NN-ojcowie NN-matki

NN-ojcowie NN-matki |Recenzja

Janusz Moździerz, NN-ojcowie NN-matki

Ziemie Odzyskane (przez niektórych całkiem słusznie nazywane Ziemiami Wyzyskanymi) to miejsce, gdzie działy się rzeczy, o których nikt już nie chce pamiętać. Moment wkroczenia Armii Czerwonej to niejako punkt zero nie tylko dla historii szeroko rozumianej, ale również dla ludzkiej biografii. Sekrety, które wtedy zaczęły narastać i gęstnieć osiadły niczym tłusty osad na duszach, metrykach i poczuciu przynależności wielu osób. Wiele z nich dopiero witało się ze światem, a już zostało obarczone tym, co niósł za sobą 1945 r. I niestety skrywana latami historia potrafi wybuchnąć znienacka, raniąc wszystkich, znajdujących się w jej zasięgu, dokładnie tak, jak w NN-ojcowie NN matki Janusza Moździerza.

Przyrodolecznictwo z demonami przeszłości w pakiecie

Robert Demoni jest trzydziestoletnim malarzem, który po ciężkiej chorobie udaje się do uzdrowiska Torfowy Zdrój, aby nabrać sił. A przy okazji majestatycznie zrejterować ze związku z Agrafką. Wydaje się, że stare poniemieckie uzdrowisko nadaje się do tego idealnie. Wiadomo, walory przyrodnicze też są ważne, ale najważniejsza jest izolacja od codzienności to właśnie to, czego Robert potrzebuje. W sumie w Torfowym Zdroju nie było nic szczególnego, jednak wydawało się, że całość krajobrazu dominuje posępna wieża ciśnień. Tak, jakby rzucany przez nią cień determinował przeszłość okolicy.

Przeszłość tego miejsca, które jeszcze osiemdziesiąt lat wcześniej nazywało się Bad Coś Tam uderzy nie tylko w jedną z kuracjuszek, ale również w głównego bohatera. Zamilczana na śmierć tragedia, która miała miejsce na folwarku, wybuchnie z całą mocą. Bo nie będzie można mówić o sprawiedliwości dziejowej, o konsekwencjach poparcia dla partii Adolfa Hitlera. Bo tutaj zwycięzcy nie pytali kto jest kim, każdy ponosił odpowiedzialność za wojnę, nawet robotnice przymusowe. I to nie jest wygodne, bo pozbawia nasz poukładany, czarno-biały obraz winy i kary wygodnej percepcji. Pamięci nie da się stłumić na zawsze. Pozostanie choćby niemy świadek – wieża ciśnień.

Inspirując się Noblem?

Choć Janusz Moździerz stworzył swoich bohaterów od zera, to jednak nie sposób nie dostrzec pewnej inspiracji ostatnią książką Olgi Tokarczuk. Tak samo przyroda, dosyć ponure otoczenie oraz klimat uzdrowiska odgrywają ważną rolę w budowaniu narracji pełnej grozy i tajemniczości. Jest tutaj jednak także zupełnie inna warstwa: problem zapomnienia, trudnej, codziennej egzystencji w zaniedbanym poniemieckim miasteczku oraz bycia nie u siebie. Wcale nie zmieniają tej atmosfery spotkania kombatantów pełne dawno minionej chwały i tak zupełnie inne niż to, o czym mogliby opowiedzieć ci, którzy od lat muszą odbudować swoje życie gdzie indziej.

Recenzowana pozycja to uniwersalna opowieść o poszukiwaniu prawdy o sobie i swojej rodzinie. Próbie rozdarcia całunu milczenia, nawet za cenę okrutnej prawdy, która przecież miała być zamilczana na śmierć. To także przypowieść o wzięciu na siebie ciężaru cierpienia drugiej osoby, o pomocy w trudnym odkrywaniu i odzyskiwaniu pamięci. Cudzy ból i zagubienie, który spływa na Roberta (który sam jest jednym wielki supełkiem przypadków życiowych) wymaga od niego odwagi i empatii. Tego, o co sam siebie nie podejrzewał.

Czy warto?

Uczciwie rzecz ujmując recenzowana pozycja jest odrobinę przegadana. Choć dotyka tematu ważnego i bardzo aktualnego pomimo niedawnych obchodów osiemdziesiątej rocznicy włączenia Ziem Zachodnich i Północnych do Rzeczypospolitej Polskiej (też się zdziwiłam, że coś takiego miało miejsce) to jest tam za dużo słów-wypełniaczy. Fakt, pięknie literacko podanych, ale momentami życie wewnętrzne Roberta Demoni przypomina to należące do Wertera. Niemniej warto przeczytać, bo temat ważki, trudny i wciąż boleśnie aktualny.


Wydawnictwo Noave Res
Ocena recenzenta: 5/6
Daria Czarnecka


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Novae Res. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Czytaj również:

Comments are closed.