Piotr Stefaniak, Potęga świętości. Cztery święte córki króla Beli IV: Kinga, Konstancja, Małgorzata i Jolenta
Czy zastanawialiście się może nad kwestią, jak wyglądała pozycja średniowiecznej kobiety z królewskiego rodu? Władza, prestiż, potęga, a może karta przetargowa na szachownicy europejskiej polityki? Po części wszystko po trochu, o czym dobitnie pisze Stefaniak w swej fascynującej książce Potęga świętości. Zapraszam was na świetną przygodę czterech niezwykłych kobiet w mrocznych czasach średniowiecza. I to w trzech państwach – na Węgrzech, w Polsce i na Rusi.
Książka opowiada o czwórce sióstr, córek króla węgierskiego Beli IV – o świętej Kindze, świętej Małgorzacie, błogosławionej Jolencie i błogosławionej Konstancji. Były to niewiasty doprawdy niezwykłe, na swój sposób wyemancypowane – choć zapłaciły za to wielką cenę.
Wbrew oczekiwaniom, pozycję tę czytało się zajmująco, do tego stopnia, że nawet moja małżonka zaczęła ją czytać. A wierzcie mi, ona nie afirmuje mojej pasji do książek nawet w połowie. O dziwo, była zachwycona i poro podyskutowaliśmy o „Potędze świętości”. Myślę, że już samo to świadczy o wartości książki.
Kim była święta Małgorzata (1242-1270)?
Należała do rodu królewskiego Arpadów. I choć nigdy nie doskwierał jej brak luksusu, wybrała życie zakonnicy. Gdy przez Węgry przetaczała się mongolska nawała, jej ojciec, król Bela IV, zaofiarował jej życie Matce Boskiej w zamian za ocalenie kraju.
W wieku zaledwie 4 lat została osadzona w klasztorze w Veszprém, a następnie na wyspie Lepri na Dunaju (tak zwana Mysia Wyspa, później – wyspa św. Małgorzaty). Jako, że była kobietą niezwykłej urody, o jej rękę zaczęli się starać między innymi książę kaliski Bolesław Pobożny, król Czech Przemysław Ottokar II czy król Neapolu Karol Andegaweński.
Jednak odważna księżniczka, wbrew oczekiwaniom rodu i kraju, postanowiła pozostać zakonnicą. I dopięła swego dzięki pomocy prymasa i innych węgierskich dostojników duchownych.
Małgorzata, wbrew swemu pochodzeniu lubiła prace fizyczne. Nie stroniła od ciężkiej pracy czy dobrowolnego ubóstwa. Księżniczka miewała wizje i dar proroczy. Ponadto uwielbiała oddawać się kontemplacji. Zmarła w wieku zaledwie 28 lat.
Niemal od razu do jej grobu zaczęły przybywać rzesze pielgrzymów. Jednak dopiero w 1789 roku otrzymała tytuł błogosławionej, a w 1943 roku Pius XII ją kanonizował.
Błogosławiona Jolenta/Jolanta (ok. 1244-1304)
Gdy święta Kinga zamieszkała na dworze krakowskim Bolesława Wstydliwego, sprowadziła do siebie swą młodszą siostrę. Młoda Węgierka miała zaledwie 12 lat, gdy została zaślubiona księciu kaliskiemu Bolesławowi Pobożnemu. Książę ten był usposobiony raczej pokojowo, ale czasem, z musu, musiał brać udział w lokalnych wojnach. We wszystkim Jolenta wspierała swego męża, zdobywając ogromną rolę na polskiej scenie politycznej.
Węgierskie księżniczka szybko zyskała ogromny wpływ na swego męża. Z niezwykła hojnością wspierała Kościół, najbardziej wspierając franciszkanów. Jolenta przyczyniła się do ufundowania ich klasztorów w Kaliszu, Gnieźnie, Obornikach, Pyzdrach czy Śremie.
Po śmierci Bolesława Pobożnego w 1259 roku, księżna usunęła się do klasztoru klarysek – w sądeckim klasztorze swej siostry Kingi. W 1284 roku przeniosła się do klasztoru klarysek w Gnieźnie, który został ufundowany przez Przemysła II. Tutaj też zakończyła swe życie. Leon XII w 1827 roku ogłosił ją błogosławioną. Słynęła ze swej skromności i oddania osobom w potrzebie.
Czemu warto sięgnąć po książkę Potęga świętości?
Jednym z wielu atutów książki są przepiękne zdjęcia i reprodukcje. Dawno nie spotkałem tak bogatej graficznie książki. Nawet 90% ukazanych w niej ilustracji nigdy nie widziałem na oczy. Co więcej, każda fotografia jest niezwykle świetnie opisana.
O ile w większości książek podpisy pod zdjęciami zajmują co najwyżej dwa zdania, w tym przypadku, Autor świetnie rozwinął związane z nimi wątki. Dzięki temu zabiegowi, pozycja zyskała niezwykły urok i wartość merytoryczną. Słowem – jestem nią niesamowicie zachwycony. Tym bardziej, że opisy te uzupełniają naszą wiedzę na wielu poziomach.
Kolejny świetny zabieg to dwujęzyczny zapis. Przyznam, że nie znam języka węgierskiego w ogóle. Ale czytając „Potęgę świętości”, im dalej zagłębiałem się w tekst, tym więcej słówek wpadało mi do głowy. Wprawdzie nie będę w stanie porozumiewać się w tym języku, ale co nieco pozostanie w mojej głowie – i to pomimo braku znajomości akcentowania węgierskich wyrazów.
Kolejny atut – Autor zamieścił w książce mnóstwo tekstów źródłowych, które stara się poddać krytyce historycznej. A przecież to nie takie proste – w ciągu wieków wokół czterech sióstr z rodu Arpadów narosło wiele legend. Co więcej, o niektórych z tych świętych niewiast nie zachowały się niemal żadne informacje. Brawo za podjęcie się trudnego zadania.
Książkę czytało się naprawdę świetnie. Tekst jest spójny, klarowny. Nie znajdziecie w książce zbytniej hagiografii – tak, coś tam jest, ale Autor stara się przedstawić bardziej rys biograficzny czterech księżniczek.
Najbardziej pociągająca jest kwestia pozycji tych kobiet na dworach Europy Środkowej. Co fascynujące – dzięki temu, iż objęte były aurą świętości, ich pozycja mocno przybrała na sile. Mogły wtrącać się w politykę, w prerogatywy zastrzeżone dotychczas tylko dla mężczyzn.
Nie wiem czy wiecie, ale kobieta, jako „ułomna w swej niewieściej naturze”, uzależniona była od woli swego męskiego opiekuna – ojca, męża, syna… Nie posiadała nawet osobowości prawnej. Z tego też powodu nimb świętości był właściwie jedyną możliwością, aby średniowieczna kobieta mogła wyrwać się z kieratu tradycji i stać się aktywnym graczem w polityce. Świętość była jedyną możliwością awansu, który byłby ogólnie uznawany i szanowany przez innych męskich uczestników politycznej gry.
A wierzcie mi, że zdobycie takiej pozycji wcale nie było proste. Wyrzeczenia, umartwianie, posty, rezygnacja ze swej seksualności, ciągłe modlitwy… Ponadto w tych bardzo niebezpiecznych czasach, gdy Mongołowie przewalali się przez Europę Środkową, a Kościół powoli wychodził z kryzysu wiary, te cztery niezwykłe niewiasty podjęły się roli nie tylko propagatorek zakonów dominikanów i franciszkanów, ale i wspierania ofiar krwiożerczych najazdów tatarskich.
Autor pisze o Kindze, Konstancji, Małgorzacie i Jolencie/Jolancie naprawdę przekonywająco. Momentami da się wyczuć jego fascynację tymi kobietami, które poświęciły własne życie pomocy innym. Nie tylko że aktywnie wspierały lokalne społeczności, zajmowały się również umacnianiem religii chrześcijańskiej na Węgrzech, w Polsce i na Rusi.
Ponadto były aktywnymi graczami politycznymi, przyczyniającymi się do łagodzenia, a czasem nawet zażegnywania sporów dynastycznych czy powstań. Czy to wszystko udałoby się im, gdyby były zwykłymi kobietami?
Lektura składa się z pięciu rozdziałów, zajmując łącznie 247 stron. Należy pamiętać, że znaczną część zawartości książki zajmują przecudowne ilustracje, które zapierają dech w piersiach. Sądzę, że to książka przeznaczona dla każdego czytelnika – tekst nie wymaga zbyt wielkiej znajomości faktów – Autor sam w przystępny sposób zaznajamia nas z całą masą informacji. A jestem przekonany, że niejeden profesor znajdzie w niej wiele interesujących rzeczy.
Wydawnictwo Avalon
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Avalon.