Słabe oberwij, mocne obuduj | Recenzja

L. Cyran, Słabe oberwij, mocne obuduj. Wspomnienia

Z biegiem lat w naturalny sposób ubywa kombatantów walczących na różnych frontach II wojny światowej. Dlatego też zaczyna brakować bezpośrednich świadków wojny i okupacji. Trzeba jednak pamiętać, że żyją jeszcze osoby, które walczyły o Polskę wolną
i demokratyczną w czasie komunistycznego zniewolenia . Być może, na pierwszy rzut oka ich historia nie jest taka interesująca, bo nie ma w niej łapanek, Gestapo czy obozów . Mimo to, warto tym ludziom poświęcić czas, tak, aby w przyszłości, po ich odejściu, równie trudna historia, w której żywo uczestniczyli nie została bezimienna i zapomniana.

Chociaż książka poprzedzona naukowym wstępem, pierwsze, co jest charakterystyczne dla tej pozycji, to fakt, że cała jej narracja prowadzona jest w stylu pierwszoosobowym. To sprawia,
że lektura staje się bliższa czytelnikowi, a on sam utożsamia się z działaniami podejmowanymi przez głównego bohatera (w tym przypadku Pana Ludwika) i jego losem.  Ten zabieg literacki typowy dla powieści autobiograficznych lub wywiadów – rzek w tym konkretnym przypadku, okazał się być rozwiązaniem najlepszym z możliwych. Dzięki temu publikacja ta nie jest niezrozumiałym zbiorem informacji o Polsce pod rządami komunistów, ale książką, która przedstawia te trudne dzieje, na podstawie losów zaangażowanej jednostki. Bowiem jak uczy nas historia, najpierw musi pojawić się jednostka posiadająca odpowiednie cechy, do tego, aby pociągnąć za sobą tłum. I dopiero ta rzesza, wiedziona przez jednostkę zdolna jest do jeszcze większych czynów, niż tylko jeden człowiek.

Sama książka jest pisana w sposób bardzo osobisty, nierzadko nawet wypadałoby rzec intymny. Ale to bardzo dobrze – im bliżej czytelnika, im więcej emocji, tym lepiej. Ludwik Cyran, na kartach książki wspomina swoje właściwie całe swoje życie – oczywiście przez pryzmat działalności opozycyjnej i związanych z nią konsekwencji. Przechodząc przez poszczególne rozdziały coraz lepiej poznajemy środowisko, w jakim przyszło żyć głównemu bohaterowi (urodzonemu w 1955 roku) –  poprzez „Solidarność”, grudzień’ 81, a nawet pobyt w zakładzie karnym (co w tamtych czasach było nie lada wyczynem), kończąc na czasach współczesnych. Kumulacja tych wszystkich zdarzeń, zamiast skruszyć to wzmocniła bohatera.

W całej lekturze mnie najbardziej zaintrygowały i zaciekawiły dwa wątki. Wiodącym był aspekt rodzinny, a więc wszystkie te okoliczności, które złożyły się na jego wychowanie, patriotyczne uczucia, miłość do własnego kraju i zdolność do poświęceń. Ten system wartości przyświecał także późniejszym założonym już przez opozycjonistów rodzinom, które, co naturalne żyły
w ogromnym strachu i niepewności jutra. Uważam, że dobrze jest przedstawić PRL z perspektywy zwykłego człowieka Czasem historykom umyka prawda, że komunizm to też ludzie, a nie tylko partia, pierwsi sekretarze czy plany gospodarcze. Polska Ludowa okazała się w końcu nie wydolna zarówno społecznie jak i gospodarczo. Drugim fragmentem nad którym zatrzymałem się na dłużej  był  barwny opis próby ucieczki Pana Ludwika z PRL przez granicę z Czechosłowacją, obfitujący w cały szereg niespodziewanych okoliczności. To wątek ze wszech miar przygodowy, ubarwiający całą historię. Żadną miarą nie można Panu Ludwikowi odmówić hartu ducha, odwagi i pełnego zaangażowania we wszystko co robił.

Cała ta opowieść wpisana jest w śląską scenerię Rybnika i okolic – od połowy lat pięćdziesiątych, aż do współczesności. Dzięki temu fabuła jest żywa i nie ograniczona do wyłącznie do jednego rodzaju podawanych informacji. Mimo że odbiór książki uatrakcyjniają fotografie, bardzo często pochodzące z archiwum autora, całość fabuły wydaje mi się mało przystępna, szczególnie dla młodego odbiorcy. Brakuje mi takiego prostego, nienaukowego wprowadzenia tamte czasy. Autor bowiem wychodzi z błędnego założenia, że czytelnik wszystko wie z historii i niczego nie trzeba mu wyjaśniać. Poza tym zastrzeżenia mam jeszcze do  kwestii przypisów – niektóre wydają się zbyt szczegółowe i w mojej opinii niepotrzebne. Myślę tu przede wszystkim o tych, które dotyczą śledztw prowadzonych przez IPN. Wydaje mi się, że nie powinny one należeć do toku narracji, ponieważ zamiast ułatwiać zrozumienie pewnych kwestii, sprawiają, że dzieje się zupełnie inaczej.

Podsumowując uważam, że niniejsza książka, mimo paru niedoskonałości, jest bardzo dobrym portretem polskiej opozycji demokratycznej, ale w mikroskali. Przecież każdy zna Lecha Wałęsę, Bogdana Borusewicza, Annę Walentynowicz, Andrzeja Gwiazdę, Władysława Frasyniuka, czy Kornela Morawieckiego. Jednak poza nimi w struktury działań antykomunistycznych zaangażowanych było bardzo  wielu ludzi, którzy z równym zaangażowaniem walczyli z władzą o demokrację, niejednokrotnie się narażając, ale nie chcieli lub nie potrafili zyskać rozgłosu, woląc pracować u podstaw. Książki takie jak ta, mają za zadanie o nich przypominać. Sądzę, że gdyby każdy opozycjonista wydał swoje wspomnienia z tamtego okresu, naprawdę byłoby co czytać oraz konfrontować punkty widzenia. Niniejsza publikacja to krok w dobrą stronę, aby w końcu odsłonić wszystkie karty peerelowskiej układanki, a przez to wyprowadzić na prostą najnowsze dzieje polskiej historii.

Wydawnictwo: Instytut Pamięci Narodowej

Ocena recenzenta: 4/6

Dominik Majczak

One Comment

  1. Tak, tak, Bolka zna każdy. Niestety.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*