Sekrety Zamojszczyzny i Roztocza

Sekrety Zamojszczyzny i Roztocza |Recenzja

Hanna Pawłowska, Sekrety Zamojszczyzny i Roztocza

Sekrety Zamojszczyzny i Roztocza  to nowa propozycja łódzkiego Domu Wydawniczego Księży Młyn. Warto przeczytać książkę Hanny Pawłowskiej, żeby poznać trzydzieści tajemnic, atrakcji turystycznych i arcyciekawych historycznie miejsc jednego z najpiękniejszych obszarów, ziemi familii Zamoyskich, pieczętującej się herbem Jelita. Ordynacja Zamojska należała do największych i najlepiej zarządzanych terenów Rzeczpospolitej.

 Reprezentanci  rodu znani byli z oddania Koronie oraz waleczności na polach bitew. Byli przy tym admiratorami i  mecenasami sztuki. Stąd ta ziemia tak malownicza krajobrazem, nasycona słońcem, słynie ze swoich wyjątkowych zabytków i pamiątek przeszłości.  Przy tym to kraina wciąż trochę nieznana, usytuowana na obrzeżach popkultury turystycznej.  Przed czytelnikiem smakowanie „obrzędu zawłaszczania świata”* potencjał odkrywania, wędrowania, urok czasu, przestrzeni zatrzymany w słowach i obrazach.

Swojskie polskie i trochę włoskie

Książka Hanny Pawłowskiej nie przypomina klasycznego przewodnika, nie reprezentuje nurtu współczesnego turyzmu, nie jest kolejną publikacją krajoznawczą. Autorka  podąża własną drogą  i z tej perspektywy tworzy opowieść wypełnioną urokiem przyrody, ludzi, anegdot, dziejów. Pisarka pragnie wywołać u odbiorcy potrzebę poznawczą i pragnienie zwiedzania, a także – co też szczególnie cenne –   czytania dalej i czytania bez limitu. Od samego początku można zauważyć, że Pawłowską, pasjonuje sam temat oraz miejsce, o którym pisze. To jest jej ziemia i jej świat. Wyraźnie wyczuwamy tę subiektywizację oraz intencjonalne zaproszenie: przyjedź i zobacz, a zakochasz się bez pamięci… jak ja.

Biografia autorki to przykład swego rodzaju wędrówki, najpierw odejście i utrata,  a potem świadomy powrót na prowincję, do korzeni.  Urodziła się bowiem w Puławach (rocznik 1955), a po maturze wyjechała do Torunia i tam ukończyła UMK. Jako studentka zaczęła zajmować się dziennikarstwem i czyniła to przez swoje życie zawodowe. Dorobek publicystyczny ma imponujący, napisała  około 10 tys. artykułów prasowych, głównie reportaży społecznych. W 2015 roku wróciła w rodzinne strony i zajęła się tworzeniem książek. Specjalizuje się w literaturze faktu, tematycznie związana z na nowo odkrywanym rodzinnym miastem i Lubelszczyzną. Opublikowała kilka pozycji książkowych, wśród których najbardziej znane są „Liście jednego drzewa”, „Pismaczka” i „Jagódka”. Tworzy eksponując koloryt lokalny terenów, które zna z dzieciństwa i młodości, i których urok doceniła świadomie w dojrzałym wieku. Swojskość jest niezwykłą zaletą jej pisarstwa. Ukazuje atmosferę, obyczaj, kulturę, gwary, aby wyodrębnić specyfikę regionu nie tracąc nic na autentyczności autochtona, ale i badacza peryferyjnych obszarów kultury współczesnej. Tożsamość artystyczną kształtuje poprzez konkretną przestrzeń geograficzną i tym obdarowuje odbiorcę.  Trzeba więc skorzystać i poznawać Zamojszczyznę oraz Roztocze podążając tropem tego wyjątkowego przewodnika.

Dodatkową zaletą pracy Hanny Pawłowskiej jest  umiejętne odwoływanie do koncepcji genius loci.  Autorka odnajduje go w opisywanej kulturze, krajobrazie, ale i w emocjach, które ta przestrzeń wyzwoli, w barwach i świetle, w specyficznej aurze, w cieniach rzucanych przez budynki, w architekturze, klimacie wsi, rytmie ulic miasta, intelektualnym dorobku regionu. A to przecież liczy się najbardziej nie tylko w publikacji, ale i podróży w ogóle. Niematerialna wartość świata jak najbardziej materialnego ( i nie jest to sprzeczność logiczna!). To sofizmat a rebours całkowicie zasadny w tym nietypowym przewodniku. Praca Pawłowskiej eksploatuje motyw wędrówki do miejsc, które turysta ma poznać w wizualizacji autora, nie tylko dosłownie, ale i metaforycznie. Pars pro toto, część zamiast całości, ale najlepsza!

Przed czytelnikiem ziemia magnacka, majestatyczna i piękna. Niezwykła w wielkości tradycji, historii i niezapomnianej topografii. Kraina dawnej świetności. Fascynuje od wieków ze swoim centrum, czyli  Zamościem, kiedyś szlacheckim grodem prywatnym, położony w dawnym województwie ruskim. Symbol potęgi i chwały rodu Zamoyskich, określany Padwą Północy, miastem idealnym czy też renesansową perłą architektoniczną. Położony niezwykle malowniczo w krainie nazywanej polską Toskanią był również  dawną twierdzą Rzeczypospolitej. Dlatego symboliczne spotkanie tego, co przeszłe z tym co obecne, staje się tu absolutnie naturalne. Książka sytuuje okoliczności tego intrygującego spotkania „między dawnymi a nowymi laty” w wyjątkowym pejzażu obszaru bardzo atrakcyjnego turystycznie.

 Na Zamojszczyźnie wciąż pulsuje silnie zakorzeniona i kultywowana tradycja renesansowej myśli, architektury. Hanna Pawłowska  przedstawia atrakcje tej  perły wśród krain polskich, przejrzyście, w układzie kalejdoskopu miejsc, postaci, legend i historii. Czyni to  z elegancją, umiarem i harmonią. Jest coś wyjątkowego w tej krainie   rozciągającej się od Kraśnika po Lwów. Zamość i  Roztocze zachwycają różnorodnością przyrodniczą, uwodzą zabytkami, śladami tych, którzy przemierzali ten obszar przed nami. A do tego to najbardziej nasłoneczniony obszar w Polsce,  stężenie jodu jest porównywalne do tego na wybrzeżu Bałtyku. Coś więc jest co wyróżnia ten obszar, co czyni go tak oryginalnym i unikalnym, a  książka Domu Wydawniczego „Księży Młyn” pragnie  ukazać ten skarb i  jego ukryte sekrety.

„Po co mi dworskie progi wycierać? W Zamościu nie tylko ja Jan Zamoyski, ale Sobiepan Zamoyski.” **

Warto zauważyć, że centrum krainy, która geograficznie łączy Wyżynę Lubelską z Podolem, ten zakątek sobiepański, pokochała literatura polska. Niejeden pewnie pamięta zachwyt Kmicica, który wraz ze swoimi Tatarami przybył w „Potopie” do siedziby Zamoyskiego. „Doszli wreszcie do Zamościa. Zdumieli się Tatarzy na widok tej potężnej fortecy, a cóż dopiero, gdy im powiedziano, że niedawno jeszcze wstrzymała ona całą potęgę Chmielnickiego. Pan Jan Zamoyski, ordynat, pozwolił im na znak wielkiej przychylności i łaski wejść do miasta. Wpuszczono ich bramą Szczebrzeszyńską, albo inaczej Ceglaną, gdyż dwie inne były z kamienia. Sam Kmicic nie spodziewał się ujrzeć nic podobnego i nie mógł wyjść z podziwu na widok ulic szerokich, włoską modą pod linią równo budowanych, na widok wspaniałej kolegiaty i burs akademickich, zamku, murów, potężnych dział i wszelkiego rodzaju „opatrzenia”. Jak mało który z magnatów mógł się porównać z wnukiem wielkiego kanclerza, tak mało która forteca z Zamościem.Lecz największy zachwyt ogarnął ordyńców, gdy ujrzeli ormiańską część miasta. Nozdrza ich chciwie wciągały woń safijanu, którego wielkie fabryki prowadzili przemyślni przybysze z Kaffy, a oczy śmiały im się do bakalij, wschodnich kobierców, pasów, sadzonych szabel, gindżałów, łuków, lamp tureckich i wszelkiego rodzaju kosztowności.”*** Oczywiście, w pewnym sensie ten dziewiętnastowieczny opis mityzuje przestrzeń świetności i potęgi dawnej Polski. Kmicic przejeżdża przez cały Zamość. Wędruje i ogląda jak turysta, zadziwia go rozmach i przepych. Uderza niezwykłość tego miejsca. Faktycznie, jest coś podświadomego w tęsknocie do takich światów, do krain obfitości i piękna. Miraże polskich snów o potędze lub narodowa kompensacja utraty.

Nie bez przyczyny więc często używane są porównania do ziemi włoskiej i włoskich osiągnięć kultury jako synonimu dobrego smaku i stylu. Nawet sceptycy przyznają, że krajobraz Roztocza przypomina trochę scenerię włoskiej Toskanii z miastem arkad, czyli kompleksem urbanistycznym Starego Miasta w Zamościu, które z takim przejęciem oglądał chorąży orszański. Podobnie zachwycał się Iwan Bajbuza, tytułowy bohater powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego.

W literaturze współczesnej Zamość pojawia się jako miejsce akcji  utworów epickich, na przykład w powieściach Ewy Bassa- Rudnickiej, Joanny Jax, Piotra Szewca, Agaty Sawickiej czy „Kronikach Jakubowych” Olgi Tokarczuk. Natomiast w „Żywotach diabłów polskich” Witolda Bunikiewicza mamy baśniowy obraz miasta. W XIX wieku księgarz Dawid Szyfman napisał „Odę do Zamościa”, ze znanym cytatem: „zamojskie powietrze czyni mądrym”. Trzeba sprawdzić!

 Wielokrotnie miasto nad rzeką Łabuńką było tematem reportaży,  chociażby Mariana Brandysa („Starzy ludzie z Zamościa”) czy Romualda Karasia („Nazywam się Pekosiński”).  Nota bene w przewodniku Pawłowskiej znajduje się rozdział poświęcony właśnie Bronisławowi Bezimiennemu, czyli  Pekosińskiemu  z kontekstem mrocznej historii niemieckiego obozu zagłady w Zwierzyńcu.

Każdy z trzydziestu rozdziałów tej lektury czyta się i ogląda jak dawny diariusz podróży z ilustracjami. To listy – felietony z wędrówki, to opisy miejsc, ludzi, zabytków, kultury. To zapiski, notatki podróżnika.

Oczywiście, programowa różnorodność publikacji jest wpisana w cechy literatury podróżniczej, której tradycja jest długa, datowana od Pauzaniasza i  Herodota, a poprzez „Opisanie świata” Marco Polo stała się epicka. Kiedyś rezerwowana dla odkrywców, misjonarzy, kupców, następnie dla wędrowców, zdobywców, zesłańców, badaczy. Reprezentatywne dla tego nurtu są formy hybrydyczne np. reportaże, diariusze, listy, itineraria, kroniki,  pamiętniki, dzienniki, foldery, broszury, przewodniki, wspomnienia, zapiski, relacje, powieści podróżnicze, szkice,  blogi. Swoboda, dowolność i wręcz nieskończone możliwości wyboru formy wypowiedzi są znakiem firmowym tego typu wypowiedzi literackich z zakresu literatury faktu.

Struktura i  inne sekrety kompozycji

Konstrukcję tak napisanej książki najlepiej dostrzeżemy na przykładzie analizy jednego rozdziału pod tytułem „Ojcowie za kratami”. Przywołany tekst, prowadzi nas do Łysej Góry w miejscowości Radecznica na Roztoczu.  Miejsce znane z kultu św. Antoniego Padewskiego i źródełka u stóp wzniesienia. Podania ludowe głosiły, że mieszkaniec wsi Szymon Tkacz miał w 1664 roku widzenie świętego. Najpierw wierni zbudowali krzyż, potem świątynię i klasztor. Zamieszkali tam bernardyni i  w pierwszej połowie XIX wieku słynęła Radecznica jako Lubelska Częstochowa  oraz miejsce cudów.

Po powstaniu styczniowym, Rosjanie w ramach represji, zakazali corocznych odpustów ku czci św. Antoniego i zamienili świątynię na cerkiew prawosławną. Bernardyni powrócili dopiero w 1915 roku i wówczas stało się to wzgórze również centrum działalności oświatowej, patriotycznej, niepodległościowej. W czasie II wojny w murach zakonu działał konspiracyjnie ośrodek szkolenia żołnierzy AK, a po jej zakończeniu jest to jedno z wielu miejsc Lubelszczyzny związane z walką II Konspiracji Niepodległościowej, z  oddziałami zgrupowania majora Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. W klasztorze był punkt kontaktowy  Inspektoratu Zamojskiego AK.  W 1948 roku siły UB, MO i LWP przeprowadziły pacyfikację. Razem z żołnierzami aresztowano  czternastu zakonników. Przesłuchania i proces trwał prawie dziesięć miesięcy. Uwięzionych żołnierzy i mnichów nazywano „…najzaciętszymi wrogami ludu pracującego, zdrajcami Narodu Polskiego, sługusami angloamerykańskich imperialistów i rodzimych obszarników.” Oskarżono ich o dokonanie czynów mających na celu „zmianę przemocą ustroju Państwa Polskiego oraz uczestnictwo w działaniach konspiracyjnych, szpiegowskich i terrorystycznych.” Wyroki zapadły  – jak zwykle w tych procesach – niesprawiedliwe i barbarzyńskie. Uruchomiono całą machinę propagandową czarnego PR-u. Dwóch oskarżonych skazano na karę śmierci (kpt. Mariana Pilarskiego „Jara” oraz por. Stanisława Biziora „Eama”),  innych na  długoletnie więzienie.

Budynki klasztorne zostały zarekwirowane przez komunistyczne władze i upaństwowione. W ciągu jednej nocy przejęty klasztor zamieniono na szpital psychiatryczny. Siłą przewieziono stu pacjentów ze szpitala w Popkowicach pod Kraśnikiem, personel przymusowo przetransportowano w przeciągu kilku godzin, bez jakichkolwiek wyjaśnień. Nie było warunków, żeby rozlokować pacjentów, więc kładziono ich na  podłodze, na słomie. Pierwsze miesiące placówka działała praktycznie bez węgla,  żywności, leków i sprzętu. Nowa władza na terenie Roztocza instalowała nowy ludowy ład. Taki Szpital Przemienienia jak z powieści St. Lema, tylko według doktryny komunistycznej. A przy okazji dokonywano rozprawy z podziemiem, sekularyzowano własność kościelną.

Z biegiem lat bernardyni odzyskali zakon, wrócili do klasztoru. Jasna Góra Lubelszczyzny ponownie jest miejscem kultu religijnego, odbywają się tu znane w okolicy odpusty. Natomiast szpital psychiatryczny stworzony w tak dramatycznych okolicznościach, przeniesiono do innych budynków w Radecznicy i współcześnie stał się olbrzymim zakładem leczniczym,  a pamięć o niezłomnych Żołnierzach Wyklętych i dzielnych zakonnikach żyje nadal z siłą mitu wśród ludności.

Omówienie wybranego rozdziału pozwala dostrzec poetykę tworzenia świata przedstawionego „Sekretów Zamojszczyzny i Roztocza”.  Autorka zazwyczaj rozpoczyna od intrygującego zaprezentowania okolicy, krajobrazu, zabytkowych budynków (w tym wypadku stary klasztor i bazylikę),  do tego dodaje  historię ludzi, w których dziejach łączy się legenda z faktami,  podania ludowe z nauką. W tym wypadku to pięć stron i tyle znaczeń, tyle ciekawostek, ludzkich tragedii, historii Polski, religii, wolności i zniewolenia, ofiary i krzywdy. Znaczący tytuł Ojcowie za kratami i błyskotliwe interpretacje, bo przecież i za furtą klasztorną, i wstrząsające  historie więzienne. Czytając wędrujemy i poznajemy niezwykle interesującą wiedzę o ziemi dawnych ordynatów Zamoyskich.

Tak opowiedzianych wydarzeń jest tu wiele.  Kompozycja oparta na miniaturowych rozdziałach, o rozległej  pojemności faktograficznej,  przenosi nas od zagadnienia do zagadnienia, od miejsca do miejsca, od historii do historii. Na przykład w następnym rozdziale pt. „Piłsudski na przemytniczym szlaku”, czytelnicy otrzymują anegdotę z życia późniejszego marszałka i jego żony Marii, którzy w 1901 roku dotarli do Zawadek koło Łosińca, skąd w atmosferze prawdziwej kontrabandy przewieziono ich do tajnej kładki na rzece Tanwi i tam szczęśliwie udało im przekroczyć granicę rosyjsko – austriacką.

Dzieje Łysej Góry w Radecznicy poprzedzał natomiast fragment o „Mieście na sitach zbudowanym”, czyli Biłgoraju, znanego z tradycyjnego rzemiosła, o unikalnej gwarze, stylu budownictwa i strojach.  „Rzemieślnicy  zajmujący się przez kilka wieków wyłącznie produkcją sit wytworzyli w Biłgoraju specyficzny rodzaj kultury zawodowej i obyczajów kastowych.” Otrzymujemy nawet próbkę biłgorajskiego języka sitarskiego, którą Pawłowska przywołuje za opracowanym przez przedwojennego regionalistę Michała Pękalskiego słownikiem.  Warto wsłuchać się w tę zapomnianą mowę, w której  motyl  znaczył ‘paszport’, kaśka  to było ‘100 rubli’, drepciuga – ‘koń’,  repik – ‘złodziej’, a krociak – ‘Polak’, łapa – ‘Rosjanin’, a puder – ‘Niemiec’. Jakże inaczej musiały tam  brzmieć dowcipy o Polaku, Niemcu i Rusku… 😉

W drodze: czytanie – zwiedzanie

Dziwny to przewodnik. Bardziej gawęda, opowieść turystyczna wpisująca się w tradycję piśmiennictwa podróżniczego. Czytając pracę autorki „Jagódki” możemy zafundować sobie symultaniczną syntezę kilku przyjemności: wędrówki do miejsc i przestrzeni interesujących krajobrazowo „Tajemnice pałacu Łosiów”, historycznie „Prezydenckie ścieżki” lub całkiem luksusowo „Na koniak do magistratu!”. Przy tym świetne czytadełko, które zachwyca stylem, doborem treści, ciekawostek i dygresji.

Zamość – Szczebrzyszyn – Zwierzyniec – Bełżec  – Tyszowce – Biłgoraj – Antoninówka pod  Tarnawatką – Frampol – Narol – Kraśnik.   Bogactwo wydarzeń powoduje, że każda przeczytana plotka, anegdota czy legenda staje się atrakcyjna turystycznie. Aż nie wiadomo co wybrać, historia barwna, pełna sensacji, przygód i tajemnic. To przecież na Zamojszczyźnie np. ukryto w czasie II wojny światowej „Hołd pruski” Jana Matejki. Król Władysław Jagiełło zamówił 10 tysięcy par butów dla swojego wojska maszerującego pod Grunwald. To tu urodził się i dorastał laureat Literackiej Nagrody Nobla –  Isaac Bashevis Singer czy też  chodził do liceum utalentowany malarz, pisarz, architekt, kompozytor Marek Grechuta, a akty notarialne wypisywał znakomity poeta Bolesław Leśmian.

 Chociaż trzeba uczciwie przyznać, że Leśmian bardzo nie lubił najpierw Hrubieszowa, a potem Zamościa. Pomimo że spędził tutaj ponad trzynaście lat swojego życia i napisał jedyne z najlepszych cyklów poetyckich „Napój cienisty” i „Dziejbę leśną”, to  egzystencja  na prowincji było dla niego koszmarem. Tęskniąc do swojej kochanki Dory Lebenthal, wciąż marzył o powrocie do Warszawy. Jednak symbolicznie pozostał wśród mieszkańców. W mieście znajdują się obecnie  dwie tablice pamiątkowe. Obie na fasadzie kamienicy nazywanej „Centralką”. Jedna z nich zawiera inskrypcję “Bolesław Leśmian … niepoprawny istnieniowiec! Poeta! Znawca mgły i wina”. Na Leśmianowskim Szlaku Literackim są usytuowane rzeźby przedstawiające postaci z wybranych utworów, a  przy ulicy Peowiaków jest  nawet mural jemu poświęcony.

Warto zwrócić uwagę na  estetyczną szatę graficzną książki i znakomitą okładkę, która zresztą towarzyszy całej bestsellerowej serii wydawniczej „Księżego Domu”, cyklu pt. „Poznaj sekrety. Miejsca, ludzie, wydarzenia”. Przewodnik konsekwentnie utrzymany jest w kolorach sepii, czerni i szarości. Zrezygnowano z kolorowych ilustracji, uzyskując efekt dawności. Ilustracje, fotografie, fragmenty czasopism, dokumentów, listów dosłownie wchodzą w tekst, trochę dominują na drukiem, ale tworzą syntetyczną opowieść ze wszystkiego. Czytasz i chcesz tam być. Czytasz i wiesz, że tam dotrzesz. Czytasz i trwasz w zdziwieniu: ależ kraina, ależ historia, ależ widoki! Każdy rozdział tego niezwykłego szlaku przez miasta, wioski, pałace, ogrody, kościoły, kapliczki, parki, muzea, domy i nekropolie… to  odsłona mozaikowego kolażu plastycznego.

Czytamy i wyruszamy na wędrówkę. Możemy czytać osobno, każdy rozdział to odrębna opowieść o miejscu, zdarzeniu, postaci znanej lub utrwalonej w popkulturze. Tajemnice Zamojszczyzny i Roztocza ułożone zgrabnie przypominają kalejdoskop. Każde poruszenie zmienia kadr, ale wciąż ukazuje piękny i niepowtarzalny obraz. Zajmie uwagę czytelniczą na kilkanaście minut, a następne dni i godziny wypełni zwiedzaniem, bezkresnym poznawaniem wciąż nowego, fascynacją skrawkiem wyodrębnionego świata zadziwień estetycznych, etycznych, historycznych, filmowych, muzycznych i literackich… Można czytać i nie ruszać się z miejsca, można czytać podczas wyprawy krajoznawczej, można czytać i marzyć o podróży, można czytać i wspominać miejsca, gdzie byliśmy albo gdzie wciąż jesteśmy.

Wyjeżdżajmy nie po to, żeby uciec, ale żeby poznać i dowiedzieć się czegoś więcej. Tę mieszankę przyjemności dostarcza książka Hanny Pawłowskiej. Warto zabrać ze sobą, przeczytać przed lub po wyprawie, czytać z dumą, kiedy się tam mieszka. Polecam szczerze tym, którzy w turystyce szukają sensu lub siebie i tym, którzy słuchają lub tworzą zgrabne gawędy o małych ojczyznach. W każdej chwili – dobrej i złej – warto tę publikację poznać albo kierować się po prostu„bezinteresowną aktywnością poznawczą” (Leszek Kołakowski).

Polecam serdecznie. Lektura dla każdego ciekawego świata globtrotera i wędrowca, dla mola książkowego i tego,  kto szuka inspiracji. Świetna pozycja, znakomita gawęda. Warto!


Wydawnictwo Księży Młyn
Ocena recenzenta: 5/6
Jolanta Szacik – Jankowska


*O. Stanisławska „Sens podróżowania. Przestroga”

** H. Sienkiewicz „Potop”, tom II, rozdz. XXXIV

*** H. Sienkiewicz „Potop”, tom II, rozdz. XXXIV

Pozostałe cytaty pochodzą z recenzowanej publikacji.


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Księży Młyn. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.