Polska pełna Cudów niewidów Wywiad z Aleksandrą i Grzegorzem Koprami

Polska pełna Cudów niewidów |Wywiad z Aleksandrą i Grzegorzem Koprami

Nie trzeba jechać na drugi koniec świata, żeby znaleźć klimatyczne, nieoczywiste miejsca pełne tajemnic i porywających historii. Czasem zamiast wertowania przewodników turystycznych wystarczy wizyta w bibliotece i porzucenie „głównego szlaku” na rzecz małych wsi, leśnych ścieżek i nieco zapomnianych zakątków. Aleksandra i Grzegorz Koprowie – autorzy książki Cuda niewidy. Alternatywne wędrówki po Polsce – od lat wyszukują takie punkty i udowadniają, że najciekawsze historie kryją się tam, gdzie rzadko docierają turyści.

Aleksandra Bernatek-Krakowiak: Jak się zaczęła Wasza przygoda z alternatywnymi podróżami?

Najpierw oczywiście zwiedzaliśmy znane, topowe atrakcje, takie jak Wawel, Malbork, Wieliczkę, zamki na Szlaku Orlich Gniazd – ale szybko pojawił się niedosyt. Uwielbiamy jeździć po kraju, więc musieliśmy sięgać głębiej i głębiej, żeby mieć jakiś cel podróży. Okazało się wtedy, że prawdziwe bogactwo atrakcji turystycznych oferuje tzw. Polska powiatowa. Po kilku latach takich wojaży założyliśmy profil na Instagramie, żeby nie zachowywać tych ciekawych miejsc tylko dla siebie, ale pokazywać niezwykłe zakątki naszej ojczyzny również innym.

Zarówno w książce, jak i w swoich social mediach pokazujecie miejsca i obiekty, o których trudno znaleźć informacje w ogólnodostępnych źródłach, a być może nawet lokalsi nie zawsze o nich wiedzą. W jaki sposób je znajdujecie?

Większośś naszych wypraw zaczyna się od biblioteki. Mamy ten komfort, że w Warszawie możemy podjechać do Biblioteki Narodowej i Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, a w nich dostępne są setki publikacji z ostatnich stu lat odnośnie naszego kraju. Do tego coraz więcej przedwojennych dzieł można znaleźć w sieci, gdyż są sukcesywnie digitalizowane i udostępniane online. Warto też sięgnąć po stare – przedwojenne czy PRL-owskie przewodniki, różne opracowania etnograficzne, a nawet lokalną prasę. Bywa też, że nawet w XVIII-wiecznych diariuszach podróży znajdą się przydatne wskazówki albo ciekawe opowieści związane z danym miejscem czy obiektem.

Wolicie odkrywać nieznaną stronę miast czy poznawać tajemnice schowane w lasach i małych miejscowościach? Czy któreś z tych kierunków wybieracie chętniej?

I to, i to oczywiście. Choć jeśli mamy powiedzieć z ręką na sercu, to jednak przyjemniej ogląda się małe miasteczka i wioski, gdyż zazwyczaj nie trafi się tam na tłumy. Poza tym mają niepowtarzalny klimat. Z drugiej strony zwiedzanie takich miejscowości niesie za sobą spore ryzyko, że dany obiekt będzie po prostu zamknięty.

Dlatego apelujemy do czytelników, żeby za każdym razem sprawdzali w sieci dni i godziny otwarcia, a nawet – jeśli jest numer – dzwonili do obiektu. Wielokrotnie „całowaliśmy klamki”, szczególnie zimą, więc jesteśmy na to uczuleni. Jeśli miejsce jest oznaczone w mapach Google, to warto też przejrzeć opinie. Turyści odwiedzający nietypowe miejsca to niewielka, ale bardzo wspierająca się społeczność, która dzieli się pomocnymi wskazówkami.

Czy według Was dziś trudniej znaleźć w Polsce miejsca „naprawdę nieodkryte”? A może im więcej podróżujecie, tym wyraźniej widzicie, że poza głównymi szlakami jest jeszcze wiele do zobaczenia?

W erze Internetu, a przede wszystkim mediów społecznościowych, zdecydowanie trudniej znaleźć miejsce, którego nikt nie odwiedza. Tym bardziej, że tak naprawdę każdy kamień w każdej gminie jest zewidencjonowany i opisany przez regionalistów, lokalnych historyków. Dlatego też działalność popularyzatora bardziej polega na dotarciu do odpowiednich publikacji niż do odkrycia czegoś na miejscu. Polska to nie dżungla amazońska – nawet gdy wydaje się nam, że dotarliśmy do miejsca zapomnianego od kilkuset lat, papierek po batoniku znaleziony na ziemi szybko wyprowadzi nas z tego błędu.

Czy zdarzyło Wam się trafić na miejsce, o którym pomyśleliście: „jak to możliwe, że to nie jest znana atrakcja turystyczna?” (w kontekście takiej tradycyjnej turystyki)? Jakie to miejsce?

Bezapelacyjnie kościół w Czachowie (woj. zachodniopomorskie). Nie dość, że sama wieś jest niezwykle malownicza i klimatyczna, to sama świątynia skrywa w sobie fantastyczne średniowieczne freski. Najciekawsze w nich jest to, że wyglądają jak dzieło małego dziecka. Wydają się chaotyczne, śmieszne, nieporadne.

Do dziś historycy sztuki spierają się o to, czy postaci rycerzyków oraz dziwne figury z wielkimi kapeluszami przedstawiają jakiś spójny program ikonograficzny, czy nie. Na pewno wykonał je lokalny warsztat, być może pod wpływem ważnego wydarzenia, które miało miejsce w Czachowie siedemset lat temu. Istnieje teoria, że to po prostu kronikarski zapis malarski wielkiej imprezy z okazji przyjazdu biskupa i poświęcenia kościoła. Jeżeli zaś chodzi o inne mało znane ciekawostki – już spoza książki – na pewno należy wspomnieć o dawnych szubienicach na Dolnym Śląsku. Dziś zazwyczaj są już zrujnowane, ale nadal wyglądają dość osobliwie. Sama atmosfera dawnego miejsca straceń działa na wyobraźnię.

Odwróćmy nieco poprzednie pytanie: swoją książką pokazujecie, że zęby w ścianie, płaskorzeźby z ludzkimi włosami i diabeł pod amboną mogą być ciekawymi punktami do zobaczenia. Czy wobec tego któreś z miejsc okazało się dla Was kiedykolwiek zbyt mroczne, przygnębiające lub po prostu… brzydkie i nie polecalibyście go jako cel wycieczki?

Najważniejszym czynnikiem jest to, żeby miejsce było ciekawe. Jeśli jest mroczne lub przygnębiające, to nie stanowi to większego problemu, gdyż skupiamy się na obiektach historycznych. A ludzka natura sprawia, że dramaty sprzed kilkuset lat przestają uruchamiać empatię, a stają się po prostu atrakcją lub przyczynkiem do opowieści z dreszczykiem. W ten sposób miejska szubienica, narzędzia tortur czy miejsce spalenia domniemanej czarownicy nie niosą za sobą takiego ładunku emocjonalnego jak np. gilotyna używana w XX wieku przez niemieckie władze na Śląsku, a której ustawienie na ekspozycji Muzeum Śląskiego w Katowicach wiązało się z pewnymi kontrowersjami.

Oczywiście estetyka atrakcji turystycznych to ważne kryterium dla wielu osób. Ludzie uwielbiają oglądać miejsca piękne, malownicze i o wysokich walorach artystycznych. Istnieją jednak takie obiekty – jak np. pamiątkowe kamienie leśne –  które są niezwykle ciekawe, acz pozbawione estetyki w tradycyjnym ujęciu. Czy z tego powodu nie zasługują na docenienie? Naszym głównym kryterium w przewodniku nie jest piękno zabytku, a jego nietuzinkowość.

W Cudach niewidach mówicie o kilku miejscach, do których najlepiej trafić z pomocą okolicznych mieszkańców. Czy zdarzało się, że miejscowi nie chcieli udzielać Wam informacji?

Praktyka pokazała, że nie. Miejscowi nigdy nie ukrywają atrakcji ze swojej okolicy. Wręcz przeciwnie – zazwyczaj cieszą się, że ktoś z zewnątrz interesuje ich lokalnymi ciekawostkami. A gdy na dodatek mówiliśmy, że piszemy książkę, byli szczególnie pomocni. Tak było w przypadku znajdującej się w środku lasu piramidy ariańskiej w Krynicy czy dawnych sklepów mięsnych, których obecni właściciele chętnie umożliwiali nam fotografowanie oraz dostarczali dodatkowych materiałów.

Gdyby czytelnik po lekturze miał wybrać na cel wycieczki jedno opisane przez Was miejsce – które polecalibyście najbardziej?

Opisujemy wiele drobnych obiektów-ciekawostek rozsianych po całym kraju, więc wskazanie jednego punktu jest naprawdę trudne. Spróbujmy jednak. Mieszkańcom północnej Polski polecamy zwrócić oczy w kierunku Puszczy Rominckiej. Ten leśny kompleks – dziś podzielony pomiędzy Polskę i Rosję – niegdyś stanowił jedno z ulubionych miejsc polowań cesarza Wilhelma II.

Władca dość regularnie jeździł w te okolice, a jego łupem padały potężne jelenie. Jeśli ustrzelony okaz był naprawdę wyjątkowy, to w miejscu polowania stawiano pamiątkowy kamień. Kilka z tych obiektów znajduje się po polskiej stronie puszczy i dziś ich śladem można urządzić sobie przyjemny spacer w otoczeniu pięknej przyrody. Przy okazji można zobaczyć słynne już mosty w Stańczykach – ale akurat tych obiektów żadną miarą nieznanymi nie można nazwać.

Z kolei mieszkańcy południa kraju mogą sobie urozmaicić spacer po pięknych zaułkach Krakowa poszukiwaniem mało znanych obiektów takich jak latarnie umarłych czy dzwonki za konających. Południowa Małopolska i Podkarpacie skrywają również przepiękne drewniane kościoły, w których znajdziemy wspomniane już ludzkie zęby wciśnięte w ścianę kruchty. Kilkaset lat temu parafianie zostawiali je tam jako wota dziękczynne lub błagalne. Jeden z takich przykładów można zobaczyć w Osieku Jasielskim.

Cuda niewidy są świetnym punktem wyjścia do poszukiwania nieoczywistych celów wycieczek. Jakich wskazówek udzielilibyście osobie, która chciałaby spróbować alternatywnego podróżowania?

Przede wszystkim trzeba uzbroić się w cierpliwość i zapas czasu. Mniej znane obiekty bywają słabo oznakowane, więc ich znalezienie może stanowić wyzwanie. Tak jak już wspomnieliśmy wyżej – warto znaleźć jak najwięcej informacji w Internecie odnośnie ścieżki prowadzącej do miejsca czy godzin otwarcia. Dodatkowym czynnikiem jest pogoda – nauczyliśmy się zawsze sprawdzać opady deszczu czy grubość pokrywy śnieżnej.

Już kilka razy nie mogliśmy dotrzeć do ciekawego miejsca, ponieważ leśna ścieżka zamieniła się w bagno po kolana albo zabytek był cały przysypany śniegiem. Trzeba też pamiętać o tym, że „alternatywne szlaki” z reguły wymagają posiadania samochodu lub roweru – większość nietypowych atrakcji turystycznych jest rozproszonych po małych miejscowościach.

Dotarcie do nich transportem publicznym jest problematyczne, czasochłonne czy wręcz niemożliwe. Ale dla zapalonego podróżnika nie ma nic trudnego – największym wrogiem i tak pozostaje czas. Życzymy więc wszystkim czytelnikom, aby urlopów było jak najwięcej i przypadały w same słoneczne dni!

Comments are closed.