Pantera legendarny czołg

Pantera legendarny czołg |Recenzja

Thomas Anderson, Pantera legendarny czołg

Nie każda legenda rodzi się w chwale — czasem wystarczy ambicja, chaos i błędy, by powstał symbol, który przejdzie do historii. Taki właśnie obraz wyłania się z książki Pantera legendarny czołg, w której Thomas Anderson pokazuje kulisy narodzin jednej z najsłynniejszych maszyn wojennych. Między technicznymi ambicjami a brutalną rzeczywistością frontu rodzi się opowieść pełna paradoksów i niedopowiedzeń.

Choć Thomas Anderson zasłynął jako specjalista od niemieckich pojazdów pancernych, to jednak książka jest niezwykle chaotyczna. Mamy wszystkiego po trochu, ale bez konkretnego planu. Czytając ją miałem wrażenie, jakby Autor nie mógł zdecydować się o czym pisać. Dlatego powybierał fragmenty różnych źródeł czy tematów, i zmieszał je licząc, że coś ciekawego z tego wyniknie. Efekt – niekoniecznie potwierdza to założenie.

Jak Hitler torpedował własną wojnę

No cóż, sam temat jest niezwykle ciekawy. I bardzo podobały mi się fragmenty z epoki, opisujące niemieckie problemy na frontach Rosji. Zarówno te z zaopatrzeniem, jak i mankamenty z naprawą zepsutego sprzętu, awaryjność sprzętu i broni, które nie były przygotowane na radzieckie warunki klimatyczne(mrozy, deszcze) i terenowe (drak dróg, bagna, ogromne przestrzenie, wiele rzek…).

Podobnie wygląda kwestia planowania dalszych posunięć, zarówno strategicznych, jak i technologicznych. Co ciekawe, Autor w kilku przykładach ukazuje nam, że wbrew powszechnej opinii, nazistowska machina wojenna nie była aż tak genialnie skuteczna.

Po pierwsze – sam Hitler, wierząc w swą nieomylność, a może bardziej zazdrosny o sukcesy własnych generałów, często torpedował wiele spraw. Mieszał się nie tylko do tworzenia nowych wynalazków technologicznych, ale i psuł to, co już niemiecka armia posiadała.

Kolejnym problemem była nieznajomość rosyjskich warunków klimatycznych. I nawet wizyty nazistowskich konstruktorów, nie mogły zmienić faktu, iż niemiecki przemysł zbrojeniowy, zwłaszcza w warunkach wojennych, nie był w stanie szybko i odpowiednio przygotować się do walk.

Co więcej, wiele z niemieckich konstrukcji było albo zbyt słabo wyposażona, ale zbyt awaryjna. Hitler oczekiwał szybkich i konkretnych wyników, więc sprzętu oddelegowywanego do Rosji nie można było odpowiednio przetestować, doposażyć czy ulepszyć. Ten błąd szybko jednak zemścił się na skuteczności i efektywności niemieckiej armii.

Nic więc dziwnego, że niemieckie „pantery” borykały się z awaryjnością na przykład pomp paliwa, z układem przeniesienia czy nieszczelnością komory silnika. Przez to wszystko, czołgi te nie były w stanie odpowiednio przeciwstawiać się radzieckim T34 czy KW. Ponadto czołg był za ciężki (45 ton), miał za cienki pancerz boczny…I za to przyznaję małego plusa, bo wiele z tych informacji przeczytałem dopiero pierwszy raz.

Przy okazji spodobała mi się przemyślność Guderiana, który nie tylko był świetnym organizatorem, jak i taktykiem, i dosłownie potrafił przewidywać przyszłość. Nie dziwię się, że Hitler był tak zazdrosny o te jego zalety. Kto wie, czy gdyby naziści posłuchali tego generała, przebieg wojny nie wyglądałby zupełnie inaczej.

Ciekawie, ale z mankamentami

Jednak im dalej posuwałem się z lekturą, tym trudniej było mi zrozumieć jej sens. Kłopot pojawia się już z samym tytułem – bowiem o „panterze” nie znajdziemy tu zbyt wiele informacji. Wprawdzie są krótkie opisy kilku wersji tego czołgu (A, D, F i G), ale są one zdecydowanie za krótkie. Mamy tu fragment o Bergenpantherach (jednostki które holowały uszkodzone pantery i nie tylko), ale nie bardzo zrozumiałem sens jego umieszczenia tutaj.

Tak samo dziwnie czyta się o organizacji poszczególnych niemieckich oddziałów, w których miały służyć omawiane tutaj pojazdy. Sens tych tematów byłby ciekawy, gdyby Autor nie umieścił tutaj wyrwanych z kontekstu informacji. Są one zdecydowanie niepełne, chaotycznie umieszczone, jakby ktoś mocno spieszył się z pisaniem.

Muszę przyznać, że najlepszą częścią o czołgach był opis radzieckiego czołgu T34. Tekst był konkretny, rzeczowy i czytało się go z przyjemnością. Szkoda, że podobnie nie było w przypadku „panter”.

Minusem jest to, że opisy ewolucji „panter” są porozrzucane po całej książce. I co niezwykle problematyczne, czasem wykluczają się nawzajem. Nie wiem, czy to wynik tłumaczenia, czy w książce pojawiły się błędy merytoryczne. Ciężko mi to określić, bo nie czuję się ekspertem w tej dziedzinie.

Pantera legendarny czołg – podsumowanie

Wielkim plusem są świetne opisy fotografii, których jest tutaj naprawdę od groma. I to zdecydowanie najmocniejsza część publikacji.

Sam język jest przyjemny dla czytelnika, nie wymaga zbytniej uwagi, przez co dosłownie płyniemy przez książkę. Nie ma tutaj sctricte naukowych danych technicznych. Grafiki też są uproszczone, przez co łatwo sobie uzmysłowić, z czym mamy do czynienia.

Podsumowując, sądzę, że ta publikacja jest tak jakby wstępem do dalszych poszukiwań. To bardziej pigułka informacji, nie zawsze trafnie dobranych i dopasowanych, niż monografia opisywanego czołgu. Polecam z rezerwą.

Książka liczy sobie siedem rozdziałów, a całość zamyka się na 223 stronach tekstu.


Wydawnictwo RM
Ocena recenzenta: 4/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem RM. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.