Pod sztandarem nieba : wiara, która zabija | Recenzja

Jon Krakauer, Pod sztandarem nieba : wiara, która zabija 

Potężny, religijny system (którego symbolem i widomym znakiem panowania mormońskiego Jahwe na ziemi jest granitowa katedra w Salt Lake City) ma prawo imponować ziemskim sukcesem, jaki stał się jego udziałem. Jednak na obrzeżach tej – bez wątpienia chrześcijańskiej – wiary, kryją się wspólnoty samozwańczych mormońskich proroków, których świecka władza i realny wpływ na wyznawców przewyższa nie tylko lokalnego szeryfa czy burmistrza, ale i samego prezydenta USA.

Dziewięćdziesięcioletni starzec miał tuzin żon i blisko dwusetkę dzieci. Najmłodsza z żon nie miała nawet czternastu lat i była młodsza o lat kilkadziesiąt od najstarszej z córek proroka. Część dzieci (wraz z ich matką) przyjął w spadku po zmarłym bracie, a wybierając z nich co ładniejsze pasierbice, żenił się i zapładniał również i je…

Historia Kościoła mormonów zaczęła się w roku 1823, kiedy to młody chłopak – Joseph Smith doznał szczególnego objawienia. Ukazał mu się (anioł, duch?) – zmartwychwstały Moroni – „syn proroka Mormona”, który kazał mu utworzyć nowy Kościół i przekazał mu święte tablice (nawiązanie do Mojżesza na Górze Synaj) ze staroegipskim tekstem księgi.

I piszę w języku mojego ojca, na który składają się pojęcia Żydów i język Egipcjan”.

>Księga Mormona, 1 Nefi 1 : 2<

Pierwsza Księga Nefiego to (jak podaje Księga Mormona) „dzieje Lehiego, jego żony Sarii i czterech synów, nazwanych poczynając od najstarszego Laman, Lemuel, Sam i Nefi”, dzieje, które jakoby sięgają 600 roku p.n.e.

Już po jednym fragmencie z KM widać, że mormoni stworzyli coś na kształt narodowej amerykańskiej wiary – judeoamerykańskiej nawet, bo zarówno sama Księga Mormona stylizowana jest na biblijne, starotestamentowe dzieje Izraela, jak i mormoni po dziś dzień posługują się w wielu wypadkach terminologią judeoamerykańską (mieszanką staroangielskiego języka pierwszych kolonizatorów – mormońskich misjonarzy z hebrajskim). Nazywają na przykład wszystkich nie-mormonów „gojami”. Uważają się też naturalnie za jedyny naród wybrany (jedyny, który zostanie zbawiony, bo jest prowadzony przez prawdziwych i jedynych proroków Boga).

Każda religia ma swoje mity założycielskie. Jak ma się jednak ów piękny mit o bożym pomazańcu z historią tego ruchu religijnego, który dziś jest przecież trzecim co do wielkości wyznaniem w USA?

My w Polsce kojarzymy mormonów z amerykańskimi misjonarzami, którzy po roku 1992 pojawili się na ulicach naszych miast. Chodzą zawsze parami. Najczęściej są to młodzi chłopcy, trochę po dwudziestce, ubrani w schludne garnitury i eleganckie, czarne płaszcze, z takimiż samymi (czarnymi) torbami wypchanymi po brzegi ulotkami i tajemniczą Księgą Mormona (świętą księgą tego Kościoła, przełożoną bodaj na wszystkie języki świata). W kwestiach marketingowych (broszury, darmowe egzemplarze Księgi) są równie dobrzy co Świadkowie Jehowy („Strażnica” także jest dostępna niemal w każdym języku świata).

Misjonarze ci charakteryzują się również specyficzną, anglosaską urodą „na ulizanego blondynka” (co jest zastanawiające zważywszy na fakt, że dodatkowo nie tolerują w swoim Kościele murzynów). Sprawiają wrażenie uprzejmych i niegroźnych, a ich komunikacyjna nieudolność (słabo władają językiem polskim) z reguły nas – Polaków – rozbraja i budzi współczucie i chęć pomocy.

Dlatego jeżeli sięgniemy do książki Krakauera, zdziwimy się, czy aby na pewno opisuje ona tę samą religię.

Pod sztandarem nieba” nie bez powodu wywołała falę oburzonej krytyki patriarchów Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich (amerykańskie wydanie książki ukazało się w roku 2003). Krakauerowi zarzucano, że nie jest historykiem i sugerowano by „poszedł w góry i nie wracał” (jest alpinistą znanym z wielu interesujących książek o wspinaczce wysokogórskiej). Książka ta wzbudziła tak wielkie emocje, gdyż nie opisuje wyłącznie historii religii mormońskiej, ale coś, co można by nazwać głęboką, psychiczną skazą „świętych”.

Pod sztandarem nieba” bezlitośnie obnaża słabość amerykańskiego snu o demokracji i konstytucyjnej nietykalności obywateli Stanów Zjednoczonych. Oto bowiem amerykański system prawny – nie tylko nie radzi sobie od lat z „problemem mormońskim”, ale – musi go wspierać, bo gwarantuje to mormonom konstytucja (konstytucyjna wolność wyznania i gwarancja bezpieczeństwa socjalnego dla wielodzietnych, ubogich rodzin mormońskich). Wprawdzie Konwent Kościoła odżegnuje się od poligamii (zakazanej oficjalnie w Kościele wiele lat temu), lecz społeczność mormońska zdążyła od tego czasu wykształcić całą sieć post- lub neomormońskich sekt i gmin wyznaniowych. Niektóre z nich, skupione na obrzeżach amerykańskiego bezkresu (kotlina Wielkiego Kanionu Colorado), gdzie nie dociera prawo stanowe, a miejscowy szeryf podporządkowany jest mormońskiemu „prorokowi”.

Krakauer opisując konkretne przypadki zbrodni popełnianych na tle religijnym w kilku stanach o największym ich nasileniu (to swoisty „mormoński trójkąt bermudzki”: Utah, Arizona, Nevada) nie koncentruje się wyłącznie na poligamii, kazirodztwie, stosunkach płciowych z nieletnimi i przemocy seksualnej (cztery podstawowe mormońskie „praktyki religijne”). Wiele miejsca poświęca bowiem temu, z czego wynika ta, tak szczególnie rozumiana staro mormońska, fundamentalistyczna „moralność chrześcijańska”.

Żeby zrozumieć tych ludzi i system społeczno-etyczny jaki stworzyli, i w jakim z bezgraniczną (fanatyczną) wiarą i przekonaniem żyją, trzeba by sięgnąć do źródeł (świętych ksiąg Kościoła – poza Księgą Mormona jest ich jeszcze kilka).

Dziś „problem mormoński” to nie tylko kilkadziesiąt tysięcy fanatyków żyjących w ukrytej poligamii. To również degradacja psychiczna tysięcy dzieci (które przychodzą na świat w wielkich „rodzinach”, wprawdzie z jednym ojcem, ale za to kilkunastoma mamusiami i kilkudziesięcioma innymi dziećmi), i kobiet (zmuszanych do współżycia i rodzenia kolejnych dzieci). To świat, w którym żony i dzieci płci żeńskiej są tylko numerami: trzecia żona, druga żona po bracie, siódma żona będącą drugą córką po drugiej żonie itd. itd… Czy wychowywanie się w takiej „rodzince” nie pozostawia na zawsze psychicznych ran? Zgoda, to nie są dzisiejsi mormoni z Utah, to tylko ich fundamentalistyczne skrzydło z Colorado, ale oni wszyscy zaczynali przecież od lektury objawienia Josepha Smitha w Salt Lake City…

Ocena recenzenta: 6/6

Wydawnictwo Czarne

Maciej Dęboróg-Bylczyński

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*