zostały uporządkowane tematycznie, dopełniają wiedzę o autorze „622 upadków Bunga” w sposób niezwykle powściągliwy i skąpy w jakikolwiek komentarz reporterski.

Rzucają nowe światło  na zagadkowe okresy w życiu Witkacego, zwłaszcza jego pobyt w Rosji –  służbę w carskiej lejbgwardii oraz okres rewolucji bolszewickiej. Niezwykle zajmująca jest relacja córki Ireny Solskiej, która w zupełnie innym świetle przedstawia znajomość swojej matki i młodego Witkiewicza. Szokować mogą powojenne dzieje dwóch wdów po Witkacym – oficjalnej i nieoficjalnej, czyli Jadwigi Witkiewiczowej i Czesławy Oknińskiej. Odnosimy wrażenie, że mamy do czynienia z wątkami quasi-kryminalnymi lub z dziennikarstwem śledczym. 

Ukazanie biografii artysty w tak nowatorskiej formie jest oryginalnym pomysłem Joanny Siedleckiej. Zapoczątkowała ten rodzaj wypowiedzi „Jaśnie paniczem” (1987 r.), poświęconym Witoldowi Gombrowiczowi, a dopięła „Czarnym ptasiorem” (1994 r.) o Jerzym Kosińskim oraz „Panem od poezji” (2002 r.) o Zbigniewie Herbercie. Często zalicza się ten typ reportażu do biografistyki demaskującej.

Reportaże Siedleckiej mają wyraźnie formę eseistyczną. Przy bogatej warstwie faktograficznej, opieraniu się na źródłach i wykorzystaniu dostępnego stanu badań, wprowadza elementy literackie: plastyczność obrazowania, różnorodność stylistyczną języka wypowiedzi oraz emocjonalność, zwłaszcza w relacjach świadków, uczestników wydarzeń.

Autorka opanowała interesującą metodę – odnajduje po latach osoby, które brały udział w życiu jej bohaterów. Z ich wspomnień powstaje żywy i pasjonujący wizerunek pisarzy, dochodzą do głosów szczegóły dawniej przemilczane, kumulują się informacje dopełniające obraz i to wszystko miesza się z upływem lat, czyli z nostalgiczną perspektywą losów i czynów.***

Siedlecka nie pisze dla hermetycznego grona znawców literatury, specjalistów, witkacologów, ale raczej szerokiego grona odbiorców, praktycznie dla każdego. Korzysta ze źródeł, gromadzi materiały, weryfikuje faktografię, często korzysta z archiwów IPN-u. Przy czym wszystko podane jest w literackiej, żywej stylistycznie formie. Nie zapomina przy tym o intrygujących ciekawostkach, znakomitej kompozycji oraz merytorycznej wiedzy na najwyższym poziomie.

Jest autorką zajmującą się również pisarzami zapomnianymi, przemilczanymi oraz problematyką „ciemnego rewersu oficjalnego życia literackiego PRL-u”, czyli współpracą  środowisk artystycznych ze służbami bezpieczeństwa  władz komunistycznych – najpierw UB, a następnie SB – czyli tajną policją polityczną czasów zniewolenia. W tym nurcie napisała dwa tomy „Wypominków” oraz „Biografie odtajnione”, „Kryptonim LIRYKA. Bezpieka wobec literatów”, „Losy pisarzy represjonowanych”.

Kunszt literacki, oryginalny styl, sięganie odważnie po tematy często przemilczane i niechętnie odkrywane jako czarne strony biografii znanych pisarzy, spowodowały, że Joanna Siedlecka ma pozycję wyróżniającą się, ale  osobną we współczesnym środowisku dziennikarskim i literackim. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich oraz Stowarzyszenia Wolnego Słowa, a to zobowiązuje. Podobnie jak otrzymane nagrody, w tym ta najbardziej prestiżowa Nagroda Literacka im. Józefa Mackiewicza.

Świetna książka i polecam ją gorąco każdemu czytelnikowi.

Zacna lektura, nie rozczaruje. Zachwyci. Zapewniam!


* Joanna Siedlecka, Mahatma Witkac, Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2024, wyd. IV uzupełnione, s. 8.
**Ryszard Kapuściński, „Exlibris”, nr 6, 1992,  [W:] Joanna Siedlecka, Mahatma Witkac, Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2024, wyd. IV uzupełnione, s. 14.
***Leszek Żuliński, „Literatura”, nr 10/1992 [W:] Joanna Siedlecka, Mahatma Witkac, Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2024, wyd. IV uzupełnione, s. 17.


Wydawnictwo Fronda
Ocena recenzenta: 6/6
Jolanta Szacik – Jankowska


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Fronda.

Comments are closed.