Opowiedz im o bitwach, o królach i słoniach

Opowiedz im o bitwach, o królach i słoniach |Recenzja

Mathias Enard, Opowiedz im o bitwach, o królach i słoniach, tłum. Filip Łobodziński

Michał Anioł w Konstantynopolu brzmi jak fantazja, ale w Opowiedz im o królach, bitwach i słoniach staje się błyskotliwą próbą dopowiedzenia tego, czego archiwa uparcie przemilczały. Enard nie goni za widowiskiem, tylko za prawdą psychologiczną, pokazując artystę wrzuconego w miasto, które kusi zmysłami i jednocześnie odpycha swoją obcością. Z tej mieszanki napięć powstaje proza gęsta, migawkowa, pełna detali, które ukrywa historia, a widzi literatura.

Opowiedz im o bitwach, o królach i słoniach to książka, która udaje lekki szkic, a w rzeczywistości jest gęstą, precyzyjną opowieścią o jednym z najbardziej intrygujących „prawie wydarzeń” w historii sztuki. Wiadomo przecież, że Michał Anioł naprawdę otrzymał zaproszenie od sułtana Bajazyda II, by stworzyć projekt mostu nad Złotym Rogiem. Wiadomo też, że prawdopodobnie nigdy z tej propozycji nie skorzystał.

Enard bierze więc tę lukę, tę białą plamę, i robi z niej literacki poligon doświadczalny: sprawdza, co mogłoby się stać, gdyby Florentyńczyk jednak wyruszył do Konstantynopola. Ale zamiast opowieści przygodowej, tworzy subtelne, intymne studium twórcy, który znalazł się w miejscu tak fascynującym, że chce je zapamiętać, i tak obcym, że nie potrafi w nim oddychać pełną piersią.

Książka prowadzi czytelnika przez Stambuł nie jako turystyczną pocztówkę, ale jako żywy, chaotyczny organizm. Miasto Enarda pulsuje – jest tu świat pałaców, zimnych korytarzy dywanu, kuszących kawiarni, nocnych ulic, ludzkich ciał, zapachów, kolorów, dźwięków, zmysłów.

To część książki, która zachwyca najmocniej: Stambuł nie jest tłem, tylko kimś trzecim w relacji między artystą a władzą. Widać, że Enard zna kulturę arabską i osmańską naprawdę dobrze, a jednocześnie nigdy nie wchodzi w egzotyzację. Pokazuje miasto jako przestrzeń, w której sztuka, religia, polityka i zwyczajna codzienność mieszają się bez ostrych granic.

Sam Michał Anioł jest tu portretowany bez cienia nabożności. Enard robi z niego człowieka bardzo skomplikowanego: genialnego, brutalnie szczerego, nieufnego, zranionego, obsesyjnego, czasem wręcz odpychającego. Jego talent nie jest w tej opowieści aureolą, ale balastem, który zmusza go do wiecznego napięcia i wiecznej podejrzliwości wobec innych. Autor podsuwa nam twórcę, który jednocześnie pragnie wielkości i skrycie obawia się konfrontacji z nią; człowieka, który bardziej kocha ideę piękna niż drugiego człowieka. To portret daleki od pomnika – a przez to bardziej przekonujący.

Napięcie w książce nie wynika z fabuły, ale z atmosfery. Enard pracuje na niedopowiedzeniach. Widzimy kulisy dworu osmańskiego, subtelne gierki wezyra, ciche naciski, zazdrości i oczekiwania, ale autor nigdy nie zamienia tego w polityczną intrygę. Bardziej interesuje go to, co dzieje się w umyśle artysty, który próbuje zachować autonomię w miejscu, gdzie nie ma żadnej władzy. Cała powieść to rodzaj opowieści o zderzeniu wizji artysty – wolnego, kapryśnego, niezależnego – z realiami imperium, które widzi w sztuce przede wszystkim narzędzie prestiżu.

Styl Enarda pasuje do tego idealnie. Pisze krótkimi, migawkowymi scenami, z których każda wybrzmiewa jak pojedynczy kadr. Nie ma tu rozwlekłości. Każda strona jest jak szkic w notesie mistrza – szybka kreska, mocny detal, żadnej ornamentyki. Ten minimalizm jest jednak złudny: za oszczędnym językiem kryje się ogromna wrażliwość na gest, spojrzenie, światło na murze, ton wypowiadanych słów. Narracja ma tempo oddechu – raz krótkiego, rwącego, raz spokojnego i rozciągniętego. To literatura, która nie narzuca emocji, tylko je podpowiada.

Cel, jaki stawia sobie Enard, jest jasny: poskładać na nowo historię, której nikt nie opisał, i zrobić to tak, by była prawdziwsza niż sucha relacja z archiwum. Chce uchwycić chwiejność artysty, jego fascynację i strach, jego wściekłość i zachwyt, i robi to z imponującą precyzją. Spełnia ten cel właściwie w całości – książka jest spójna, sugestywna, pełna niedopowiedzeń, które zostają pod skórą długo po lekturze.

Oczywiście nie jest to powieść dla każdego. Kto oczekuje szybkiej akcji, tradycyjnej fabuły, wielkich zwrotów – tutaj ich nie znajdzie. Tekst jest delikatny, fragmentaryczny, bardziej poetycki niż narracyjny. Zdarzenia dzieją się w ciszy, a konflikt wypływa z detali, które trzeba wychwycić samemu. Dla jednych to będzie największy atut, dla innych – bariera.

Ale gdy książkę potraktować nie jako historię, lecz jako próbę uchwycenia tego, czego źródła nie pokazują – działa znakomicie. To proza, która nie rekonstruuje, lecz ożywia. Nie mówi „tak było”, tylko pokazuje, jak mogło być. A przede wszystkim wciąga w świat, którego dziś już nie ma, a który dzięki Enardowi na chwilę odzyskuje kolor, światło i temperaturę.


Wydawnictwo ArtRage
Ocena recenzenta: 6/6
Agnieszka Cybulska


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem ArtRage. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Czytaj również:

Comments are closed.