Niepowstrzymani 3. Jak wrogowie stają się przyjaciółmi

Niepowstrzymani 3 |Recenzja

Yuval Noah Harari, Niepowstrzymani 3. Jak wrogowie stają się przyjaciółmi

Autor w swej powieści Niepowstrzymani 3 kreśli nie tylko obraz dawnych dziejów, ale i ukazuje, co w ludzkim życiu najważniejsze. Zadaje ustami dzieci mnóstwo pytań, odnośnie tego, co przyniosły wojny, co łączy nas wszystkich, mimo tego, co nas bardziej dzieli. Ukazuje, że wszelkie bariery są płynne i wynikają tylko z niewiedzy i strachu, który niejednokrotnie tylko ma wielkie oczy.

Nauka przez duże „N”

Przyznam, że książkę czytało się wyśmienicie. A córki, zwłaszcza ta starsza, miały okazję dowiedzieć się tego, czego się jeszcze w szkole nie uczyły. Dla niej odkrycie kim był Hannibal Barkas, Midas czy Czyngis-chan, było czymś niezwykłym. Wobec czego miałem problem, aby oderwać się od lektury – starsza wciąż domagała się przeczytania kolejnego rozdziału.

Nic w tym dziwnego, skoro Harari pisze tak subtelnie, jakby z perspektywy dziecka – w jego języku, z jego bagażem doświadczeń, a jednocześnie z taką głębią, która uczy szacunku wobec wszystkich ludzi. To coś naprawdę pięknego. Tym bardziej, że wszystkie morały są dla starszych jak wyrzut, a jednocześnie subtelne zaproszenie do zgłębienia tego, co sami wynieśliśmy w naszym kulturowym i edukacyjnym dorobku.

Autor oprowadza nas po starożytnym świecie – od Efezu, przez Rzym, Kartaginę, aż po dalekie Karakorum. Mamy możliwość poznania nie tylko fragmentów lokalnych tradycji, legend, ale i mentalności poszczególnych ludów i narodów. Spojrzymy w oczy Aleksandra Wielkiego, Hannibala, rzymskich cesarzy czy chana chanów. Jednak wbrew pozorom, to nie tylko dzieje wojen, ale i tego, co ze sobą niosły. Że czasem czas wielkiego dobrobytu, poprzedzał czas okrucieństw. Że przenikanie się kultur, nawet jeśli trwa między nimi konflikt, zawsze przynosi też coś dobrego, takie wymieszanie, postęp, dobrobyt i rozwój kultury. Bo przecież stan wojny, zazwyczaj jest tylko chwilowy…

Prawdy nieoczywiste

Mnie bardzo podoba się jeden zasadniczy wniosek tej publikacji – że nie istnieje jeden „czysty naród”. W każdym bowiem wymieszane są elementy obcych kultur, elementy innych ludów (najczęściej podbijanych na przestrzeni dziejów, lub dopiero się emancypujących).

„Ale samo mówienie tym samym językiem nie sprawia, że ludzie są tacy sami, ani nie oznacza, że są obywatelami tego samego kraju. W dzisiejszych czasach Meksykanie, Argentyńczycy i Kubańczycy mówią po hiszpańsku, a przecież mieszkają w trzech różnych krajach” (s. 30).

Mamy możność spojrzenia za nieustanne migracje różnych ludów czy ludzi, które przynoszą mieszanie się języków, religii czy kultur. Autor zauważa, że jesteśmy sumą żywotów różnych ludzi, więc postrzeganie innych przez pryzmat życia za jakąś granicą, wcale nie ma sensu. Tak samo nasuwa się pytanie – czy podboje mają sens, skoro niosą ze sobą cierpienie zarówno „swoich”, jak i „obcych”? Zresztą, kto tak naprawdę jest obcy? Ten, który zwycięża, czy ten, który został podbity? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, bowiem i tak, niezależnie od naszej kondycji politycznej, wpływamy na siebie nawzajem.

„Tak samo jest z ludźmi. Nie da się wyznaczać wyraźnych granic między grupami ludzi, a jednostki często te granice przekraczają. Nawet cudzoziemiec z dalekiego kraju może stać się twoja rodziną. Kiedy mój dziadek przypłynął z Efezu na pokładzie „Tezeusza”, był Grekiem. Ja, jego wnuczka, jestem Kartaginką. Tak jak trudno określić dokładnie, kiedy „Tezeusz” stał się nowym statkiem, tak też niełatwo stwierdzić, w którym konkretnym momencie Grek staje się Kartagińczykiem!” (s. 43).

Kolejny ważki temat, to opowieść o znaczeniu pieniądza, jedynym tak naprawdę uniwersalnym wynalazku, który połączył ludzkość ze wszystkich lądów, wszystkich religii, kolorów skóry i systemów politycznych. „Pieniądz to właściwie najbardziej przekonująca opowieść, jaką kiedykolwiek wymyślono, bo dają jej wiarę niemal wszyscy ludzie na świecie” (s. 50).

Drugim ważnym wątkiem jest ukazanie, że nasz patriotyzm nie zawsze ma sens, poza tym, który nadajemy mu sami. Czasem taki hurra-optymizm narodowy, prowadzi do cierpień, gdy staramy się go narzucić komuś, kto myśli nieco inaczej niż my. Zresztą, koniec końców, nie ma ludzi ani lepszych, ani gorszych. To tylko my sami wartościujemy nasz stan i znaczenie. Ale czy ma to głębszy sens? Odpowiedź na to pytanie, musicie zadać sobie sami. I gwarantuje, że podróż z Yuvalem Noah Hararim da wam i waszym dzieciom naprawdę wiele do myślenia. Bo historia różne ma oblicza.

Harari zmusza nas do weryfikacji tego, co uważamy za odwieczne, za naprawdę nasze. Przypomina, że każda religia, jakiś symbol został kiedyś, przez kogoś wymyślony. I że możemy cały ten dorobek interpretować tak, aby uwzględnić racje innych ludzi, innych nacji. Tak, aby nasz świat stał się bardziej sprawiedliwy, bardziej przyjazny dla nas wszystkich. Autor daje nam wspaniałą lekcję empatii i tolerancji wobec ludzi, których z jakiś powodów uznajemy za obcych.

Zburzenie Kartaginy

W książce znajdziemy opis III wojny punickiej, o której zasadniczo nie przeczytamy w podręcznikach. Dlatego warto się nad nią nieco pochylić.

Po klęsce Hannibala w 202 roku p.n.e., Kartagina została zmuszona do zawarcia ogromnie trudnych warunków pokoju. W wyniku tego, miasto Dydony/Elissy utraciło swe znaczenie polityczne, stając się klientem Rzymu. Pomimo tego, Punijczycy świetnie radzili sobie w handlu, szybko odbudowując swą potęgę gospodarczą. A to było solą w oku Rzymian, którzy za Katonem Starszym, powtarzali, iż „Kartagina musi być zburzona”.

Pretekstem do wybuchu III wojny punickiej był atak Masynissy, króla Numidii, sojusznika Rzymian, podczas którego, Kartagińczycy wreszcie postanowili się bronić. Wcześniej pokornie znosili kolejne ciosy swego sąsiada, ale w końcu miarka się przebrała. Niestety było to złamaniem warunków traktatu pokojowego. Dumni Rzymianie wysłali wojsko do Afryki, żądając wydania całej broni, a wreszcie i opuszczenia samej Kartaginy. Ale kto by chciał opuścić własną ojczyznę? Toteż Punijczykom nie pozostało nic innego, jak stawić czoła największej potędze militarnej w basenie Morza Śródziemnego.

Kartagińczycy bronili się dzielnie przez blisko trzy lata, ale ich los był przesądzony. Pod wodzą Scypiona Afrykańskiego Młodszego, Rzymianie weszli do miasta. Blisko 50 000 mieszkańców stolicy dostało się do niewoli, drugie tyle zostało wymordowanych w walkach na ulicach miasta. 900 zdesperowanych obrońców rzuciło się w ognie trawiące kartagińską świątynię. Po kilku dniach gwałtów i rabunków, Kartagina została zburzona aż do posad. Wyobrażacie sobie – wielkie miasto znika z powierzchni ziemi, tak dokładnie, że nie ocalał ani jeden budynek! Podobno rzymski wódz płakał widząc to spustoszenie, przewidując, że kiedyś podobny los spotkać może sam Rzym.

Pax Romana

Mimo tego, że Rzymianie byli bezwzględnymi agresorami, i wiele z ich działalności przynosiło śmierć i zniszczenie, to koniec końców, udało się im zjednoczyć sporą część trzech kontynentów. W 27 roku p.n.e., zwycięzca w wojnach domowych, Oktawian Cezar, ogłosił tak zwany „pokój rzymski”. W założeniu autora miał to być symbol, iż od teraz, w rzymskim świecie nastał czas spokoju i dobrobytu. Przyznał on prowincjom sporo swobody, zależnej tylko od opłacania podatków i podporządkowywania się stołecznym zarządzeniom.

Grubsza oceniając, „pax Romana” trwał około dwóch stuleci, aż do śmierci Marka Aureliusza w 180 roku naszej ery. Zasadniczo był to okres wielkiego prosperity dla mieszkańców ogromnych obszarów Europy, Bliskiego Wschodu i północnej Afryki. Tylko od czasu do czasu, wewnątrz imperium rzymskiego szalały wojny o tron cesarski, ale miały one niewielki zakres. Wojny toczyły się zasadniczo na granicach imperium, i to częściej na terytorium wroga, niż swoim.

Pokój rzymski wiązał się z ekonomicznym rozwojem większości prowincji, zapewniając rzymskim poddanym względny dostatek. Wszyscy się bogacili, a sami Rzymianie, rozmiłowani teraz w dostatku, zaczęli odmieniać swą naturę, coraz wyraźniej odwracając się od wojen. W szeregach rzymskiej armii zaczęli pojawiać się coraz częściej obcokrajowcy, najczęściej germańskiego pochodzenia, którzy stawali się nie tylko częścią rzymskiego społeczeństwa, ale i rozsadnikiem rzymskiej kultury poza granice imperium. W przyszłości ich potomkowie mieli stać się przyczyną zguby Cesarstwa. Ale póki co, ich współżycie układało się raczej pokojowo.

Podsumowanie

Książka „Niepowstrzymani 3” zawiera się na 160 stronach. W środku znajdziecie mnóstwo przepięknych ilustracji autorstwa Ricarda Zaplana Ruiza. To książka nie tylko dla dzieci, ale i dla ich rodziców, ukazująca, że ludzie, mimo swych odmienności, są tak naprawdę tacy sami. Mają te same pragnienia, obawy, poczucie lub brak poczucia humoru.

Dzieło niesie ze sobą naprawdę piękny, subtelny przekaz, aby nie traktować się jako wrogów, bo zawsze możemy nauczyć się, przy odrobinie chęci, współpracować. Oby takich książek powstawało więcej. Gorąco polecam.


Wydawnictwo Literackie
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Literackie. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.