Poszukiwania złotego pociągu odłożone. Na przeszkodzie stanęła biurokracja.

Na sławnym już 65. kilometrze, gdzie ponoć znajduje się złoty pociąg, w maju miał rozpocząć się kolejny etap prac. Poprzedzać go miała wycinka drzew, po której na teren poszukiwań miał wjechać ciężki sprzęt. Magistrat wyraził zgodę na wycinkę, pod warunkiem, że właściciel terenu nasadzi nowe drzewa. W innym przypadku na spółkę zostanie nałożone 150 tys. zł kary. Miasto obiecało umorzenie kary w przypadku wywiązania się spółki z umowy. W związku z tym pismem belgijska spółka, która jest właścicielem terenu, przy którym zamierzają kopać badacze ­– Piotr Koper i Andreas Richter – zażądała od nich kaucji w wysokości 150 tysięcy złotych jako gwarancji.

Kaucja to dla nich jednak zbyt duże pieniądze. – 150 tys. zł musimy włożyć w prace, które chcemy wykonać. Robimy to sami, z własnych środków – mówi Koper.
Drzew do wycięcia jest 160, są to samosiejki. Koper złości się, że dla miasta Wałbrzycha każde drzewo jest warte tysiąc złotych.

Opinia publiczna również nie popiera decyzji magistratu. Mieszkańcy domagają się natychmiastowego umożliwienia znalazcom wejścia na 65. kilometr. Na rozwiązanie tajemnicy czeka cała Polska, a nawet cały świat. Dzięki złotemu pociągowi Wałbrzych stał się hitem turystycznym, co przełożyło się na sytuację lokalnego biznesu. Skorzystał zamek Książ, który pobił rekordy frekwencji i przekroczył liczbę 300 tysięcy odwiedzin.

Urząd Miasta proponuje albo zmianę nasadzeń drzew albo zmniejszenie zakresu wycinki drzew. Wtedy zmniejszy się kwota opłaty administracyjnej. – Nie mamy możliwości rezygnacji z tej kwoty. Opieramy się w decyzji o ustawę i przepisy – mówi Wiesław Sójka, kierownik biura ochrony środowiska wałbrzyskiego magistratu.

Źródło: m.wroclaw.wyborcza.pl

Red. A. Grochowicz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*