Tommaso Ebhardt, Prada. Historia rodziny
Moda, pieniądze i władza rzadko układają się w tak precyzyjny mechanizm jak w historii Prady. Temu hybrydowemu organizmowi przygląda się książka Prada. Historia rodziny pokazując, jak z rodzinnego sklepu kaletniczego wyrasta imperium wpływające na wyobraźnię, giełdę i galerie sztuki. Ludzie, którzy traktują nylonową torbę jak manifest, a pokaz mody jak ruch na szachownicy globalnego kapitalizmu. Zamiast lukru są decyzje, konflikty, ryzyko i konkretna cena luksusu.
Tommáso Ebhardt nie traktuje Prady jak zwykłego domu mody. Ujmuje ją raczej jako zjawisko, które wymknęło się spod kontroli własnych twórców i zaczęło funkcjonować równolegle w modzie, finansach, polityce, sztuce oraz w zbiorowej wyobraźni ludzi, którzy nigdy nie mieli w dłoni torebki z charakterystycznym trójkątem. Prada. Historia rodziny nie jest więc biografią przedsiębiorstwa, lecz reporterską wyprawą przez stulecie zmian kulturowych, decyzji, kryzysów i nieoczywistych przewrotów, które przekształciły rodzinny sklep kaletniczy w globalne imperium luksusu.
Autor wyznacza sobie ambitny cel: chce dociec, jak powstaje marka, która jednocześnie odrzuca próżność luksusu i żywi się nią jak powietrzem. Jak to możliwe, że Miuccia Prada i Patrizio Bertelli – osoby patologicznie wręcz chroniące prywatność – stworzyli jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli współczesnej popkultury? I dlaczego akurat to „imperium pozorów” operuje narzędziami, które wyrastają z paradoksów: brzydota staje się pięknem, prostota – ekstrawagancją, a nylonowa torba za grosze zmienia historię mody skuteczniej niż wiele kreacji haute couture?
Ebhardt nie zamierza tej układanki wygładzać. Przeciwnie – podąża jej krętymi ścieżkami, chwilami się w nich gubi, by za moment wydobyć z archiwów dowody, że początki Prady wyglądały inaczej, wcześniej i intensywniej, niż głoszą firmowe legendy.
Przegląda prasę, śledzi reklamy z 1918 roku, opisuje pierwsze kufry z via Manzoni, znika we wspomnieniach o sklepach, których już nie ma, przechodzi przez zbombardowany Mediolan, powraca do wojennych ogłoszeń, drąży genealogie i rodzinne anegdoty o dziadku kaletniku. Z tych elementów buduje szeroką opowieść o dwóch braciach, którzy w 1913 roku wkroczyli do Gallerii Vittorio Emanuele i położyli fundament pod to, na czym później Miuccia wzniosła własne, intelektualne imperium.
Jednocześnie autor ma drugi zamiar: chce uchwycić, czym Prada różni się od reszty świata luksusu. Co sprawiło, że marka weszła na teren sztuki, społeczeństwa i polityki? Dlaczego stała się symbolem „myślenia modą”, a nie tylko jej noszenia? Odpowiedzią jest przede wszystkim Miuccia – postać pełna sprzeczności, niechętna byciu projektantką, a jednocześnie zafascynowana pięknem.
Jej młodość w kontrkulturze Mediolanu, pierwsze kampanie w „Vogue Italia”, współpraca z Manuelą Pavesi, przejęcie sklepu „pod prąd własnych chęci”, potrzeba, by torebki były manifestem – to budulec portretu kobiety, która odmieniła modę nie z ambicji, lecz dlatego, że nie potrafiła inaczej.
Ale żadna wersja historii Prady nie ma sensu bez Patrizia Bertellego – impulsywnego kapitalisty o stalowym instynkcie, który nie oddałby nawet starego roweru po krewnym. To on nadał firmie tempo, strukturę i globalną skalę. On wprowadził markę na giełdę w Hongkongu, gdzie wyceniano ją na miliardy euro, a bankierzy kupowali jej produkty tylko po to, by nie wyglądać jak ubodzy krewni podczas wielkiego wejścia na parkiet. Wspólnie – mimo ciągłych spięć i różnic temperamentów – stworzyli duet bardzo rzadkiej równowagi. Myśl i instynkt, filozofia i biznes. Yin i yang, tylko w czerni, idealnych golfach i perfekcyjnych garniturach.
Struktura książki przypomina rytm pokazów mody: zaczyna się współczesną sceną – zaproszeniem ważącym niemal dwa kilogramy, symbolem dzisiejszej Prady – a potem rozpięta zostaje jak wybieg cofający się przez dekady. Od rodzinnych sekretów i wojennego Mediolanu, przez buntowniczą młodość Miuccii, aż po ekonomiczne manewry giełdowe, negocjacje z funduszami, przejęcia udziałów i dyktowanie warunków rynkowi, który na ogół dyktuje je projektantom. Towarzyszy temu cały świat Fondazione Prada – przestrzeń sztuki, architektury, modernizmu i ironii. Ebhardt błądzi tam i wraca z przekonaniem, że dopiero w tym miejscu można pojąć, czym Prada jest naprawdę. Nie marką, lecz sposobem myślenia.
Czy osiąga swoje cele? Bez wątpienia. Jako reporter – dokumentuje fakty, liczby, źródła. Jako interpretator – rozszerza opowieść na sztukę, politykę i społeczeństwo. Jako biograf – respektuje granice prywatności, nie forsując ich. Jako komentator rynku – objaśnia zawiłości finansowe klarownie, ale bez upraszczania. A przy tym ani na moment nie gubi sedna: historia Prady to opowieść nie o torebkach, lecz o ludziach, którzy zbudowali jedno z nielicznych imperiów luksusu pozostających w rękach założycielskiej rodziny.
Książka jest solidna jak stalowe okucia starych kuferków Mario i Martina. Archiwa są rzetelne, źródła przejrzyste, analizy sensowne, a wnioski – trafne. Jednak jej największą siłą jest coś innego: Ebhardt opisuje luksus bez nadęcia. Pokazuje modę jako świat pełen pracy, ryzyka, kapitalistycznych zwarć i nieustannego balansowania między wizją a realiami rynku. Dzięki temu Prada. Historia rodziny staje się lekturą dla tych, którzy chcą rozumieć mechanizmy współczesnej kultury, nie tylko oglądać atrakcyjne obrazki.
To znakomita, angażująca i inteligentnie poprowadzona opowieść o potędze zrodzonej nie z przypadku, lecz z połączenia odwagi, obsesji piękna i chłodnego biznesowego instynktu. I o tym, że prawdziwy luksus – ten pozbawiony krzykliwości – wcale nie potrzebuje błysku. Jest przemyślany, wymagający i nienasycony nowymi ideami. Prada w pełni to potwierdza.
Wydawnictwo Znak
Ocena recenzenta: 5/6
Agnieszka Cybulska
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.