
Zdj. Wikimedia Commons
Inaczej ukształtowały się losy uczelni lwowskich. Jeszcze we wrześniu 1939 roku władze radzieckie podjęły akcję uruchomienia wszystkich szkół wyższych, lecz w nowej, zmodyfikowanej formie. I tak Uniwersytet Jana Kazimierza otwarto jako uczelnię ukraińską imienia Iwana Franki, a wydziały medycyny i farmacji przekształcono w Lwowski Państwowy Instytut Medycyny. Studia podejmować mogła zarówno młodzież polska, jak i ukraińska oraz żydowska. Zgoła inaczej sytuacja zaczęła wyglądać po 30 czerwca 1941 roku, kiedy to hitlerowcy zajęli Lwów. Wówczas, niemal z marszu, przystąpili do „likwidacji” polskiej inteligencji, wydano także decyzję dotyczącą zamknięcia wszystkich uczelni wyższych. Natomiast w Wilnie, które zostało zajęte przez wojska sowieckie 19 września 1939 roku, Uniwersytet Stefana Batorego podjął dalszą pracę jako uczelnia litewska. Jednak okupacja miasta przez wojska niemieckie, trwająca od 23 czerwca 1941 roku, przyniosła śmierć wielu wybitnych przedstawicieli świata nauki, a samą uczelnię zamknięto ostatecznie w czerwcu 1943 roku.
Zamykanie uczelni wyższych i niszczenie ich bazy materialnej i dydaktycznej było wyrazem stosunku okupanta niemieckiego do Polaków, a przede wszystkim do polskiej inteligencji. Skoro podstawowym założeniem hitlerowskiej polityki eksterminacyjnej było unicestwienie „przywódczej warstwy narodu polskiego”, to trudno wyobrazić sobie, aby mogła być tolerowana jakakolwiek forma kształcenia nowej inteligencji, zarówno na uczelni, jak i w szkole średniej.
Polskie szkolnictwo średnie zarówno ogólnokształcące, jak i zawodowe na ziemiach włączonych do III Rzeszy było pozbawione jakichkolwiek szans na swoją dalszą działalność. Budynki szkół były zajmowane i przeznaczane do innych celów. Podobny los spotkał szkolnictwo w Generalnym Gubernatorstwie. W wyniku wspomnianych decyzji, jak podaje Marian Walczak, pozbawiono około 265 tys. polskich uczniów możliwości kontynuowania nauki. Jeżeli chodzi o szkolnictwo powszechne, to jego los był podobny. Władze niemieckie zajmujące się sprawami oświaty podejmowały różne podstępne działania[2], które miały doprowadzić do całkowitej likwidacji tego typu szkół. Dodatkowo miały one zahamować i utrudnić możliwość tworzenia nowych placówek, w których dzieci mogłyby uczyć się w języku polskim.
Założenia niemieckiego systemu szkolnictwa powszechnego względem Polski
Wiedząc już, jak pokrótce wyglądała działalność okupanta względem polskiego szkolnictwa, wypada zastanowić się, jakie założenia miał niemiecki system szkolnictwa powszechnego, który Niemcy chcieli wprowadzić w życie dla dzieci i młodzieży polskiej. I tak polskie szkolnictwo powszechne z udziałem polskich nauczycieli występowało jedynie na terenie GG. Początkowo władze hitlerowskie zamierzały usunąć polskich nauczycieli, jednak z powodu ich niewystarczającej liczby, pozwolono im na dalszą pracę z zastrzeżeniem, iż nie będą mogli nauczać m.in. historii, geografii czy literatury polskiej. Aby obniżyć poziom pracy szkół, często decydowano się na przerwy w ich pracy, zmniejszenie liczby godzin nauczania i usunięcie części materiału programowego. Natomiast na Śląsku i Pomorzu nie było praktycznie żadnych szans na utworzenie szkół polskich, gdyż od samego początku okupacji na tych terenach przystąpiono do organizowania jednolitego niemieckiego szkolnictwa powszechnego oraz wprowadzono obowiązek szkolny i nauczanie tylko w języku niemieckim. Ponadto z pracy zwalniano nauczycieli Polaków, a zatrudniano wyłącznie Niemców. Jednak z biegiem czasu, wraz z przejściowym brakiem niemieckiej kadry, zdecydowano się na zatrudnianie polskich nauczycieli, którzy nie budzili większych zastrzeżeń natury politycznej i porozumiewali się biegle po niemiecku. Sytuacja polskich pedagogów uległa zauważalnej zmianie po wpisaniu ich w 1941 roku i latach następnych na niemiecką listę narodową. W dalszym jednak ciągu o otrzymaniu posady decydowała znajomość języka niemieckiego i opinia niemieckich władz partyjnych. Głównym zadaniem szkół powszechnych było doprowadzenie do degradacji fizycznej i umysłowej młodych Polaków[3]. Natomiast o stosunku władz niemieckich do szkolnictwa zawodowego najlepiej świadczą słowa Hansa Franka, jakie możemy przeczytać w jego „Dzienniku”: Uruchomimy znowu polskie szkolnictwo zawodowe w takich granicach, aby osiągnęło najniższy poziom niemieckich szkół technicznych. Żaden Polak nie uzyska więcej aniżeli rangę majstra. Podnoszenie poziomu wykształcenia ludu polskiego w żadnym razie nie leży w naszym interesie.

Zdj. Wikimedia Commons
Jak widać z przytoczonych powyżej faktów, położenie polskiej oświaty pod okupacją niemiecką i radziecką różniło się od siebie dość znacząco. Przede wszystkim ważny był region, jaki rozpatrywano, oraz czas. Raz władze niemieckie były bardziej zdecydowane na likwidację całego systemu szkolnego, innym razem zauważały potrzebę kształcenia pracowników do swoich fabryk. Natomiast sprawa okupanta zza naszej wschodniej granicy jest dość trudna do ocenienia. Mimo iż jego polityka wyglądała na dużo bardziej łagodną, to trzeba zauważyć, że Rosjanie nie do końca mogli wprowadzić w życie swoje plany, gdyż atak Hitlera na ich państwo skomplikował całą sprawę. Jakąś próbą odpowiedzi na pytanie, co by było, gdyby sytuacja potoczyła się inaczej, są lata PRL, kiedy to w naszym kraju rządzili komuniści sterowani instrukcjami z Moskwy. Każdy wie, jak wyglądała wówczas polska oświata. Z kolei jeżeli chodzi o rolę oświaty, to ta była i jest do dnia dzisiejszego niezwykle istotna. Mianowicie szkoła jest miejscem, gdzie kształtuje się światopogląd młodego człowieka, który może mieć wpływ na całe jego dorosłe życie. I tę kwestię doskonale rozumieli i wprowadzali etapami w życie hitlerowcy. Bo jak inaczej wytłumaczyć ich akcje mające na celu a to likwidację, a to reorganizację, czy jeszcze inną czynność mającą zmienić wygląd i funkcjonowanie poszczególnych form kształcenia. To samo dotyczyło pracy polskich nauczycieli. Raz byli bezwzględnie zwalniani, a innym razem, po otrzymaniu pozytywnej opinii od odpowiedniego organu i wykazaniu się znajomością języka niemieckiego, przywracani do pracy. Wszystko to pokazuje dynamikę, z jaką koncepcja Hitlera odnośnie oświaty ewoluowała wraz ze zmieniającymi się okolicznościami. Przecież kompletna likwidacja szkolnictwa nie miałaby w dalszej perspektywie żadnego sensu, a sam führer doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Maciej Wierzchnicki – doktorant AP w Słupsku, nauczyciel historii
Bibliografia:
Czubiński A., Historia Polski XX wieku, Poznań 2005.
Grześ B., Związek Nauczycielstwa Polskiego od korzeni po współczesność, Warszawa 2000.
Roszkowski W., Historia Polski 1914–2004, Warszawa 2004.
Stankiewicz R., Związek Nauczycielstwa Polskiego: 1944–1948. Oczekiwania i rzeczywistość, Zielona Góra 1986.
Związek Nauczycielstwa Polskiego. Zarys dziejów 1905–1985, red. B. Grześ, Warszawa 1986.
Przypisy:
[1] W treści memoriału możemy znaleźć informacje mówiące, iż polskie kawiarnie i restauracje oraz teatry i kinoteatry miały być zamknięte, a Polacy nie mogli korzystać z ich niemieckich odpowiedników. Ponadto obowiązywał zakaz posiadania gramofonów i radioaparatów oraz książek polskich.
[2] Takie jak aresztowania nauczycieli, przymus nauczania po niemiecku, pozbawienie budynku szkolnego, niedostarczanie opału.
[3] W tym największe „sukcesy” odnosiła prymitywna kadra nauczająca, wywodząca się najczęściej z niemieckiej wsi, która nie potrafiła często ani pisać, ani czytać. Tzw. lekcje odbywały się w lesie lub na polu, gdzie dzieci pracowały fizycznie.