Rozmowa z Jolantą Sosnowską wywiad

Słów kilka o ,,Męczenniku za wiarę i Solidarność…” |Rozmowa z Jolantą Sosnowską, autorką biografii bł. ks. Jerzego Popiełuszki

Niedawno minęła 40. rocznica śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki – postaci ważnej dla tysięcy Polaków, jak i historii polski ogółem. Pamięć o jego osobie skłania do refleksji nad jego życiem i działalnością, ale także staje się przyczynkiem do powstania wielu publikacji na temat kapłana. Zachęcamy do lektury rozmowy z Jolantą Sosnowską – dziennikarką i publicystką, a także autorką najnowszej biografii poświęconej postaci kapłana.

Tragiczna śmierć ks. Jerzego 19 października 1984 roku wstrząsnęła zarówno Polską jak i całym światem. Posługa ,,Kapelana Solidarności” przypadała na jeden z najgorszych okresów dla działalności Kościoła w historii Polski. Zaangażowanie w posługę duszpasterską, jak i w sprawy praw człowieka i nadużyć władz PRL, ks. Popiełuszko przypłacił swoim życiem.

Wyniesiony w 2010 roku na ołtarze, dalej po swojej śmierci ma swoje miejsce w sercach wielu Polaków. W okolicach jego okrągłej, 40. rocznicy męczeńskiej śmierci, dzięki Wydawnictwu Biały Kruk pojawiła się biografia ks. Jerzego, napisana przez Jolantę Sosnowską. To tym bardziej odpowiednia chwila, aby o biografii, a także o ks. Popiełuszce, porozmawiać z Autorką.

Zajrzyj też do naszej recenzji biografii Jolanty Sosnowskiej:

Jolanta Sosnowska, ur. w 1961 roku jest dziennikarką i publicystką. Jest absolwentką Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, a doświadczenie w pracy dziennikarki zdobywała min.. w redakcjach tygodników Stolica i Film, miesięcznika Kino, a także. Gazecie Krakowskiej.

Wielokrotnie zajmowała się już postacią ks. Jerzego, a w swoich pracach pisała również o św. Janie Pawle II, św. Janie Marii Vianney’u, św. Bracie Albercie Chmielowskim, oraz o Benedykcie XVI. Jest także laureatką nagrody Książki Roku, a w 2023 roku została odznaczona medalem Pro Patria.


Jakub Rogiński: Kim dla Pani był, i obecnie kim dla Pani jest ks. Jerzy?

Jolanta Sosnowska: Najpierw, jeszcze za życia, był dla mnie znanym i bardzo odważnym kapelanem „Solidarności”, kapłanem, który nie lękał się gromadzić na Żoliborzu tłumów wiernych łaknących wolności, mogących pośród wielkich rzesz manifestować wiarę w Boga oraz wiarę w odzyskanie przez Polskę niepodległości spod komunistycznego jarzma. Msze św. za Ojczyznę krzepiły i dodawały sił w sposób dla wielu dziś nie do pojęcia. Tam naprawdę czuliśmy się wolni, czuliśmy się dumnymi Polakami katolikami.

Po śmierci Księdza Jerzego, a szczególnie podczas pisania jego biografii zrozumiałam, że był on tak dobry jak chleb – jak powiedziałby o nim św. Brat Albert, gdyż uczynki miłosierdzia spełniał nader gorliwie i bez rozgłosu. W ich praktykowaniu nie omijał także tych, które wydają się najtrudniejsze do wykonania, a mianowicie: krzywdy cierpliwie znosić i urazy chętnie darować.

On nie tylko mówił, ale i w stopniu heroicznym od najmłodszych lat pokazywał, że w przebaczeniu realizuje się praktyczna miłość bliźniego. „Chrześcijańskie przebaczenie musi być przebaczeniem wspaniałomyślnym – przekonywał – a więc wypływającym z miłości, z dobroci serca, a nie z pogardy czy z lęku. Przebaczać naprawdę, po chrześcijańsku może tylko ten, kto jest wewnętrznie wolny. Człowiek zniewolony, zastraszony, nie potrafi przebaczyć wspaniałomyślnie”. Jakże aktualnie brzmią te słowa również dzisiaj.

Pisała już Pani o wielu duchownych wyniesionych na ołtarze. Święty Jan Maria Vianney, św. Jan Paweł II, św. Brat Albert. O bł. Księdzu Popiełuszce również już Pani pisała. Skąd pojawiła się idea, pomysł na powrót do jego postaci, i napisanie jego biografii?

To jest już moja czwarta książka o Księdzu Jerzym, bo wcześniejsze trzy współtworzyłam, ale pierwsza książka biograficzna, w której, w oparciu o fakty, pokazuję moje widzenie tej wspaniałej postaci. Pomysł, żebym to ja ją napisała, przyszedł po sukcesach książek, które Pan wymienił. To niejako czytelnicy upomnieli się, że taka książka powinna powstać i że to ja powinnam ją napisać. Te głosy były coraz silniejsze po biografii św. Jana Pawła II mego autorstwa.

Muszę przyznać, że lektura była ogromnie wciągająca i przyjemna. Czy wiąże Pani jakieś szczególne nadzieje z wydaniem tejże biografii? Do kogo w szczególności Pani ją kieruje?

Kieruję ją do wszystkich, którzy chcą poznać dzieje życia błogosławionego Księdza Jerzego. Bardzo dobry odbiór wśród czytelników tej biografii utwierdza mnie w tym, że była ona potrzebna. Minęło wszak 40 lat od męczeńskiej śmierci ks. Popiełuszki, wzrastają nowe pokolenia, które z nim się nie zetknęły i trudno im się będzie zetknąć, zważywszy na katastrofalne zmiany zachodzące w szkolnictwie.

Poza tym, tyle było po 1989 roku zacierania śladów, umniejszania heroicznej postawy Księdza Jerzego, relatywizowania zbrodni komunizmu, że nawet świadkowie tamtych czasów dali się zmiękczyć, mają w pamięci obraz rozmyty. Chciałam zatem wyostrzyć kontury obrazów wspomnień dla tych, którzy zapomnieli, a tych, którzy nie wiedzą nic, zachęcić do poznania biografii tego wielkiego, choć pozornie niczym szczególnym niewyróżniającego się kapłana. Wszyscy, którzy go znali podkreślali, że był zwyczajny. A jednak… Zależało mi na ukazaniu spójności pomiędzy wychowaniem, jakie Ksiądz Jerzy odebrał w rodzinnym domu, a jego drogą życiową i wyborami, których na tej drodze dokonywał. Zadziwia w nich niezwykła i niezłomna konsekwencja życia wiarą i ewangelicznego radykalizmu – od najmłodszych lat.

Z lektury pamiętam jak Pani wspomina o Mszach św. odprawianych przez ks. Jerzego, w których brała Pani udział. Jakie to było przeżycie? Jakie wrażenie wtedy na Pani wywarła jego osoba?

Jak już wspomniałam, Ksiądz Jerzy z pozoru niczym się nie wyróżniał, ale miał w sobie moc nadzwyczajną głoszenia Ewangelii. I umiał nawracać ludzi, dostrzegał, jak Ewangelia potrafi ich zmieniać. Niczego nie narzucał, nie pouczał i nie namawiał. Nawracał poprzez to, jaki był – swoją osobowością i postępowaniem. Umiał przyciągać do siebie ludzi. Cieszył się bardzo, kiedy ktoś dzięki niemu odnajdywał drogę do Boga. Nawet kiedy wybuchł stan wojenny, Ksiądz Jerzy nie dał się zepchnąć do kruchty ani zastraszyć.

Od 22 lutego 1982 roku samodzielnie przygotowywał i sprawował raz w miesiącu Msze św. „Za Ojczyznę i tych, którzy dla niej cierpią”. Za każdym razem bardzo starannie i z rozmysłem projektował dekorację świątyni, w których nawiązywał do ważnych rocznic wydarzeń historycznych lub postaci wybitnych rodaków. Służyło to kształtowaniu i podtrzymywaniu polskiego patriotyzmu, polskiego ducha, który był na ulicach zabijany. Na koniec Mszy św. w intencji Ojczyzny wszyscy zgromadzeni w żoliborskiej świątyni śpiewali patriotyczną pieśń „Boże, coś Polskę” z refrenem – „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Stała się ona w czasie stanu wojennego swoistym hymnem. Przynosiliśmy też ze sobą na Żoliborz małe krzyże, które podczas śpiewów wznoszone były do góry. Takie przeżycie duchowe dawało wielkie umocnienie.

Domyślam się, że wieść o jego porwaniu i morderstwie również na Panią wpłynęła. Jak Pani to pamięta ze swojej perspektywy?

Byłam wtedy studentką Uniwersytetu Warszawskiego, na własnej skórze przeżyłam strzały zomowców z armatek wodnych na Krakowskim Przedmieściu, rozpędzanie demonstracji patriotycznych, wprowadzenie stanu wojennego. Wiedziałam o prześladowaniu Księdza Jerzego – oczywiście nie tyle, co dzisiaj, ale już wtedy trudno mi było pojąć ten ogrom nienawiści, który w tego delikatnego, dobrego kapłana wymierzono kłamliwą propagandą, nieustannymi szykanami, inwigilacją, próbami uciszania, zamachami na jego życie. Wieść o jego porwaniu, a potem bestialsko zadanej śmierci była strasznym ciosem. Oczywiście poszłam na jego pogrzeb. Swoje wrażenia i przeżycia opisałam w książce „Męczennik za wiarę i Solidarność”.

Do dzisiaj okoliczności śmierci ks. Jerzego są nie do końca jasne. Znamy w zasadzie tylko wersję morderców, a wokół nich krążą nadal wątpliwości i teorie, choćby prof. Polaka. Czy Pani uważa jakąkolwiek z tych wersji za najbardziej prawdopodobną?

Trudno się do tego odnieść, bo przecież nie prowadzę badań w tej kwestii, opieram się na wiarygodnych ustaleniach i je opisuję; powołuję się też na opinie prof. Wojciecha Polaka. Zebrałam i opisałam pokrótce obecny stan wiedzy na ten temat, bo wiem, że wielu ludzi w tym się gubi, tak jak i ja na początku.

Choć o męczeńskiej śmierci ks. Jerzego słyszało najwięcej osób, nie był on chyba jedynym kapłanem, który stał się ofiarą prześladowań, prawda?

Oczywiście. Żeby pokazać kontekst walki komunistycznej dyktatury z Kościołem, szersze tło na którym rozegrało się bestialskie morderstwo Księdza Jerzego, opisuję pokrótce te prześladowania, które zaczęły się wzmagać od jesieni 1947 roku – sfingowane, pokazowe procesy biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka, księży krakowskiej kurii, poprzez uwięzienie Prymasa Tysiąclecia i abp. Antoniego Baraniaka, specjalną karną jednostkę wojskową dla kleryków w Bartoszycach, działalność Departamentu IV MSW dla zwalczania Kościoła. Ale przecież już u schyłku PRL-u, gdy w 1989 roku komuniści niby pokojowo oddawali władzę, zamordowanych zostało trzech księży: Stefan Niedzielak, Stanisław Suchowolec i Sylwester Zych. Wcześniej, w lutym 1987 roku, uśmiercony został zagranicą ks. Franciszek Blachnicki.

Czy myśli Pani, że kiedykolwiek w pełni dowiemy się prawdy o tym, jak i dlaczego ksiądz Popiełuszko został zamordowany?

Nie wiem, czy kiedykolwiek poznamy całą prawdę, bo od początku prowadzone były przez komunistyczne służby mataczenie, zacieranie śladów, zastraszanie świadków i wreszcie niszczenie dowodów i dokumentów. Niemniej są protokoły z sekcji zwłok, są zeznania świadków, którzy widzieli zmasakrowane ciało Księdza Jerzego – to wystarczające dowody na jego męczeńską śmierć i wierność Chrystusowi aż do końca. Straszne jest to, że winni tej zbrodni albo wyszli już dawno na wolność, albo nigdy nie zostali pociągnięci do żadnej odpowiedzialności.

W biografii postanowiła Pani wykorzystać bardzo dużo fotografii, m. in. autorstwa Adama Bujaka. Jak Pani się udało dotrzeć do takiego zasobu zdjęć, które dają czytelnikowi nową percepcję podczas śledzenia drogi ks. Jerzego?

Tak, fotografie są bardzo ważną częścią tej ilustrowanej biografii, gdyż opowieść o Księdzu Jerzym toczy się także w warstwie obrazowej. I to bardzo istotne, bo możemy w niej prześledzić całe życie Bohatera mojej książki, poznać jego rodzinne strony, jego bliskich, miejsca z nim związane. Znajdywaniem i doborem zdjęć zajmują się w naszym wydawnictwie graficy, niemniej wspaniałe jest to, że niezmiennie możemy sięgać do zasobów pana Adama Bujaka, nie tylko mistrza fotografii, ale wspaniałego świadka i dokumentatora tamtych czasów.

Podobno miała Pani możliwość rozmowy z p. Marianną, matką ks. Jerzego. Jak Pani ją wspomina?

Zapamiętałam dobrze skuloną sylwetkę pani Marianny w czarnym płaszczu i czarnej chustce podczas pogrzebu Jej syna. Miała wówczas 64 lata. Klęczała nad otwartym grobem, do którego włożono już trumnę. Była skamieniała z niewyobrażalnego bólu. W tym momencie nie uroniła już ani jednej łzy, ściskała w ręku różaniec, swoją „drabinę do nieba”. Obok niej szlochał mąż Władysław. Był to widok rozdzierający serce. „Kamień na całe życie – mówiła pani Marianna po pogrzebie. – Nie życzę sprawcom, którzy go zabili, żeby mieli coś takiego przeżywać. Oni nie walczyli z moim synem, oni walczyli z samym Panem Bogiem”.

Marianna Popiełuszko, którą po latach poznałam osobiście, przypominała mi moją babcię Julię, która również całe swoje życie związała z podbiałostocką wsią, ciężką pracą na roli i wychowywaniem dzieci w miłości do Stwórcy. Obie wyznawały zasadę: „Bez Boga, to ni do proga”. Obie miały bardzo spracowane ręce, ten sam układ twarzy szlachetnie pooranej zmarszczkami, zdradzającej zarówno poważny stosunek do życia, jak i bogobojność”.

W trakcie pisania, kto dla Pani okazał się największą pomocą?

Dziękuję wielu życzliwym ludziom, którzy podzielili się ze mną swoimi wspomnieniami i wiedzą historyczną.

Mija właśnie 40 lat od tragicznej śmierci bł. księdza Jerzego Popiełuszki. Według Pani, czy postać ma nadal na Polaków taki wpływ, jak za jego życia i tuż po jego śmierci?

Oczywiście, błogosławiony Ksiądz Jerzy ma wielu czcicieli w kraju i zagranicą, którzy zwracają się do niego w różnych życiowych sprawach, a on ich wysłuchuje. Wystarczy pojechać do jego sanktuarium na Żoliborz, by się o tym jego nieustannym orędownictwie przekonać. Również w swojej książce zamieszczam kilka poruszających świadectw cudów za jego przyczyną. Piszę w niej: „Postać błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki jaśnieje dziś blaskiem jeszcze większym i wyraźniejszym niż było to w czasach prymasostwa bł. kard. Stefana Wyszyńskiego i pontyfikatu św. Jana Pawła II. Postać Męczennika jakże wielu musi też jednak dzisiaj zawstydzać. Ba! Jego niezłomna postawa aż po ofiarę z własnego życia targa być może sumieniem niejednego, wywołuje wyrzuty wewnętrzne, gdy nie starcza cywilnej odwagi, by bronić w polskim społeczeństwie oraz państwie Krzyża i Bożego ładu – choć zostało się do tego powołanym, a niejednokrotnie także wybranym”.

Tak więc – postawy Księdza Jerzego nie wolno nam zapomnieć. Jego ofiara również nie może pójść na marne.

Każdy z nas powinien o nim pamiętać. Bardzo dziękuję za rozmowę.


Fot. Leszek Sosnowski/okładka książki

Comments are closed.