Pozłacany wiek (The Gilded Age), sezony 1–3
Czy każdy blask oznacza prawdziwe złoto? Pozłacany wiek w zapowiedziach obiecywał widowisko pełne przepychu i nową odsłonę magii znanej z Downton Abbey – kostiumowej sagi mającej porwać widza w emocjonalny wir. Od pierwszych minut ekran mieni się splendorem: Nowy Jork lat 80. XIX wieku, bajeczne suknie, marmurowe rezydencje.
Odbiorca ma wrażenie, że trafił na wytworny bal, gdzie światło żyrandoli rozlewa się na twarze elity. Początek hipnotyzuje – serial wyciąga nas do tańca. Ale czy ten taniec nie zgubi tempa? Czy pod pozłotą kryje się prawdziwa treść, czy tylko błyszcząca powierzchnia? Już po kilku odcinkach złapałam się na tym, że serial raz zachwyca, a raz po raz… drażni. Przed Tobą podróż w czasie pełna zachwytów, ale też zdziwienia i westchnień.
Twórcy serialu – znane nazwisko na nowym gruncie
Za projektem stoi Julian Fellowes – brytyjski arystokrata i scenarzysta, nagrodzony Oscarem za Gosford Park oraz twórca fenomenu Downton Abbey. Jego nazwisko gwarantuje, że wątków z salonów i intryg wśród elit nie zabraknie. Wieść o nowej produkcji rozbudziła więc wyobraźnię fanów. Tym razem Fellowes przeniósł się zza Atlantyku do Ameryki końca XIX wieku. Wspiera go m.in. reżyser Michael Engler – również związany z Downton.
Można więc powiedzieć, że to duet sprawdzony w kostiumowych dramatach. Ale czy to wystarczy, by powtórzyć sukces? Dorobek Fellowesa jest bogaty – stworzył arcydzieła, lecz i nieudane projekty (jak scenariusze do Małego lorda czy filmu Pompeje). Teraz zmierzył się z amerykańskim snem i cieniem, który go otacza.
HBO sypnęło groszem – rozmach widać na każdym kroku. Choć Fellowes dotąd najlepiej odnajdywał się w realiach brytyjskiej arystokracji, tym razem sięgnął po historię Ameryki po wojnie secesyjnej. W tle mamy zarówno burzliwy rozwój gospodarczy, jak i napięcia społeczne. Tu rodzi się paradoks – brytyjski lord i konserwatysta próbuje opowiadać o amerykańskiej równości szans i wspinaniu się po szczeblach społecznej drabiny.
Czy wierzył w American Dream? Raczej nie do końca. Serial chce być czymś więcej niż kostiumową telenowelą – stara się filozofować o awansie społecznym i przewadze nowych fortun nad starymi nazwiskami. Jednak czuć, że twórca ma słabość do dawnego porządku. W końcu trudno wymagać, by lord nagle stanął po stronie służby przeciwko swoim.
Historyczne tło – Ameryka w erze „pozłacania”
Akcja rusza w roku 1882 – to nie przypadek. Twórcy osadzili historię w czasach, które Mark Twain ochrzcił mianem Gilded Age, czyli „pozłacanego wieku”. Był to okres od zakończenia wojny secesyjnej do przełomu stuleci – czas wielkich fortun, ale i wielkich przekrętów. Twain pisał o epoce, w której „poważne problemy społeczne przykryto cienką warstwą złota”. Właśnie taki świat oglądamy – nowojorską śmietankę lat 80. XIX wieku, gdzie arystokracja walczy o pozycję, a nowobogaccy z impetem zdobywają salony.
Obraz epoki jest wizualnie urzekający. Otrzymujemy panoramę Nowego Jorku w rozkwicie: Piąta Aleja pełna powozów, powstające rezydencje magnatów kolejowych, atmosfera postępu i innowacji. Serial nawiązuje też do słynnej rywalizacji operowej: powstania Metropolitan Opera w kontrze do elitarnej Akademii Muzycznej. W rzeczywistości nowa opera zainaugurowała działalność w 1883 roku Faustem Gounoda – symboliczny triumf nowobogackich. Twórcy wpleceniem takich wydarzeń nadają historii autentyczności, choć nie zawsze wykorzystują pełnię ich dramatyzmu.
Produkcja podkreśla też kontrasty: luksusowe bale i marmurowe pałace zestawione z wątkami dyskryminacji rasowej, walki kobiet o prawa czy towarzyskiej stygmatyzacji rozwódek. Postać Peggy Scott – czarnoskórej sekretarki marzącej o karierze pisarki – wnosi nową perspektywę. Mimo że serial bywa łopatologiczny, dla laików historycznych stanowi ciekawą lekcję. Dla pasjonatów – raczej zarys niż pogłębioną analizę.
Fabuła i motywy – o czym opowiada Pozłacany wiek?
Rdzeniem fabuły jest zderzenie dwóch światów. Poznajemy młodą Marian Brook, która po śmierci ojca trafia pod opiekę dwóch ciotek: dumnej Agnes van Rhijn (Christine Baranski) i łagodnej Ady Brook (Cynthia Nixon). Nowojorskie salony to dla niej terra incognita, pełna zasad i niewypowiedzianych reguł. Towarzyszy jej Peggy Scott – ambitna młoda pisarka, zatrudniona jako sekretarka. Od razu staje się jasne, że to właśnie klasa, rasa i płeć będą osią wielu konfliktów.
Naprzeciwko mieszka rodzina Russellów – nowobogaccy magnaci kolejowi. Bertha Russell (Carrie Coon) to kobieta bezwzględnie ambitna, marząca o wejściu do wyższych sfer. Jej mąż George (Morgan Spector) to typowy „baron-rozbójnik”. Ich fortuny i aspiracje ścierają się ze starym światem, reprezentowanym przez Agnes. Główna oś fabuły – wojna starych rodów z nowymi pieniędzmi – przypomina powieści Edith Wharton czy Henry’ego Jamesa.
Serial opowiada o romansach, mezaliansach, społecznych zakazach i walce o prestiż. Operowa rywalizacja staje się symbolem starcia obu światów. Choć akcja początkowo nie zaskakuje zwrotami (3 sezon goni zwrot za zwrotem), emocjonalne perypetie bohaterów – zaręczyny, zdrady, skandale – dodają serialowi dynamiki. Sezon trzeci skupia się mocniej na miłosnych turbulencjach i rodzinnych dramatach, a każdy odcinek kończy się dramatycznym akcentem. To jednak nadal raczej elegancka opowiastka niż głęboka analiza społeczna.
Mocne i słabe strony – co zachwyca, a co irytuje?
Kostiumy, dekoracje i scenografia tworzą zachwycającą panoramę epoki. Christine Baranski błyszczy jako Agnes, Cynthia Nixon urzeka subtelnością, a Carrie Coon w roli Berthy imponuje determinacją i chłodnym urokiem.
Intrygi rozwijają się tak, jak łatwo się jest ich domyślić, ale świetna gra aktorska, kostiumy i zbudowanie epokowego otoczenia pozwala o tym zapomnieć (naprawdę). Małym minusem jest to, że dialogi bywają nierówne – raz stylizowane na XIX wiek, raz brzmiące współcześnie, co wybija z klimatu. Ale to dla wybrednych.
Pojawiają się czasem nieścisłości historyczne i anachronizmy (np. impresjonistyczne obrazy w domach bogaczy, choć w tamtym czasie jeszcze ich nie kolekcjonowano).
Można traktować go jak „guilty pleasure”: czasem naiwny, czasem przerysowany, ale uroczy.
Na tle innych dramatów kostiumowych
Serial miał być duchowym następcą Downton Abbey, ale czy dorównuje mu głębią i świeżością? W porównaniu z rozrywkowymi Bridgertonami wydaje się z kolei zbyt powściągliwy. Sytuuje się więc gdzieś pośrodku – estetyczny, poprawny, lecz nie przełomowy. Ale mimo tego, naprawdę świetnie się go ogląda!
Widać, że Fellowes recyklinguje swoje pomysły: Agnes przypomina Lady Violet Crawley, a motywy społeczne też są znajome. Wyróżnia się jednak wątek afroamerykańskiej bohaterki, rzadko podejmowany w kostiumowych dramatach.
Pod względem technicznym to produkcja bez zarzutu – dopracowane zdjęcia, elegancka muzyka, solidny montaż. Brakuje może odważniejszych rozwiązań reżyserskich, ale całość utrzymana jest na wysokim poziomie HBO.
Pozłacany wiek – podsumowanie
Czy warto obejrzeć Pozłacany wiek? Odpowiedź brzmi: tak, o ile wiesz, czego się spodziewać. To propozycja dla miłośników kostiumowych seriali i estetycznych podróży w przeszłość. Piękne wnętrza, jeszcze piękniejsze stroje, znakomita obsada i lekkość narracji sprawiają, że ogląda się go z przyjemnością. Nie oczekuj jednak wybitnej fabuły czy pogłębionych analiz społecznych. To raczej elegancka telenowela historyczna niż panorama epoki. Ale to telenowela na wysokim poziomie.
Serial ma w sobie urok, który wciąga. Z czasem rozwija się i nabiera tempa – sezon trzeci jest lepszy, niż dwa poprzednie razem wzięte. Jeśli potraktujesz go jak lekką rozrywkę w kostiumach, nie zawiedziesz się.
Neamo Film and Television Universal Television HBO Entertainment
Ocena recenzenta: 5/6
Agnieszka Cybulska