Krytycy demokracji

Krytycy demokracji: głosy sprzeciwu wobec ustroju większości

Niektórzy widzą w niej szczyt cywilizacyjnego rozwoju, inni – zasłonę dymną dla manipulacji i władzy elit. Krytycy demokracji ostrzegali przed złudzeniem uczestnictwa, fasadowością wyborów i tyranią większości, zanim jeszcze powstały nowoczesne państwa narodowe. Ich głosy – niekiedy radykalne, niekiedy głęboko przemyślane – dziś wracają z nową siłą, odbijając się echem w społeczeństwach rozczarowanych polityką i zmęczonych bezsilnością. Co, jeśli to oni przez cały czas zadawali najważniejsze pytania?

Demokracja od wieków uchodziła za jeden z najbardziej pożądanych ustrojów politycznych, promując idee wolności, równości i partycypacji obywatelskiej. Jednakże, mimo jej licznych zalet, nie brakuje głosów krytycznych, które wskazują na jej słabości, ograniczenia i potencjalne zagrożenia. Krytycy demokracji pochodzą z różnych środowisk – od filozofów, przez politologów, po praktyków polityki – i oferują różnorodne perspektywy na to, dlaczego demokracja może zawodzić.

Filozoficzne podstawy krytyki demokracji

Już w starożytności pojawiały się głosy krytyczne wobec demokracji. Platon, w swoim dziele Państwo, wyrażał obawy, że demokracja prowadzi do rządów niekompetentnej większości, która kieruje się emocjami, a nie rozumem. Według niego, taki ustrój może łatwo przekształcić się w tyranię, gdyż ludzie, zmęczeni chaosem, oddają władzę silnemu przywódcy.

W XIX wieku Alexis de Tocqueville analizował amerykański system demokratyczny, dostrzegając w nim potencjalne zagrożenie tzw. “tyranii większości”. Ostrzegał, że w demokracji większość może narzucać swoje zdanie mniejszościom, co prowadzi do ograniczenia wolności jednostki.

Współczesne wyzwania dla demokracji

W ostatnich dekadach obserwujemy spadek zaufania obywateli do instytucji demokratycznych. Daniel Ziblatt z Uniwersytetu Harvarda wskazuje, że jednym z głównych czynników osłabiających demokrację jest intensywna polaryzacja polityczna, która prowadzi do paraliżu decyzyjnego i utraty efektywności rządzenia .

Badania przeprowadzone przez Thomas Carothersa i Brendana Hartnetta pokazują, że w wielu krajach dochodzi do tzw. “demokratycznego regresu”, gdzie wybrani w demokratycznych wyborach liderzy stopniowo demontują instytucje demokratyczne, ograniczając wolność mediów i niezależność sądów .

  • Krytyka demokracji z perspektywy ekonomicznej

Irving Kristol, amerykański neokonserwatysta, krytykował demokrację za jej niezdolność do rozwiązania problemu nierówności społecznych. Uważał, że demokratyczne rządy często ulegają populistycznym naciskom, co prowadzi do nieefektywnej polityki gospodarczej .

Badania przeprowadzone przez Yusuke Naritę i Ayumi Sudo sugerują, że w XXI wieku demokracja może mieć negatywny wpływ na wzrost gospodarczy, prowadząc do mniejszych inwestycji i handlu .

Zach Bastick w swoim artykule wskazuje, że pomimo rozwoju technologii, projekty e-demokracji nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Zamiast zwiększyć partycypację obywatelską, często ograniczają się do poprawy efektywności istniejących procesów, nie wprowadzając realnych zmian w strukturze władzy .

Ewa Kozerska i Julia Klimontowska analizują działalność Narodowego Odrodzenia Polski, wskazując, że organizacja ta postrzega demokrację liberalną jako system sprzyjający atomizacji społeczeństwa i osłabieniu tożsamości narodowej .

Demokracja, mimo swoich licznych zalet, nie jest ustrojem wolnym od wad. Krytycy demokracji wskazują na różnorodne problemy – od filozoficznych, przez ekonomiczne, po technologiczne – które mogą prowadzić do jej osłabienia. Zrozumienie tych głosów sprzeciwu jest kluczowe dla wzmocnienia i reformy systemów demokratycznych, aby lepiej odpowiadały na wyzwania współczesnego świata.

Krytycy demokracji a problem jakości przywództwa

Choć demokracja zakłada, że to społeczeństwo wybiera swoich przywódców, wielu krytyków demokracji twierdziło – i nadal twierdzi – że sam mechanizm wyborczy nie gwarantuje kompetencji, uczciwości ani wizji u osób dochodzących do władzy. Wręcz przeciwnie: im większy populizm, prostsze hasła i mniej konkretów, tym większe szanse na sukces wyborczy. To paradoks, który był opisywany już przez Plutarcha, a współcześnie analizowany w ramach tzw. teorii selekcji negatywnej w polityce.

W nowoczesnych państwach demokratycznych powszechne wybory miały być odpowiedzią na patologie rządów autorytarnych i oligarchicznych. Jednak krytycy demokracji tacy jak Joseph Schumpeter, znany ekonomista i teoretyk polityki, zwracali uwagę, że w praktyce demokracja nie opiera się na deliberacji, lecz na „konkurencji o głosy”, w której wygrywają najlepsi specjaliści od autopromocji, a nie najlepsi menedżerowie wspólnoty.

Demokracja to metoda, dzięki której ludzie wybierają kogoś, kto mówi im to, co chcą usłyszeć, aby później zrobić to, czego chcą jego sponsorzy – zauważył kiedyś sarkastycznie H. L. Mencken, amerykański krytyk kultury.

Trudno nie zauważyć, że ten rodzaj cynizmu wobec polityki reprezentatywnej zyskuje dziś nowych zwolenników.

Krytycy demokracji w dobie mediów masowych i społeczeństwa spektaklu

Z upowszechnieniem się mediów elektronicznych, a następnie cyfrowych, sposób prowadzenia polityki uległ dramatycznej przemianie. O ile kiedyś kluczowe było formułowanie programów i debat ideowych, o tyle dziś dominują przekazy symboliczne, emocje, wizerunki.

Jean Baudrillard, francuski filozof i socjolog, w swoich pracach – m.in. Symulakry i symulacja – wskazywał, że współczesna demokracja została „pochłonięta przez ekran”. To, co wygląda jak wybór, często okazuje się inscenizacją.

Według Baudrillarda obywatele nie mają realnego wpływu na kierunki polityki – ich rola ogranicza się do odgrywania rytuału uczestnictwa. Demokracja zamienia się w reality show, w którym to nie działania mają znaczenie, lecz efekty medialne.

Choć jego wizje mogą wydawać się pesymistyczne, trudno nie zauważyć ich odzwierciedlenia w kampaniach politycznych XXI wieku – od prezydenckich wyborów w USA po referenda w Unii Europejskiej.

Krytycy demokracji wobec erozji pojęcia wspólnoty

Kolejną osią krytyki, która pojawia się coraz częściej, jest problem zaniku poczucia wspólnotowości w społeczeństwach demokratycznych.

Robert D. Putnam, socjolog z Uniwersytetu Harvarda, w słynnej książce Bowling Alone: The Collapse and Revival of American Community opisał proces społecznej dezintegracji – spadek udziału w lokalnych stowarzyszeniach, związkach zawodowych, wspólnotach sąsiedzkich. Wskazywał, że to właśnie demokracja liberalna – poprzez atomizację jednostek i kult indywidualizmu – przyczynia się do rozpadu więzi społecznych.

Co istotne, z badań wynikało, że im mniej zaufania między obywatelami, tym niższe poparcie dla demokracji jako ustroju. Oznacza to, że nawet stabilna demokracja może się erodować „od dołu”, jeśli ludzie przestają widzieć w niej coś więcej niż zbiór formalnych procedur.

Krytycy demokracji i problem elitarności ukrytej pod pozorem równości

Jednym z głębszych zarzutów wobec demokracji – i to nie tylko w wersji liberalnej – jest jej skryta struktura klasowa.

Robert Michels, niemiecki socjolog, stworzył teorię żelaznego prawa oligarchii, według której każda organizacja – nawet formalnie demokratyczna – z czasem staje się rządzona przez niewielką elitę, której interesy rozmijają się z interesem ogółu.

Choć społeczeństwa demokratyczne podkreślają swoją otwartość i inkluzywność, krytycy demokracji tacy jak Michels uważali, że jest to tylko zasłona dymna. Władza – prawdziwa, decyzyjna władza – koncentruje się w rękach coraz mniejszej liczby osób: liderów partyjnych, właścicieli mediów, fundatorów kampanii wyborczych, dyrektorów think tanków. Demokracja zaś staje się widowiskiem, w którym większość może klaskać, ale nie zmienia scenariusza.

Krytycy demokracji z perspektywy globalnego Południa

W krajach rozwijających się demokracja bywa postrzegana nie jako cel sam w sobie, lecz jako warunek narzucany z zewnątrz – często przez byłe potęgi kolonialne lub organizacje międzynarodowe.

Achille Mbembe, kameruński historyk i teoretyk polityki, wskazywał, że w wielu krajach afrykańskich demokracja funkcjonuje jako mechanizm fasadowy, który nie służy emancypacji społeczeństw, lecz umacnianiu pozycji elit związanych z Zachodem. Podobne analizy formułowali badacze z London School of Economics i University of Cape Town, którzy obserwowali tzw. demokracje zarządzane zewnętrznie – formalnie wolne, ale faktycznie uzależnione od warunków stawianych przez donorów międzynarodowych.

Tego rodzaju krytyka staje się szczególnie wyraźna w analizach polityki Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i struktur postkolonialnych, gdzie demokracja – choć pozornie neutralna – okazuje się częścią strategii hegemonicznej.

Krytycy demokracji a potrzeba reformy: odpowiedź deliberatywna i eksperymentalna

Współczesne społeczeństwa stają przed złożonymi wyzwaniami – zmianą klimatu, migracjami, sztuczną inteligencją, polaryzacją mediów i nieufnością wobec elit. W odpowiedzi na te problemy tradycyjny model demokracji liberalnej coraz częściej uznawany jest za niewystarczający. Coraz głośniej brzmią głosy domagające się reform ustrojowych. W tej atmosferze rozwinęły się różne alternatywne modele demokracji, których twórcy – często bezpośrednio inspirując się zarzutami formułowanymi przez krytyków demokracji – próbują stworzyć coś lepszego.

Demokracja deliberatywna jako alternatywa dla populizmu

Demokracja deliberatywna to idea oparta na założeniu, że obywatele powinni mieć więcej okazji do pogłębionej, wspólnej refleksji nad sprawami publicznymi, zamiast ograniczać się do głosowania raz na kilka lat. Kluczowa nie jest liczba, lecz jakość decyzji.

Twórcy tego nurtu, tacy jak Jürgen Habermas, Amy Gutmann czy James Fishkin, przekonywali, że procesy demokratyczne powinny skupiać się na argumentacji, a nie na emocjach czy strategii medialnej.

Fishkin przeprowadzał eksperymenty z tzw. Deliberative Polling®, w których reprezentatywne grupy obywateli po serii warsztatów i konsultacji podejmowały bardziej świadome decyzje niż cała populacja w klasycznym referendum. Jeden z takich eksperymentów przeprowadzono w Europie w ramach projektu Europolis, pokazując, że uczestnicy po wspólnej dyskusji byli bardziej otwarci na kompromis i lepiej rozumieli argumenty stron przeciwnych.

To właśnie takie formy uczestnictwa mają – zdaniem ich zwolenników – potencjał naprawczy wobec patologii współczesnych demokracji: powierzchowności, polaryzacji i braku refleksji.

Przykład irlandzki – jak sortować obywateli do decyzji?

Jednym z najbardziej znanych przykładów zastosowania demokracji deliberatywnej w praktyce były Zgromadzenia Obywatelskie w Irlandii. W 2016 roku władze tego kraju powołały 99 losowo wybranych obywateli, którzy przez wiele miesięcy uczestniczyli w sesjach poświęconych m.in. kwestiom aborcji i małżeństw jednopłciowych.

Zespół ten – w asyście ekspertów i moderatorów – wypracował rekomendacje, które następnie zostały poddane pod głosowanie w ogólnokrajowym referendum. W obu przypadkach Irlandczycy poparli zmiany postulowane przez zgromadzenie.

Krytycy demokracji często podkreślali, że losowość prowadzi do chaosu. Irlandzki eksperyment pokazał jednak, że przy odpowiednim zapleczu edukacyjnym i organizacyjnym można stworzyć proces bardziej inkluzywny i wolny od nacisków partyjnych niż parlamentarne debaty.

Tajwan – demokracja cyfrowa z ludzką twarzą

W Azji liderem demokratycznych innowacji jest Tajwan, który od kilku lat wdraża rozbudowane narzędzia cyfrowej demokracji partycypacyjnej. Najbardziej znany projekt to vTaiwan – platforma umożliwiająca mieszkańcom udział w tworzeniu polityki publicznej w czasie rzeczywistym.

Inicjatywa ta zyskała rozgłos dzięki Audrey Tang – programistce, a zarazem ministrowi ds. cyfryzacji – która jako pierwsza na świecie zaprojektowała hybrydowy system konsultacji społecznych łączący debatę online z rzeczywistym wpływem na legislację.

Przykładem może być regulacja Ubera – platforma pozwoliła użytkownikom, kierowcom, prawnikom i urzędnikom wspólnie zaprojektować nowe przepisy. Co ważne: wszystkie komentarze były publiczne, anonimizowane i analizowane algorytmicznie, a dyskusje odbywały się z poszanowaniem różnic.

Takie podejście staje w opozycji do zarzutów krytyków demokracji, którzy twierdzą, że współczesne systemy polityczne nie słuchają obywateli – w Tajwanie słuchają, ale w sposób uporządkowany i technologicznie przemyślany.

Demokracja sortowana – losowanie zamiast wyborów?

W ostatnich latach coraz więcej uwagi poświęca się także modelom demokracji sortowanej (ang. sortition), gdzie przedstawicieli do instytucji politycznych wybiera się losowo, na wzór dawnych ateńskich zgromadzeń ludowych.

David Van Reybrouck, belgijski pisarz i badacz, w książce Against Elections przekonuje, że system wyborczy prowadzi do oligarchizacji polityki, a najlepszym sposobem na odzyskanie legitymacji jest rezygnacja z wyborów na rzecz reprezentacji losowej.

W Belgii, Kanadzie i Francji testowano już panele obywatelskie na różnych szczeblach – od lokalnych po krajowe. Ich zadaniem było np. opiniowanie budżetów, reform klimatycznych czy regulacji urbanistycznych.

Czy obywatel losowany z tłumu może być mądrzejszy niż poseł z listy partyjnej? – pytali dziennikarze „Le Monde”. Choć nie ma jednoznacznej odpowiedzi, rosnąca liczba takich eksperymentów świadczy o tym, że krytycy demokracji szukają realnych rozwiązań, a nie tylko krytykują dla zasady.

Krytycy demokracji a paradoks demokracji bezpośredniej

Choć referenda i inicjatywy obywatelskie są często przedstawiane jako kwintesencja demokracji – narzędzia, które oddają władzę bezpośrednio w ręce ludzi – to coraz więcej badaczy i praktyków polityki dostrzega ich ograniczenia, a nawet niebezpieczeństwa.

Referendum: szczyt demokracji czy populistyczna pułapka?

Krytycy demokracji wielokrotnie zwracali uwagę na to, że referenda – mimo swojej atrakcyjnej formy – często zamieniają się w narzędzia manipulacji. Wynika to z kilku powodów:

  • złożone problemy są upraszczane do odpowiedzi „tak” lub „nie”,
  • kampanie referendalne bywają nacechowane emocjonalnie i pozbawione pogłębionej debaty,
  • decyzje często nie są oparte na wiedzy, ale na nastrojach społecznych.

Przykładem może być referendum w sprawie Brexitu w Wielkiej Brytanii w 2016 roku. Choć oficjalnie obywatele wypowiedzieli się na temat członkostwa w Unii Europejskiej, debata była zdominowana przez emocje, hasła o „odzyskiwaniu kontroli” i kontrowersyjne statystyki – później oficjalnie zdementowane.

Jak zauważył Ivan Krastev, bułgarski politolog, referendum działa jak impuls nerwowy: reaguje gwałtownie, ale nie zawsze w sposób racjonalny.

Inicjatywy obywatelskie – demokracja od dołu?

Drugim typem mechanizmu demokracji bezpośredniej są inicjatywy obywatelskie, czyli projekty ustaw lub zmian prawa, wnoszone przez grupy obywateli, często po zebraniu wymaganej liczby podpisów.

Ich atrakcyjność polega na możliwości przełamywania impasu legislacyjnego i mobilizowania społecznego zaangażowania. Ale krytycy demokracji wskazują, że inicjatywy bywają:

  • zawłaszczane przez silne grupy interesów (np. lobby przemysłowe lub religijne),
  • wykorzystywane do promocji tematów kontrowersyjnych i dzielących społeczeństwo (np. zakaz aborcji, prawo do posiadania broni),
  • zależne od pieniędzy i dostępu do mediów.

W Szwajcarii, która uchodzi za wzór demokracji bezpośredniej, niektóre inicjatywy przeszły mimo jawnego konfliktu z zasadami praw człowieka – np. zakaz budowy minaretów w 2009 roku. Dla wielu analityków był to moment, który unaocznił, że „wola ludu” może równie łatwo ograniczać wolność, jak ją wyrażać.

Złudzenie władzy – czy lud naprawdę decyduje?

Zarówno referenda, jak i inicjatywy obywatelskie mogą wzmacniać przekonanie obywateli, że mają realny wpływ. Ale to wrażenie często jest złudne – nie zawsze wiadomo, kto pisze pytania referendalne, kto je interpretuje, jakie są ich skutki prawne. Często decyzje podjęte w referendum nie są wiążące lub są reinterpretowane przez rządzących.

Krytycy demokracji wskazują, że w wielu przypadkach mechanizmy te służą legitymizacji wcześniej podjętych decyzji – są formą politycznego alibi, nie prawdziwej deliberacji.

Krytycy demokracji i poszukiwanie trzeciej drogi

Skoro demokracja przedstawicielska zawodzi, demokracja bezpośrednia może być niebezpieczna, a demokracja deliberatywna trudna do wdrożenia – to co dalej? W ostatnich latach pojawiła się nowa fala refleksji intelektualnej, która próbuje odpowiedzieć na pytanie: jak bronić demokracji, nie popadając w jej bezkrytyczną apologetykę?

Yascha Mounk, politolog i publicysta z Johns Hopkins University, w książce Lud kontra demokracja analizował, jak współczesne reżimy odchodzą od modelu liberalno-demokratycznego. Opisał zjawisko „nieliberalnej demokracji”, w której rządy mają demokratyczny mandat, ale podważają wolność mediów, niezależność sądów czy prawa mniejszości.

Z drugiej strony, Mounk dostrzegał też istnienie „niedemokratycznego liberalizmu” – czyli systemów, w których rządy technokratyczne realizują politykę bez pytania obywateli o zgodę, co również budzi frustrację i alienację.

Jego diagnoza jest jasna: jeśli nie pogodzimy demokracji z liberalizmem, stracimy jedno i drugie.

Wendy Brown, filozof polityczna z University of California, Berkeley, w książce Undoing the Demos dowodziła, że ekspansja neoliberalizmu zredukowała obywatela do roli „jednostki przedsiębiorczej”, a samą demokrację – do formy rynkowej konkurencji.

Według Brown, coraz więcej ludzi nie postrzega siebie jako obywateli zdolnych do kolektywnego działania, lecz jako konsumentów usług publicznych. To oznacza koniec idei wspólnoty politycznej, bez której demokracja nie może istnieć.

Jej zdaniem nie wystarczy reformować procedur – trzeba odbudować podmiotowość obywatelską i kulturę polityczną.

Krytycy demokracji: co łączy tak różne zarzuty?

Choć krytycy demokracji reprezentują rozmaite epoki, ideologie i szkoły myślenia – od Platona po Yaszę Mounka, od Jean Baudrillarda po Audrey Tang – da się w ich stanowiskach odnaleźć kilka wspólnych cech i obaw. Są to w istocie ostrzeżenia, których nie można zlekceważyć, jeśli chcemy, by demokracja była nie tylko fasadą, ale rzeczywistym systemem władzy ludu.

Jednym z najczęstszych zarzutów było i jest to, że demokracja nie reprezentuje rzeczywiście obywateli, lecz interesy silnych – finansowych, medialnych, ideologicznych. Robert Michels nazwał to żelaznym prawem oligarchii. Współczesne badania wskazują, że w wielu krajach najwięcej uwagi polityków skupia się na postulatach górnych 10% dochodowych.

Zamiast rozważnej, argumentacyjnej rozmowy, debata polityczna coraz częściej przypomina medialny spektakl lub wojnę plemienną. Krytycy demokracji dostrzegają tu wpływ populizmu, fragmentaryzacji informacji (algorytmy mediów społecznościowych), ale też zaniku kultury politycznej.

W ustrojach rynkowo-demokratycznych obywatel bywa postrzegany nie jako aktywny uczestnik wspólnoty politycznej, lecz jako klient usług publicznych, podatnik lub beneficjent. Jak pisała Wendy Brown, taka redukcja zubaża demokrację do transakcji, nie wspólnego projektu.

Mechanizmy wyborcze, referenda, inicjatywy obywatelskie – choć teoretycznie partycypacyjne – nie zawsze przekładają się na realne zmiany. Decyzje podejmowane są wcześniej, a procesy polityczne bywają nieprzejrzyste. To prowadzi do rosnącego cynizmu, który skrzętnie wykorzystują ruchy autorytarne.

Trzy możliwe scenariusze przyszłości demokracji

Mając na uwadze wszystkie powyższe diagnozy, postulaty i refleksje, warto pokusić się o próbę odpowiedzi na pytanie: dokąd zmierza demokracja? Oto trzy prawdopodobne ścieżki, oparte na analizach publikowanych m.in. przez Freedom House, The Economist Intelligence Unit, Harvard Kennedy School i Centre for the Future of Democracy.

1. Reforma – powrót do źródeł, ale nowymi metodami

W tym scenariuszu państwa demokratyczne podejmują realną próbę naprawy systemu: rozbudowują mechanizmy deliberatywne, wprowadzają elementy losowania obywateli do gremiów decyzyjnych, modernizują ordynacje wyborcze, walczą z dezinformacją i wzmacniają edukację obywatelską.

Przykłady: Irlandia, Tajwan, Finlandia.

To ścieżka wymagająca odwagi, ale też świadomości, że demokracja – aby przetrwać – musi być dynamiczna, nie statyczna.

2. Dryf technokratyczny – więcej wiedzy, mniej ludu

W tym wariancie rośnie znaczenie instytucji niezależnych (banki centralne, sądy, agencje regulacyjne), które podejmują decyzje w oparciu o ekspertyzę, a nie nastroje społeczne. Demokracja staje się wydmuszką – ludzie głosują, ale niewiele z tego wynika.

Taki model funkcjonował przez lata np. w Unii Europejskiej, ale dziś także w krajach takich jak Singapur czy Chiny (w ograniczonym zakresie).

To scenariusz wygodny dla elit, ale niebezpieczny – bo może prowadzić do utraty legitymacji ustrojowej i wzrostu radykalizmów.

3. Nowy autorytaryzm – demokracja przekształcona w fasadę

Ten wariant zakłada, że formalnie demokratyczne instytucje są stopniowo podporządkowywane jednej grupie, partii lub liderowi. Wolność słowa zostaje ograniczona, sądy stają się narzędziem kontroli, a wybory – rytuałem.

W ciągu ostatnich dwóch dekad ten model zyskał popularność m.in. w Węgrzech, Rosji, Turcji czy Wenezueli.

To odpowiedź na zmęczenie demokracją, ale też na realne błędy jej obrońców. Krytycy demokracji ostrzegali przed tą drogą – dziś widzimy, że nie były to tylko teoretyczne fantazje.

Historia demokracji to historia jej nieustannych przemian. Od ateńskiej agory, przez republiki mieszczańskie, parlamentaryzm XIX wieku, demokrację liberalną XX wieku, aż po współczesne eksperymenty deliberatywne i cyfrowe.

Krytycy demokracji – od filozofów po aktywistów – odegrali kluczową rolę w tym procesie. Nie po to, by demokrację obalić, ale by zmusić ją do rozwoju. Ich zarzuty są nie tylko ostrzeżeniem, lecz także drogowskazem.


Wybrane źródła:

  • Bastick Zach, Digital Limits of Government: The Failure of E-Democracy, April 2017, Harvard University.
  • Carothers Thomas, Brendan Hartnett, Misunderstanding Democratic Backsliding, Journal of Democracy, July 2024, Volume 35 (3), 24–37.
  • Cary Coglianese, Democracy and Its Critics, 88 MICH. L. REV. 1662 (1990).
  • iron law of oligarchy, britannica [dostep: 13.05.2025].
  • Kozerska Ewa, Julia Klimontowska, Nacjonalistyczna krytyka demokracji na przykładzie Narodowego Odrodzenia Polski, „Studia nad Autorytaryzmem i Totalitaryzmem” 45, nr 4, Wrocław 2023.
  • Mbembe Achille, The Future of Democracy in Africa with Achille Mbembe and Felwine Sarr, University of Virginia.
  • Meka E., & Kalemaj, I. (2020). Critics of Democracy: The Impact of Communist Legacy on Support for Democracy and Voting Behavior in Albania. Problems of Post-Communism69(6), 486–497.
  • Narita Yusuke, Ayumi Sudo, Curse of Democracy: Evidence from the 21st Century, Tobin Center for Economic Policy.
  • Warren M. E. (2011). Voting with your feet: Exit-based empowerment in democratic theory. The American Political Science Review, 105(4), 683-701.
  • Waśko-Owsiejczuk Ewelina, Krytyczne spojrzenie na promowanie demokracji, „Polityka i Społeczeństwo” 1(21) / 2023.
  • Williamson Vanessa, Understanding democratic decline in the United States, Brookings [dostep: 13.05.2025].
  • Ziblatt Daniel, Challenges to Democracy, Harvard University [dostep: 13.05.2025].

KF

Comments are closed.