Szklane ptaki recenzja

Szklane ptaki | Recenzja

K. Zyskowska Szklane ptaki. Opowieść o miłościach Krzysztofa Kamila Baczyńskiego

Bycie poetą i paranie się sztuką słowa nie jest zadaniem ani prostym i to z wielu powodów. Twórca bowiem z natury jest człowiekiem na wskroś wrażliwym, zbyt delikatnym, za bardzo artystycznym, a niejednokrotnie również za nadto uduchowionym. Boli go samo przebywanie na tym świecie, który jest tak inny od tego, jaki powstaje w jego wyobraźni. Aby od tego wszystkiego nie oszaleć potrzebuje kochającej go rodziny i wspierających bliskich. W takim anturażu tworzył Krzysztof Kamil Baczyński dla którego muzami były żona oraz matka. Obie darzył wielkim uczuciem, ale czy był szczęśliwy? Przekonajmy się.

W pierwszych słowach tego tekstu muszę wyznać, że wiersze Krzysztofa Kamila Baczyńskiego są jednymi z niewielu, które w nurcie poezji XX wieku wzbudzają we mnie naprawdę wielkie emocje. Mogę je określić dwojako. Pierwsze z nich odnoszą się do kunsztu literackiego, szacunku do słowa, użytych form stylistycznych oraz środków poetyckiego przekazu.

Z kolei drugie to te opisujące grozę wojny i okupacji z perspektywy młodego człowieka. Z zupełnie niezależnych od siebie powodów musiał on funkcjonować, mając na celu przede wszystkim przeżycie. Nie ukrywam także, że ciekawiło mnie jego życie prywatne oraz zasygnalizowany konflikt między kobietami jego życia.

Z tych powodów z wielką radością otworzyłem okładkę i nadal jestem pod ogromnym wrażeniem efektu końcowego. Po lekturze w głowie mam dwa pytania – oba związane z alternatywną wizją dziejów – co mógłby jeszcze osiągnąć K.K. Baczyński, jak daleko zajść, gdyby nie wojna oraz powstanie, a także czy pomiędzy Barbarą a Stefanią w końcu nastąpiłoby pojednanie? I czy może w jakimś stopniu przyczyniłoby się do tego dziecko, które małżonka poety nosiła pod sercem?

Jestem pod ogromnym wrażeniem przyjętej formy. Sądzę, że z celowego zamysłu Autorki powstał pewien rodzaj pamiętnika, którego treść została rozpisana na trzy osoby. Jak łatwo się domyśleć narracje będą tworzyli sami główni zainteresowani – sam poeta (jako syn a także mąż). Ponadto jego matka – Stefania oraz żona – Barbara Drapczyńska. Co oczywiste, w toku opowieści pojawiają się i inne osoby. Między innymi przyjaciele, rodzina, harcerze, żołnierze Armii Krajowej, gestapowcy, getto, ale przede wszystkim zwykli, szarzy warszawiacy. Przez to wszystko całość publikacji staje się bardziej bogata i wielowątkowa.

Doskonałym rozwiązaniem okazało się również sfabularyzowanie niemal wszystkich elementów całego świata przedstawionego. Rzecz jasna, sama faktografia, z nielicznymi wyjątkami pozostała niezachwiana. Ważne, że właśnie dzięki takiemu posunięciu Autorki, życie i twórczość K.K. Baczyńskiego staje się bliższa. A czytelnik może poczuć kotłujące się w bohaterach, ale także i w nim emocje na własnej skórze. Zaręczam Państwu, że mnie zdarzyło się to kilkukrotnie, ale w ogóle tego nie żałuje. Przez to stałem się częścią opowieści.

Nie można również przejść obojętnie obok jeszcze jednego zabiegu stylistycznego. Mam tu na myśli umiejętne i nad wyraz udane wplatanie krótszych lub dłuższych, ale również i sparafrazowanych fragmentów wierszy K.K. Baczyńskiego. Szczególnie ujmujące są końcowe części narracji opisujące okoliczności śmierci poety (w ruinach Pałacu Blanka) i jego Barbary (w piwnicy kamienicy). Dawno się już tak nie wzruszyłem. Na przestrzeni tych kilku linijek okazało się, że łączyło ich ze wszech miar prawdziwe uczucie, którego nie mogły zniszczyć żadne ludzkie czynniki. Oni oboje byli jakby ponadto, ponad konwenanse, emocje, czy rozum. Czy w dzisiejszych czasach kogoś stać jeszcze na taki poryw serca? Ciekawe.

Nie da się omawiać tego rodzaju literatury bez odniesienia do okoliczności wojennych. Jestem przekonany, że gdyby nie niemiecka okupacja Baczyński nie musiałby podejmować tak tragicznych w swej istocie decyzji. Sam konflikt pomiędzy dwoma najważniejszymi kobietami w jego życiu byłby dla niego samego mniej dojmujący. Przecież w realiach warszawskiego życia tamtych czasów, nie można było zaplanować kolejnego dnia. Nie mówiąc już o snuciu dalekosiężnych planów na przyszłość. Być może dlatego Baczyński wszystko to, co go spotykało przeżywał dwa razy bardziej dotkliwie. Nie mógł zrozumieć motywów i motywacji pewnych kroków. Wojna w jednej chwili zmienia wszystko, a najważniejszym z instynktów staje się instynkt przetrwania. Nad człowiekiem od rana do wieczora wisiało przecież widmo łapanki, obozu, rozstrzelania, czy rewizji. Wojnę też świetnie czuć na kartach książki, choć w tym przypadku, chociaż prawdziwe, nie jest to nadzwyczaj dobre określenie. Sądzę jednak, że od strony recenzji jak najbardziej dopuszczalne.

Dodatkową zaletą książki Szklane ptaki jest wybitna konstrukcja portretów psychologicznych oraz cech charakterystycznych mężczyzny i dwóch tak różnych od siebie kobiet. Każda z nich inaczej rozumiała, ale przede wszystkim inaczej interpretowała miłość do poety. Zaborcza Stefania i zakochania po uszy i całym sercem Basia. Wszystkie one zbudowane są w taki sposób, że nie jest właściwe możliwe ich obojętne potraktowanie.

Okazuje się bowiem, że artysta, a nawet poeta nie jest kimś nadzwyczajnym. Nie jest żadnym nadczłowiekiem, a zatem nie należy do jakiejś specjalnej kategorii ludzi. Przeciwnie, jest takim samym człowiekiem, jak my wszyscy. Targają nim takie same emocje, ma takie same problemy. Lecz przede wszystkim targają nim dylematy moralne i nie tylko podobne do naszych.

Z całym przekonaniem muszę stwierdzić, że spiritus movens opisanego konfliktu i najbardziej czarnym charakterem jest w mojej opinii matka Krzysztofa. To ona źle rozumiała, czym jest macierzyńskie uczucie do jedynego, wyczekanego dziecka. A przez to raniła go coraz bardziej i bardziej. Zaryzykuję nawet tezę, że go nie rozumiała, a może nawet nie próbowała zrozumieć, choć twierdziła, że tylko ona go rozumie. Ta kobieta nie potrafiła pozwolić mu się usamodzielnić. Najbardziej czytelnym znakiem takiego rozumowania było jej ostentacyjne zachowanie po ślubie Baczyńskiego i Drapczyńskiej. Broń nas Boże od takich matek. Mam świadomość, że być może w części jest to też fikcja literacka, ale jeśli, co potwierdzają także i źródła tkwi w tym nieco prawdy, to serdecznie poecie i jego żonie współczuję.

Nieocenione są przemycane chyłkiem, a czasem celowo informacje o życiu prywatnym „Diamentu”. Dzięki temu dowiedziałem się m.in. o jego żydowskich korzeniach, pochodzeniu jego drugiego imienia, chorobie, podejściu do krytyki swoich dzieł, a także relacji łączących jego ojca i matkę. Jak każda rodzina, także i Baczyńscy nie byli oni wolni od problemów przeróżnej natury. Nie pozostawało to bez wpływu na dorosłe życie syna. Nie można przecież obarczać go winą za to jak został wychowany i jakie wzorce mu wpojono. Swoje piętno odcisnęła również wojna i jej okrucieństwo, co także bardzo dobrze pokazuje książka. Skądinąd jednak są to czynniki kształtujące wrażliwość twórcy niemal od kołyski. Być może bez nich nie osiągnąłby takich laurów. Niestety z racji na tragiczne losy poety wszystko to pozostanie już w sferze domysłów.

W książce wielokrotnie pojawia się zdrobniała forma imienia Krzysztof, najczęściej Krzych, rzadziej Krzyś. Ta druga propozycja wydaje mi się dużo bardziej na miejscu. Krzych brzmi strasznie twardo i poważnie, choć powiem szczerze, że z uwagi na to, że poeta tworzył w takich a nie innych czasach, nie wiem, czy odważyłbym się tak zwracać do Baczyńskiego. Wolę jednak zachować dystans. Należał on bowiem do tego pokolenia poetów, które budząc mój podziw, musiało decydować się na walkę piórem lub karabinem. Wielu z nich wybrała to drugie rozwiązanie, o co my współcześni nie możemy mieć pretensji, ale świat poezji już chyba tak. Nie wiem czemu, ale zawsze czułem jakiś taki wewnętrzny sprzeciw wobec zbyt krótkiego życia osób o ogromnym talencie, a tego K.K. Baczyńskiemu żadną miarą odmówić nie można.

W ostatnim fragmencie chciałbym podziękować Autorce za tak niejednoznaczny tytuł. Nie odpowiem Państwu jakie jest jego znaczenie i skąd pochodzi. Napiszę tylko, że aby go zrozumieć trzeba przeczytać książkę Szklane ptaki z uwagą. Ptaki, to zwierzęta wolne, latające tam gdzie wzrok już nie sięga, a szkło jest tak kruche i delikatne jak ludzkie życie, zwłaszcza w czasach wojny.

Myślę, że Polsce brakowało i będzie brakować twórców na miarę talentu Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Zachęcam do lektury. Dzięki niej poznamy tego młodzieńca nie tylko jako poetę, czy artystę, ale przede wszystkim jako męża i syna, którego połowa serca jest już na zawsze zajęta.

Wydawnictwo: Znak literanova

Ocena recenzenta: 6/6

Dominik Majczak

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*