Zmierzch bogów | Recenzja

Wspomnienia z okresu drugiej wojny światowej stanowią wyjątkowo ciekawą lekturę oraz dają wgląd w to jak zwykły żołnierz widział konflikt siłą rzeczy postrzegany dziś bardzo globalnie. Rzadko kiedy jednak pośród wielu wydanych publikacji może trafić się taki rarytas jak Zmierzch bogów – spisane tuż po wojnie wspomnienia szwedzkiego ochotnika dywizji Waffen-SS „Nordland” i zagorzałego narodowego socjalisty dumnego ze swojej służby.

Zmierzch bogów to niewielka (188 stron w niemalże kieszonkowym formacie) książka wydana przez wydawnictwo Bellona jako jedna z pozycji w serii Wspomnienia frontowe. Autor, dziennikarz szwedzkiego tygodnika Den Svenska Thorolf Hillblad, spisał w niej wspomnienia Erika „Jerki” Wallina, szwedzkiego ochotnika służącego w 11 dywizji grenadierów pancernych Waffen-SS „Nordland”. Co szczególnie ważne, wspomnienia te spisane zostały tuż po wojnie na podstawie rozmów z samym „Jerką”.

Przede wszystkim wspomnienia Erika „Jerki” Wallina są unikalnym świadectwem, dla którego ciężko znaleźć porównanie. Spisane tuż po wojnie, na podstawie wypowiedzi człowieka przesiąkniętego ideami narodowego socjalizmu oraz hierarchii rasowej i darwinizmu społecznego pozwalają zajrzeć do umysłu człowieka pochłoniętego przez ducha ówczesnych czasów. Co więcej, człowieka, który nie wstydzi się swojej przeszłości, a jest wręcz dumny, że walczył z komunizmem, powstrzymywał „azjatyckie hordy” oraz święcie wierzył, że ratuje „kolebkę cywilizacji europejskiej”, oraz swoją rodzimą Szwecję, u boku swych niemieckich towarzyszy. Książka daje też wgląd na to jak Wallin i jego towarzysze radzili sobie w piekle ostatnich miesięcy wojny w sposób mocno osobisty, co przy wspomnieniach jest niewątpliwą zaletą.

Poza samą tematyką publikacja ta ma także inne plusy. Narracja jest prowadzona w sposób bardzo dobry, a książkę czyta się szybko i przyjemnie. Przypisy, choć stosunkowo nieliczne, także spełniają swoją rolę i prostują większość nieścisłości poczynionych przez autora. Kolejną zaletą są tu także cztery załączniki znajdujące się na końcu książki. Pierwszym z nich są fotografie przedstawiające szwedzkich ochotników, żołnierzy dywizji Nordland, czy założyciela Szwedzkiej Unii Socjalistycznej, której wielu członków zaciągnęło się do SS. Zdjęcia są bogato opisane, a niektórzy żołnierze znajdujący się na nich, określeni imieniem, nazwiskiem i stopniem, są także bohaterami wspomnień. Drugi załącznik to krótki biogram Felixa Steinera, dowódcy dywizji Nordland w końcowym okresie wojny, mocno związanego ze skandynawskimi ochotnikami, który także odgrywa ważną rolę w książce. Dwa ostatnie załączniki są bardziej „techniczne” – jest to lista stopni Waffen-SS porównana ze stopniami regularnego wojska oraz rozpiska organizacji pancernego batalionu rozpoznawczego, w którym służył Wallin. Obydwa są przydatne dla lepszego zrozumienia treści książki.

Warto na końcu wspomnieć o kilku wadach tej książki. Pierwszą z nich jest stylistyka. W niektórych miejscach zdania, wypowiedzi oraz ich układ potrafią brzmieć nienaturalnie oraz amatorsko, co ujmuje przyjemności z czytania tej skądinąd bardzo ciekawie napisanej książki. Ciężko stwierdzić z czego to wynika – z problemów przy tłumaczeniu (mimo tego, że oryginał napisany był po szwedzku, to wydanie Bellony tłumaczone było z angielskiego więc nie powinno być większych problemów), czy może ze zbytniego trzymania się dosłownego tłumaczenia orygniału (z drugiej strony był on spisany przez dziennikarza, więc stylistycznie problemów być nie powinno). Tak, czy inaczej, potknięcia te nie są zbyt częste i jedynie od czasu do czasu gryzą oko czytelnika. Drugą wadą, szczególnie dla osób nieco mniej zaznajomionych z historią drugiej wojny światowej może być brak większej ilości przypisów wyjaśniających konkretne niuanse oraz możliwe historyczne nieścisłości wynikające z faktu, że książka oparta jest wyłącznie na wspomnieniach jednego żołnierza i to w dodatku szwedzkiego ochotnika. Ostatnią, najmniejszą wadą jest mały szczegół – napis na okładce głosi, że wspomnienia obejmują lata 1944-1945, podczas gdy narracja rozpoczyna się dokładnie w wigilię Nowego Roku 1945 – jest to raczej pomyłka niż celowe działanie, lecz mimo to warto o niej napomknąć.

Jeśli nie zniechęca was narracja prowadzona przez wierzącego w swoje idee nazistę oraz drobne wady wskazane powyżej, a interesujecie się końcowym okresem wojny, to bez ociągania możecie sięgnąć po Zmierzch bogów Thorolfa Hillblada. Pozycja ta prezentuje bardzo ciekawy pukt widzenia oraz unikalny obraz wydarzeń.

Ocena recenzenta: 5/6

Wydawnictwo Bellona

Jan Tyszkiewicz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*