Magdalena Stykała, W ramionach ułana
W polskiej historii jest kilka okresów czy instytucji silnie zmitologizowanych. Gdybym miał wymieniać, to w pierwszej kolejności przychodzi mi na myśl okres II Rzeczypospolitej, a z instytucji, to bez wątpienia kawaleria. Póki co nie widać sposobu na ich odbrązowienie, bo ta walka przypominałaby walkę z Sienkiewiczem czy Matejką i ich wizjami. W ramionach ułana nawet nie podejmuje tej walki. Ale po kolei.
Magdalena Stykała, jak można przeczytać na skrzydełku okładki, to żona, mama, kobieta pracująca. Pisarstwem zajmuje się już jakiś czas, wspomina dwie książki obyczajowe. W ramionach ułana jest początkiem sagi ułańskiej, ale nie udało mi się ustalić jak długa i obszerna ta saga ma być. Książka ukazała się w 2025 r. nakładem Repliki. Okładka miękka ze skrzydełkami, okładka sztampowa, ale to do przeżycia.
Historia osadzona jest w drugiej połowie lat 30-tych ubiegłego wieku, ale autorka omawia też historię rodzinną, więc sięga do czasów I wojny światowej. Główną bohaterką jest młoda dziewczyna, Agata Tęczyńska, córka hodowcy koni kawaleryjskich. Rodzina mieszka niedaleko Bydgoszczy i tam dzieje się spora część książki. Drugim, równie ważnym miejscem, jest Lwów, gdzie Agata dostała się na studia w Akademii Weterynaryjnej.
Bohaterami są Agata i jej rodzina – rodzice, brat, ciotka bezdzietna, dwóch braci stryjecznych. Reprezentację kawalerii stanowią ułani, którzy często goszczą w stadninie ojca. Z jednym z nich Agata nawiązuje płomienny romans. We Lwowie poznaje innego i też z nim romansuje.
Książkę można podzielić na dwie części, mniej więcej sobie równe objętościowo. Jedna, to opis romansów Agaty. Jak to się rodzi, jak to się rozwija i jak to się kończy. Ponieważ jest tego połowa, to skrócę to w tej recenzji do tych kilku słów. Mnie to znudziło i odrzuciło. Druga część, to wszystko inne – historia rodzinna, tło obyczajowe i brak przyzwolenia na studia kobiet, zakupy koni, kontakty handlowe, emancypacja. Dosłownie, wszystko i nic. Tu tylko nadmienię, że w pewnym momencie autorka przedstawia historię sufrażystek i emancypantek. W sumie kilka stron, z nazwiskami i datami.
Kawalerzyści, to wieczne dzieci i bawidamki. Zgodnie z obowiązującym przekonaniem kawalerzysta najpierw zajmie się koniem, potem alkoholem, na końcu kobietą. Jest to w kilku miejscach przedstawione i skrupulatnie omówione. I tak ci żołnierze są zaprezentowani – śliczniutkie lalki, które noszą mundur tylko po to, żeby, pisząc kolokwialnie, zaliczać panny.
Emancypacja, to z jednej strony, chwalebna walka o edukację i prawo do studiów dla kobiet. Z drugiej, swoboda seksualna. Tylko to ujęcie jest karykaturalne, bo wygląda na to, że kobieta będzie wolna tylko, jeśli będzie traktowała seks jak stereotypowy facet na dyskotece. Absolutnie do mnie to nie trafia.
Opis romansu zajmuje zdecydowanie za dużo miejsca i przez to mam wrażenie, że w książce w sumie nie ma fabuły. Najpierw jest opis świata i życia, którego celem jest wytłumaczenie skąd wziął się w stadninie ów ułan i dlaczego ten romans w ogóle się zaczął. Potem jest jakieś 100 stron tego romansu, krótka przerwa na studia we Lwowie i początek kolejnego romansu, którym opowieść się kończy.
Miały być humor i ułańska fantazja. Przynajmniej tak stoi na tylnej okładce. Ułańska fantazja sprowadza się do szybkiej jazdy konnej przez las, a humor do przekomarzanek Agaty z różnymi mężczyznami. Niestety, na moich ustach w trakcie lektury nie pojawił się nawet cień uśmiechu.
Jeśli liczycie na porywającą opowieść pełną przygód, to nie. Jeśli liczycie na historię, która w przystępny i przyjemny sposób odbrązowi międzywojenną kawalerię, to też nie. Jeśli liczycie na romans i jednowymiarowych, papierowych mężczyzn, to tak.
Wydawnictwo Replika
Ocena recenzenta: 3/6
Jakub Łukasiński
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.