Ranni, pijani, nieobliczalni. Mroczna strona żołnierzy w relacjach pielęgniarek wojennych

Ranni, pijani, nieobliczalni. Mroczna strona żołnierzy w relacjach pielęgniarek wojennych

Za fasadą patriotycznych sloganów i wzruszających historii o dzielnych żołnierzach krył się świat pełen agresji, klasowych napięć, alkoholu i strachu. Pielęgniarki I wojny światowej szybko odkrywały, że „ranni bohaterowie” potrafili zamieniać się w brutalnych, nieobliczalnych mężczyzn, którzy kwestionowali ich autorytet i burzyli porządek szpitalnych sal. Fragment książki „Pielęgniarki na wojnie” Coquillat Francoise odkrywa prawdę o kobietach, które musiały walczyć nie tylko o życie pacjentów, lecz także o własne bezpieczeństwo.

Głosy wyzwolone: upadły bohater i kobiety w niezgodzie

Po słowach oczekiwanych, zgodnych z ogólnie przyjętą normą, patriotycznych i politycznych, pokazujących społeczeństwo, w którym wszystko podczas „czystej” wojny jest poukładane, przychodzi czas na inny wymiar relacjonowania wydarzeń, czyli głosy wyzwolone, odbiegające od normy.

Tekst jest fragmentem książki Pielęgniarki na wojnie, która czeka na Ciebie tutaj:

Nawet jeżeli wszystko wydaje się pod kontrolą, kobiety czasem zapominają o ograniczeniach. Niektóre nie wytrzymują presji, mają odwagę wyrazić swoje zdanie na temat autorytetów, mężczyzn i wojny. Pojawiają się napięcia zarówno między kobietami, jak i całymi zespołami medycznymi i pacjentami.

Od „rannych w normie” do „chuliganów”. Zamiana ról: „bobasek” staje się brutalem

Za „pozorowaną scenografią” kryje się o wiele bardziej niepokojąca wojenna rzeczywistość, której kobiety muszą stawić czoła. W opozycji do ich przesłodzonego grzecznościami świata stoi świat mężczyzn, niedbający aż tak o konwenanse, bardziej nieokrzesany, czasami szorstki. Nawet jeżeli pielęgniarki miały skłonność do idealizowania żołnierzy oraz porównywania ich do „bobasków” i „maluchów”, ból i kalectwo, które przykuwają tych mężczyzn do łóżek, bynajmniej nie czynią z nich bezbronnych, niewinnych i posłusznych dzieci. Za żołnierzem kryje się mężczyzna albo jeszcze gorzej – „samiec”. Słowa samca są mniej niewinne, nacechowane bardziej seksualnie. Mężczyzna ma swoje wady i słabości, ale samiec kieruje się impulsami. Agresja, wulgarność i przemoc stają się częścią codzienności pielęgniarek.

W miarę czytania kolejnych świadectw wyobrażony i wyidealizowany zgodnie z przyjętymi oczekiwaniami obraz grzecznych i dobrze wychowanych żołnierzy jest coraz częściej konfrontowany z brutalnymi realiami. Po kilku tygodniach walki pielęgniarki odkrywają inną, mniej łagodną rzeczywistość. Różnice społeczne i kulturowe pomiędzy pielęgniarkami a żołnierzami dają się we znaki i tym samym utrudniają utrzymanie porządku oraz zachowanie dobrych stosunków.

Poniżej przykład sytuacji kryzysowej (z udziałem wielu pobudzonych emocjonalnie, epileptyków, znerwicowanych, ogarniętych lękiem i szaleńców), którą należy złagodzić:

Robi się czerwony, dłonie zaciskają się na pościeli, ramiona drżą nieustannie, czerwienieje jeszcze bardziej, bierze gwałtowny oddech. Zaczyna się atak paniki. Trzeba go uspokoić, pocieszyć, przytrzymać mu ręce zaciśnięte w pięści, zwilżyć mu czoło wodą kolońską. To nie atak epilepsji, którego się obawiano. Ciało rozluźnia się, w oczach widać spokój, jego pierwsze słowa to podziękowanie: „Nigdy wcześniej nie byłem w szpitalu, nie wiedziałem”. To był przykład „rannego w normie”. Jest tak wdzięczny, że wynagradza nam to od razu jego cierpienie. Pozostali nie są już tak uroczy: odważni, ale ograniczeni rolnicy, opryskliwi robotnicy[i].

Pielęgniarka rozróżnia „rannych w normie”, czyli tych niesprawiających problemów, dobrze wychowanych, oraz tych, którzy „nie są już tak uroczy”, a więc i mniej wykształconych, bardziej szorstkich w obyciu, wszystkich „odważnych, ale ograniczonych rolników, opryskliwych robotników”. Ścierają się ze sobą różne środowiska i warstwy społeczne. Słownictwo, maniery, gesty tych zadziwiających mężczyzn potrafi ą wzbudzić niepokój w kobietach z klasy wyższej i arystokracji. Przepaść pomiędzy dwoma światami opisuje pani de La Boulaye, wyrażając pogardę dla klasy niższej:

Nigdy bym nie pomyślała, że jedną z konsekwencji wojny będą dla mnie tak częste kontakty z pomocą domową.

Claudine Bourcier pokazuje z kolei, że niezrozumienie bynajmniej nie było jednostronne:

Był rolnikiem, w spokojniejszych momentach rozmawialiśmy o uprawie, hodowli, pracy na roli itp. Był trochę prostacki, ale pracowity. Słowem, sprytny i interesowny chłop. Nie chciał „laleczek”, jak nazywał piękne damy, które przychodziły i irytowały go, bo nie rozumiały.

Słownictwo jest tu zachowawcze, a nawet wstrzemięźliwe. Nawet jeżeli mężczyźni czynią wysiłek dla „dam”, na jaw wciąż wychodzą pewne rozbieżności:

Jeden z rannych, dość wulgarny w obyciu, opowiadał raz o swoim współtowarzyszu i chciał go nazwać dosadnie. Na szczęście zanim wypowiedział wulgaryzm, w porę się zorientował, że w jego kierunku zmierza dama z Czerwonego Krzyża.

Potoczysty język i obraźliwe słowa musiały być dobrze słyszalne, ale pielęgniarki nie cytują ich w swoich zapiskach. Wolą podkreślać rozwój ucznia, w którym dokonuje się „przemiana”, akcentować szacunek, łagodność i dobre wychowanie. Między wierszami nadal można jednak dostrzec istotny kontrapunkt do ich wyidealizowanego obrazu: nieuprzejmość, gwałtowność i lubieżność.

Poza językiem na jaw wychodzą także maniery tudzież ich brak. Pielęgniarki wielokrotnie mówią o chaosie i zamieszaniu: alkohol, wrzawa, nieprzyzwoite gesty, traktowanie z góry, bójki, a nawet ucieczki. Mężczyźni znajdujący się w zawieszeniu, ocaleni, ale jeszcze osłabieni, chcą się zabawić i złamać zakazy. Widzą, że świat szpitalny wybacza więcej niż świat okopów i koszarów, kontrola jest mniej surowa, obecność wojskowych nie ciąży aż tak bardzo. W ich mizoginicznym umyśle nie istnieje coś takiego jak kobiecy autorytet. Dlatego łatwiej im naginać zasady.

Pielęgniarki muszą zaprowadzić porządek, bo to ich władza jest tu kwestionowana. Pani de La Boulaye przyznaje, że „fochy”, „zawikłania” i „pojednania” między rannymi a pielęgniarkami są częste. Alkoholizm, główna przyczyna chaosu, to temat często powracający w świadectwach pielęgniarek. Séraphine Pommier wymienia liczne przykłady, kiedy to żołnierze wracali „w stanie

poważnego upojenia”, „w stanie zupełnego odurzenia”, „pijani w trupa” itp. Wspomina uczucie nudy, które popycha ich do picia, bo „mężczyznom wolno iść tylko do kawiarni, gdzie chorują po spożyciu porcji paskudnych leków”, „nasi mężczyźni woleliby stracić koszulę z grzbietu niż okazję do picia”. Żołnierze regularnie przemycają alkohol do sali:

Wyobraź sobie, że ten spod 27 przemycił sobie wino. A wiesz, jak to zrobił? W skarpetce zawieszonej na końcu sznurka. Handlarz win wsadza butelkę do skarpetki, pacjent wciąga ją przez okno, a ranni, którzy są z nim w sali, biją się o tę zdobycz. Ale nie pozwolę na to dłużej! Odeślę ich wszystkich do szpitala wojskowego.

Język im się plącze, wrzeszczą, podnoszą raban, stają się agresywni i stopniowo popadają w delirium tremens, czyli zespół odstawienia:

Tej nocy tym razem Berguerre zrobił swoje, wrócił zalany w trupa, zaczął majaczyć po pijaku. Jego towarzysze, lepiej zbudowani od niego, chwycili go, związali prześcieradłami i powiesili na galerii, gdzie dyndał kilka dobrych godzin, wyjąc jak opętany. Nie wiem, co ma przeciwko mnie, ale podobno powiedział o mnie kilka siarczystych słów. To brutal, który na dodatek ma coś nie tak z mózgiem od momentu, kiedy trzy lata temu zachorował na zapalenie opon mózgowych. […] Dzisiaj wieczorem przy zupie był bardzo rozemocjonowany i chciał wyjść do miasta pod pretekstem, że nie ma mięsa. Próbowałam go powstrzymać, ale odpowiedział mi bardzo wulgarnie, więc uprzedziłam pana Mugniera i pannę Clarton, aby mieli go na oku. Jednak kiedy pan Mugnier pilnował drzwi wejściowych, tamten wyszedł przez kuchnię – to nic trudnego. Mieliśmy się tej nocy na baczności!

Nie ma już uprzejmego i uśmiechniętego żołnierza. Zamiast niego oczom pielęgniarki ukazuje się nieobliczalny furiat, który stwarza dla niej bezpośrednie zagrożenie. Kobieta obawia się odwetu z jego strony.

Zdarzają się i tacy, którzy nie tylko wrzeszczą i rzucają obelgami, lecz także rozbijają szyby w oknach i śmiecą w pokojach. Claudine Bourcier nazywa takich „upartymi rannymi”:

[…] kładzenie się do łóżek w ciągu dnia było zabronione. Wszyscy zdjęli więc kalesony i majtki – było lato – i cały dzień leżeli na podłodze. Pozdejmowali opatrunki i przemywali sobie rany roztworem na bazie soku lukrecjowego i wody albo za pomocą ciasta czyścili szable. Pobrudzili atramentem cały parkiet. Kazali sobie przynieść litry wina – nigdy nie udało się ustalić, kto im pomagał – a potem porozstawiali wszędzie puste szklanki i butelki, aby zdenerwować dyrektorkę. A jeżeli szli z nocnikiem, robili wszystko, aby cała jego zawartość rozlała się po korytarzu.

Pani de La Boulaye opisuje żołnierza, który odmawiał jakiejkolwiek współpracy, nie chciał słuchać „dobrych rad” i „dobrych przykładów” a na znak protestu mieszał kawę swoim własnym grzebieniem i wylał cały tusz z kałamarza na łóżko.

Kobiety poznają kolejny typ mężczyzny, chuligana, czyli niegrzecznego chłopca, który przeciwstawia się z góry ustalonym normom oraz stanowi zagrożenie dla porządku społecznego. Można go rozpoznać po tatuażach. Pani Eydoux-Démians jest tym zaniepokojona i zniesmaczona:

Opiekowałam się w sali siostry Gabrielle jednym „chuliganem”, lat około 40, kombatantem o szemranej przeszłości, który doznał okropnego urazu prawej ręki. Po ciężkiej operacji byłyśmy świadkami jego przebudzenia, kiedy to wpadł w istny szał z powodu przewlekłego alkoholizmu. Chciał udusić biednego stażystę – i być może by mu się to udało, gdyby nie interwencja siostry, która rzuciła się przed niego we właściwym momencie. Przyznaję, że ten półnagi mężczyzna, z wytatuowanymi portretami kobiet, śliniący się, krzyczący i grożący nam swoją zakrwawioną ręką, przedstawiał obraz dość spektakularny i odrzucający[ii].


[i] Mme de La Boulaye, Croix et cocardes, Plon, Paris 1919, s. 87.

[ii] Mme Eydoux-Démians, Notes d’une infi rmiè re, 1914, Plon-Nourrit, Paris 1915.


Tekst jest fragmentem książki Pielęgniarki na wojnie, Coquillat Francois, s.205-210, i powstał we współpracy z Wydawnictwem RM.

Fot. I wojna światowa; fotografia pielęgniarek opatruwających rany, Wellcome Library, Londyn. Wellcome Images

Comments are closed.