Sadysta. Stanisław Modzelewski – morderca kobiet

Sadysta. Stanisław Modzelewski – morderca kobiet |Recenzja

Andrzej Gawliński, Sadysta. Stanisław Modzelewski – morderca kobiet

Zabijał, bo nie potrafił być mężczyzną – a może tylko tak sobie tłumaczył potrzebę odebrania życia przypadkowym kobietom. Jego wyznania są pełne prymitywnego języka, infantylności i brutalnej szczerości, która przeraża bardziej niż same opisy zbrodni. W książce Sadysta. Stanisław Modzelewski – morderca kobiet nie znajdziemy finezyjnych portretów psychologicznych – znajdziemy za to bezlitosny obraz człowieka, który sam nie rozumiał, dlaczego musi zabijać.

„[…] ja nie zwracałem uwagi na jej wiek, lub na wygląd zewnętrzny, aby tylko była kobieta… rozróżniałem to, że nie jest mężczyzną lub dzieckiem, które ma dziesięć lat, bo to już było widać, małe… gdy zauważyłem samotną kobietę, to jeszcze nie doszłem, a trzęsłem się jak liść, traciłem panowanie i co robiłem to nie wiem…”.

Ot cała motywacja jego działalności. Tak można byłoby rozpocząć opowieść Andrzeja Gawlińskiego, który w swej nowej publikacji opisał działalność seryjnego mordercy Stanisława Modzelewskiego. Jak się dowiedziałem, jest to pierwsza tak obszerna publikacja poświęcona temu człowiekowi.

Morderca spod Łodzi

„Wampir z Gałkówka” działał na przełomie lat 1952-1956 i w 1967 roku. Jego ofiarami były kobiety z którymi próbował współżyć, ale bezskutecznie. Podobno był impotentem. Jednak mechanizm udowodnienia swej „męskości” gdzieś tam nadal buzował w jego spaczonym umyśle. Sam przyznał się do ośmiu morderstw, (ostatecznie udowodniono mu siedem), ale czy to aby na pewno koniec jego morderczych wyczynów? Tego pewnie już nigdy się nie dowiemy.

Modzelewski wpadł w sumie przez przypadek, gdy zamordował swoją sędziwą sąsiadkę. Zresztą, udało mu się to dopiero za drugim razem po upływie długiego czasu. Gdyby nie to, kto wie ile kobiet jeszcze stałoby się jego ofiarami. Dokonał czterech usiłowań gwałtu, ale ofiary nie zgłaszały tych czynów. I nie rozumiem dlaczego? Czy kobiety w PRL-u były aż tak bardzo zahukane? Jakoś trudno mi w to uwierzyć.

Przyznam, że czytając tę książkę, czułem ogromna odrazę do tego człowieka. Już sama jego fizjonomia sprawia, że czułem ogromny dystans, żeby nie powiedzieć odrzucenie. Taką ocenę potwierdziły też jego zeznania, od których dosłownie „kipi” w książce. Zresztą to postać dosyć dziwna. Odniosłem wrażenie, ze był czystym idiotą, który jakimś cudem dotrwał do dorosłego życia. I nie potrafię sobie odpowiedzieć w jaki sposób to zrobił. Wcale nie ma tutaj znaczenia, że ukończył tylko trzy klasy podstawówki. Jego wypowiedzi są skrajnie proste, nie rozbudowane, infantylne do granic. Nie mówiąc już o błędach stylistycznych i innych. Nie lubię takiej formy wysławiania się przez ludzi.

Modzelewski – człowiek

Pochodził z rodziny rolniczej. Jego żoną była kobieta z Łodzi, z którą miał dziecko. Choć najpewniej jego ojcem był inny mężczyzna. Modzelewski po odbyciu zasadniczej służby wojskowej pracował jako kierowca. Cierpiał przy tym na alkoholizm, który niejednokrotnie pakował go w kłopoty. Podobno znęcał się nad żoną, nie mogąc jej udowodnić swojej męskości…

Wampir z Gałkówka nie epatował też jakimś wymyślnym sposobem działania. Po prostu chodził za ofiarą, na którą rzucał się w ustronnym miejscu, po czym zaczynał ją dusić – rękami lub szalikiem. Jak można przypuszczać, samo zabijanie sprawiało mu rozkosz cielesną, służąc za zamiennik stosunku seksualnego.

Do pierwszej zbrodni doszło w lipcu 1952 roku, kiedy to dopadł i zamordował 67-letnią Józefę Pietrzykowską. Przez kolejne pięć lat zamordował jeszcze piątkę kobiet, po czym jego mordercza skłonność zamarła. Wszystkie te zbrodnie miały miejsce nieopodal torów kolejowych, dlatego o dokonanie zbrodni podejrzewano któregoś z pracowników PKP. Koniec końców niczego nie dało się udowodnić, więc sprawy umorzono. Prawda wyszła na jaw dopiero po upływie dekady. Trochę przez przypadek.

Modzelewski pastwił się nad swymi ofiarami, ale nie udało się ustalić, czy czynność ta miała miejsce już po zabójstwie, czy przed. U swych ofiar pozostawiał obnażone dolne części ciała. Znaleziono również dowody na dokonanie gwałtu, ale bez „finału”. Morderca bowiem cierpiał na impotencję, i rozkosz wraz z wytryskiem powodowało u niego tylko sama czynność odbierania komuś życia.

Wpadka

Stanisław Modzelewski do zabijania powrócił we wrześniu 1967 roku, zabijając własną sąsiadkę, 87-letnią Marię Gałecką. Zbrodnię upozorował na nieszczęśliwy wypadek. Początkowo sądzono, że kobieta się nieszczęśliwie utopiła. Jednak w czasie sekcji zwłok odkryto u niej zadrapania, siniaki oraz rany cięte na pośladkach. Po dokonaniu zbrodni, Modzelewski udał się do wsi Patoki, gdzie przebywała jego żona. Jednak już po kilku dniach zgarnęła go policja. Podczas przesłuchań, dobrowolnie sam przyznał się do innych zbrodni.

O swych czynach opowiadał bez emocji, jakby streszczał cudzą biografię lub tekst przeczytany w gazecie. Choć początkowo zakłamywał pewne fakty, po pewnym czasie, zaczął dokładnie opisywać to, co robił. Podczas wizji lokalnych ze szczegółami pokazywał przebieg wypadków.

Obrońca Wampira starał się dowieść niepoczytalności swego klienta, ale to się nie udało. Ostatecznie Modzelewski został skazany na siedem morderstw (ciała jednej z ofiar nigdy nie odnaleziono) oraz cztery usiłowania zabójstwa. Wyrokiem sądu został skazany na karę śmierci przez powieszenie. Wyrok wykonano 13 listopada 1969 roku w Warszawie.

Sadysta. Stanisław Modzelewski – morderca kobiet – podsumowanie

W publikacji znaleźć można wiele zdjęć z dochodzenia, w tym te ofiar zbrodni. Dla ludzi o słabych nerwach, zdjęcia mogą być drastyczne. Zresztą przyznam, że dziwnie tak patrzy się na ciało człowieka, który w którym już nie ma życia. Dramatyzm powiększa myśl, że ta osoba przed śmiercią była dręczona… Okropne.

W książce Gawlińskiego znajdziecie wiele fragmentów zeznań mordercy, świadków oraz śledczych. Dają one może z 1/3 objętości pracy. Lektura jest szybka, choć nie pozbawiona emocji, zwłaszcza tych negatywnych.

To pozycja obowiązkowa dla miłośników kryminalistyki, oraz ludzi ciekawych tego, w jaki sposób funkcjonuje umysł ludzi spaczonych. To doprawdy niesamowite przeżycie, choć czasem można się zawieść. Nie każdy seryjny morderca jest geniuszem. Najczęściej jest jego przeciwieństwem. Ale to już musicie ocenić sami. Ja być może jestem zbyt uprzedzony. Niemniej polecam.


Wydawnictwo Kryminalistyczne
Ocena recenzenta: 6/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Kryminalistycznym. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.