Przy stole z tyranem ꘡ Recenzja

C. Roudaut,  Przy stole z tyranem

Kto by pomyślał, że najważniejsze decyzje tyranów takich jak Mao, Hitler, Stalin czy Saddam mogą zaczynać się od talerza? Szczerze, nigdy bym na to nie wpadł. A Roudaut tak. Książka jest bardzo spójna, dobrze pomyślana. Kulinarne życie zza kulis znanych tyranów jest wciągające i w pewnych momentach rzuca ożywcze światło na pewne zachowania opisywanych postaci. Słowem – lektura bardzo mi się spodobała. Ale do rzeczy. Czytaj recenzję „Przy stole z tyranem”.

Kulinarna przygoda z despotami

Książka podchodzi w nieco niefrasobliwy sposób do kwestii bytności i funkcjonowania świata kilku znanych tyranów z XX wieku. Co interesujące, Autor przedstawia sposób w jaki podporządkowywali i nadzorowali otoczenie i własny dwór. Najciekawiej do tej kwestii podchodzili Mao i Stalin, ale pozostałym też „nie brakowało” inwencji. Zastanawiające jest, że ci ludzie, pochodzący z nizin społecznych, wbrew oczekiwaniom, byli zasadniczo tradycjonalistami. Słowem – kochali świat potraw i napojów z regionów w których przyszło im spędzić dzieciństwo i młodość. Można by przypuszczać, że po dojściu do władzy, będą się raczyć nowinkami ze świata arystokracji, kuchnią francuską, czy wiktuałami niedostępnymi dla zwykłych śmiertelników, tak jak to miało miejsce na dworze cesarzy rzymskich. Okazuje się, ze to błędne myślenie. Taki Saddam, nawet we Francji starał się stworzyć swój świat kulinarny, chcąc pokazać wyższość „kulturalną” irakijskiej kuchni nad francuską. Czy się to mu udało? Hmm, sprawdźcie sami.

Przy stole z Mao

Pierwszą opisywaną postacią jest „Czerwone Słońce Wschodu” Mao Zedong. Jest to postać dosyć dobrze znana, a jednak nadal zaskakuje. Mnie najbardziej zszokowała jedna uwaga dotycząca tego, że Mao nie lubił jadać posiłków z innymi. Dotychczas sądziłem, że zwyczajnie nie lubił ludzi, że się ich brzydził. Roudaut zauważył jednak – i jak mniemam słusznie – że „[…] Ma taką pozycję, że jego obecność przy stole wydawałaby się zdumiewająca, niewłaściwa, wręcz bezproduktywna. Czy kiedykolwiek widziano, żeby jakiś półbóg biesiadował wśród ludzi? […] Mao woli przebywać sam na sam z własnymi myślami, nie musząc się nimi dzielić z dawnymi towarzyszami broni”. Wymowne, prawda.

Autor „Przy stole z tyranem” dał mi jeszcze jeden powód do przemyśleń. Dotychczas nie zwracałem uwagi, na wypowiedzi Przewodniczącego, które zawierały w sobie przytyki do kału i innych wydzielin ludzkiego organizmu Ot, co, zwyczajne zdania. W jakimś stopniu wydawcy innych książek o tym człowieku, pomijali jakże dosadne zwroty, używane przez Mao. Ciekawe dlaczego? Po lekturze tej książki sądzę, że Zedong był zwykłym prostakiem, chamem przez duże „Ch”. Traktował ludzi jak „kupę”, więc stąd brały się jego porównania związane z wydalaniem. Jestem jeszcze bardziej zniesmaczony tym osobnikiem, i tym bardziej zastanawiam się, jak mógł on tak uwieść setki miliony Chińczyków? Czy ta jego „prostota” była aż tak urzekająca, aż tak swojska? Na to pytanie, musicie odpowiedzieć sobie sami.

Przy stole Stalina

Kolejną ciekawie opisaną postacią był Stalin. Ten wielki oprawca Rosji i okolicznych narodów, stosował wyszukaną, genialnie prostą grę pozorów. Sam pił, jadł i upijał wszystkich swoich współbiesiadników, nie ważne czy byli to Rosjanie, Francuzi, Brytyjczycy czy Amerykanie. Stalin wierzył, że alkohol rozwiązuje języki, i dzięki temu, będzie mógł naocznie się przekonać, czy inni nie chcą go oszukać. A wierzył, że tego pragną dokonać wszyscy. Nikt z biesiadników Stalina nie był pewien, czy suta kolacja w towarzystwie Pierwszego Towarzysza, nie zakończy się zsyłką, katorgą a może śmiercią. I często, gęsto tak się właśnie działo. Jednak zdarzały się wyjątki, którym udawało się przetrwać, i to pomimo faktu, że wykrzyczeli, po pijaku, Stalinowi prawdę prosto w twarz. O takich perełkach czyta się naprawdę w emocjonujący sposób.

Pięknie sposób postępowania Stalina opisał Charles de Gaulle, i pozwolę go sobie zacytować: „Stalin wygłaszał nieskomplikowane, bezpośrednie opinie. Starał się sprawiać wrażenie prostaka, kogoś o ograniczonej kulturze, poddając najbardziej złożone problemy prymitywnym zdroworozsądkowym ocenom. Jadł dużo wszystkiego i nalewał sobie do pełna z butelki krymskiego wina… Ale pod tymi pozorami dobroduszności dostrzegało się mistrza zaangażowanego w bezlitosną walkę. Zresztą przy stole wszyscy Rosjanie, uważni i spięci, nie spuszczali z niego oka”.

Podsumowanie

W książce brakło mi odniesień do cytatów. Nie znajdziemy niemal żadnych konkretnych przypisów, a przecież wcale nie byłoby o to trudno. W ten sposób czułem się ograbiony z możliwości, rozpoczęcia własnych poszukiwań. W tekście znalazłem kilka literówek psujących cały, bardzo pozytywny obraz pozycji. Książkę czytało się bardzo szybko. Momentami Autor potrafił mnie mocno wciągnąć w opisywany świat, tak że kilka razy wręcz czułem jak serce zaczyna się burzyć, wręcz palpitować. Zresztą magia kuchni świata dyktatorów ma w sobie pewien urok, taką odrobinę egzotyki. Trochę zabrakło mi również szerszego opisu wydawanych opisywanym postaciom potraw (wyjątek stanowił opis Saddama Husajna). Tak czy siak, książkę czytało się naprawdę bardzo fajnie, wręcz inspirująco. Z niecierpliwością czekam na kolejną pozycję tego Autora.

Wydawnictwo: Znak Koncept

Ocena recenzenta: 5/6

Ryszard Hałas

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*